Wolność jako zdolność świadomego autozniewolenia

kwiecie dostojny rozerwij kłącze kłem cierni podmyte aby powietrze zrodziło pokusę nieoddechu Żyjemy w czasach, głęboko nastawionych na posiadanie, łączące się bezpośrednio z automatycznym poszerzaniem własnego terytorium. Odpowiadając na pytania za pomocą nauki, odrzucamy w pewnym sensie relatywność, zmierzając pewnym krokiem ku autonomicznemu fotelu prawdy(zdając sobie jednocześnie sprawę, że paradoksalnie na nim nie usiądziemy). Z drugiej strony, jako ludzie skierowani w stronę pewnych religijnych wartości, wierzymy w coś transcendentalnego i nieracjonalnego jednocześnie. Oba te obozy, na swój sposób próbują wyjaśnić pojęcie wolności. Ale czy owe pojęcie, nie jest czasami zbiorem graficznych symboli, nie mających nic do powiedzenia? Jeżeli tak, to owe słowo, jest jedynie synonimem iluzji, wynikającej ze złej definicji czegoś, co nazywamy czymś, czym faktycznie nie jest. Z pojęciowaniem wiąże się pewne zagrożenie niepotrzebnego wymyślania ideologii, w celu sztucznego bronienia własnego interesu. Otóż osoba uzależniona od papierosów zawsze może powiedzieć, że palenie jest inspirujące, bądź przypomina rytuał obrazujący poczucie własnego "ja". Zawsze możemy odbierać człowieka, jako wypalającego się więźnia popielniczki. Wtedy palenie nie będzie złe, lecz ciekawe. Takie rozumowanie zasłania prawdziwe, samobójcze oblicze uzależnień. Dlatego odpowiadając na podstawowe pytania, należy być obiektywnym, a przede wszystkim zdystansowanym wobec samego siebie. Z iluzji łatwo jest zrobić fałszywą rzeczywistość, mającą na celu karmienie nas pozytywną dozą powietrza, którym sami oddychamy. Tworzenie z życia Arkadii, Hadesu bądź labiryntu z Ariadny nitką w roli głównej, jest jedynie zatuszowaniem drugiej strony medalu. Jako ojcowie określonych kultur, tworzymy pewien pogląd na rzeczywistość, któremu potem się poddajemy, automatycznie stając się zniewoleniem własnego wytworu. To brzmi jak metafora matki, wychowywanej przez własnego syna. Sytuacja ma się tak samo w religii. Wierząc w istnienie pozaziemskiego bytu, kierującego inną sferą egzystowania, przedstawiamy się w sposób symboliczny jako teatralna lalka, na ruch której wpływają nitki i druciki(słowa objawione), kierowane nie przez nas. Chodzi o to, że opowiadając się za konkretną sferą życia, stajemy się świadomie jej poddani, przez co wolność nagle znika i pojawia się spis konkretnych czynów, pomagających ową sferę osiągnąć. Czy zatem wolność jest przejawem świadomego wybrania celi? Spróbujmy postawić uniwersalne pytanie "dlaczego". Odpowiedź może w pewnym sensie ograbić człowieka z naczelnego miejsca we wszechświecie, co i tak na przestrzeni dziejów zostało mocno nadwyrężone. Być może wcale nie jesteśmy panami samych siebie i budując egzystencjalne więzienia, szukamy oparcia, aby czuć się bezpiecznie. Mowa tu o poglądzie, wedle którego jesteśmy kreatorami rzeczywistości. Co w przypadku, gdy ona jest z góry narzucona? Odpowiedź jest prosta. Wtedy nie mamy możliwości wybrania celi, tylko od razu jesteśmy do niej wrzuceni. Poczucie wspomnianego wcześniej bezpieczeństwa, stara się wyjaśnić, że bycie niewolnikiem jest znacznie przyjemniejsze od bycia wolnym. Wiemy dobrze, że czasy prawdy niepodważalnej i absolutnej minęły bezpowrotnie. Nie da się odnaleźć zasady istnienia, a nawet jeżeli ktoś spróbuje, to potem będzie skazany na niezdolność dowiedzenia, czy ona faktycznie jest, jaka jest. Tak więc to, czy jesteśmy wolni, czy nie, nie powinno być podstawowym problemem istnienia, gdyż problemem istnienia, jest samo istnienie. Biorąc pod uwagę fakt, że człowiek myli się częściej, niż ma rację, to może warto pokusić się o stwierdzenie, że samo słowo "wolność" jest wyrazowym zakalcem? Raczej słuszniejsze byłoby, przedstawianie jej na zasadzie paradoksalnej równości z "niewolą", którą uznamy za pozytywną wartość. Każdy z nas rodzi się w określonej kulturze, po czym staję się jej konserwatorem. Natura z góry wrzuca nas do określonego słoja i wtedy automatycznie zostaje odebrane nam prawo wyboru. Zresztą trudno mówić o świadomości u nowo narodzonego dziecka, więc odebranie mu prawa wyboru, jest czymś racjonalnym. Bycie więźniem jednak, nie musi stanowić negatywnego odbioru. Nadanie nam niewolniczego bytowania, wiąże się z próbą określenia nas, bowiem stojąc z boku życia, bylibyśmy niczym innym, jak wybraniem statusu bycia nikim. Trudno wyobrazić sobie życie w życiu, w którym żyjemy poza nim, co byłoby logicznie sprzeczne. Skoro człowiek nie ma potencjału wolności, czy zatem owy potencjał posiada przyczyna jego bycia? Również wydawałoby się, że nie, ponieważ świat stworzony na przykład przez Boga, jest pewną formą kultury, od której On sam jako Stwórca, uciec nie może. Synonimem wolności, nie mogłoby być również samo pojęcie istnienia. Zaistnienie człowieka(jako osoby), nie jest uzależnione od niego samego, gdyż to nie my decydujemy o dacie narodzin, czy narodzin w ogóle. Powyższe argumenty raczej skłaniają się w kierunku tezy, że za definicję wolności uważać należy świadomą zdolność, do wyboru między niewolą, a niewolą. Na tym jednak nie kończy się świat i pozostaje nam dalej polerować stworzone przez siebie(lub nie) kajdany. Przynajmniej wtedy jesteśmy zdefiniowani, a nie nijacy. Więc w zasadzie niewolnik, to jednostka żywa(nie martwa). Co w tej sytuacji winniśmy robić? Prawdopodobnie, dalej po prostu być.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5.333
Liczba komentarzy: 23    
Data dodania: 07.06.2010r.

1 2     

ranranma Użytkownik wpmt 24 09 2010 (16:40:37)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Rzecz ujęta konkretnie. Kłaniam się z uznaniem za wspaniały popis intelektualny.

blekot Użytkownik 12 06 2010 (10:19:08)

W istocie tak jest i mnie się wydaje, że o porozumieniu, jeżeli idzie o te kwestie, możemy tylko pomarzyć:)Jednak z drugiej strony, właśnie to, że mamy różne przekonania zrodziło tę naszą miłą rozmowę, więc, oczywiście na ucho Ci powiem, że gdybym Cię do czegokolwiek przekonała poczułabym się troszeczkę rozczarowana. A Sokrates może dlatego nawiedził Twoje sny, ponieważ to Twój brat krwi, też zwany był satyrem, (Faunem):p i również nie chciał, żebyś dostawał jakiegokolwiek objawienia, (a może to ja go nasłałam:) tego się nie dowiesz nigdy:P. Pozdrawiam

Faun Użytkownik wpmt 12 06 2010 (06:43:51)

Obudziłem się rano i niestety nie dostałem objawienia, ale śnił mi się Sokrates(czemu, to już nie potrafię powiedzieć) i powiedział, że różnica między nami polega na jednym. Ja się upieram przy tym, że to wszystko odbywa się w momencie jednej i tej samej chwili, a Ty starasz się mnie przekonać do faktów poprzedzających, bądź wyprzedzających. Spadam na wesele do pracy, może tam mi powiedzą, o ile wcześniej ich nie wytruję ;D pozdrawiam :)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (23:47:31)

Ha! już wiem o co mi chodziło, że jednocześnie się definiujesz i stwierdzasz przez to, że definiujesz się w czymś. Chodzi mi o to, że samym definiowaniem się, utwierdzasz to, że przed twoim (nazwijmy to) gestem umysłowym było już to w czym się definiujesz czyli bytowanie, tj. egzystencja.:)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (23:39:00)

Chyba rzeczywiście słowo użyte bezsensu, ale pewnie się jeszcze nad tym zastanowie, a z resztą wydaje mi się, że wiesz o co mi chodziło..:D Ja również Przemkowi dziękuję za miłą rozmowę, z kolei panna blekot śle podziękowania za te dysputę Faunowi:).

Faun Użytkownik wpmt 11 06 2010 (23:33:09)

Obawiam się, że słówkiem "jednocześnie" sama sobie zaprzeczyłaś :) "potwierdzając jednocześnie stwierdzam"...dalej będę się upierał przy swoim, ale zdaję sobie sprawę, że poglądy podlegają ewolucji, dlatego być może jutro wstanę i doświadczę objawienia, po czym stwierdzę, że zostałem przez Natalię "przebudzony z metafizycznej drzemki" i przyznam rację jej tezie ;) a tymczasem dziękuję za tą przemiłą rozmowę, ale niestety będę musiał uciekać :)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (23:21:26)

Potwierdzając bytowanie rzeczywiście się w nim definiujesz, ale jednocześnie POTWIERDZAJĄC, stwierdzasz, że było ono przed twoim potwierdzeniem. A więc egzystencja poprzedza esencję:)

Faun Użytkownik wpmt 11 06 2010 (23:11:42)

A mnie się wydaje, że człowiek się definiuje poprzez samo jestestwo, które jest esencją jego bytowania. Słówkiem "jestem" potwierdzam bytowanie i jednocześnie się definiuję w nim samym. Tak więc świadomość może kryć się automatycznie w sum niczego nie poprzedzając :)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (23:05:52)

Egzystencja jest bytowaniem, a bytując "stajemy się/uobecniamy"(proces ten trwa cały czas) przez co wypełniamy nasz byt esencją-świadomością.Człowiek najpierw jest, a dopiero potem się definiuje. Przynajmniej ja tak to rozumiem:)

Faun Użytkownik wpmt 11 06 2010 (22:42:18)

Esencja egzystencji hmm pomyślmy...a czy aby egzystencja nie jest esencją samą w sobie, więc kto kogo miałby poprzedzać? Proste, na chłopski rozum pytanie :)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (22:29:56)

Dlaczego tak sztywno trzymasz się Kartezjusza i zaznaczasz "cogito"?:D Może Cię zaskoczę (lub nie), ale ja idąc za Heideggerem, bardziej trzymam się "sum". Świadomość jest esencją egzystencji, a egzystencja poprzedza esencję:) A to, że oboje mamy rację i oboje jej nie mamy jest pewne od samego początku tej, jakże miłej dysputy:)

Faun Użytkownik wpmt 11 06 2010 (22:06:57)

Cogito ergo sum :) wiem, że pewnie zaraz przytoczysz Hume'a albo Nietzschego, bądź powiesz, że ta maksyma odnosi się tylko do świadomości bycia czymś, dlatego pewnie oboje mamy rację i oboje jej nie mamy. Wg mnie człowiek jest świadomością istnienia i ta świadomość jest czymś poprzedzającym ruch. Bóg stwarzając świat, zrobił to myślą. "Na początku było słowo", tylko, że słowo musiało wyjść z myśli("a Bogiem było słowo", więc Bóg był tą myslą). A mówiąc o płynącej krwi, myślę o procesie, pewnym zaprogramowanym(głupie słowo) mechanizmie. Oczywiste jest, że człowiek nie kontroluje takich mechanizmów :)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (21:49:04)

Powiem tak, rzeczywiście chodziło mi o to, jak to określiłeś utarte stwierdzenie, które Twoim zdaniem tak na prawdę nie ma racji bytu. Zgodzę się, że myśl jest wytworem umysłu, ale nie tylko ona. Uważam, że jest coś takiego jak ruchy bezwarunkowe, nie myślisz przecież o tym, że krew płynie ci w żyłach, możesz to sobie uświadomić, ale nie jesteś w stanie, nawet swoją myślą, tego zatrzymać:) Ale jeżeli bardziej się zagłębić w kwestię, uważam, że człowiek najpierw jest”, a dopiero potem staje się”. (jest w sensie fizycznym, staję się w sensie mentalnym, uzyskuje samoświadomość, [w tym momencie nie znajduję słowa, żeby to dobrze sprecyzować]) Ruchem- jest samo bycie, reakcją umysłu- stawanie się.

Faun Użytkownik wpmt 11 06 2010 (21:25:37)

Śmierć też jest częścią danej kultury, ze względu na jej postrzeganie i odbiór. Każda kultura w podstawach opiera się na życiu po śmierci, wiec nie może ona być czymś oderwanym, wykluczonym z życia. Liczba kultur nie wynosi jeden, więc wykluczając się, wchłaniani jesteśmy drugą(nawet tą indywidualną, bo każdy człowiek biorąc pod uwagę subiektywny pryzmat jest kulturą samą w sobie). Jestem ciekaw, w jaki sposób można wykonać ruch, a dopiero potem spodziewać się reakcji umysłu, skoro myśl jest jego wytworem. Zaznaczam, że nie chodzi mi o ludzi, którzy robią coś, a potem pomyślą, bo tylko tak się mówi i to się utarło :)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (21:14:03)

nie wiem jakim sposobem zdublowało mój komentarz..

blekot Użytkownik 11 06 2010 (21:12:25)

Subiektywizm wypływa z każdego naszego ruchu, ponieważ każdy patrzy wyłącznie przez swój "osobisty" pryzmat:) I też na ucho Ci powiem, że wydaje mi się, że czyn może jednak wyprzedzić myśl, mówię na podstawie własnego doświadczenia, więc kolejny raz świadomy subiektywizm rządzi moja wypowiedzią. Co do kultury oczywiście zgadzam się, że rozwija się na zasadzie ewolucji, swoją wcześniejszą myśl zamknęłam w pewnym skrócie i wiem, że mogło wydać się inaczej. Ale i tak uważam, że nawet w tej ewolucji decydujący wpływ mają jednostki wybitne, a nie masa, która jest jedynie kulturowo zależna. A, i nie zgodzę się, że osoba "która czuje się oszukana kulturowo, zacznie się buntować i konsekwencje tego na pewno jakieś będą. Podstawową będzie to, że dana jednostka nie wyznająca systemu wartości dla danej kultury, po prostu nie będzie jej uczestnikiem", wydaje mi się bowiem, że wykluczyć kulturowo może jedynie Śmierć. Ale jak już wspominałam wszystko jest subiektywne, gdyż subiektywizm rządzi światem:)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (21:11:06)

Subiektywizm wypływa z każdego naszego ruchu, ponieważ każdy patrzy wyłącznie przez swój "osobisty" pryzmat:) I też na ucho Ci powiem, że wydaje mi się, że czyn może jednak wyprzedzić myśl, mówię na podstawie własnego doświadczenia, więc kolejny raz świadomy subiektywizm rządzi moja wypowiedzią. Co do kultury oczywiście zgadzam się, że rozwija się na zasadzie ewolucji, swoją wcześniejszą myśl zamknęłam w pewnym skrócie i wiem, że mogło wydać się inaczej. Ale i tak uważam, że nawet w tej ewolucji decydujący wpływ mają jednostki wybitne, a nie masa, która jest jedynie kulturowo zależna. A, i nie zgodzę się, że osoba "która czuje się oszukana kulturowo, zacznie się buntować i konsekwencje tego na pewno jakieś będą. Podstawową będzie to, że dana jednostka nie wyznająca systemu wartości dla danej kultury, po prostu nie będzie jej uczestnikiem", wydaje mi się bowiem, że wykluczyć kulturowo może jedynie Śmierć. Ale jak już wspominałam wszystko jest subiektywne, gdyż subiektywizm rządzi światem:)

Faun Użytkownik wpmt 11 06 2010 (20:44:30)

Nie musisz przepraszać, ja jestem zawsze wdzięczny, jeżeli praca zachęci do dyskusji i nie skończy się na jej przeczytaniu. To taki mały sukces. Tak więc dziękuję za pytania. Nie chcę też sprawiać wrażenia osoby, która wszystko wie(zresztą artykuł też jest pewnym subiektywnym wytworem) :) Powiem Ci na ucho, że w czysty obiektywizm i ja nie wierzę, ale jest coś takiego, że dana osoba, podpierając się subiektywnym odczuciem(nie dając temu do zrozumienia) wyraża jakąś opinię, twierdząc po chwili, że jest to obiektywne. Tak więc obiektywizm jest terminem względnym i tak jak prawda, zawsze jest oparty na jakimś podejściu, postrzeganiu. Kultura raczej rozwija się na zasadzie ewolucji, nie jest tak, że nagle rodzi się Jasio i mówi "teraz ma być tak". To system myślenia ludzi przekształca się na danym obszarze, czyniąc go jakimś. Oczywiście to jest obiektywne dla tego obszaru, a postrzegane jako subiektywne podejście dla innego. Osoba, która czuje się oszukana kulturowo, zacznie się buntować i konsekwencje tego na pewno jakieś będą. Podstawową będzie to, że dana jednostka nie wyznająca systemu wartości dla danej kultury, po prostu nie będzie jej uczestnikiem. Mi w pracy chodziło o coś innego. Chcę przez nią powiedzieć, że każdy nasz ruch jest uzależniony od czegoś. Czynność nie jest w stanie wyprzedzić myśli, toteż człowiek robiąc coś, robi to dlatego, że tego wymaga jakaś racja(w pewnym sensie zniewalająca, bo wymuszająca takie a nie inne działanie). Skoro kultura jest subiektywnym wytworem człowieka, to problem niewoli jest jeszcze bardziej zaakcentowany i sprowadza się do niewolnika własnego(bądź czyjegoś) umysłu :) Ze zdania "Prawda ta wynika z samej idei budujących daną kulturę, tzn każda wytwarza system wartości, który dla niej jest obiektywny i prawdziwy" wynika też pewien subiektywizm poprzez określenie "dla niej" :)

blekot Użytkownik 11 06 2010 (20:05:48)

Dziękuję za wyjaśnienie i jeszcze raz przepraszam, że uczepiłam się pewnych szczegółów, ale po prostu już tak mam. Oczywiście znam Kanta i wydaje mi się, że wiem o co Ci chodziło w tym artykule. Uważam, że istotny jest fakt, na który zwróciłeś uwagę w swojej odpowiedzi, że chodzi Ci o "wolność kulturową" (oczywiście moje wrażenie jest całkowicie subiektywne). Na koniec jeszcze pomęczę Cię jednym pytaniem. Napisałeś, że: "Prawda ta wynika z samej idei budujących daną kulturę, tzn każda wytwarza system wartości, który dla niej jest obiektywny i prawdziwy", ale jak odniósł byś do tego pojecie jednostki. Bo wydaje mi się, że bądź co bądź u podstaw każdej kultury, nawet najbardziej prymitywnej czy rozwiniętej, stoi pewna grupa ludzi, którzy tworząc ten, powiedzmy, model, system wyrażają swoje własne "interesy". Co więc się dzieje z jednostką, która rodząc się w danej kulturze uważa jej prawdę i obiektywizm, za nie-prawdę i rozwinięty na szeroką skale subiektywizm. (Wiem, że to co piszę może wydać się bezsensu, ale z gór zaznaczę, że jestem osobą która nie wierzy w jakiekolwiek przejawy obiektywizmu, ewentualnie mogę zgodzić się na pojecie intersubiektywizmu, uważam bowiem, że nawet najbardziej podobne ideowo osoby różnią się od siebie i inaczej patrzą na rzeczywistość)

Imbir Użytkownik 11 06 2010 (17:28:00)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ależ oczywiście, że możesz liczyć na gest redaktora. :D Swoją drogą ciekawy artykuł, i dobrze, że poruszyłeś taki kontrowersyjny temat. :)

Faun Użytkownik wpmt 11 06 2010 (16:34:22)

Tak, tak powinno być, przepraszam za ten błąd. Nie mam możliwości poprawy, tak więc liczę na gest redaktora. Jeżeli chodzi o problem wolności, czy niewoli to ten artykuł potraktowałem z pewnym dystansem(ująłem go jedynie z konkretnego punktu widzenia) do tego typu kwestii. Problem obiektywizmu nie jest wcale problemem prostym do zdefiniowania, gdyż to prowadziłoby do pewnej absolutyzacji terminu, której wg mnie osiągnąć się nie da. Jak rozumiem (nie)wolność w aspekcie tego artykułu? W ten sposób, że miejsce w którym przychodzimy na świat jest zbudowane na pewnej strukturze wartości i ta struktura w mniejszym bądź większym stopniu narzuca nam pewne wzorce zachować, co prowadzi do pewnego zatuszowania naszych wolnych wyborów. Tak więc wolność kulturowa jest w już w swojej istocie niemożliwa gdyż sama w sobie nas nakierowuje jednocześnie definiując. Oczywiście mógłby sobie wykopać grób, stwierdzeniem, że "wolności nie ma".Starałem się jednak poprzez użycie słowa "jako" w tytule wyjaśnić to samo zdanie w konkretnym ujęciu.Dlatego podszedłem do tematu w trochę relatywistyczny sposób. Cytat o obiektywizmie łączy się z również z pytaniem o prawdę. W pewnym sensie nawiązałem do Kanta i na podstawie tego artykułu powiem, że prawda jest ogólnym ujęciem rzeczywistości w ramach danego systemu. Chodzi mi o to, że w religii prawdą jest to, że Bóg jest stwórcą człowieka, a gdzie indziej, że Bóg jest jedynie jego urojeniem(Richard Dawkins). Prawda ta wynika z samej idei budujących daną kulturę, tzn każda wytwarza system wartości, który dla niej jest obiektywny i prawdziwy. Jak widać problem prawdy i obiektywizmu pojawia się wtedy, gdy ścierają się ze sobą dwie ideologie i wtedy spór jest nierozwiązywalny. Mówiąc krótko prawda może być jednocześnie fałszem w starciu z innym podejściem i to rodzi podstawowe pytanie o to, czy obiektywizm na niej oparty nie wynika ze subiektywnej oceny.

blekot Użytkownik 11 06 2010 (15:42:24)

Artykuł zaiste ciekawy, dający duże pole manewru jeżeli chodzi o rozwiniecie jakiejkolwiek polemiki na przedstawiony przez Ciebie problem. Mam zatem, w związku z nim, kilka pytań, jeżeli oczywiście będziesz chciał mi na nie odpowiedzieć:). Zaciekawiło mnie bowiem jak rozumiesz pojecie prawdy oraz co rozumiesz przez: "odpowiadając na podstawowe pytania, należy być obiektywnym" (chodzi mi o to czym w Twoim przekonaniu jest obiektywizm, jeżeli oczywiście w ogóle jest). I najważniejsza kwestia, co tak właściwie określasz mianem wolności, czy niewoli”? Bo jeżeli jest to możność samostanowienia o sobie, to zgodzę się z Tobą, że jak ludzie rodzący się w jakiejś kulturze, z góry skazani jesteśmy na wspólnotę zachowań, która nie tyle nakłada nam swoiste okulary przez które później patrzymy, co płodzi z określonym już sposobem patrzenia. Jednak ja uważam, że możliwość wyboru, którą człowiek ma w zasadzie cały czas, sama w sobie jest wolnością. To my decydujemy o tym co i jak zrobić, nawet w świecie, który może wydawać się więzieniem. I to właśnie ta możliwość wyboru, czy wręcz skazanie na wszechobecny wybór może budzić przerażenie. A auto-zniewolenie (czyli godzenie się na podległość jakimś wzorcom) ja rozumiem jako ucieczkę przed tym przerażeniem, spowodowanym właśnie wolnością przytłaczającą”. Przepraszam, że męczę Cię swoimi wynurzeniami, ale Twój artykuł, mnie przynajmniej dał do myślenia. Pozdrawiam, a na koniec jeszcze zwrócę uwagę, że chyba w zdaniu: zmierzając pewnym krokiem ku autonomicznego fotelu prawdy” powinno być autonomicznemu (przynajmniej tak mi się wydaje, podejrzewam, że zmieniając szyk lub stronę nie zauważyłeś niezgodności).:)

cudzy Użytkownik WPMT 10 06 2010 (23:25:31)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Temat, przyznam szczerze, zaciekawił mnie : "Wolność, jako zdolność świadomego auto-zniewolenia. Wstęp jest górnolotny, w formie krótkiego wiersza, który mówi o odzyskaniu wolności. Świetnie wprowadza do artykułu, mnie zaintrygowało. Używasz dość trudnego słownictwa, co sprawia, że tekst staję się mniej czytelny, to psuje siłę przekazu. Artykuł sensowny, treściwy. Uderzasz od razu w punkt kulminacyjny, nie bawisz się w zbędne "pleonazmy". Jak dla mnie wyczerpałeś temat w pełni, ale ta siła przekazu ... Na sześć za mało, dlatego dam pięć. Pozdrawiam.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(41): 41 gości i 0 zarejestrowanych: