najnowsze

MJ
Pseudonim: MJ
Imię: Magdalena
Skąd: Poznań
O sobie: Przy czekaniu nie budzę się o 5 rano, rezygnując z najlepszych snów. Nie przychodzę także z tego powodu już o 7 do biura. Przy czekaniu mleko nie traci dla mnie smaku. Przy tęsknocie tak.
Napisanych prac:
- wiersze: 2
- proza: 3
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 5.4
Użytkownik uzyskał: 44 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Bidul" 10.01.2011
"niedziela" 03.02.2012
"Komercjalizacja Świąt..." 13.07.2012
"Siedem grzechów..." 29.06.2010
"Siedem grzechów..." 03.07.2010

Inne prace tego autora:
"Mój tydzień z Marilyn" 01.08.2012
"Siedem grzechów..." 04.07.2010
"Siedem grzechów..." 29.06.2010
"niedziela" 03.02.2012
"Kilka łez wieczornych" 26.12.2011


Najnowsze artykuły (wszystkie):
"Gdzie zaczyna się..." - jazzu
"Gdzie zaczyna się..." - jazzu
"Mickiewicz był Litwinem,..." - Edward Horsztyński
"Jestem rasistką" - FeliciaM.
""Piąta ewangelia"..." - Dars
"Słabości człowieka" - Dars
"Współczesne..." - olgerix
"Nasza mowa nie horsza" - Edward Horsztyński
"Ale to już było. I nie..." - Edward Horsztyński
"Nasza Polsko, któż wie o..." - Littledreamer

Komercjalizacja Świąt Kościelnych

Za oknem lato, czasami słoneczne, czasami bardziej burzowe, ale zasadniczo ciepłe i przyjemne. Można by pokusić się o stwierdzenie, że temat świąteczny jest więc nieco "od czapy"... ale w zasadzie kiedy myśleć o tradycjach i sprawach wiary, nawet tych bardziej namacalnych, jeśli nie za dnia codziennego? Magia tradycji, czyli skąd pomysł na święta Aby rozpatrywać w jaki sposób obchodzimy współcześnie święta, a przede wszystkim tak sztandarowe jak święta Bożego Narodzenia, należy odnieść się do ich początków, źródła pochodzenia. „Cudze chwalicie, swego nie znacie” – w tych słynnych słowach Henryka Sienkiewicza można odnaleźć wiele prawdy. Współcześnie polskie społeczeństwo odnosi się do utartych schematów na temat świąt, do symboliki, której podłoża nie można nigdzie się doszukać – a jednak została ona przyjęta i zaakceptowana przez ogół. Młodzi ludzie są „ekspertami” w dziedzinie tego jak powinien wyglądać dzień świętego Walentego, choć można przypuszczać, że spora część z nich nie potrafiłaby nazwać tego dnia inaczej niż popularnie – Walentynki. Chcemy za wszelką cenę wprowadzić do zwyczajowości obchodzenie święta Halloween, bo o nim umiemy powiedzieć więcej, niż o tym w jaki sposób powinny wyglądać Zielone Świątki czy Katarzynki. Polska jest państwem naznaczonym obyczajowością i tradycją świętowania, gdyż religia pogańskich Słowian (czyli naszych przodków) opierała się w dużej mierze na kulcie przyrody. Słońce jako bóstwo czcone było w Grecji, Egipcie, Mezopotamii, ale jego kult dotarł także do wschodnich, środkowych i południowych części kontynentu Europejskiego, czyli między innymi do Słowian. Wszystkim świątecznym obchodom towarzyszyły śpiewy, tańce, wystawne uczty i zabawy. W wysławianiu bóstw uczestniczyli również, jak wierzono, zmarli, którym także zastawiano stół. Na początku lata obchodzono święto zwane sobótkami, podczas którego odprawiano rytualne kąpiele i skoki przez ogień, które miały symbolizować magiczne zabiegi oczyszczające ciało i psychikę. Uroczyście obchodzono także przesilenia letnie i zimowe, ubierano się w skóry zwierząt (konia lub wilka), przebierano się za niedźwiedzie, nakładano ptasie maski, tworzono taneczne korowody, których znaczenie było ściśle związane z określoną obrzędowością. Wiara w życie pozagrobowe wpływała z kolei na rozwój zwyczajów związanych z pamięcią o zmarłych. Dusze zapraszano z ich świata, zwanego Nawiem, do przygotowywanych na mogile posiłków – obowiązkowo wśród potraw znajdowało się wielkanocne jajko – oraz do ogni rozpalanych w celu ogrzania dusz („dziady”). Przyjęcie chrześcijaństwa równało się z rozbiciem dawnego roku obrzędowego, wprowadzając własny – liturgiczny. Rok ten rozpoczyna się (w kościele rzymskokatolickim) w pierwszą niedzielę Adwentu, który jest czasem pokuty i oczekiwania – ksiądz przywdziewa szaty koloru fioletowego, a kończy się uroczystością Chrystusa Króla (przed pierwszą niedzielą adwentu) dla podkreślenia, że Chrystus jest panem czasu. Bardzo wcześnie do kalendarza liturgicznego dołączono również uroczystości ku czci świętych. Na wsi oznaczały one często początek lub zakończenie prac na polu, wielkich targów czy okresów płatności. Jednak pomimo przyjęcia chrześcijaństwa, wierzenia i obrzędy pogańskie przetrwały długie wieki, a relikty dawnych zwyczajów zachowały się do dzisiaj w folklorze. Niejeden więc ma swój początek w dawnych praktykach obrzędowych, z guseł i zabobonów sięgających nawet epoki kamiennej. Co się więc składa na doskonały obraz polskich obrzędów ludowych? Złożenie trzech podstawowych składników – antyczności, pogaństwa (słowiaństwa) i chrześcijaństwa, oraz dodanie specyficznych, drobnych cech regionalnych. I tak - wiara w szczególną opiekę świętych nad wybranymi zawodami przyczyniła się do powstania obrzędów „zawodowych”. Jest nim na przykład Barbórka – obchodzona szczególnie na Śląsku 4 grudnia jako dzień górnika, Hubertowiny – czyli święto wszystkich myśliwych, obchodzone 3 listopada w dniu świętego Huberta, czy bogata niegdyś oprawa obchodów świętego Mikołaja (6 grudnia) – patrona pasterzy. Niezwykle istotnym elementem wszelkich uroczystości od wieków było jedzenie – pewne potrawy kojarzono nawet z określonymi świętami. W czasie niektórych dni dieta była prosta i nieurozmaicona, inne dni w roku rezerwowano zaś na rozpasane ucztowanie. Część tych obrzędów przetrwała do dziś, choć w nieco zmienionej formie. Ślad zachował się jednak w tradycji. Wigilia i Boże Narodzenie od podszewki Każdy dzień świąteczny w ciągu roku liturgicznego jest czasem niezwykłym – trochę tajemniczym, intrygującym. Trzeba dokonać stosownych zabiegów, o niczym nie zapomnieć, bo można przez to wiele stracić – przede wszystkim spokój sumienia. Wigilia Bożego Narodzenia jest pod tym względem najważniejszym ze wszystkich dni roku. Jednocześnie, jak nigdzie, splątają się tu relikty dawnych, słowiańskich wierzeń, z tradycjami chrześcijańskimi. Wybór daty świąt Bożego Narodzenia nie jest przypadkowy. „Święto chrześcijańskie miało być przeciwwagą dla obchodzonej w tymże dniu w Rzymie (od 274 roku) Dies Natalis Solis Invicti (dzień narodzin niezwyciężonego Słońca). Stwierdza to explicite m.in. anonimowy komentator dzieł Dionizego bar Saliby w marginesowym dopisku: ‘Podaję, że powodem, dla którego przeniesiono wspomniane przez Ojców uroczystości na grudzień, jest fakt następujący. Poganie w tym dniu obchodzili uroczyście święto narodzenia słońca. Weszło w zwyczaj, że do tych obrzędów zapraszano i dopuszczano także chrześcijan. Postanowiono tedy w tym dniu obchodzić święto narodzin Prawdy’”(źródło: Stomma L., Słońce rodzi się 13 grudnia, Warszawa 1981). Słowo „wigilia” pochodzi z języka łacińskiego i oznacza czuwanie. Tradycja czuwania przed dniami świąt wywodzi się ze Starego Testamentu; w izraelskich domach w wigilię szabatu i innych świąt szykowano jedzenie i czyniono wszelkie przygotowania tak, aby święto mogło być czasem wolnym od pracy. I nasza Wigilia ma to na celu, a ponadto przygotowuje nas wewnętrznie, do przeżywania Bożego Narodzenia – poprzez post i modlitwę. Nowy czas zacznie się toczyć do przodu, a wszystkie wydarzenia pierwszego dnia tej wędrówki będą się w jakiś sposób odbijać na kolejnych dwunastu miesiącach. Dlatego… Już rano gospodarz, chcący zgody i pokoju w swojej zagrodzie, rozdawał opłatki wszystkim ją zamieszkującym, życzył im szczęścia i zdrowia na cały rok w nadziei, że odbierze od nich takie same życzenia. Dzieci, przy tej okazji, dostawały od rodziców napomnienia, aby były posłuszne, bo jeśli w Wigilię „dostaną w skórę”, to przez cały rok będą „brały bicie”. Szczęśliwy był również ten, któremu udało się w tym dniu upolować zwierzynę – oznaczało to, że przez najbliższy rok będzie miał powodzenie w łowach. Nie należało nic pożyczać, ponieważ przez najbliższy rok nie będzie tej rzeczy w domu. Dziewczyna, jeśli na Wigilię tarła mak, mogła spodziewać się szybkiego zamążpójścia. Kto mył się w cebrzyku, do którego wrzucono pieniążek – będzie zdrowy i bogaty. Kto w Wigilię pił wodę – będzie odczuwał pragnienie podczas żniw. Należało spróbować wszystkich potraw podanych na stół, podczas wieczerzy wigilijnej, bo ilu się nie spróbowało, tylu przyjemności miało zabraknąć podczas nadchodzącego nowego roku. Każdy starał się wstać wcześnie, bo „kto we Wigilię rano wstaje, ten przez cały rok nie zaśpi”. W dzień wigilijny zwracano uwagę na każdy najdrobniejszy szczegół – jeśli do zagrody, jako pierwszy, wejdzie obcy mężczyzna – znaczyć to będzie, że krowa się ocieli i przybędzie byka. Jeśli zaś kobieta – przybędzie małej jałówki. Współcześnie, w polskich domach, zostawia się jedno wolne nakrycie, wierząc, że jest ono przeznaczone dla zbłąkanego wędrowca. Jeśli by się jednak przyjrzeć jak patrzono na ten zwyczaj parędziesiąt, paręset lat temu, można by dowiedzieć się, że wolne nakrycie (czasem nawet osobny stół) zostawiano duchowi przodka. Wierzono w to do tego stopnia, że na wypadek, gdyby ten chciał usiąść gdzie indziej, każdy, zanim usiadł, dmuchał dwa razy na krzesło, bojąc się zgnieść ducha. Pozostawione dla niego jedzenie zostawało do dnia następnego, w piecu rozpalano zaś ogień, który miał być podtrzymywany przez zziębnięte, spragnione ciepła dusze. Wreszcie, gdy na niebie zabłysła pierwsza gwiazda, można było zasiąść do uroczystej kolacji. Pierwsza gwiazda miała symbolizować gwiazdę betlejemską, którą ujrzeli trzej Mędrcy: „Gwiazda zaś, którą widzieli na wschodzie, poprzedzała ich aż do miejsca, gdzie znajdowało się Dziecię; tam się też zatrzymała. Widok tej gwiazdy napełnił ich niezmierną radością” (Mt 2, 9-10). Takie były dawne wierzenia – biada jednak człowiekowi, który chciał za wszelką cenę, wiedziony głównie nieposkromioną ciekawością, zerwać osłonę tajemnicy i mistycyzmu z wieczoru Wigilijnego. Zachowało się bowiem w tradycji równie wiele opowieści o śmiałkach, którzy chcieli zaczerpnąć wina ze źródła, i zostali przez nie pochłonięci, o gospodarzach, którzy podsłuchując rozmów zwierząt usłyszeli od własnej trzody obietnicę rychłej śmierci, oraz o zagubionych na zawsze, którzy wybrali się szukać kwiatu paproci. W obrzędowości Bożego Narodzenia wyraźnie widać, i to nawet teraz, po dwóch tysiącach lat, wpływ rzymskich świąt na cześć boga zasiewów i urodzajów Saturna (okres dostatku, szczęścia, równości stanów i sprawiedliwości społecznej). Saturnalia, trwające wiele dni, rozpoczynały się od darowania sobie wzajemnie urazów (co przeszło bezpośrednio do naszej obrzędowości wigilijnej). Domy rzymskie dekorowano zielenią, a do wnętrza wnoszono zimozielone drzewko. Skąd jednak wzięła się choinka w polskich domach? Tradycja każe uważać za "wynalazcę" choinki św. Bonifacego. Na początku VIII wieku cała Europa na zachód od Renu była już chrześcijańska. Wszędzie tam, gdzie wcześniej istniało Cesarstwo Rzymskie, powstawały kościoły i klasztory; na terenie dzisiejszych Niemiec środkowych i wschodnich żyły natomiast plemiona pogańskie. Odważni misjonarze zapuszczali się w niedostępne tamtejsze lasy i próbowali nawracać pogan. Największe sukcesy odnosił pewien mnich z Anglii, Winfryd, znany lepiej pod zakonnym imieniem Bonifacy. Po męczeńskiej śmierci z rąk pogan został kanonizowany. Dziś zwany jest Apostołem Niemców. Ówczesny Kościół, nawracając pogan, chętnie korzystał z ich zwyczajów, nadając im nową, chrześcijańską treść. Ewangelizacja przebiegała dzięki temu dużo łatwiej. Kościoły budowano więc często w miejscach "świętych" gajów, a obchody chrześcijańskich świąt łączono z pogańskimi tradycjami. W VIII wieku ludy zamieszkujące dzisiejsze Niemcy oraz Skandynawię wierzyły w kosmiczny związek ziemi i nieba poprzez drzewo będące osią świata. Wszechświat był, według tych wierzeń, podtrzymywany przez gigantyczny jesion zwany Yggdrasill, na którego gałęziach zawieszone są gwiazdy, Księżyc i Słońce. Na znak czci dla kosmicznego drzewa ozdabiano gałęzie drzew podczas obrzędów. W zimie ozdabiano drzewa, które pozostawały zielone, czyli iglaste. Niewykluczone jest więc, że św. Bonifacy starał się nadać tym obrzędom nową, chrześcijańską treść, w której wiecznie zielone drzewo oznacza życie wieczne, a światło, którym je przyozdabiano – Chrystusa. W Polsce południowej do XIX wieku nad stołem wigilijnym wieszano obręcze starych sit owinięte sosnowymi gałązkami albo tarcze uplecione ze słomy, także ozdobione zielenią. Wieszano na nich ciastka domowej roboty, jabłka, orzechy, łańcuchy oraz inne wykonane w domu papierowe ozdoby i wycinanki z opłatka oraz duży, barwny, sklejony z opłatków "świat". Przystrój taki nazywano podłaźnikiem albo sadem. Wierzono, że chroni on od nieszczęść i chorób, przynosi dobrobyt, zapewnia zgodę i miłość w rodzinie. Wyschniętego podłaźnika nigdy nie wyrzucano. Jego pokruszone, drobne cząstki dodawano do karmy zwierzętom albo zakopywano w ziemi, wierząc, że przyniesie to gospodarstwu urodzaj. Przeróżnie tłumaczono również zwyczaj wymogu co do ilości potraw i osób przy stole. Liczba ta powinna być parzysta, natomiast według dawnych zwyczajów obrzędowych potraw wigilijnych powinna być nieparzysta. I tak, w zależności od stanu – u chłopów było to 5 lub 7, u szlachty 9, a u arystokracji 11 lub 13. Co się zaś tyczy ilości potraw: 7 jak siedem dni tygodnia, 9 na pamiątkę dziewięciu chórów anielskich. W zamożnych domach staropolskich istniał zwyczaj przyrządzania na kolację wigilijną, prócz innych potraw, 12 dań rybnych, które miały symbolizować dwunastu apostołów. Aby nadać kolacji rozmaitości, każdą z ryb podawano na rozmaite sposoby – był więc karp smażony i karp po polsku (w szarym sosie z rodzynkami i migdałami), karaś smażony i karaś w śmietanie, lin z grzybami i lin w czerwonej kapuście, szczupak po żydowsku i szczupak w sosie chrzanowym, sandacz z jajkami i sandacz w jarzynach, i wiele, wiele innych. Nieparzysta liczba potraw miała zapewnić urodzaj w następnym roku. Wierzono także, że potrawy na wieczerzę wigilijną powinny składać się ze wszystkich zbiorów z pola, sadów, ogrodu, lasu i wody. Gdyby coś opuszczono, nie byłoby dobrych plonów w nadchodzącym roku. Stary zwyczaj nakazywał też skosztowanie każdej potrawy – w przeciwnym wypadku tego, czego nie spróbowano, zabraknie przez całe kolejne dwanaście miesięcy. Zwyczaj kładzenia pod stołem lub obrusem siana, wywodzi się z czasów słowiańskiego pogaństwa, kiedy siano było ofiarą dla bożka Ziemiennika. W epoce chrześcijańskich nie zrezygnowano z tej tradycji, ale nadano jej nowe znaczenie – miał być on przypomnieniem miejsca narodzenia Chrystusa. Odchodząc w końcu od stołu, nie można zapomnieć o bożonarodzeniowej szopce. Sam pomysł urządzania wigilijnych przedstawień przypisywany jest św. Franciszkowi z Asyżu, który wraz ze swoimi braćmi, w czasie Pasterki odprawianej w lesie, przedstawił dramatycznie narodzenie Jezusa w prawdziwym żłobie, na sianie. Przedstawienie to, odgrywane później w licznych kościołach i klasztorach franciszkańskich, szybko rozprzestrzeniło się po całej Europie i przez franciszkanów przyniesione zostało w XIII wieku do Polski. W Polsce zaś przedstawienia te miały swoisty, często narodowy charakter, nazywano je jasełkami, od potocznej nazwy zagrody pod żłobem – jaseł. Najdawniejsze drewniane figurki jasełkowe pochodzą w Polsce z początków XIV wieku, i były najprawdopodobniej podarunkiem od siostry Kazimierza Wielkiego, Elżbiety, dla kościoła św. Andrzeja w Krakowie (adres: Węgrzce 33). Z jasełek, którymi w średniowieczu uświetniano uroczystości narodzenia Jezusa, powstały szopki. W XVI wieku w Polsce szopkę najczęściej ustawiano na tle górzystego krajobrazu, w XVII wieku w szopkach zaczęły pojawiać się figury diabła, czarownicy i śmierci. Od czasów króla Jana III Sobieskiego do szopek włączono motywy narodowe – i tak, gdy do żłóbka z Dzieciątkiem zbliżali się Trzej Królowie, rozlegały się głośne trąby, a na scenie przed szopką ukazywał się husarz w pełnej zbroi i z polskim proporcem w dłoni, a za nim król Polski, który wzywał monarchów ze Wschodu do ustąpienia mu miejsca, ponieważ w obronie wiary to on, już dwukrotnie, pod Chocimiem i Wiedniem, rozbił siły otomańskie. Szopki z elementami narodowymi pokazały się po raz pierwszy w Warszawie w 1683 roku i od tamtej chwili szybko rozprzestrzeniły się na Kraków, Lwów, Poznań i Wilno. Zbiorowe szaleństwo Pierwsze dekoracje na wystawach sklepowych, produkty ze świątecznymi emblematami, nawet reklama Coca-Coli z udekorowanym tirem – wszystko to sprawia, że przedłużona do kilku tygodni atmosfera świąt traci na wartości. I wobec tego całego oczekiwania, kilka pojedynczych dni spędzonych w gronie bliskich, tak naprawdę nie odkrywa przed nami magii świąt. Kiedyś święta scalały rodzinę, dawały jej ukojenie i oddech od codzienności, pani domu z gronem młodszych domowników uwijała się przy garnkach, a po mieszkaniach roznosiła się woń pieczonych mazurków, bab i innych świątecznych potraw. Analizując wyniki przeprowadzonej przeze mnie ankiety, na grupie 63 osób w wieku od 15 do 40 lat, można wyciągnąć ciekawe, i wcale nie oczywiste wnioski. Na przykład: na pytanie „Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie kiedy słyszysz "Święta Bożego Narodzenia"?” ponad 50% ankietowanych odpowiedziało zgodnie z oczekiwaniami – choinka. To odpowiedź tendencyjna, ale z drugiej strony poniekąd zastanawiająca, patrząc na odpowiedzi na kolejne pytania. Ostatnie bowiem dotyczyło wyznania („Jakiego wyznania jesteś?”) – dokładnie 73% respondentów przyznało się do tego, że są katolikami – większa część z nich – praktykującymi. Jaki jest więc związek pomiędzy wierzącymi katolikami, a choinką? Mając świadomość, że jedną z odpowiedzi przy pierwszym pytaniu była również wiara, religia i Jezus, można by się zastanowić ile prawdziwego katolicyzmu jest w „katolicyzmie” ankietowanych. Oczywiście, należy zaznaczyć, że wniosek jest daleko idący i przez to ma on charakter oceniający, ale jak to w każdej z baśni – i w nim kryje się najmniejsze ziarno prawdy. Wielkie wzruszenie wywołały we mnie odpowiedzi na pytanie „Co się dla Ciebie najbardziej liczy w Świętach Bożego Narodzenia?” – całe 28 osób zgodnie zaznaczyło odpowiedź RODZINA. Dalej także nie było gorzej! 18 osób stwierdziło, że dla nich największe znaczenie ma tradycja, a zaraz za nimi była grupa dziewięcioosobowa twierdząc, że święta można po prostu utożsamić z wiarą. Tylko dla 7 respondentów liczyły się prezenty i choinka. Takie odpowiedzi tworzą niesamowicie głęboki i dojrzały obraz polskiego społeczeństwa; niemalże zapomina się o tym, że większość za pierwszym razem wybrała choinkę (sic!). Przyszedł i czas na ostatnie pytanie: „Czy Twoim zdaniem współcześnie obchodzimy święta zgodnie z tradycjami, czy stawiamy raczej na nowoczesne modele spędzania świąt, wzięte rodem z amerykańskich filmów?” , które również budzi niemałe kontrowersje. Dlaczego? Bowiem prawie 50% ankietowanych odpowiedziało, że obchodzimy święta zgodnie z tradycjami, oraz drugie tyle wybrało odpowiedź poniekąd przeciwstawną – „spędzamy czas wspólnie, ale tradycje nie są dla nas ważne”. Po tak zanalizowanej ankiecie, na usta ciśnie się tylko jedno pytanie – czy we współczesnym świecie jest miejsce na prawdziwe przeżywanie świąt, czy też jesteśmy skazani na całkowitą komercjalizację sfery duchowej życia? Żniwa czas zacząć Przedstawiciele koncernów i firm, których działalność jest związana w sposób pośredni lub też bezpośredni ze świętami, nigdy nie będą narzekać na proces komercjalizacji świąt. Jak powiedział w pewnym wywiadzie dr. Jan Pindakiewicz, wykładowca marketingu w Głównej Szkole Handlowej: „apele o pewien umiar są jak najbardziej wskazane, ale nie namawiałbym do występowania przeciw komercjalizacji. Święta to przecież okres żniw dla firm. Niektóre z nich realizują grubo ponad 40 proc. rocznych przychodów w czwartym kwartale, co jest związane z erupcją popytu na towary i usługi typowe dla okresu świątecznego. Dlatego trudno się dziwić, że chcą maksymalnie wykorzystać szał zakupów, uruchamiając marketingowe zachęty coraz wcześniej.” Święta to okres ogólnie korzystny dla gospodarki i budżetu, a więc niejako dla całego państwa. Gdyby zakazać wykorzystywania świąt w celach handlowych, negatywne skutki dałoby się odczuć niemalże z dnia na dzień. Po pierwsze spadłyby przychody firm, w związku z czym obniżyłyby się PKB (produkt krajowy brutto) oraz wpływy do budżetu państwa, głównie za sprawą podatku VAT. Oczywiście, nie można mówić o samych negatywach, bo świąteczna nagonka ma swoje dobre strony – na szeroką skalę dochodzi do akcji zbierania produktów dla biednych, prezentów dla dzieci z ubogich rodzin, organizuje się Wigilie dla bezdomnych i samotnych, koncerty charytatywne czy aukcje, z których dochód w dużym stopniu (jeśli nie cały) jest przekazywany na najbardziej potrzebujących. Święta można odczuć poprzez każdy najdrobniejszy produkt – kupując papier toaletowy ze świątecznym emblematem, po ubrania, które również posiadają typowo świąteczny akcent. Kościół natomiast podchodzi bardzo sceptycznie do procesu komercjalizacji świąt ze względu na coraz widoczniejsze zacieranie się granic pomiędzy duchowym przeżywaniem uroczystości kościelnych, a przeżywaniem ich ponieważ są one zwyczajnie modne. Ksiądz Krzysztof Sojka, kapelan kaplicy na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, opiekun grobu Rodziców Karola Wojtyły, zwraca uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Twierdzi, że symbolem wigilii nigdy nie był karp, a szczupak, bo w jego ościach doszukiwano się atrybutów związanych z męką Chrystusa. Podobno w głowie szczupaka są kostki, które przypominają maleńkie drabinkę, młotek, gwoździe. Karp natomiast był namiastką szczupaka w okresie komunizmu – wówczas nikt nie słyszał o hodowli szczupaków, natomiast stawów hodowlanych karpi było w bród. Ksiądz Krzysztof przywołuje anegdotę: „Kiedy w wydawnictwie katolickim zwróciłem uwagę, że zakupy katolickich książek pakują mi do reklamówki, na której jest taki pajac w czerwonej czapeczce, to usłyszałem, że dostają to tanio, bo reklamówki przychodzą z Chin. Nie liczy się więc Chrystus, tylko pieniądze. Pomijając, że jest to popieranie wyzysku chińskich robotników. Mam pretensję do mediów, że większość z nich podtyka nam tego czerwonego, niby lapońskiego Mikołaja, że święta sprowadza do programu telewizyjnego i zakupów. I tylko niektóre zaczynają alarmować, że przecież nie o to chodzi. Tylko za późno zaczynają alarmować.” Niewątpliwie niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że święty Mikołaj wcale nie pochodzi z Laponii, a z Miry (dzisiejsza Turcja). Według podań po bogatych rodzicach Mikołaj otrzymał w spadku znaczny majątek, którym chętnie dzielił się z ubogimi. Wyróżniał się pobożnością i miłosierdziem, i poniekąd to przyczyniło się do faktu, że mieszkańcy Miry wybrali go na swojego biskupa. Po życiu gorliwym i pełnym dobrych czynów, zmarł w połowie IV wieku, spontanicznie czczony przez wiernych. Gdy Mirę opanowali Arabowie, kupcom włoskim udało się zabrać jego relikwie i przewieźć do Bari w południowych Włoszech. Znana jest historia o trzech niesprawiedliwie uwięzionych oficerach uwolnionych za jego wstawiennictwem; opowieść o trzech ubogich pannach wydanych za mąż dzięki posagom, których Święty dyskretnie im dostarczył; o trzech młodzieńcach uratowanych przez niego od wyroku śmierci; o żeglarzach wybawionych z katastrofy morskiej. Jeden z utopców statku wiozącego świętego na pielgrzymkę do Jerozolimy miał podobno zostać przez niego wskrzeszonym. Święty Mikołaj wskrzesił też trzech młodzieńców zabitych za nieuregulowanie rachunku za nocleg w gospodzie. Zaś dniem, kiedy wspominamy liturgicznie świętego Mikołaja wcale nie jest Wigilia czy dzień Bożego Narodzenia, a 6 grudnia. Jakby tego było mało, nawet w kościele prawosławnym, z którego bezpośrednio wywodzi się kult czczenia świętego Mikołaja, wspomina się go 19 grudnia oraz 22 maja - w rocznicę przeniesienia jego relikwii w 1087 roku. Kościół głośno mówi o swojej opozycyjnej postawie wobec łamania się opłatkiem z potrzeby zwyczaju, a nie potrzeby serca. A przecież opłatek od setek lat jest uznawany za Chleb Miłości – ludzie jednak o tym zapominają, i wykonują ten pusty gest, składając sobie życzenia, bo „tak wypada”. Co tracimy rezygnując z duchowego wymiaru tych świąt? Przede wszystkim tożsamość chrześcijańską, a potem - polską. Wedle marksistowskiej zasady wyalienowania człowieka: jak się go wyrwie ze środowiska, to wtedy wszystko można z nim zrobić. Jeśli zaś spojrzymy na Polaków-imigrantów, szczególnie tych amerykańskich, można zauważyć, że przyjmują oni na ogół negatywne, amerykańskie wzorce zachowań. Po pewnym czasie przestają już być Polakami, nawet, jeśli nie są jeszcze Amerykanami. Człowiek opada w stan duchowej pustki, bez poczucia o własnym ja, bez zaczepienia korzeni w jednym miejscu. I jak tu nie kochać słodkich, świątecznych reklam? Okres świąt jest szczególnym wyzwaniem dla reklamodawców. Niektórzy producenci tylko i wyłącznie w tym czasie decydują się na kampanie reklamowe. Jednak wielu z nich zapomina, że aby wyróżnić się w świątecznych blokach reklamowych potrzebne są nie tylko choinka i śnieg, ale przede wszystkim oryginalny koncept. Świąteczną atmosferę w reklamie najlepiej buduje się przy użyciu tradycyjnych symboli: choinka, śnieg, prezenty, Święty Mikołaj, mikołajowa czapka, bombki... Jednak ze względu na dość ograniczoną ilość tych symboli i brak kreatywności twórców reklam możemy odnieść wrażenie, że wiele spotów świątecznych jest do siebie tak bardzo podobnych. Niektóre firmy decydują się na emisję kampanii przygotowanych specjalnie z okazji świąt, aby przyciągnąć uwagę konsumentów (sklepy Biedronka „polecające się na Święta” czy producenci kawy Tchibo i Jacobs). Branża kosmetyczna rzadko decyduje się na stworzenie czegoś specjalnego z okazji świąt. Bazuje ona na świątecznych „dokrętkach", czyli wkomponowują bożonarodzeniowe minispoty w emitowane już wcześniej nieświąteczne reklamy. Natomiast bardzo aktywni i kreatywni przed świętami stają się producenci leków i instytucje finansowe. Branża farmaceutyczna bazuje na przekonaniu klientów, że Geriavit Pharmaton, czy zioła Bittner to niezbędne prezenty, które muszą się znaleźć po choinką. Standardowo – banki i firmy kredytowe opierają swoje reklamy na schemacie: potrzebujesz pieniędzy na święta, zgłoś się do nas. Całkiem ciekawym wyzwaniem dla twórców reklam w okresie świątecznym, wydaje się być tworzenie tekstów życzeń. Ale i na tej płaszczyźnie nie ma co spodziewać się zbytniej rewolucji. Sztampowo - życzenia odnoszą się jedynie do kategorii reklamowanych produktów, i tak - margaryna Kasia składa „Najsłodsze życzenia", Dove życzy „Pięknych Świąt", Orange „Udanych kontaktów z bliskimi", a Delicje „Słodkich świąt”. Wigilijna opowieść „– Wesołych świąt, wuju! Niech cię Bóg ma w swej opiece! – odezwał się sympatyczny głos. Był to siostrzeniec Scrooge’a, który wszedł tak nagle, że Scrooge zauważył jego obecność dopiero wtedy, kiedy ten do niego przemówił. – Cóż znowu za głupstwa?! – mruknął Scrooge.” Każdy z nas na pewno kiedykolwiek słyszał o „Opowieści wigilijnej”. To sztandarowa powieść mająca na celu uzmysłowić czytelnikowi jak ważne jest prawdziwe duchowe przeżywanie świąt, że nie liczy się branie, a dawanie, i że święta powinno się spędzać w rodzinnym gronie, a nie w samotności, przed telewizorem i w ulubionych kapciach. Scrooge to, w moim odczuciu, alegoria nawrócenia, rozpoczęcia nowego życia. Bohater doświadcza niesamowitych chwil, dzięki którym na nowo uczy się co jest dobre, a co złe, w co należy wierzyć, a czego unikać, gdyż jest to wytworem ludzi, i czym jest świąteczna atmosfera wspólnego przeżywania. Czy my, współcześnie żyjący, obcujący w świecie pełnym komercji, chęci sprzedaży, rosnących zysków i mydlenia oczu, nie tracimy na duchowym aspekcie świąt? O czym powinniśmy pamiętać w trakcie tych świąt? Przede wszystkim o tym, że one nie są dla Pana Boga, one są dla człowieka. One są po to, żeby człowiek dostrzegł, że Pan Bóg przyszedł. A ponieważ człowiek nie potrafił go zobaczyć, przyszedł on pod postacią małego dziecka. Mało tego, powinniśmy go dostrzec również w bliźnich – poprzez wartości, jakich nas nauczał, przez dobro w drugim człowieku, bo nikt z nas nie jest w 100% zły. A gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka, prawdziwy wierzący powinien przede wszystkim myśleć o tym, że doznaje właśnie ogromnej miłości Boga, że oto jego prezentem dla nas jest jego własny Syn, a sam Syn również przychodzi z wielorakimi darami – przede wszystkim z pokojem, miłością, radością i dobrocią. I jak mówił Jan Paweł II – należy mu tylko otworzyć drzwi.



Płeć: kobieta
Ocena: 5.4
Liczba komentarzy: 21    
Data dodania: 13.07.2012r.

1     

Kurczak_Alojzy Użytkownik wpmt 25 08 2012 (01:09:19)

Użytkownik ocenił pracę na 3

To brzmi, jak artykuł w "Pani Domu" (wiem, bo czytałem;) ), nie ma to żadnego większego przesłania, jeno banały dobrze znane każdemu czytelnikowi. Nie rozumiem ogólnego zachwytu nad tym czymś, ja oceniłbym to na 3, maksymalnie na 4... Czy Ci, którzy wystawili maksymalną notę, naprawdę sądzą, że to jest takie dobre i zasługuje na 6:/ Jeśli tak, to nie wiem co myśleć, zarówno o Was, jak i o sobie... Być może to ze mną jest coś nie tak, ale nie podoba mi się to w ogóle, a przecież wcale nie jestem wybredny (np. lubię książki Kinga i Mastertona;) )

MJ Użytkownik 25 08 2012 (23:55:02)
A co konkretnie nie jest dobre? Tematyka czy wykonanie?

Kurczak_Alojzy Użytkownik wpmt 26 08 2012 (00:01:34)
Tematyka jest ok, wykonanie pod względem technicznym - również. Chodzi o to, że przemyślenia zawarte w tekście są sztampowe, nijakie. Takie "masło maślane". Poza tym brzmi jak z kobiecej plotkarskiej gazetki (nie wiem z czego to wynika). W każdym razie mój komentarz nie miał na celu, aby Cię obrazić, chciałem tylko wykazać luki, dzielące Cię od doskonałości, bo jeśli chodzi o styl pisania i jego techniczne zalety, to na pewno jesteś kilka klas przede mną;) pozdrawiam

MJ Użytkownik 26 08 2012 (00:04:14)
No to nadal nie rozumiem w czym jest problem - skoro nie chodzi ani o tematykę, ani o techniczne aspekty wykonania, to... co jest złego? Możesz poprzeć jakimś przykładem, żeby łatwiej mi było zrozumieć Twój punkt widzenia?

Kurczak_Alojzy Użytkownik wpmt 26 08 2012 (00:19:24)
Chodzi o nietrafione, bądź "błahe" argumenty z Twojej strony... Ciężko mi to wytłumaczyć dokładnie, po prostu podświadomie odczuwam takie braki... Postaram się ładnie ubrać w słowa to o co mi chodzi i napiszę Ci na profilu:) OK?

MJ Użytkownik 26 08 2012 (00:20:58)
Możesz nie ubierać i rzucać mięsem, bylebyś to jakoś wytłumaczył konkretniej niż tylko słowami "tak czuję", bo taka argumentacja niewiele mi pomaga... :)

Kurczak_Alojzy Użytkownik wpmt 26 08 2012 (00:26:19)
heh, nie zamierzam rzucać mięsem;) chodziło mi to, że postaram się napisać Ci co mi się nie podobało, w taki sposób żeby przekazać o co mi chodzi:) po prostu nie wiem, jak to w miarę zrozumiale opisać:)

Tomasz16 Użytkownik wpmt 22 07 2012 (23:07:40)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Dobry tekst, ale z powodu długości lepiej by się go czytało, gdyby został wydrukowany :)

PookyFan Użytkownik 21 07 2012 (11:04:49)

Trzecia część artykułu (i do tego ta początkowa część) nawet nie napomyka o komercjalizacji świąt, stanowi natomiast jakiś zupełnie zbędny wstęp do tematyki świąt jako takiej, i TO dopiero jest "od czapy". A naprawdę sądziłem, że w końcu przeczytam coś ludzkiego. Niestety - tak długi i bezsensowny wstęp całkiem mnie zniechęcił do dalszego czytania. Jeśli nie wiedziałaś, co napisać, by artykuł był dłuższy, trza było napisać krócej, ale konkretniej. Bo chcąc się dowiedzieć, co myśli autor artykułu o komercjalizacji świąt kościelnych (a to temat bardzo wartki i wymagający sporej atencji) nie mam zamiaru jednocześnie przekopywać się przez entymologię słów związanych ze świętami tudzież dowiadywać się (po raz setny chyba z kolei) o rzeczach, które równie dobrze mogę wyczytać na Wikipedii. W przeciwieństwie do Twoich przemyśleń na temat tematu, ktorych byłem szczerze ciekaw, a na które nie mam po takim durnym wstępie nawet cienia ochoty.

MJ Użytkownik 21 07 2012 (23:08:29)
No ja Ciebie też, xoxo.

PookyFan Użytkownik 22 07 2012 (01:17:08)
Traktowanie krytyki jako osobisty pojazd jest dobre dla dziewczynek do lat czternastu, więc nie wiem, skąd taka reakcja. Srsly...

Pawlak Właściciel 14 07 2012 (12:33:39)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Temat jak najbardziej warty dyskusji. I myślę, że bardzo pożyteczne jest zapoznanie się z nim. Sam dowiedziałem się/przypomniałem sobie wiele faktów. Komercjalizacja świąt następuje od dawna. Większość o tym mówi i jest tego świadom. A mimo to nikt się nie zmienia. Dlaczego?

Może po prostu większości osób nie zależy na pielęgnowaniu starych tradycji, z którymi się nie indetyfikują. Nie znają korzeni różnych obrzędów, bo ich po prostu one nie obchodzą. I szczerze powiedziawszy nie jestem pewien czy to w ogóle jest coś złego.

Miałem tutaj na myśli świeckie święta. Te religijne to inna sprawa, indywidualna dla każdego człowieka. Ja na świecie najbardziej nie lubię hipokrytów. Jednocześnie uważam, że każdy z nas jest hipokrytą. Sęk w tym, aby starać się być nim w jak najmniejszym stopniu. Święta Bożego Narodzenia są faktycznie bardzo dobrym przykładem braku przeżywania tego, co w nich jest ważne. Nic się nie poradzi na to, że tak wiele osób ciągle nazywa się katolikami. Strach przed sensem obchoddzenia Bożego Narodzenia czy Wielkanocy jest pewnie ogromny. Ale ten sens pewnie już dawno został utracony.

Tutaj mam małe zastrzeżenie, gdyż autorka napisała:

Wigilia Bożego Narodzenia jest pod tym względem najważniejszym ze wszystkich dni roku.


Według mnie ten fragment sugeruje o tym, że Boże Narodzenie jest najważniejszym świętem dla katolików, a przecież jest nim Wielkanoc.

mountainash taka mała misia 14 07 2012 (12:55:54)
Też poddaliśmy to z Olkiem pod rozważanie, ale jednak poprzedni fragment wyjaśnia, pod jakim względem Boże Narodzenie jest najważniejsze. ;>

Readingovy Redaktor próbny 13 07 2012 (16:32:47)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Zacne. Oczka bolą od czytania - ale warto było.

mountainash taka mała misia 13 07 2012 (15:34:46)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Moją drugą część komentarza wziął szlag. Pół godziny pracy w plecy, och jak się cieszę.

Ze względu na powyższe, ten komentarz będzie bardziej na skróty. Praca z początku wydaje się przytłaczać długością, jednak po przeczytaniu pierwszych akapitów już wiemy, że nie będzie to bardzo sztywny wywód dotyczący tego, jak to ludzie chodzą przed świętami po supermarketach. Nie, wręcz przeciwnie. Przedstawiłaś wiele faktów i ciekawostek, o jakich zwykły Kowalski wiedzieć nie może. I wcale nie zrobiłaś tego w jakiś obraźliwy dla czytającego sposób- "jak możesz tego nie wiedzieć, tak jakbyś nie wiedział, co robisz". Nie, wręcz przeciwnie, ja czytając Twój artykuł na głos czułam się bardzo pewnie i wiedziałam, że nie ma w nim ani grama tak zwanego "lania wody".

No właśnie, co do czytania na głos. Tak dobrym artykułem nie mogłam się nie podzielić z moim mężem. Tak więc, używając popularnego komunikatora głosowego, czytałam cały tekst, a on z zapałem śledził kolejne jego linijki. Naprawdę przyjemnie było słyszeć jego szczery śmiech w sarkastycznych momentach artykułu i oboje doszliśmy do wniosku, że całość jest naprawdę dobra. Aż miło. Jemu też muszę zwrócić honor, bo to on w większości poddawał Twoje słowa do przemyślenia i znalazł większość błędów gramatycznych bądź rzeczowych w tekście (w końcu historię zna całkiem nieźle). Niesamowite wtrącenia, rozmowa z księdzem Krzysztofem Sojką oraz nawet przeprowadzenie ankiety (!) - to wszystko pokazuje, że naprawdę dobrze przygotowałaś się do tematu, a z Twojej wykopanej gdzieś w odmętach bibliotek wiedzy zostało stworzone coś, co jest świeże, nowe i odmienne od wszystkich czytanych przeze mnie artykułów na ten temat. Może nie aż tak odmienne, ale nigdzie indziej nie spotkałam się z tyloma powiązaniami, nie mówiąc już o moim lekkim rozczuleniu po zobaczeniu Twojego nawiązania do drzewa Yggdrasill, czyli, jak już wspominałam, wykazania się bardzo szerokim zakresem wiedzy.

Jeśli komuś wydaje się, że nie warto tego czytać, bo jest za długie, to gwarantuję, że po przeczytaniu zdecydowanie zmieni zdanie. To publicystyczny tekst wysokich lotów naprawdę godny polecenia.

Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do Twojego zaistnienia w tym dziale jako publicysta to myślę, że teraz wszystkie zostały wzorowo rozwiane.

mountainash taka mała misia 13 07 2012 (14:55:11)

Najpierw zaczynamy od błędów językowych, stylistycznych albo literówkach.
religia pogańskich Słowian (czyli naszych przodków) opierała się w dużej mierze na kulcie przyrody, meteorologii, i astronomii.


Pozwoliłam sobie na wyrzucenie dwóch ostatnich słów z tego zdania, gdyż wynika z niego, że Słowianie czcili nauki- meteorologię i astronomię, a oni czcili zaledwie to, co się w tej nauce zawiera- i to możemy nazwać przyrodą.
Najpierw zaczynamy od błędów językowych, stylistycznych albo literówkach.
religia pogańskich Słowian (czyli naszych przodków) opierała się w dużej mierze na kulcie przyrody, meteorologii, i astronomii.


Pozwoliłam sobie na wyrzucenie dwóch ostatnich słów z tego zdania, gdyż wynika z niego, że Słowianie czcili nauki- meteorologię i astronomię, a oni czcili zaledwie to, co się w tej nauce zawiera- i to możemy nazwać przyrodą.


Kult Słońca czczono w Grecji, Egipcie, Mezopotamii, ale dotarł on także do wschodnich, środkowych i południowych części kontynentu Europejskiego, czyli właśnie do ludu Słowiańskiego.


Nie można czcić kultu, to chyba oczywiste, więc z uwagi na to, co miałaś na myśli, formę tego zdania również zmieniłam.

które miały symbolizować magiczne zabiegi oczyszczające ciało i psychikę


Nie można z definicji oczyścić psychiki, zresztą nie wiąże się jej tak bezpośrednio z ciałem, jak nie wiem, duszy przypuśćmy. Nie poprawiam, aczkolwiek myślę, że powinno być poprawione.

nawiem


Nazwa własna.

święta ku czci świętych.


Masło maślane ;) poprawiam.


czyli właśnie do ludu Słowiańskiego


Słowianie nie są ludem, bo byli podzieleni na grupy, natomiast cały region, który wymieniłaś, nie był wyłącznie zamieszkiwany przez nich.

relikty dawnych zwyczajów zachowały się do dzisiaj w folklorze. Niejeden więc zwyczaj


Powtórzenie.

nawet najstarszej epoki kamiennej


Najstarszej epoki kamiennej? Przecież była jedna. Chyba, że zgubiłaś pauzę.

Odważni misjonarze zapuszczali się w niedostępne niemieckie lasy i próbowali nawracać pogan.


Niemieckie lasy? ;D No mam wątpliwości co do tych Niemiec na ówczesnej mapie :P

Oprócz tego znalazło się kilka literówek, które, mam nadzieję wyłapałam. Przejdźmy do tej zgoła milszej części ;).

Tomasz16 Użytkownik wpmt 22 07 2012 (23:04:31)
Jedno zastrzeżenie :) zwrot "święta ku czci świętych" jest poprawny. W Kościele Katolickim ku czci świętych mogą być święta, jak i wspomnienia (obowiązkowe i nie) ;)

Pawlak Właściciel 22 07 2012 (23:10:23)
Możesz podać jakieś przykłady?

Tomasz16 Użytkownik wpmt 22 07 2012 (23:29:19)
Święto świętych Piotra i Pawła, a wspomnienie na przykład (takie na czasie;) świętego Krzysztofa ;)

mountainash taka mała misia 23 07 2012 (00:32:03)
Wiem, że jest poprawny, ale źle brzmi.

mountainash taka mała misia 13 07 2012 (00:09:23)

A Ty, drogi czytelniku, co o tym sądzisz?
Zapraszam do komentowania! ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(49): 49 gości i 0 zarejestrowanych: