Attack of the 50 ft. woman

Data Premiery: 19.5.1958r.
Gatunek: Horror, komedia
Czas: 65 min.
Reżyser: Nathan Juran
Obsada: Yvette Vickers


Lata pięćdziesiąte w Ameryce były dość dziwnym okresem dla filmu. Triumfy świecił Edward Wood. Powstawało wiele horrorów o kosmitach, czy atakach nuklearnych. Ludzie się tego bali, więc tandetne produkcje robiły furorę. Dużo z nich stało się kultowych. Większość tytułów mogliśmy „podziwiać” na ostatnim festiwalu „Najgorsze filmy świata”. Nie zabrakło tam również obrazu „Atak kobiety o 50 stopach wzrostu”. Nancy Archer jest typową, bogatą panienką z dobrego domu. Ma swoje dziwactwa i jest przyzwyczajona do tego, że wszyscy jej usługują. Mąż, Harry, jest z nią tylko dla pieniędzy, więc nie przepuści okazji, aby „użyć” sobie z inną kobietą. Pewnego razu Nancy zostaje porwana przez olbrzymiego mieszkańca innej planety. Po jakimś czasie zjawia się w domu i zaczyna rosnąć. Wykorzystując swoją przewagę postanawia zemścić się na niewiernym współmałżonku. Nie bez kozery film ten znalazł się w zestawieniu najgorszych filmów świata. Prócz w miarę ciekawej historii, nie ma w nim nic. Postacie się miotają, są bezbarwne (nie ze względu na czarno-białą taśmę). Aktorzy nawet nie próbują udawać jakiejkolwiek gry, wypowiadają sztuczne dialogi i czekają na to, co ich spotka. Przez ¾ projekcji obraz nudzi niesamowicie. Nie ma akcji. Ciągle czekamy, aż odnajdą olbrzyma, aż kobieta się obudzi. Gdy już coś się zaczyna dziać, trwa przez ostatnie pięć minut. A wtedy nas to nie obchodzi. Modlimy się o napis: The end. Jeśli chodzi o realizację, jest jeszcze gorzej. Film jest tak pocięty, że gdy przydałoby się coś pokazać, aby przykuć uwagę widza, nic nie widać. Bez problemu można zauważyć nakładanie obrazu na obraz. Przez pojawiającego się olbrzyma prześwitują góry. Do tego, gdy trzyma w ręce np. radiowóz, zwracamy uwagę, że to zwykły samochodzik. A gdy kobieta podnosi swojego męża wiadomo, że to szmaciana lalka. Jakby tego było mało dochodzi jeszcze banalne, hollywoodzkie, „wyciskające z oczu łzy” zakończenie i ostatnia kwestia doktora. Jedynym plusem, jakiego się doszukałem, jest to, że momentami ta nieudolność zaczyna bawić. Ciężko uwierzyć, że ten obraz mógł kiedykolwiek straszyć. Wszystko jest nie takie, jakie być powinno. Zero filmowości, zero uczuć, zero gry aktorskiej, zero wszystkiego. Jednak ma to w pewnym sensie swój urok. Oglądając dzisiaj tę produkcję można śmiać się częściej i głośniej, niż na polskich komediach romantycznych.

Zalety:
- bawi
- w miarę ciekawa historia

Wady:
- brak elementów, które mogą zainteresować
- badziewne efekty
- brak śladu gry aktorskiej
- zakończenie
- zero napięcia




Płeć: nieznana
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 29.12.2011r.

1     

cień Niepewności Użytkownik wpmt 02 01 2012 (17:10:12)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Taaaaaaa.... amerykańskie produkcje filmowe z lat 50-tych, a szczególnie te z gatunku SF, są jedyne w swoim rodzaju.. tandetne do tego stopnia, że tylko Tarrantino i Rodriguez mają śmiałość się z nimi mierzyć.. mniejsza..

Twoja recenzja jest dobra, poprawna, i tyle. Ja osobiście napisałbym to bardziej ironicznym językiem, ty piszesz to sucho - twoja wola.

Kuje mnie tylko zdanie o El Woodzie - z tego co się orientuję, to nikt nigdy go "nie szanował", zawsze był synonimem ekranowego kiczu i wszystkiego co najgorsze, z twojej wypowiedzi można dojść do wniosku, że kiedyś był popularny...




Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(56): 56 gości i 0 zarejestrowanych: