warto go przeczytać
…Z życia Paula
- Przywieźli nowy towar.- Mruknąłem, że przecież wiedzą, co robić. Nie muszą mi wiecznie głowy tym zawracać.- Nie spróbuje szef?
Nie, szef nie spróbuje. Mam to gdzieś, jaki jest towar. I tak nie będę tego wąchał… No, prawie. Usiadłem, trzymając się za głowę. Bolała jak cholera. A żadne środki nie pomagały… Byłem odurzony. Ale przecież nikomu nie zaszkodziła kolejna lampka whisky. Co tam, raz się żyje, nie będę życia marnował na marudzenie o bogu. Ja jestem panem swojego życia i nikt mi go ot, tak nie odbierze. Nikt mi niczego nie zabroni. Tak, uwielbiam alkohol. Momentami nie rozumiałem Alexa. Tak właściwie, to w ogóle go nie rozumiałem. Z jakich niby pobudek zrezygnował z bycia tak wielką osobą? Owszem, faktem było to, że był cholernie sławny bez tego. Wielka, słynna kancelaria Alexandra Lomnicki. Też mi coś. Ciekawy byłem, ilu profesorów przekupił. Można by go zamknąć chociaż za to. Chlust, chlust. Poczułem ciepłe ręce na moich barkach. Samantha. Jak ona tu…? Z resztą, nieważne. Jej palce masowały moją szyję.
Swoją drogą, ten debil przesiadywał właśnie w Kopenhadze i zastanawiało mnie, czemu. Wziął dzieci i zwiedza Danię: Tivoli, Bon-bon land… Wszędzie. Już trzeci tydzień. Czyżby się ukrywał? Powieki zrobiły się ciężkie. Sam pocałowała moje ucho i nim się obejrzała, była na łóżku, tuż pode mną, a z jej ubrania praktycznie nie zostało nic. Najlepszy sposób na rozwiązanie problemów. Tym bardziej po pijanemu.
***
To było tak oczywiste! Nacisnąłem brutalnie hamulec i moje ferrari zatrzymało się w miejscu. Moja maszyna znów zaczęła warczeć, ruszając z miejsca. Ochroniarz siedzący koło mnie spojrzał pytająco. Wzruszyłem ramionami.
Alex musiał do kogoś pojechać! Niemożliwym był fakt, że wyjechał bez powodu, zostawił kancelarię w rękach tej ciapy i wyjechał z dziećmi na wakacje. Owszem, wakacje wakacjami, ale ta mądrala nie ufa praktycznie nikomu. Poza tym, nie sądzę by towarzystwo tak znienawidzonego ojca radowało go niemiłosiernie. W moich myślach ułożył się już plan, który miałem zamiar sprowadzić do rzeczywistości. Gdy GPS zaczął niemiłosiernie piszczeć, skręciłem w boczną ulicę. Było ciemno. Tak, to był ważny klient, obiecywał wiele zapłaty, musiałem więc stawić się osobiście. Stanąłem na uboczu. Już czekali.
Mój klient był naprawdę ważną osobistością. Podawał się za Emmę”. Nie byłem pewien, czy to kobieta. Mężczyźni często podają damskie imiona za pseudonimy. Wjeżdżając w ślepą uliczkę, widziałem co paręnaście metrów goryle. Jej ochronę. Już stało się pewne, mężczyźni zazwyczaj nie biorą aż tylu ochroniarzy. Obawiałem się tego. Kobiety są zdradliwe… Teraz musiało wszystko przejść jak z płatka, chodziło o cholernie wielkie pieniądze. Moi ludzie wysiedli, a na końcu ja. Z towarem.
W tej kwestii, w tym zawodzie, trzeba było umieć się zachować. Pokazać pokerową twarz. Żadnego niewłaściwego ruchu, inaczej już nie żyjesz. Rzuciłem walizkę, w zamian została rzucona druga- z pieniędzmi. Kokaina ostatnio podrożała. Jakość pierwsza klasa wzrosła o siedem procent, dzięki czemu mogłem nieźle zarobić. Zarówno oni, jak i my, otworzyliśmy walizki. Wszystko się zgadzało. Skinąłem tylko głową kobiecie ubranej na czarno i wsiadłem do samochodu, atakowany ostrzałem spojrzeń. Wyjechałem z zaułka i wróciłem do domu.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 02.09.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(19): 13 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, zawsze