warto go przeczytać
Włosy miała lekko kręcone, długie do połowy pleców, a może nawet jeszcze dłuższe, nie wiem, rozwiewał je wiatr. Chyba zimny, jej zaróżowione policzki na to wskazywały. Dzisiejsza pogoda też dużo mówiła. Przygnębiająco szare niebo i powoli spadające krople deszczu na spragnioną wody ziemię. Ostatnio było gorąco, można nawet powiedzieć, że za gorąco, jak na nasz klimat. Dobrze, że pada. Żona przynajmniej nie będzie narzekać na osłabienia i suchą ziemię w ogródku. A jaki to był ogródek. Nie ma co się dziwić, Grażynka jest artystką. Moja żona. Taka piękna, szczególnie kiedy jej twarz okala promienny uśmiech...
Dziewczyna też się uśmiechała. Ale niesamowicie smutno. Jakby w jej głowie kotłowały się całkiem miłe wspomnienia i będąc tłem aktualnych problemów, po prostu wydawały się śmieszne, absurdalne.
Miała ładną, jak na mój gust, sukienkę w niewyraźne, z odległości, kwiaty, której falbany także powiewały na wietrze. Materiał wyglądał na cienki, mógłbym przysiąc, że dziewczyna na skórze miała gęsią skórkę, nie było mi dane tego zobaczyć. W miarę, jak się do niej zbliżałem widziałem coraz więcej szczegółów, ale takiego małego moje oczy nie były w stanie dostrzec.
Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Płakała… czy tak? Tak, płakała, pod oczami malował się czarny rozmyty tusz do rzęs. Usta pociągnęła czerwoną szminką. Bardzo ładnie wyglądała i nawet gdyby radośnie się uśmiechała, można byłoby powiedzieć, że jest piękna. Piękna...
Stała boso. Dopiero po chwili dostrzegłem rzucone obok pantofelki.
Chciałem krzyczeć, jednak nie mogłem nic z siebie wykrztusić, obezwładniło mnie przerażenie. Stała taka piękna, bezbronna… smutna. Odczułem niesamowite pragnienie wzięcia jej w ramiona, by ukoić choć na chwilę ból, malujący się w oczach. Zobaczyłem go w momencie, gdy podniosła dłoń i odgarnęła włosy opadające jej na czoło, to było może jakieś pięć sekund przed...
Dłoń, która już dawno uderzyła w hamulec bezpieczeństwa, zamarła na syrenie pneumatycznej. Ten ostry dźwięk... wcześniej urywany teraz ciągły jakby miał większą siłę przekazu. Miał? Nie, nadal stała nieruchomo, lekko uśmiechnięta, zaróżowiona...
"Dlaczego? Dlaczego?!"
Nie odpowiedziała. Jej ostatnim ruchem było przymknięcie powiek i zniszczenie uśmiechu na ustach.
Zwalnialiśmy. Po kilku sekundach zatrzymaliśmy się. Kilka sekund. Cholernych kilka sekund. Boże...
Boże, czy widziałeś?!
Tak, tak, to ja płaczę kochany... wybacz mi. Ja zwykły maszynista, który całował dzisiaj z rana żonę na pożegnanie, to ja. Ja zwykły. Ja...
Podnoszę głowę. Na wietrze, powoli, opada skrawek kwiecistego materiału.
Słoneczniki...
Ocena: 5.333
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 20.07.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(21): 14 gości i 7 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, zawsze, PookyFan