Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: TheRockerBaby
Imię: Lilah
O sobie: Żyję jak we śnie, z dnia na dzień... Marząc o chwili, gdy odnajdę światło.
Napisanych prac:
- wiersze: 16
- proza: 21

Średnia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 77 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Klątwa przeszłości cz. 5" 01.04.2010
"Jedna iskra cz.9" 07.03.2010
"Jedna iskra cz. 5" 22.02.2010
"Jedna iskra cz.1" 14.02.2010
"Życie jest aksamitem i..." 10.03.2010

Inne prace tego autora:
"Klątwa przeszłości, cz. 2" 17.03.2010
"Klątwa przeszłości cz. 1" 13.03.2010
"Jedna iskra cz.2" 15.02.2010
"Jedna iskra cz. 5" 22.02.2010
"Jedna iskra cz. 10" 12.03.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Życie jest aksamitem i paranoją, cz.1

Pogodny, zimowy dzień. Śnieżynki skaczą jak najęte swoim własnym rytmem. A ja idę. Odziana jak na biegun polarny, palto leniwie wlecze się po śniegu. Wydaję się karykaturalna, ale wcale się tym nie przejmuję. Moja Łuska idzie dostojnie i spokojnie. Mimo młodego wieku potrafi zachować elegancję. I nagle, pośród tego grudniowego dnia, podchodzi do nas wróżka. Nie, nie taka prawdziwa! Już wiem, jak to wyrazić. Niezwyczajna staruszka! Ciemne, błyskotliwe oczy mają w sobie iskrę zaufania. Spod fioletowego beretu wystają kępki siwych, nieuczesanych włosów. A jednak ona jest wróżką! Przynajmniej dla mnie... Ukradkiem rzucam jej zaciekawione spojrzenie. Nie patrzy na mnie, tylko na moją sunię. I mówi:
- Miałam kiedyś podobną.
I głaska moją Łuskę, drapie za uchem. Psina jest wniebowzięta.
Uśmiecham się wyrozumiale i wciąż próbuję ją pojąć, lecz nie mogę.
- Dostałam ją na ósme urodziny. Oprócz tego brązowego futerka miała też białą pręgę, jak ta rosyjska Łajka. Ale my nazwaliśmy ją Łusia.
- My też! To znaczy, Łuska!
- Łusia to skrót. Ciekawe... - "Może tak miało być?" - myślę, lecz pytam o co innego. - Żyje?
I już wiem, że to było głupie pytanie. Matematyk i człowiek stojący ostro na ziemi zaraz wiedziałby, że psina nie może żyć. Ale ja jestem trzpiotką-trzebiotką i ciągle myślę o nowych opowieściach.
- Kto? Łusia? Nie, nie. Zginęła podczas wojny, w '41. Wpadła pod czołg. - Staruszka w zamyśleniu drapie Łuskę za uchem.
- Uciekła?
- Nie, nie. Po prostu chciała nas bronić. Ona była mądra, wyczuwała niebezpieczeństwo. Tak bardzo nas broniła, że zginęła. Na drodze zostało tylko malutkie, jeszcze ciepłe ciałko. Całe zakrwiawione. Zanieśliśmy ją z bratem i zakopaliśmy za domem. A to i tak było świętokradztwo.
- Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby Łusia zginęła... - wyznałam.
- Cierpiałabyś, ale po jakimś czasie byś się z tym pogodziła. Ale zawsze, widząc na ulicy psa, myślałabyś o niej.
- Pewnie tak. - zgodziłam się cicho.
- Chodź do mnie. Porozmawiajmy. Tak rzadko ktoś mnie odwiedza.
- Ale Łuska...
- Weź ją na górę. Mieszkam dwie klatki dalej. Damy jej wody i wędlinki.
Zgodziłam się. Staruszka miała wokół siebie aurę. Biło od niej dobro i zrozumienie. Nawet trochę się bałam, bo wtedy jeszcze jej nie znałam.
Szybko znalazłyśmy się na górze. Zgodnie z obietnicą, Łuska otrzymała szynkę i wodę.
A staruszka rozpoczęła opowieść.
- Pogrzeb Łusi był uroczysty. Dziurę wykopało się wcześniej, ale obrządek był niezwykle dopracowany. No, w miarę możliwości. Poubieraliśmy się jak do kościoła, najpiękniej, jak się dało. Każdy z nas niósł jakąś jej rzecz. Nieobgryzaną kość z kurczaka, miskę, czy deskę z jej budy. Wszystko ułożyliśmy obok niej. Musiała mieć wygody. Potem śpiewaliśmy jej żałobne pieśni. W końcu mój brat zakopał grób. Kiedy wróciliśmy do domu cali umazani ziemią i łzami, mama nie oszczędziła nam reprymendy. Ale kiedy moja siostra Zosia wytłumaczyła jej, jak ważna była dla nas Łusia, to mama się rozpłakała. A wieczorem w modlitwie prosiła Boga o łaskę dla Łusi. Tak, to była moja dobra, kochana mamusia.
- Bardzo ją pani kochała. - zauważyłam pełna wzruszenia.
- Tak. Mamę kocha się zawsze, bo cię wykarmi, poradzi ci... Oczywiście, często jesteś na nią zdenerwowana, ale ją kochasz. Ale cóż, zwierzę nie każdy, choć jest wielu, którzy mają psy. Kupuje się rasowe, specjalnie zakłada się hodowlę i liczy tylko na zysk. To nie jest miłość do zwierzaka. To jest istne wykorzystywanie. Łusia była nierasowa, tak jak twoja psinka. - staruszka głaskała moją sunię.
- Pochodzi ze wsi i jest kundelkiem.
- Możliwe, że ma geny mojej Łusi. Całkiem możliwe. Wojna to straszna rzecz. Zabiera nie tylko to, co piękne, ale i to, co podstawowe. Choćby poczucie bezpieczeństwa. Aż do lat dziewięćdziesiątych nie mogłam go sobie odbudować. Och, ale co ze mnie za niezdara! Czego się napijesz, kochana? Kawy, herbaty? Kawy, bo może jesteś jedną z tych postępowych dziewcząt. Teraz pokolenia szybciej dojrzewają. Podobno w sensie erotycznym.
- Tak, to prawda. Ale ja wolę herbatę.
"Bo herbata to napój Duszy. Wyzwala cudowne sny i myśli", pomyślałam z radością.
- O czym tak myślisz? Czyżby o herbacie?
Zamrugałam ze zdziwienia. Pamiętam to uczucie. Przeszywało mnie na wylot.
- Tak. - wyjąkałam.
- Nie martw się. Ja nie czytam w myślach. - zaśmiała się staruszka.
Miałam inne odczucia. Jakby buszowała w mojej duszy i doszukiwała się kolejnych zdarzeń.
- Zapomniałam się przedstawić. Tyle rzeczy zapominam. Rozmawiam i zapominam. Jestem Wiesia, z pochodzenia chłopka. Urodziłam się w 1930 roku, w okolicach Limanowej, na Lubomierzu. Piękne okolice, moja droga! Lasy, pola... Nigdzie nie ma lepiej!
- A ja jestem Julianna. - powiedziałam cicho.
Zawsze wstydziłam się tego imienia. Nie jestem romantyczką. Żadna ze mnie Julia. To wcale do mnie nie pasuje.
- Julianna, mówisz? Zauważyłaś, jacy jesteśmy niezadowoleni z imion, które wybierają nam rodzice? Ja do czternastego roku życia nie chciałam się tak nazywać. Pragnęłam odmiany... Ale kiedyś moją siostrę obraził pewien chłopak. Zbyszek się nazywał. Wredny, ordynarny, wręcz szkoda słów. Moja siostrzyczka Zosia, a miała wtedy może z siedem lat, przybiegła zapłakana, bo Zbyszek uznał, że wszystkie Zosie tylko do krów się nadają. Ja uważałam, że imię Zofia jest piękne. Przywodzi na myśl jedwaby, fiołki... A on tak bezczelnie je wyśmiał. Pocieszałam ją, jak mogłam. A wieczorem, kładąc się spać, obiecałam sobie, że pokocham swoje imię. I pokochałam.
Słuchając pani Wiesi, miałam wiele odczuć. Przyszła także radość z mojego imienia. Mądrość tej kobiety nie miała granic.
- Ma pani piękne imię. Z tradycjami!
- Eee tam z tradycjami! Zwyczajne, proste, choć teraz i wyjątkowe, bo już zanika. Tak, podczas wojny to się aż roiło od starych imion. Małe Bronisławy, Krystyny, Zdzisławy, Władysławy, Hanki i jeszcze chłopcy... Tomaszki, Karolki, Zbyszki, Edwardy i Aleksy. Tak, tak, imion co niemiara.
- Więc żyła pani podczas wojny? - spytałam, pragnąc usłyszeć jej filozofię o wojnie. Zamiast tego uraczono mnie opowiastką o owych czasach.
- Tak, tak. Miałam dziewięć lat, gdy rozpoczęła się wojna. Nie rozumiałam tego i bałam się. Wszyscy myśleli, że to długo nie potrwa. Tymczasem sześć długich lat... Okropność. Rankiem zamiast piania koguta usłyszałam szurgot samolotu. To było zjawisko, bo u nas samoloty rzadko przelatywały. Dzieci ze wsi zbiegały się, wyglądały. Połowa poumierała, bo nie zdążyły się schować. Moją najmłodszą siostrę, Nusię, trafiła bomba. Tam lekarzy i chirurgów nie było, więc nie dało się nic zrobić. Furmanką było za daleko. Zmarła po dziesięciu minutach. Nikogo nie oskarżam, ale gdyby Helena przytrzymała niesforną Nusię, zamiast poprawiać włosy, to być może by żyła. Tak czy inaczej, stało się. Teraz jest w niebie.
- To ile miała pani rodzeństwa? - pytam zafascynowana.
- Czworo, a razem nas było pięcioro. Najpierw Boguś, starszy ode jakieś pięć lat. Ach, to 1925! Świetny chłopak, a jaki mocarz! Wszystkie dziewczyny ze wsi się w nim kochały. Potem była Gienia, o dwa lata młodsza od Bogusia. Była wielkim autorytetem. Wszystko potrafiła zrobić. Ach, a potem byłam ja. Trzecia. Następnie Helenka, o rok młodsza ode mnie. Straszna z niej trzpiotka była. I jeszcze Zosia. W chwili rozpoczęcia wojny miała siedem lat. Urodziła się rok po Helence. No i dwa lata przed wojną moja Nusia. Zginęła w 1939 roku, zaraz pierwszego dnia. Do dziś pamiętam wyraz jej oczu. Popłoch i strach. To było maleńkie, dwuletnie dziecko. Czasem mi się śni. Trzyma bukiecik ukochanych stokrotek, które miały "duse" i mówi mi wierszyk. Sepleni jak zawsze i bardzo się cieszy. I jest taka szczęśliwa.
- W niebie na pewno. - szepnęłam i otarłam łzy z twarzy.
- Niebo to musi być cudowna rzecz - rozmarzyła się pani Wiesia. - Wyobrażam sobie te turkusowe obłoki. Słodycz. A pomiędzy nimi bita śmietana... O tak, jeszcze wafelek i możemy skonsumować tą pyszność... Przepraszam cię, Julciu. Ja mam takie dziwne porównania. Możesz przez to pomyśleć, że jestem żarłokiem, a wcale nie jestem.
- Nie, nie, rozumiem. - uśmiechnęłam się.
Pół godziny potem wychodziłam. Kiedy już odziałam się od stóp do głów, zapięłam Łuskę i miałam wychodzić, zatrzymało mnie intrygujące spojrzenie pani Wiesi.
- Nikt mnie nie odwiedza. Nie zmuszaj się, ale jeśli masz chęć, to przyjdź jeszcze. Tak bardzo jestem tutaj samotna.
Coś mnie tknęło w sercu.
- Obiecuję - szepnęłam bez tchu i wyszłam na ciemną ulicę.



        Dedykacja: Pamięci Kochanej Pani Wiesi [*] Za swój cel obrałam sobie przekazanie Pani Historii, wypełniam więc zadanie.

Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 06.03.2010r.

1     

Groszek 06 03 2010 (19:27:56)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Od razu rzuciło mi się w oczy: "Ciemne, błyskotliwe oczy mają w sobie iskrę zaufania" - iskrę zaufania? Nie podoba mi się ten zwrot.. "- Obiecuję. - szepnęłam bez tchu i wyszłam na ciemną ulicę." - to samo, co zobaczyłam w poprzednim opowiadaniu. Nie możesz stawiać kropek w takich miejscach. Poza tym, jak można szepnąć bez tchu? Brzmi to trochę dziwnie. W fragmencie: "- Nie, nie rozumiem. - uśmiechnęłam się.", gdy Julianna odpowiada staruszce wyszło tak, jakby mówiła, że nie zrozumiała, a wiem, że nie to chciałaś przekazać. Oprócz tego kilka literówek, ale jest ich naprawdę niewiele. Opowiadanie mi się podoba, fajnie się czytało, nawet zgrabnie napisane, rozmowa ze staruszką to był w miarę ciekawy pomysł, ale szczerze to wyszło dosyć mdło. Nie przyciągnęłaś mojej uwagi, nie wciągnęłam się w opowieść, szczerze wolę to poprzednie opowiadanie.

TheRockerBaby 06 03 2010 (19:15:27)

To się zdarzyło naprawdę. To moja historia. Ja tylko opisuję te historie, które usłyszałam od tej wspaniałej kobiety.

PookyFan 06 03 2010 (19:03:01)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Założenie dość banalne i toporne, niemniej jednak tekst opowiadania wciąga. Choć fabuła jest trochę, hm... niedopracowana, a wszystko dzieje się tu tak szybko i nie wiadomo praktycznei nic o bohaterkach, czyli w skrócie - choć fabularnie opowiadanie nieco leży, jest ciekawe. Bardzo dobrze i realistycznie poprowadzone dialogi, ich tematyka jest ciekawa, a poszczególne kwestie - dopracowane i szczere. Merytorycznie brakuje trochę konkretów dotyczących świata, w którym dzieje się akcja, kuleje również przedstawienie znajomości bohaterek - nie przekonuje mnie to wcale, że nastolatka ot tak poszła do domu obcej osoby i słuchała historii o jej dzieciństwie. W dodatku pojawiło się trochę błędów, głównie braki w przecinkach - pilnuj się z interpunkcją. W skrócie opowiadanie jest dość płaskie, banalne i fabularnie niedopracowane, nie da się jednak ukryć, że wciąga i jest pełne wdzięku. Choć nie bardzo mi się to widzi jako pierwsza część cyklu (o ile bowiem formuła, którą zastosowałaś, sprawdza się w pojedynczym tekście, to nie wyobrażam sobie całej serii takich opowiadań), to czwórkę mogę postawić.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(21): 14 gości i 7 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, zawsze, PookyFan

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl