Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: AnilG
Imię: Karolina
Skąd: Jasło
O sobie: 'Nikt nie zabroni mi marzyć!'
Napisanych prac:
- wiersze: 2
- artykuły: 1
- proza: 23

Średnia ocen: 4.2
Użytkownik uzyskał: 87 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Rak nieborak" 10.06.2010
"Tytułu brak" 31.05.2011
"Gorzka kawa" 30.05.2010
"Rozmów kilka" 14.10.2010
"Cztery Historie" 12.05.2010

Inne prace tego autora:
"Rozmów kilka" 14.10.2010
"Marysia" 20.08.2010
"bezsens" 28.02.2012
"Sen" 23.08.2010
"Cztery Historie" 12.05.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Ziuta

Dzień 1.

Dotknął mnie. Spojrzałam na niego krótko, oddychając coraz szybciej. Nawet nie wiedziałam, do czego zmierza, czy przyszedł tu i położył dłoń na moim obojczyku ot tak, po przyjacielsku, w poszukiwaniu czułości czy może jednak dotyk ten był znakiem, że dziś w nocy chce mieć mnie u siebie w łóżku. Wiedziałam jednak, czego JA pragnę.
Pocałowałam go, rozchylając mu usta językiem i pieszcząc każdą komórkę jego języka, który później był zresztą we mnie nie raz.
Na samo wspomnienie…ach. Nie wiem, dlaczego mężczyznom Bóg daje zaczarowane wręcz palce, które wcale nie służą do siekania sałaty, magiczny język, który…prawdę mówiąc nie pamiętam już, po co w ustach ludzie mają języki. Oprócz tego, by rozkoszować nim bliźnich.
Bóg jest wielki !
Chociaż nie mogę rzec, że równie szczodrze obdarował wszystkich. Marek, z którym po pewnej imprezie, jeszcze na studiach, wylądowałam w ciasnej kabinie, kompletnie wykazywał brak umiejętności w owych dziedzinach. Na początek wepchnął mi język do ust, rozgaszczając się nim w mojej jamie ustnej i uniemożliwiając mi jakiekolwiek manewry moim. Po kilku sekundach włożył mi dłoń do majtek i dwa palce bezceremonialnie i koślawo wepchał mi między nogi. Nie przejął się tym, że jęknęłam z bólu, tylko zaczął wchodzić nim głębiej i głębiej, sprawiając, że w końcu musiałam palnąć go po twarzy i gorzko uświadomić, że jego palce nadają się tylko do siekania sałaty.
Nazwał mnie dziwką i wyszedł.

No cóż. Bóg jest wielki!

Dzień 2.
Tymczasowo mieszkam u Duśki. Bardziejełowa weszła dziś do mojego pokoju i powiedziała, że mam się natychmiast wynosić, bo dziś przyjeżdża Rysiek (kimkolwiek on jest).
Pokłóciłam się z nią trochę, ostatecznie skończyło się na wzajemnym wyzwaniu się od sprzedajnych dziwek, a później wrzuciłam swoje rzeczy do torby, wyszłam z mieszkania i trzasnęłam z całej siły drzwiami. Czego ona szczerze nienawidzi.
Pół godziny później uświadomiłam sobie, że u Bardziejełowej został mój najlepszy szampon. Z Lore’ala. Za dwadzieścia złotych.
Niech to szlag!
Może jeszcze uda mi się go odzyskać.
Tak więc znalazłam się u Duśki. Z powodu owych okoliczności, do pracy nie doszłam. Zadzwoniła Aśka i powiedziała, że szef chodzi nieziemsko wkurwiony. Na dodatek zaczyna się redukcja etatów. Marychę zwolnili. Najlepsza terapeutka w całym więzieniu! Płakała. Odprowadziliśmy ją wszyscy na przystanek autobusowy, po drodze urządzając natychmiastową zbiórkę, aby chwilę później kupić jej 0,7 l wódki na pocieszenie. Być może efekt krótkotrwały, ale istotny. Dziś się zachleje, jutro będzie mieć kaca i ani chwili czasu na pomyślenie o pracy, z powodu nieziemsko mocnego bólu głowy.
Ktoś krzyknął, żeby kupić jeszcze apap. W sensie, że na ból głowy. No to z bólem serc, wyłuskaliśmy jakoś jeszcze parę złotych i dorzuciliśmy tabletki.
Marycha dziękowała, ciągle płacząc. Igor mówił, że widział, jak Marysia siada w autobusie i natychmiast otwiera wódkę.
Podejrzewam, że nim przyjechała do domu, butelka była pusta.
Ale nieważne.

Dzień 3.
Pan Konrad tęskni za Marychą. Mówi, że tylko z nią mógł normalnie porozmawiać. Pana Konrada nikt nie traktuje normalnie. Znalazł się on w naszym kochanym zakładzie karnym dlatego, że trzy swoje ofiary najpierw zabił, poprzez odcięcie głowy, a następnie wykorzystał seksualnie.
To ostatnie to wielka tajemnica. Marycha wyciągnęła to z pana Konrada jakieś dwa miesiące temu, kiedy to po terapii grupowej, którą wraz z nią prowadziłam (taka gadka- szmatka o wszystkim i niczym), ona poprosiła go, żeby został chwilę. Powiedziała mu, iż uważa, że w tej niepozornej skorupie kryje się niezwykle istotne wnętrze, które dostrzega jej wewnętrzne oko.
Nigdy nie ośmieliłabym się stwierdzić, że Marycha jest normalna. Ale dziesięć lat pracy z najróżniejszymi typami robi swoje.
Właśnie wtedy on wyznał jej, że jest nekrofilem.
Powiedziałam panu Konradowi, iż spróbuję dotrzeć jakoś do Marychy i zapytać jej, czy nie ma ochoty go odwiedzić. Ucieszył się jak małe dziecko na wieść o niespodziewanym prezencie i nawet nie narzekał w stołówce, kiedy jak zwykle podali na deser budyń (niby czekoladowy, ale mam coraz więcej pewności, że kucharki tworzą go z jakichś tajemniczych substancji, bo smakuje jak błoto. Co prawda nigdy nie jadłam błota, ale jestem pewna, że jest równie obrzydliwe).
Razem z Józią jedziemy w najbliższym czasie do Marysi. Wspólnie uznałyśmy, że rozmowa przez telefon jest złym pomysłem. Musimy zobaczyć, jak Marycha przyjęła fakt, że jest bezrobotna.

Bezrobocie- piękny stan!

Tylko kasy brak. Ale nic nie jest idealne!

Dzień 4.
Bardziejełowa zadzwoniła z pretensjami, dlaczego szampon z Lore’ala dziwnie pachnie. Odparowałam jej na to, że on jest mój i nie powinna go ruszać. Na to ona:
- Tak stał na półce, to pomyślałam, że wykorzystam.
I zaczęła opisywać, że włosy zamiast pachnąć kokosem, jak zapewniają na opakowaniu, zalatują kocimi sikami. Jak klatka schodowa.
Mój szampon za dwadzieścia złotych pachnie kocimi sikami?! A raczej, przepraszam, śmierdzi?!
Po poinformowaniu mnie o tym smutnym fakcie zapytała, czy wracam do niej.
- Rysiek już wyjechał, Kaśka całymi dniami w bibliotece siedzi, bo chyba doszła do wniosku, że musi jakoś zdać studia, Jusia nic tylko telewizję ogląda, bo twierdzi, że media są przyszłością.
Przyszłością czego?
Nieważne.
Pożegnałam się z Duśką, obiecałam, że jeszcze kiedyś do niej wpadnę, po czym wróciam do Bardziejełowej.
Bardziejełowa, czyli Anna Bardziejełowa, absolwentka Krakowskiej Akademii Medycznej, magister położnictwa, pracownik NFZ-tu, lat dwadzieścia dziewięć (i pół). Właścicielka mieszkania odziedziczonego po dziadku, który był Niemcem i którego z niewiadomych powodów bardzo nie lubiła.
Mieszkanie jest stare, ciasne, mieści cztery mikropokoje, mikrokuchnię, mikroprzedpokój i mikrołazienkę.
Pierwszy pokój zajmuję ja. Jest ciemnoniebieski, dosyć ponury z czarnymi zasłonami z Ikei, plakatem Amnesty International, ogromnym wizerunkiem Keyanu Reevsa (wylicytowałam za kupę kasy na allegro.pl), zastawiony ciemnymi meblami. I, oczywiście, kiedy znajduje się w nim więcej niż jedna osoba, poruszanie się graniczy z cudem.
Chyba, że leży się na łóżku.
Drugi pokój jest dwa razy większy od mojego i zajmuje go (oczywiście) Bardziejełowa. Rzadko tam bywam, wiem tylko, że ściany są zielone, meble czarne i drzwi zawsze są zamknięte na klucz.
Salon jest mały, znajduje się w nim telewizor (LCD, 30 cali) i kanapa, mały stolik, dwa meble na krzyż i mieszka tu Justyna, czyli w sumie Jusia, osiemnastoletnia kuzynka Anki.
Ostatni pokój zajmuje Kaśka, studentka socjologii, lat dwadzieścia dwa. Pokój przez większość czasu stoi pusty, bo Kaśka ciągle gdzieś wybywa, najczęściej na imprezy, na których baluje od wieczora do rana i od rana do wieczora.
Pokój jest biały, z brązowymi meblami, pamiętającymi czasy PRL-u, które nadają się tylko do wyrzucenia. Ewidentnie jest to najgorszy pokój w tym i tak marnym mieszkaniu, ale Kaśce to chyba wszystko jedno, jeśli i tak rzadko w nim bywa.

I właśnie tutaj mieszkam ja- Ziuta, lat dwadzieścia sześć.

Dzień 5.
Bardziejełowa grozi mi, że jeśli jeszcze raz ona nie będzie mogła zasnąć, bo przez ścianę będą dobiegały ją odgłosy zajebistego orgazmu (który wczoraj osiągnęłam z Jakubkiem, studentem ekonomii), to mnie wyrzuci z mieszkania.
Swoją drogą, nigdy nie podejrzewałam, że świeżo upieczony student może być tak nieziemsko dobry w łóżku.
Ale, powiedziałam mu to rano, kiedy wciągał bokserki na ten swój boski tyłeczek, w który w nocy wbijałam swoje specjalnie zapuszczane, długie, czerwone paznokcie, nic z tego nie będzie.
Popatrzył na mnie wzrokiem zbitego psa, podszedł, usiadł obok mnie na łóżku. Przez chwilę spoglądał mi w oczy. Po chwili zrobił coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała:
Po prostu przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
I tak trwaliśmy z piętnaście minut, w totalnym milczeniu, czując ciepło swoich nagich ciał, emanujących oparami świeżego, dobrego seksu.
Nie powiem, żeby przygody takie jak ta, z tym studentem (na imię mu chyba Irek) zdarzały mi się rzadko. Czasami po pracy włóczę się po mieście, zaglądam do barów i dyskotek, ot, z nudów. W końcu jestem dwudziestosześcioletnią singielką. I z tego też powodu, jeśli moje ciało zwariuje dla jakiegoś faceta, nie waham się później z nim kochać.
Choć, jak mówi mi Bardziejełowa (przyganiał kocioł garnkowi!), w tym wieku powinnam znaleźć sobie już kogoś bardziej na stałe.
Ale ja już byłam w stałym związku. Trzy lata, bite trzy lata chodzenia za rękę, niekończących się rozmów, boskich pocałunków, jeszcze bardziej boskich dotyków, aż w końcu nieziemskiego seksu.
Ale w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że go nie kocham. I nigdy nie kochałam. Była między nami niewyobrażalna chemia, która sprawiała, że podczas jego dotyku mój organizm całkowicie się rozstrajał. Ale nic poza tym.
On natomiast kochał mnie z całego serca. Kiedy zrobiłam licencjata, pewnego wieczoru przyprowadziłam go na rynek, przytuliłam, żeby po raz ostatni wprawić moje ciało w niewytłumaczalny stan, po czym powiedziałam mu, co i jak.
Nie chciałam go dłużej ranić.
Żyliśmy w kolorowej fikcji.

Darek wyjechał, słuch o nim zaginął. A ja od trzech lat nikogo nie pokochałam.

Może coś jest ze mną nie tak?

Dzień 6.
Nie mam sił. Do niczego. Na dodatek zaczęłam myśleć o Darku. Te myśli tak mną pokierowały, że nie poszłam do pracy, tylko wyciągnęłam laptopa z torby, podpięłam go do routera i zarejestrowałam się na portalu społecznościowym.
Po czym zaczęłam go szukać.
I znalazłam!!
Ba, znalazłam rzeczy niewyobrażalne!
Na pierwszym zdjęciu obejmował niewiarygodnie chudą kobietę w przepięknej ślubnej sukni.
Podpis: najpiękniejszy dzień mojego życia 
De facto, jego ślub.
Na kolejnym zdjęciu, dwójka pokracznych dzieciaków. Bliźniaków. Obaj brzydcy, kościści, podobni do matki.
Bo Darek jest piękny! Nic się nie zmienił.
No, dobrze, może jednak. Zmienił i to o wiele. Jest jeszcze seksowniejszy!
Ki diabeł podkusił mnie, żeby napisać do niego wiadomość?
Jak ostatnia idiotka wklepałam:
Cześć Darek!
Widzę, że ci się powodzi  Z żoną tworzycie śliczną parę, dzieciaki macie wprost rozkoszne! Cieszę się, że ci się poszczęściło.
Zuza
I wysłałam.
Dopiero kiedy dwie godziny później przeczytałam tą wiadomość powtórnie, zrozumiałam, że jestem skończoną kretynką.
Jeszcze trochę, a zwariuję kompletnie i zacznę chodzić z nożem po ulicy i zabijać niewinnych przechodniów. Zamkną mnie w więzieniu, w którym pracuję jako terapeutka (jeszcze).
Kpina! Jestem bardziej niebezpieczna nawet od pana Konrada!

Może jak położę się spać i powtórnie obudzę, wszystko będzie dobrze?

Dzień 7.
Darek nie odpisał. Za to przyszedł Irek. Nie kochaliśmy się (!), a rozmawialiśmy. Na tak zwane poważne tematy. Powiedział, że chce ze mną być. Że muszę dać mu szansę.
Desperat.
No, ale zgodziłam się. Wybyliśmy z domu, było całkiem śmiesznie. Wyluzowałam i zapomniałam o tym, jak wielką idiotką jestem. Później pozwoliłam mu ściągnąć z siebie bluzkę, nawet stanik, więcej nie planowałam.
Ale, jak zwykle, wyszło zupełnie inaczej.
To była magia, jakieś kompletnie zajebiste wariactwo. Miałam orgazm za orgazmem, świat się trząsł, piekło połączyło z niebem, rozkosz wylewała się ze mnie litrami. Byłam tak nienasycona jak nigdy dotąd, pragnęłam jeszcze i jeszcze, drapałam go po plecach, kiedy już nie wytrzymywałam. Nie wytrzymywałam, bo doprowadzał mnie do obłędu, raz za razem. Byłam ślepa, ja już tylko czułam, emocje wyłączyły mi mózg.
Ostatnim razem, kiedy byłam z nim w łóżku, było świetnie. Co prawda połowy nie pamiętam, bo byłam wstawiona.
Ale w porównaniu z dzisiejszymi przeżyciami, to jak Mount Everest i rów Mariański.

Nie wiem, jak on to zrobił.
Jak z jednego szczytu prowadził mnie na kolejny.
I tak wciąż i wciąż.

Dzień 8.
Nie poszłam dziś do pracy. Szef mnie wyleje i będzie miał rację. Niech na moje miejsce przyjmą Marychę. Na powrót.
Ja się przekwalifikuję. Zostanę seksuologiem, żeby zrozumieć, jak Irek potrafił sprawić to, co udawało się tylko Darkowi.
I to nie zawsze!

Btw. Darek mi odpisał.

Zuzia, fajnie, że się odezwałaś. Dzięki za te wszystkie komplementy, spuchłem z dumy. Mam nadzieję, że u ciebie też wszystko dobrze.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że te słowa są niewiarygodnie suche i wymuszone. W sumie, nic dziwnego.
Nie odpisałam mu. Kliknęłam Usuń.
I tak oto wszystko powędrowało w eter.

Dzień 9.
Szef zaproponował mi podwyżkę. Bardziejełowa wywaliła mnie z mieszkania (znowu) i musiałam zalogować się u Dośki (znowu!). Irek milczy jak zaklęty, a ja wariuję, bo nie mogę już wytrzymać.
Pojechałam z Józką do Maryśki. Marycha otworzyła nam w spranym szlafroku i wałkach na głowie. Dzieci biegały jak głupie i krzyczały w niebogłosy. Na nic zdały się prośby Marychy. W końcu wywaliła je z domu, rzucając za nimi jeszcze ścierą. Powiedziała, że jeśli ośmielą się jeszcze raz nam przeszkodzić, każdemu osobiście przetrzepie dupsko kijem od miotły.
Dzieci zamilkły jak zaklęte.
Marycha poczęstowała nas likierem kokosowym i uraczyła smutną acz prawdziwą opowieścią o poszukiwaniu zatrudnienia na polskim rynku pracy. Jakoś nikt nie ma ochoty przyjąć nigdzie terapeutki z czwórką dzieci w wieku od 6 do 12 lat.
Skończyło się na tym, że oprócz likieru wypiłyśmy także butelkę wina oraz po trzy piwa na głowę. Tańczyłyśmy do upadłego, śmiejąc się jak głupie. Dzieci korzystały i podpijały nam alkohol, kiedy myślały, że nie widzimy. Kiedy maż Marychy wrócił z pracy, spojrzał na nas z przerażeniem i poszedł spać. Bez słowa.
Skarb!
Marycha nawet nie wie, jak zazdroszczę jej tak idealnego mężczyzny.

Wszystko osiągnęło zaskakujący finał w salonie, gdzie zarzygałyśmy podłogę, dywan i obrus, po czym padłyśmy wycieńczone i zasnęłyśmy, stłoczone na ciasnej kanapie Marychy (z Ikei).

Obudziłyśmy się o godzinie jedenastej. Spałybyśmy zapewne dłużej, gdyby mąż Marychy nie obudził nas, włączając odkurzacz. Salon był już prawie posprzątany, ślady wymiotów idealnie wyczyszczone, naczynia umyte, puste butelki wyrzucone.
Maryśka warknęła jednak:
- Kurwa wyłącz to chujostwo.
Co jest zupełnie naturalne dla kobiety, której pęka z bólu głowa i podbrzusze (z jej wczorajszego zachowania i rozmowy wnioskuję PMS).
Mąż Marysi pocałował ją jednak tylko w czoło, zaprowadził do łazienki, nas wraz z nią, po czym wrócił do salonu i odkurzył go. My tymczasem doprowadziłyśmy się do względnego porządku. Kiedy wyszłyśmy, blade, słabe i obolałe, mieszkanie lśniło.
Mąż Marychy poodwoził nas do domów. Przez mój wyjątkowo beznadziejny stan, nie zdążyłam powiedzieć mu, jak jest zajebisty.
Marycha jednak chyba tego nie docenia.

Dzień 10.
Umarłam i poszłam do nieba. Znowu. A tłumacząc na prosty język, oznacza to, że Irek znów wykorzystał swoje nadludzkie zdolności i doprowadzał mnie do orgazmów, od których trzęsła się ziemia.
U Dośki. Która kilka chwil po wyjściu Irka wywaliła mnie z mieszkania.

Nie mam prawda do wyrażania swojej rozkoszy?!

-------------------------------
ot, takie coś. stworzyłam wczoraj wieczorem, z nudów. wiem, że jest beznadziejne, ale być może trafi w czyjeś pokręcone gusta.
:)



Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 09.10.2010r.

1     

Sofie 10 10 2010 (09:29:09)

Użytkownik ocenił pracę na 4

No dobra. Przedstawiasz historię kobiety niemal upodlonej (przepraszam za zwrot! Od pierwszych chwil cisnął mi się na usta), może zniewolonej seksem, albo nawet kobiety, któa jest seksoholiczką. Tego nie wiemy, jednak możemy wywnioskować, że swe smutki doczesne, to, że zostawiła trzy lata temu mężczyznę, którego kochała, mocno przeświadczona o tym, że nie odwzajemnia owej miłości. Popełniłaś drobne błędy, np. L'Oreala, a nie Lore’ala (chyba, że było to celowe), używasz skrótu Btw., który nie do końca pasuje do 26- latki, no i ogólnie można go źle potraktować ;). Podoba mi się fabuła, choć opowiadanie mknie szybko, to takie chyba są ostatnio na fali. Dziwi to, że Ziuta za niechodzenie do pracy dostaje podwyżkę... ale cóż poradzić, dziwny jest ten świat. Kolejny błąd, u górze pisze "u Duśki", na dole "u Dośki" (zwróciłam uwagę, bo mam przyjaciółkę Duśkę, która raczej tego zdrobnienia nie zamienia na proszek do prania). Fajny język, trochę to wszystko pokoloryzowane i raczej nie do końca przystaje jak dla 26- latki, ale cóż poradzę, na dziś 4. Zobaczymy, jak potoczy się akcja- bo mam nadzieję, że wynurzy się jakiś konkretny nurt. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(19): 13 gości i 6 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, zawsze

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl