Cienie i blaski macierzyństwa, cz. I

Jakiś czas temu łaskawy los postanowił zrobić ze mnie kobietę spełnioną, stuprocentową i prawdziwą – w skrócie, obdarzył mnie dzieciem. Dzieć ów rośnie sobie zdrowo i im starszy jest, tym częściej nachodzi mnie refleksja, że macierzyństwo to rzecz trudna i wymagająca. Ba, powiecie, nic nowego. Ano, w gruncie rzeczy nic, nie wyobrażałam sobie bynajmniej, że będzie to droga różami usłana i na wiele byłam gotowa. Czasem jednak zdarzały się chwile, kiedy cienie macierzyństwa przesłaniały jego blaski. Jeżeli myślicie, że nieprzespane noce czy ząbkujący maluch to najgorsze rzeczy, jakie mogą spotkać młodą mamę zdrowego dziecka, to grubo się mylicie – przynajmniej w moim odczuciu. Tak, moi drodzy, to pikuś jest w porównaniu z czym każda kobieta, już od momentu „zaciążenia”, dożywotnio, mierzyć się musi. Nieprzespane noce bowiem miną, zęby wyrżną się i wypadną, a ów cień najstraszniejszy towarzyszyć będzie mamusi jeszcze bardzo, bardzo długo. O czym mowa? O wypowiadanych arbitralnym, niecierpiącym sprzeciwu tonem, dobrych radach, zaczynających się od sakramentalnych słów: „powinnaś”, „musisz”, „bo ja to” albo „to na pewno jest”. Każdej matce włos dęba staje, a krew w żyłach zamarza, kiedy słyszy te słowa. I o ile jeszcze te porady (porady! Rozkazy raczej) są w miarę racjonalne, można je przełknąć. Najgorzej jest, kiedy wszyscy lepiej wiedzą, jak wychować twoją latorośl, co jej dolega i kiedy jest odpowiedni czas na każdy krok milowy (wiedzą o tym, moi drodzy, nawet lepiej niż samo dziecko). I o tym właśnie traktować będą moje felietony. Na pierwszy ogień pójdzie moje ulubione schorzenie wieku niemowlęcego, a mianowicie - SCHYNIĘCIE. Schynięcie jest schorzeniem tyleż groźnym, co i tajemniczym. Nie wiadomo dokładnie, co je powoduje i czym dokładnie jest – wszystko zależy od tego, skąd czerpiecie informacje. Wiadome są jednak i powszechnie znane główne objawy owego – płacz, brak apetytu i ogólne rozdrażnienie. Zdarzyło się, że i u mojego dziecia, liczącego sobie podówczas około 8 tygodni, schynięcie wystąpiło. Jak? Dlaczego? W drodze kolejnego wykluczania wszystkich możliwości padło na traumatyczny poród. Czemu więc ustrojstwo objawiło się tak późno? Nie wiadomo. Tak czy inaczej, grobowym tonem oznajmiono mi, że dziecię moje jest schynięte i wymaga natychmiastowej terapii, albowiem skutki cholerstwa są nieprzewidziane i bardzo straszne. Wizje niepełnosprawności wszelakiej, głównie fizycznej, roztoczono barwnie przed moimi oczami. Co więc powinnam zrobić, by moje dziecko uniknęło takiego losu? Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie, nie do lekarza mam iść, a pakować manatki i w te pędy biec do mądrej baby. Babę taką łatwo znaleźć w niemal każdej wsi i tylko ona potrafi właściwie przeprowadzić terapię, polegającą na masowaniu (zwanym także smarowaniem) dziecka. Zabieg ten, o ile się orientuję, jest bardzo bolesny dla pacjenta. Lecz czymże jest ból, jeśli w zamian dziecko zostanie w tajemny sposób uleczone z dolegliwości, szczęśliwe i spokojne jak aniołek? Niczym, powiadam wam... Z niezrozumiałych dla osób przejętych mojego niemowlęcia losem, nie wsiadłam w najbliższy samolot i nie poleciałam do Polski w celu znalezienia mądrej baby. Obrazoburczo wypięłam się na mądrość ludu, postanowiwszy poszukać nieco mniej tajemniczego, a bardziej racjonalnego wytłumaczenia dla stanu mojego dziecka. O dziwo, znalazłam. Dzieć przechodził skok rozwojowy (dla zainteresowanych: http://wiki.28dni.pl/7_skokow_rozwojowych_-_1_rok_zycia_dziecka). Uciążliwe dolegliwości minęły po kilku dniach jak ręką odjął, bez smarowania i wkładania do pieca na trzy zdrowaśki. Jaki z tego morał, zapytacie? Taki mianowicie, że trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nagła zmiana zachowania dziecka z a w s z e powinna obudzić naszą czujność, ale nie powinniśmy słuchać ludzi, którzy po jednym (w dodatku niezbyt dokładnym) rzucie oka, opiniują, co dolega naszym pociechom. Zwłaszcza jeżeli wspominają przy tym o mądrych babach i barbarzyńskich zabiegach. Cdn.



        Dedykacja: * wiem, że nie ma w j. polskim takiego słowa jak "dzieć" ^.^

Płeć: kobieta
Ocena: 3.667
Liczba komentarzy: 10    
Data dodania: 30.07.2013r.

1     

cichociemny Użytkownik wpmt 01 08 2013 (22:47:05)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Moje koleżanki dosyć dogłębnie przeanalizowały Twój felieton, więc mnie nie wiele zostanie do dodania.

Po pierwsze - tematycznie - fajne, nowe. Po drugie - wykonanie, czy styl - dla mnie świetne. Bardzo mi się spodobało użycie słowa "Dzieć" i, jeżeli pozwolisz, to sobie je pożyczę, tak na wszelki wypadek ;)

Ale przechodząc do meritum. Twój felieton otwiera - mam taką nadzieję - bardzo ciekawy ciąg artykułów, które nie traktują o nieszczęśliwych miłościach, polityce, ekologii, ochronie praw amazonek, czy antagonistyczne spory - ewolucja czy agrafka. Poruszasz ciekawy temat, a co więcej - uniwersalny (jeżeli mogę tak to nazwać) oraz, moim zdaniem, potrzebny. Potrzebny tak z ww punktu widzenia oraz dla przyszłych matek, chociaż nie mnie to oceniać, jako facetowi.

Jak już wspomniałem - bardzo mi się spodobał Twój styl i lekkość pióra. Błędów nie będę oceniał, gdyż, tak jak napisałem, moje koleżanki to zrobiły (nigdy sam na to nie zdążę, cholera...), niemniej następnym razem użyj edytora, do dodania linku - raz, że będzie to wyglądało estetyczniej, a dwa - nie zaburzy rytmu czytania, które u Ciebie było dobre, które nie spowodowało, że się gubiłem. Wręcz przeciwnie - od deski do deski, ładnie i przyjemnie.

Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia w pisaniu kolejnych części, wystawić 4 z plusem i zaakceptować :)

villemo Redaktor 02 08 2013 (16:39:42)
też lubię wypominać błędy :P
Dziękuję za miłe słowa :) Naprawdę nie sądziłam, że mój styl może się podobać, tym bardziej cieszą pochwały :)
Dzieć nie mój, więc korzystaj do woli :)

Łucja753 Użytkownik 31 07 2013 (13:44:50)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witaj Villemo,

Twój artykuł/felieton (jak wolisz) naprawdę jest całkiem dobry. Przede wszystkim, zaciekawiła mnie jego treść. Nie mogę tu zgodzić się z opinią Zingeli. Według mnie, Twój tekst jak najbardziej odzwierciedla tytuł, jaki mu nadałaś: ,,Cienie i blaski macierzyństwa". Rozumiem, że mojej przedmówczyni chodziło o to, że w tego typu artykule, podmiotem powinna być matka i jej relacje z dzieckiem, ale czy na pewno? Ty opowiedziałaś czytelnikom bardzo wiarygodną i gorzko zabawną historię własnych przeżyć związanych z chorobą Twojego malucha (a jak wiadomo, zapadanie na różnorakie choroby, to bardzo częsta przypadłość wieku dziecięcego). Leczenie przeziębień, angin, osp, świnek, etc. jest nierozerwalną częścią macierzyństwa. No i na pewno nie należy ono do jego blasków. Villemo, przedstawiłaś jednak swoją historię na tyle ironicznie, że wyczuwa się u Ciebie postawę doświadczonej i rozsądnej matki. A to bardzo dobrze. Ponieważ dzięki temu, Twój tekst jest wiarygodny. Z niecierpliwością czekam na jego kolejne części.

Nieco gorzej wygląda strona techniczna artykułu. Powinnaś dłużej nad nim posiedzieć. Już na pierwszy rzut oka dostrzegłam w nim sporo niedociągnięć, a już po drugiej lekturze, uzbierałam całkiem pokaźny zbiorek Twoich błędów, które ,,wytknęłam" Ci poniżej. Nie zauważyłam u Ciebie jakiejś konkretnej ,,pisarskiej wady". Dlatego polecam Ci tylko, abyś pamiętała o tzw, ,,szlifowaniu tekstu". Nie jesteś pierwszą osobą, której to powtarzam (ba! Sama często muszę sobie o tym przypominać). Tak, tak, wiem. Nasze ,,dzieło", które czytamy po raz enty, już dawno nam obrzydło i już sami nie wiemy, co o nim sądzić. Ale pozostają przecież jeszcze inni ludzie, którzy dzięki świeżemu spojrzeniu, mogą nam pomóc w odnalezieniu trudno dostrzegalnych błędów. Cóż, popełniłaś trochę błędów powtórzeniowych, kilka fleksyjnych, zdarzyło Ci się nieprawidłowo użyć jakiegoś zwrotu czy określenia. Myślę także, że warto, abyś czasem zajrzała do słownika synonimów". Pomoże Ci on urozmaicić słownictwo. I nie chodzi mi tu o jakieś udziwnianie, ale zwyczajną ,,profilaktykę powtórzeń" ;).

Cóż, daję Ci 4 z minusem. Za ciekawą treść, bo nad stylem to musisz popracować.

Błędy/sugestie, etc.:

-
dzieciem
- no niestety. ,,Znany i lubiany (?)" przez nas wszystkich ,,Słownik języka polskiego" niestety nie przewiduje takiej formy odmiany wyrazu ,,dziecię". Natomiast z powodzeniem przyjmuje wersję ,,dziecięciem".

-
Dzieć
- no już teraz widzę Twoją koncepcję! Jednak nie przypada mi ona do gustu. Brzmi śmiesznie, ale nie zabawnie czy ironicznie, lecz właśnie - śmiesznie. No i niepoprawnie przede wszystkim. Dlatego sugeruję zamienić ten neologizm na, może mniej nowatorski (!), ale na pewno dużo przyjemniejszy dla ucha wyraz - ,,dziecko". Jeśli jednak upierasz się przy swoim pomyśle, proponuję chociaż ująć ,,dziecia" w cudzysłowie (we wcześniejszym przypadku również).

-
ów
- tutaj chciałabym potwierdzić poprawność zaimka ,,ów" w mianowniku, liczby pojedynczej, rodzaju męskiego! Zingelo, forma ,,owy" w odmianie wyrazu ,,ów" zwyczajnie nie występuje. A tą ,,uroczą" stronę na fb proszę potraktować z przymrużeniem oka ;): https://www.facebook.com/pages/%C3%93W-si%C4%99-do-cholery-odmienia-/120872924610666.

-
w porównaniu z czym każda kobieta,
- no a ja przekształciłabym ten fragment zdania jeszcze inaczej ,,w porównaniu z tym, z czym każda kobieta,".

-
owy
- no właśnie. Nie ,,owy", ale ,,ów".

-
arbitralnym, niecierpiącym sprzeciwu tonem
- pleonazm. Zostaw jedno z tych określeń.

-
O wypowiadanych arbitralnym, niecierpiącym sprzeciwu tonem, dobrych radach, zaczynających się od sakramentalnych słów: „powinnaś”, „musisz”, „bo ja to” albo „to na pewno jest”. Każdej matce włos dęba staje, a krew w żyłach zamarza, kiedy słyszy te słowa.
- powtórzenie wyrazu ,,słowa". Może napisz ,,(...) kiedy słyszy takie wypowiedzi".

-
I o ile jeszcze te porady (porady! Rozkazy raczej) są w miarę racjonalne, można je przełknąć. Najgorzej jest, kiedy wszyscy lepiej wiedzą, jak wychować twoją latorośl,
- pomiędzy tymi zdaniami powinien być jakiś wyraźny łącznik. Tzn. skoro zaczynasz pierwsze z nich słowami ,,o ile", należy połączyć je z drugim określeniem ,,o tyle". Co w praktyce wygląda tak ,,I o ile jeszcze te porady (...) są w miarę racjonalne, można je przełknąć, o tyle, najgorzej jest, kiedy wszyscy wiedzą (...)".

-
krok milowy
- nie chcę ingerować w Twój pisarski styl, ale tak mi to określenie nie pasuje. Może napisz po prostu ,,ważny krok"?

-
traktować będą moje felietony.
Na pierwszy ogień pójdzie moje ulubione
- powtórzenie zaimka dzierżawczego ,,mój". W celu uniknięcia tego błędu, proponuję Ci przekształcić pierwsze zdanie w ten sposób ,,traktować publikowane przeze mnie felietony". Aha, no i może ujęłabym określenie ,,ulubione" w cudzysłowie. Inaczej nie można uzyskać ironicznego wydźwięku, a raczej odrobinę makabryczny...

- Schynięcie jest schorzeniem tyleż groźnym, co i tajemniczym. Nie wiadomo dokładnie, co je powoduje i czym dokładnie jest - powtórzenie ,,co". Sugeruję poprawić to tak ,,Schynięcie jest schorzeniem równie groźnym, jak i tajemniczym".

-
Wiadome są jednak i powszechnie znane
- trochę ,,masło maślane". Zostaw jedno z tych określeń.

-
owego
- i znów ,,ów"? Powiem Ci, że nie mam jakichś uprzedzeń co do tego zaimka, ale w pewnym momencie zaczyna mnie on trochę irytować. Uderza jakąś taką pisarską manierą. Dosyć pretensjonalną. Nie lepiej napisać ,,tego schorzenia"?

-
dziecia
- weź w cudzysłowie.

-
Z niezrozumiałych dla osób przejętych mojego niemowlęcia losem
- zgubiłaś wyraz :) ,,powodów"/,,przyczyn". Zgadza się?

-
dla stanu mojego dziecka
- bez ,,dla".

-
Dzieć
- w cudzysłowie.

-
na trzy zdrowaśki
- w cudzysłowie.

-
powinna obudzić naszą czujność, ale nie powinniśmy
- powtórzenie. Może i zamierzone, ale razi. Może w drugim członie zdania napisz ,,ale nie możemy"/,,nie wolno nam".





villemo Redaktor 31 07 2013 (14:44:17)
Dziękuję za komentarz.
Nie przyznaję się do żadnego OWY w tym tekście :) Został edytowany przez koleżankę i najwidoczniej nie wszystko udało mi się przywrócić do pierwotnej formy :)
Dzieć - tak wiem, nie istnieje takie słowo (jak również jego odmiana 'dzieciem), użyłam neologizmu z pełną premedytacją (patrz, dedykacja :)), bo tak zwykłam mówić. Zresztą, to dosyć popularne wśród mam sformułowanie, więc na pewno zostanie :)
Pleonazmu, o którym wspomniałaś użyłam również świadomie, żeby dodatkowo podkreślić ładunek emocjonalny, ale może rzeczywiście nie wygląda to dobrze.
Krok milowy
nie wynika z mojego stylu, jest sformułowaniem bardzo często używanym do określenia przełomowych chwil w rozwoju dziecka (pierwsze kroki, słowa, etc).
Wiesz, z tym cudzysłowem jest tak, że gdybym chciała go użyć z każdym słowem o zabarwieniu ironicznym, musiałabym wziąć w cudzysłów naaprawdę dużą część tekstu. Wyszłam z założenia, że ironia zostanie zauważona i bez tego, a jeśli nie - no cóż. Niemniej bardzo dziękuję za wszystkie uwagi, niektóre na pewno przemyślę :)
Pozdrawiam.

zingela Użytkownik 31 07 2013 (00:08:18)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Podoba mi się Twój styl. Lubię inwersje, poprzekręcany szyk itd., oczywiście w granicach normy. Według mnie, normy nie przekroczyłaś. Artykuł jednak średnio mi się podoba. Nie wiem, może to dlatego, że nie mam nic wspólnego z tematem Twojej pracy? Nie piszę więc nic więcej oprócz wynotowania paru niedociągnięć. Za język - 3 z plusem.

Dzieć ów rośnie sobie zdrowo


Częstym błędem jest nieodmienianie słowa "owy". A ono się odmienia. Powinno być więc "dzieć owy".

Jeżeli myślicie, że nieprzespane noce, czy ząbkujący maluch


bez przecinka

to pikuś jest


To "jest" nie bardzo mi pasuje.

w porównaniu z czym każda kobieta


Nie lepiej byłoby: w porównaniu z tym, czym każda kobieta?

Nieprzespane noce w bowiem miną


"w" niepotrzebne

włos na głowie dęba staje


Związek frazeologiczny to "włos dęba staje".

nawet lepiej, niż samo dziecko


bez przecinka

Wiadome są jednak i powszechnie znane


Lepiej byłoby Wiadome i powszechnie znane są jednak.

W drodze kolejnego wykluczania wszystkich możliwości, padło na traumatyczny poród.


bez przecinka

Tak, czy inaczej,


bez przecinków

Z niezrozumiałych dla osób przejętych mojego niemowlęcia losem, nie wsiadłam w najbliższy samolot


bez przecinka

którzy po jednym (w dodatku niezbyt dokładnym) rzucie oka, opiniują


jw.

Zwłaszcza, jeżeli


jw.


villemo Redaktor 31 07 2013 (06:14:11)
Dziękuję Ci bardzo za komentarz, zależało mi ma tym, żeby ktoś mi wygarnął wszystkie błędy :) W kilku miejscach Twoje uwagi odnośnie przecinków mocno mnie zdziwiły, ale cieszę się, że wszystko wyłapałaś. Nie zgodzę się natomiast co do słowa ÓW. Jak najbardziej się odmienia, ale skoro dzieć (ten dzieć) występuje w mianowniku, to i ów w mianowniku być powinien. Poza tym, wg wszelkich znanych mi norm (specjalnie się jeszcze upewniałam) forma owy jest niepoprawna. No, ale mniejsza z tym.
Pozdrawiam.

villemo Redaktor 31 07 2013 (07:27:58)
Pozwoliła sobie zmienić z powrotem owo ÓW na poprawną formę, bo Twoja strasznie mnie raziła, a także (również z powrotem?) rodzaj z 'Emocje' na 'Felieton', bo w zamyśle praca jest felietonem właśnie.

zingela Użytkownik 31 07 2013 (15:06:03)
No to ładnie, wytykam błędy i okazuje się, że źle wytykam. ;) Wybacz, viillemo. I te poprawki "ów" też wybacz. Łucja, dziękuję za poprawki. :) Tylko nie mogę sobie przypomnieć, żebym zmieniała kategorię. Emocje faktycznie według mnie bardziej by pasowały, ale naprawdę nie wiem, czy tutaj coś ruszałam. Co do cudzysłowów - nic bym nie zmieniała. Łucja też już moje zdanie zna w tym temacie, więc się specjalnie moim poglądem nie zdziwi. ;)) "Dziecia" początkowo uznałam za błąd, ale później uznałam, że to Twój celowy zabieg, fajny nawet. Ewentualne wątpliwości rozwiała dedykacja.

Późno było, kiedy czytałam Twój tekst. Dlatego chyba tak nieznacznie się do niego odniosłam. Oceny chyba nie uzasadniłam do końca. Temat tematem, że sam w sobie mnie średnio interesuje, w sumie nie ma nic do rzeczy. Po prostu zapoznawałam się z nim bez zaciekawienia. Jak wspomniałam - język mi się podoba bardzo, ale w czytaniu akapitu o tym, jak Twój dzieć zachorował, nawet barny styl mi nie pomógł. Od tego momentu już wcale nie miałam ochoty czytać. Zaczęłaś fajnie, naprawdę przyjemnie - ironia, lekkość pióra, super - ale później się nudziłam. Może nie podzielam entuzjazmu Łucji i nie będę czekać z niecierpliwością, jednak na pewno zapoznam się z dalszymi częściami. Z ciekawości jak sobie poradzisz z kontynuacją. I dla rozkoszowania się świetnym stylem. To teraz chyba już wszystko powiedziałam. Podczas ponownego czytania rzuciło mi się w oczy coś, co pewnie przegapiłam wcześniej:

już od momentu „zaciążenia”, dożywotnio, mierzyć się musi


Przecinki tutaj bardzo chcesz? :)

villemo Redaktor 31 07 2013 (15:12:55)
widzisz, tekst jest kierowany głównie do kobiet, które wiedzą o czym piszę ( to nie przytyk, broń boże, jeśli nie jesteś mamą, nie musisz pewnych rzeczy wiedzieć, to jasne) i największą ironią całego tekstu jest ta "choroba" mojego dziecia. SCHYNIĘCIE bowiem nie istnieje, jest wymysłem, którym zwykło się w pewnych kręgach tłumaczyć wszelkie odchyłki od normy w zachowaniu dzieci. Drugim takim wymysłem, o którym wspomnę w przyszłości jest urok :)

villemo Redaktor 31 07 2013 (15:16:15)
i tak, przecinek zostaje, dożywotnio jest wtrąceniem :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(54): 54 gości i 0 zarejestrowanych: