najnowsze

Pseudonim: PookyFan
Skąd: Tajna Kryjówka, obecnie Kraków
Napisanych prac:
- wiersze: 5
- proza: 24
- publicystyka: 24

Średnia ocen: 4.5
Użytkownik uzyskał: 243 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Avatar" 13.01.2010
"Rozen Maiden" 25.08.2010
"The Embodiment of Scarlet..." 11.12.2010
"Czarodzieje mogą wszystko;..." 20.07.2009
"Zagadka Kuby Rozpruwacza" 05.02.2009

Inne prace tego autora:
"U Pana Boga za miedzą" 24.06.2009
"Perfect Cherry Blossom" 24.07.2012
"Rozen Maiden" 25.08.2010
"Mass Effect: Ascension" 29.07.2010
"The Embodiment of Scarlet..." 11.12.2010


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Łopatą do serca" - Vår
"Infekcja" - Vår
"Infekcja" - Vår
"Stephen King. Sprzedawca..." - zingela
"Kuchenne rewolucje - Nowe..." - jazzu
"System Białoruś" - Edward Horsztyński
"Mechanik Dusz: Autowiwisekcja" - subtelny demon
"Simon i dęby" - Srebrna
"Moods And Messages" - FeliciaM.
"Beyoncé" - FeliciaM.

Avatar

Data Premiery: 10.12.2009r.
Gatunek: Science fiction
Czas: 162 min.
Reżyser: James Cameron
Obsada: Sam Worthington, Zoe Saldana, Sigourney Weaver, Stephen Lang, Michelle Rodriguez, Giovanni Ribisi, Joel Moore, CCH Pounder, Wes Studi, Laz Alonso, Dileep Rao, Matt Gerald, Sean Anthony Moran


W kinematografii przełomy – czy chociaż najzwyczajniej w świecie oryginalne filmy – zdarzają się coraz rzadziej. Często też powiela się te nieliczne dzieła, które wnoszą do historii kina coś nowego i dobrego, a wcześniej nie wykorzystanego. Tak było w przypadku "Shreka", po którym powstało mnóstwo animowanych produkcji stawiających na specyficzny i prosty humor; tylko nieliczne okazały się naprawdę ciekawymi i wartymi obejrzenia filmami. Podobnie też przecież było w przypadku "Gwiezdnych Wojen", po których filmy science fiction nie były nimi bez potężnej floty statków kosmicznych i ufoludków. Dziś obejrzałem film "Avatar" - według wielu krytyków dzieło fenomenalne. Czy faktycznie zasługuje na to miano, czy jest tylko kolejnym odgrzewanym kotletem w nowej panierce? Efektywne a efektowne Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest oczywiście wrażenie audiowizualne. Powiem szczerze, efekty specjalne i animacje zastosowane w tym filmie budzą podziw, zwłaszcza w wersji 3D. Lesista planeta Pandora, na której rozgrywa się akcja filmu, wygląda naprawdę pięknie z jej egzotyczną roślinnością, również tubylczy Na'avi prezentują się imponująco. Pełny obraz kunsztu twórców filmu objawia się jednak dopiero w scenach ukazujących szeroką panoramę pięknego, skalistego zakątka dziwacznego świata: nazwane w filmie "pływającymi wyspami" unoszące się w powietrzu na skutek niskiej grawitacji ogromne odłamy skalne na tle błękitnego nieba zasnutego lekko bladymi chmurami jest widokiem zaiste niezapomnianym. Również wygląd maszyn ludzi jest miły dla oka – nowoczesne, błyszczące samoloty i roboty bojowe budzą podziw. Krótko mówiąc, wizualnie film stoi na najwyższym poziomie – jeszcze nigdy wcześniej nie widziałem tak dopracowanej pod tym względem produkcji. Szkoda, że oprawa muzyczna nie budzi już takiego zachwytu – spełnia swoje zadanie, wpływa na emocje widza, ale tu, niestety, żadnych rewelacji nie ma. Szkoda. Po takim projekcie spodziewałem się zapadającego na zawsze w pamięć motywu, który poruszyłby do głębi, wzruszył i rzeczywiście zostawił jakiś ślad na odbiorcy. Tymczasem można powiedzieć tylko, że muzyka jest oraz spełnia swoje zadanie – jednak nic ponadto. Co do fabuły, mam poważny dylemat. Z jednej strony jest rozwinięta, wielowątkowa i ciekawa, pełna – zdawałoby się – polotu i wzruszająca. Z drugiej strony w oczywisty sposób powiela istniejące już w kinematografii wzory. Nie pomylę się twierdząc, iż jest to typowy, amerykański (jeśli chodzi o sposób przedstawiania wydarzeń i konstrukcji fabuły) film, w dodatku przesadnie poprawny politycznie, występuje tu bowiem przejaskrawiony motyw niszczenia przyrody przez człowieka, a współczesna ekologia polega często – niestety – na głoszonych bezmyślnie propagandowych hasełkach, nie mających odzwierciedlenia w rzeczywistości. Tak też wygląda ukryty przekaz filmu – wypisz, wymaluj w pełni proekologiczny obraz. Dostrzegłem też pewną powtarzalność innych motywów występujących w filmie, jak chociaż wygląd Na'avijczyków – prawie natychmiast skojarzył mi się z wyglądem rasy Draenei z "World of Warcraft: The Burning Crusade" (nie dlatego, że grałem w to za dużo – podobieństwa same się narzucają: humanoidalna budowa ciała, niebieski kolor skóry, ogon, nietypowy kształt uszu i twarzy, nawet większość cech wewnętrznych się zgadza, a mianowicie wielka wrażliwość duchowa i szamanistyczne zapędy, o których opowiem szerzej nieco dalej). Natomiast krajobraz "pływających wysp" jest widokiem niemal idealnie wyciętym z tej samej gry – podobne zjawiska występują na charakteryzującym się niską grawitacją, zniszczonym Draenorze. Gdyby nie to, że w filmie rozciągała się pod spodem olbrzymia puszcza, rzekłbym wprost: "Nagrand żywcem wyjęte z Outlandu w WoWie". No i jest też nieśmiertelna w filmach sf, wysoce rozwinięta technika – no dobra, to już praktycznie standard, chociaż po filmie, jaki miał okazać się przełomem, oczekiwałbym raczej odrobiny oryginalności. Dobrze, że chociaż fauna i flora Pandory okazała się pomysłowa i jakby "świeża": świecące rośliny i potężne, kryjące się w puszczy potwory, jak również to, iż twórcy filmu pomyśleli o zróżnicowaniu niektórych cech biologicznych względem ziemskich stworzeń – to wszystko zasługuje na ogromna pochwałę. Ciekawy jest też mechanizm społeczny tubylczych Na'avi – przypominający plemiona indiańskie, a jednak przedstawiony bardzo ciekawie i oryginalnie. Najważniejsze jednak, jeśli chodzi o oryginalność jest to, iż w filmie znalazł się w końcu jeden naprawdę ważny – choć wydaje się błahy – element, który od zawsze był bolączką wiarygodnego przedstawiania świata we wszystkich chyba filmach sf: język tubylców. Na'avi posługują się własnym, bardzo rozwiniętym, systemem mowy, a porozumiewanie się pomiędzy niektórymi spośród tych obcych z ludźmi jest bardzo dobrze wytłumaczone i uzasadnione. Niby nic ważnego, jednak takie właśnie mało znaczące (na pozór) elementy pozwalają – bądź nie – wczuć się w sytuację przedstawioną na kinowym ekranie, budują one bowiem poczucie wiarygodności wobec filmu u widza. Biorąc to wszystko pod uwagę to trochę szkoda, że film tak ambitny jest tak niejednoznaczny, jeśli chodzi o oryginalność. Z jednej strony dość naiwna fabuła, z drugiej bardzo ciekawie i świeżo przedstawiony świat, w którym toczy się akcja – to wszystko nie pozwala obiektywnie – a nawet subiektywnie – stwierdzić, czy "Avatar" jest filmem przełomowym. Forma budzi zachwyt, efekty specjalne zwalają z nóg – a jednak tego wieczoru w kinie zapadły mi w pamięci szczególnie mocno tylko trzy momenty – owe "latające wyspy", nieodłączna walka Wielki Zły vs Dobry Bohater, oraz to, że zauważyłem – już po seansie – ładną dziewczynę chodzącą ze mną ongiś do gimnazjum. "Avatar" to produkcja zdecydowanie efektywna, to fakt, jednak nie okazała się wielkim przełomem, tylko bardzo przyjemnym w oglądaniu filmem sf, który naprawdę warto zobaczyć, choć nie zapisze się z pewnością w historii kina. Merytoryczna głębia Warto tu wspomnieć o kilku elementach treści szczególnie wartych uwagi. Nie chcę zdradzać szczegółów, jednak Na'avi są ludem o skłonnościach szamanistycznych – wierzą w pierwotną potęgę łączącą wszystko, co żyje na Pandorze, w głosy przodków, ba – w filmie pokazane są nawet rytuały spirytystyczne przeprowadzane na bohaterach. Wyraźnie dano też do zrozumienia o realności wiary, którą praktykują mieszkańcy Pandory. To wszystko bardzo dziwnie kontrastuje z nowoczesną techniką z Ziemi, i tworzy bardzo intrygujący miks – ciężko go jednak jednoznacznie określić mianem "dobry", "zły" czy chociaż "ciekawy". Mocno kontrowersyjny jest też stosunek pozytywnych ludzkich bohaterów wobec wiary w ową pierwotną energię występującą na Pandorze. Zbyt kategoryczne i jednoznacznie przedstawienie jej burzy otoczkę tajemniczości i poczucia nieznanego, a stawia przed pewnikiem realnym i rzeczywistym w świecie fabuły. Takie bezpośrednie i szczere pokazanie wiary ludu Na'avi budzi więc pewien niepokój, jeśli chodzi o wyimaginowaną w filmie rzeczywistość. Jak dla mnie, takim elementom fabularnym powinna otaczać pewna atmosfera nieznanego, chociażby dlatego, że czyni je ciekawszymi, natomiast postawienie widza przed faktem istnienia szamanistycznej siły nadnaturalnego żywiołu jest krokiem mało przemyślanym i powoduje zupełnie inne nastawienie do wierzeń Na'avi. Trochę naiwnie pokazano również ludzką korporację eksploatującą złoża naturalne Pandory. Oczywiście są to ludzie źli i nastawieni na zarabianie pieniędzy na planecie, nawet za cenę zniszczenia jej ekosystemu i mieszkańców. Wyjątkiem jest tu grupa cnotliwych naukowców badających lud Na'avi i w pełni go rozumiejących – tu jednak przesadzono z drugiej strony. Tego typu kontrasty są, niestety, stałymi elementami takich superprodukcji, nic dziwnego więc, że nie zabrakło ich również w "Avatarze". Również zaangażowanie głównego bohatera niekiedy budzi wątpliwości – szczególnie zakończenie filmu, którego nie chcę zdradzać, a które rozczarowało mnie ze względu na jego dwuznaczność moralną, światopoglądową oraz merytoryczną. Szkoda, że zabrakło tu pewnej głębi fabularnej, ale cóż – jest to w końcu superprodukcja, a nie przełom. Niejednoznacznie Ciężko powiedzieć wprost, jaki to film. Jest jednocześnie olśniewający i banalny, oryginalny i powtarzalny, ciekawy i nieco kontrowersyjny. Mamy do czynienia z produkcją powalającą, choć podpasowującą się pod typowy, amerykański film. Akcja jest wartka, a jednak jednocześnie miejscami źle rozplanowana: przyspieszająca i zwalniająca na zmianę, pełna zbyt mocnych zwrotów zdarzeń po na pozór zamkniętych wątkach – kilkakrotnie myślałem, że to nie mocny zwrot akcji, ale raczej, że kończy się cały film. Jednak pomimo wszystkich tych wad i biorąc pod uwagę zalety, zdecydowanie polecam "Avatara", po raz kolejny podkreślając jednak, że żadnym fenomenem nie jest. Natomiast przyjemnym w oglądaniu, a miejscami zdumiewającym wizualnie filmem do obejrzenia na (niecałe) trzy godziny wolnego czasu – już tak.

Zalety:
- Świetne efekty specjalne
- Powalająca oprawa wizualna
- W sumie dość ciekawa fabuła

Wady:
- Schematyczność
- Naiwność fabuły
- Jak na tak ambitną produkcję - przeciętny




Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 7    
Data dodania: 13.01.2010r.

1     

mynemesis Użytkownik 12 02 2011 (22:01:27)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Recenzja obiektywna, zgodna z prawdą i z dozą humoru. Trafnie oceniłeś zalety i wady 'Avatara', chociaż na film mnie nie namówiłeś, bo raz już widziałam i na drugi nikt by mnie nie namówił.
Jestem pod wrażeniem, dlatego daję Ci 6.

Keruz Użytkownik 07 11 2010 (23:41:28)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Naprawdę dobre, recenzja taka jak trzeba.

Fał Użytkownik 24 01 2010 (12:23:09)

A ja się nie zgodzę z uwagami dotyczącymi kontrastów i przerysowanych postaci. To jest film, tu masz 1,5h (no, w wypadku Avatara 2,5) na zbudowania świata, bohaterów, urealnienie ich, a na dodatek opowiedzenie jakiejś historii. To za krótko, żeby stworzyć skomplikowanych bohaterów, bo jeśli się to zrobi to na akcję nie starczy już miejsca albo widz się znudzi. Dlatego błędem jest przykładanie do filmów kryteriów żywcem wyjętych z recenzowania książek, bo to po prostu zupełnie co innego.

BraveQuelle Użytkownik wpmt 18 01 2010 (21:14:28)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Szczerze mówiąc jeszcze nie oglądałam, ale jak wspomniała poprzedniczka - twoja recenzja zachęca do samodzielnego poznania filmu. Rzadko czytam recenzje, ale ta jest na prawdę godna podziwu. Gratuluję. :)

Imbir Użytkownik 17 01 2010 (15:47:01)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Przyznam szczerze, że to jedna z niewielu recenzji, która tak dokładnie przedstawia nam wiele aspektów związanych z filmem, a jednocześnie nie opowiadająca ze szczegółami fabuły. Bardzo mnie zaciekawiła ta praca, szczególnie akapit "Merytoryczna głębia", jeszcze bardziej zachęcił on do samodzielnego poznania filmu. Nie mam zastrzeżeń większych, piękna recenzja.

PookyFan Użytkownik 15 01 2010 (22:22:29)

Scenariusz może i powstał w 1995r., nie oznacza to jednak, że dokładny wygląd Na'avi nie mógł powstać dopiero podczas tworzenia filmu już w XXI wieku. A podobieństwo jest, no... uderzające. Tylko kopyt im chyba brakuje, a tak to niemal dokładne kopie Draenei.

DonVendetta Użytkownik 15 01 2010 (21:27:27)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Zgodzę się z każdym słowem, które tutaj zostało napisane. Efekty specjalne, jaki cały ten świat wywarł na mnie wielki pozytywny podziw. Momentami sam chciałem znaleźć się w takim miejscu. Co do WoW'a, to pierwszą rasą jaką od razu wspomniałem był mój ulubiony Night Elf-druid. Kwestia Draenei, dla mnie zostanie niewyjaśniona, gdyż faktycznie można pomyśleć, ze jeden kopiował od drugiego. Biorąc pod uwagę to, że scenariusz powstawał już 1995r. ale to nie istotne. Efekty nie pozwalają przejść obojętnie obok tego filmu, a fabuła wręcz jest jak disneyowski Pocahontas. Ogółem recenzja świetna, wyczerpująca i rozkładająca film na czynniki pierwsze. Ode mnie 6, bez większego zastanowienia. Pozdrawiam DV


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(19): 19 gości i 0 zarejestrowanych: