Pseudonim: nasty929
Imię: Magda
Skąd: Warszawa
O sobie: "We shine like a burning star, We're falling from the sky"
Napisanych prac:
- proza: 5

Średnia ocen: 3.8
Użytkownik uzyskał: 25 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Lekarstwo marzyciela" 24.05.2009
"Zemsta Ducha (0,1,2)" 12.02.2009
"Płacząca królewna" 16.03.2010
"Myśli samobójczyni" 12.02.2009
"Bunkry cz.1" 16.07.2009

Inne prace tego autora:
"Lekarstwo marzyciela" 24.05.2009
"Bunkry cz.1" 16.07.2009
"Myśli samobójczyni" 12.02.2009
"Zemsta Ducha (0,1,2)" 12.02.2009
"Płacząca królewna" 16.03.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Zemsta Ducha (0,1,2)

Prolog Jej kroki roznosiły się po korytarzu. Ferie gwiazdkowe. Ale nie wszyscy uczniowie wyjechali. Już ona o to zadbała. Schody trzeszczały, gdy po nich wchodziła. Żeńskie liceum z internatem Marii Crayen było ciche. Prawie. Tylko to złowieszcze trzeszczenie schodów. Gdyby ktoś wyjrzał, nie ujrzałby jej. Bo ona nie żyła. Nie oddychała. Nie istniała. Nuciła piosenkę. Wolną, o zawiłej melodii. W jej bladych ustach brzmiała okrutnie nie tylko ze względu na treść. - jedna, druga, trzecia, czwarta, ciebie też wyślę do czarta. Żal, pokuta, ból, On już nie będzie tylko mój. To, co moje – teraz twoje. Jutro zginiecie obydwoje… Przemierzyła tą samą drogę, którą przemierzała w każdą pełnię księżyca. Korytarz w prawo, zakręt w lewo, pierwsze drzwi po prawej. Otworzyła drzwi. Śpiąca na łóżku dziewczyna przewróciła się na drugi bok. -Ale nie dzisiaj, proszę – doszedł nieproszonego gościa szept lokatorki. Blada zjawa przeszła przez pokój, podłoga zaskrzypiała lekko. Śpiąca znów coś powiedziała przez sen. Kolejny krok, skrzypniecie, głos. Krok, skrzypnięcie, głos. Znalazła się w łazience. Księżycowe światło padało idealnie na umywalkę naprzeciwko okna. Podeszła do lustra. Nie ujrzała swego odbicia. Spojrzała szybko na leżące na półce pod lusterkiem przedmioty. Szczoteczka do zębów, dezodorant, grzebień, spinki do włosów, gumki, puder, tusz do rzęs. Ale tego najważniejszego nie było. Położyła obok kościany grzebień, ostatni raz przeczesawszy nim włosy. Lekko pocałowała. -Niedługo znów się spotkamy. Szkoda. Ale nie chciałabym cię stracić… Ledwie dotknęła wanny, a ona zaczęła lekko pękać. Rysy ciągnęły się po nieskażonej dotąd powierzchni, aż w końcu ledwo dostrzegalne zadrapania stały się wyraźniejsze. Dziewczyna cofnęła rękę. Wróciła do sypialni. -Och, no nie, nie dziś w nocy – szept zaspanej dziewczyny stał się bardziej rozpaczliwy. -Nie zasługujesz na to – rzekła zjawa, delikatnie nacinając mieszkance pokoju rękę wziętą z łazienki żyletką. Rozdział 1 Morderstwo niewinnej Kate obudził telefon. Od dawna nic się jej nie śniło, więc dzwonek nie przerwał ani koszmaru, ani wspaniałego sennego marzenia. Przez chwilę usiłowała przeniknąć wzrokiem ciemność. Przez okno wpadało trochę światła zapalonych lamp ulicznych. Przyćmiły one światło księżyca w pełni. Przez chwilę leżała w ciemności. Potem energicznie zrzuciła z siebie kołdrę i pobiegła do stolika, na którym leżał telefon. Dochodziła godzina czwarta. -Halo? – zapytał, nie zaspana, lecz zupełnie ożywiona. -Mamy trupa – poinformował ją szef, Daniel Clemens. -Och, super! Gdzie? -W szkole Marii Crayen. To.. -Wiem, gdzie to jest. Zastanawia mnie tylko, dlaczego w szkole? -To szkoła z internatem. Dokładniej rzecz ujmując, stało się to w części mieszkalnej, na drugim piętrze, -Wspaniale. -Ale, Kate, nie musisz przyjeżdżać. -Ale chcę – powiedziała uparcie. -No, dobrze… tylko potem nie rozpowiadaj, że masz szefa, który wyciąga cię z łóżka w środku nocy, Zachichotała. -Nie martw się. Powiem, że sama bladym świtem biegnę na twoje wezwanie. -Cóż, taka prawda. -Nie mówię, że nie. Już jadę. Tylko znajdę legitymację. -Jasne. Do zobaczenia za parę minut. Zapaliła światło. Mrok rozproszył się: teraz widać było, że mieszkaniu przydałoby się sprzątanie. Kate jednak zawsze twierdziła, że nie ma na to czasu. Mieszka sama, a parę ciuchów na podłodze, kilka zepsutych latarek oraz na wpół połamanych grzebieni czy innych małych przedmiotów nie powinno przeszkadzać potencjalnym, niezapowiedzianym gościom. Legitymację, o dziwo, znalazła tam, gdzie ją zostawiła: na lustrze w przedpokoju. Zazwyczaj odnajdywała zguby w miejscach, w których zaklinała się, że ich nie kładła. Z kluczami było gorzej, ale ostatecznie znalazła je, zakopane w pościeli. Portfel – obok nich. Komórka była tradycyjnie rozładowana, więc zostawiła ją. Na miejscu i tak spodziewała się, że przydzielona jej zostanie krótkofalówka. Zeszła do samochodu. Spojrzała na swoja czarną, służbową Toyota Land Cruiser V8. Kochała tę robotę: miała za darmo auto, za które mogłaby kupić dwa swoje mieszkania. Około 400 metrów przed celem, mimo tak wczesnej godziny, zaczął się korek. Wozy transmisyjne zastartowały przejazd. To była poranna rozgrzewka. Zaparkowała samochód i wysiadła z niego. Poszła na piechotę. Przebiła się przez tłum foto-reporterów, dotarła do taśmy. Była przewieszona wzdłuż szerokości bramy. Oddzielała ona resztę świata od ogromnej posiadłości. -O, cześć, Kate –powiedział Tom, uśmiechając się nieśmiało do koleżanki z pracy. -Cześć – odpowiedziała, dla formalności pokazując mu legitymację. -Nie możesz przejść, jest podrobiona – zażartował mężczyzna, unosząc taśmę, by dziewczyna mogła przejść. –Hej, Rafael, postój chwile za mnie – poprosił spacerującego niedaleko policjanta. Potowarzyszył Kate do drzwi. -Jakieś szczegóły? – poprosiła. -Imię i nazwisko: Natalia Moren. Wiek: 17 lat, miejsce urodzenia: Seattle, USA… -Ale nie aż tak fachowo. -Dobra. Znaleziono ją martwą we własnym łóżku. -Kto? O czwartej rano? -Podczas kontroli. Trzy razy w ciągu ciszy nocnej, nauczycielki sprawdzają, czy uczennice śpią. Profesorkę zaniepokoiła ciecz na podłodze. Oczywiście, krew. -Co się stało? -Podcięła sobie żyły żyletką. Ale nie znaleziono jej odcisków palców. Zabójca próbował upozorować samobójstwo, lecz zostawił ślady. Nie wiemy, kto to: przeszukaliśmy bank, prawdopodobnie morderca nie był dotąd notowany. -Jak mógł się dostać? -O wejściu oknem nie ma mowy. Nie znaleziono śladów żadnego łomu, szyby w całości. To mógł być tylko ktoś z tego akademika, wejście jest pilnie strzeżone 24 godziny na dobę. Na tle ciemnego nieba rysowała się sylwetka budynku. Podświetlone ściany wyglądały na stare. Obrastający je liście bluszczu, podświetlone od dołu reflektorami, tworzyły dziwne cienie. -Piękny, duży budynek – stwierdziła Kate. – Kto jest dyrektorem? -Z pokolenia na pokolenie, ta sama rodzina. Dzisiaj to Claudia Green, stara panna, pochodzi z rodziny Marii Crayen, założycielki szkoły. -Szkoła z tradycją. -Owszem. Teraz muszę wracać. Poproś Klemensa o szczegóły. -Dobra, dzięki. Przy drzwiach pokazała policjantowi legitymację, który dzielił jej informacji, że zbrodni dokonano na czwartym piętrze w pokoju 424. Weszła do hallu. Olśniło ją wnętrze. Drewniane schody ciągnęły się na wysokość 4 pięter. Od dołu ścian, boazerie, powyżej – stylizowane na stare tapety. Podłoga była również z drewnianych klepek, ale wyszorowana tak, że można się było w niej przejrzeć. Ściany zdobiły portrety byłych dyrektorów. W przeszklonych gablotach stały trofea, zdobyte przez szkołę na przestrzeni trzech wieków. Pod sufitem wsiał kryształowy żyrandol. Poza tym, pomieszczenie oświetlały też elektryczne lampki w kształcie świec. Unosił się zapach tajemniczości, nauki i starości. Od hallu na dole odchodziły trzy pary wielkich dębowych drzwi. Z tego, co Kate wiedziała już wcześniej o szkole, te drzwi prowadziły do sal lekcyjnych. Stanowiły one parter oraz lewe skrzydło pierwszego piętra. Prawe skrzydło zamieszkiwali nauczyciele. Pozostałe dwa piętra stanowiły zakwaterowanie do uczennic. Ruszyła na ruszyła piętro. Próbowała skupić się na sprawie, ale wciąż zachwycała ją atmosfera starego budynku. Korytarz, prowadzący do pokoju, był wysoki i szeroki. Zielony dywan zdobił podłogę. Mrok rozpraszały umieszczane regularnie światło lampek, takich samych, jak w hallu. Musiały być one zapalone również w dzień, bo nie było okien. W końcu dotarła na miejsce. Kręciło się tam kilkanaścioro ludzi. Właściwie nikt nie zauważył jej przybycia. Podeszła do grubego mężczyzny w okularach koło czterdziestki. -Cześć, Daniel – powiedziała do szefa. -O, jesteś już? No, dobrze. -Co z tą dziewczyną? -Nie mamy pojęcia. Na szafce nocnej była żyletka, na niej krew. Ale na tej żyletce były nieznane odciski palców. To nie należało do niej. -O której? -Jakieś cztery godziny temu. -Morderstwo o północy. Czyżby horror? -Raczej nie. -Chciałabym ją zobaczyć. Rodzice już wiedzą? -Są w drodze. Proszę, wejdź. Pokój Natalii był równie piękny. Ogromne łóżko z baldachimem, wielka szafa, regał naprzeciwko łoża, na nim – telewizor i radio, biurko z nadbudową, obok niego wygodne krzesło, ozdobny kominek, lustro od podłogi do sufitu, trzy stoliczki, liczne rzeźby, wazony z kwiatami, obrazy, świece, wzorzysty dywan na podłodze, ciężkie zasłony w oknach. Okazały żyrandol Pokój sypialny wielkości sporego mieszkania. Kate pomyślała, ze bardzo chciałaby coś takiego mieć. Ale brakowało worka treningowego. Na łóżku leżało ciało dziewczyny. Za życia musiała być piękne. Ciemne włosy, jasna cera, szczupła sylwetka, przyodziana w nieskazitelnie białą koszulę nocną. Zamknięte oczy. Dookoła – czerwone plamy. Wyglądała jak anioł śmierci. Brakowało jej tylko w ręku srebrnego noża. - Cześć, Richard – przywitała się Kate z pochylonym nad zwłokami dziewczyny mężczyzną. - O, witaj. - Coś nowego? – zapytała. – A ile wiesz o sprawie? - Podobno popełniła samobójstwo, ale na żyletce nie znaleziono odcisków palców. Zgon ustalono coś około północy. Ale nie rozmawiano jeszcze z nikim. - Bo właściwie nie ma z kim – wtrąciła się Taylor, przyjaciółka Kate. One były jedynymi kobietami w zespole. – Prawie wszyscy wyjechali na ferie do rodzin. -No, a co z tym "prawie"? -Małe szanse. -Roztrzęsione? Niedługo im minie. - Nie. To trzy dziewczyny i cztery nauczycielki. Tu, na tym piętrze, nikt nie nocował. To pokoje dla najbogatszych. Część dziewczyn jest na stypendiach. Apartamenty na górze to pokoje pojedyncze, najdroższe, dwa razy droższe niż normalne miejsca. A wiesz, ile kosztuje semestr w tej szkole? 70 tysięcy – Taylor udzielała informacji precyzyjnie i szybko. – tu, na piętrze, 150 tysięcy. Natalia należała do najzamożniejszych dzieciaków ze szkoły. Mało którzy rodzice mieliby do wybulenia 300 tysięcy rocznie. A te trzy dziewczyny, co zostały, mieszkają jedna na trzecim piętrze, w drugim końcu budynku, dwie pozostałe – na drugim. Nauczyciele zajmują pierwsze piętro. Nie było mowy, by ktoś ją usłyszał. - A dyrektorka? - Mieszka w zupełnie innym budynku. - Kto z nią rozmawia? - Na razie nikt. Poproś Clemensa, pewnie ci pozwoli. - Dobra. Ale najpierw jeszcze się rozejrzę. - Jak chcesz. Napatrzywszy się na zjawiskową martwą postać, Kate zaczęła uważnie spacerować po pokoju. Starała się, by żaden szczegół nie uszedł jej uwadze. W końcu postanowiła udać się do łazienki. Spojrzała na wielką, kwadratową wannę, na toaletę, na umywalkę, półki, ręczniki na wieszakach. Jej uwagę przykuł przedmiot na półce pod lustrem. W ogóle nie pasował do reszty: wszystko, co miała dziewczyna, było kolorowe, wesołe, głównie ciemno-zielone. A wśród drobiazgów znajdował się piękny, kościany, stary grzebień do włosów, z ciemno-niebieskim motylem. Rozdział 2 Oszustka! - Jaka według pani była Natalie Moren? – zapytała Kate Tintagel siedząca za biurkiem dyrektorki. Kobieta miała koło trzydziestu pięciu lat, ale wyglądała o wiele starzej. Ubierała się nie jak młoda kobieta, lecz bardzo elegancko. Była bardzo zmanierowana i sztywna. Włosy koloru kakao spięte były w ciasny kok. Na nosie miała okulary w drucianych oprawkach, zawieszone na łańcuszku na szyi. Szkła powiększały jej oczy, nadając wygląd zarazem naiwny i surowy. - Była… no, cóż. Nowoczesna. Tak, tak chyba najprościej ją opisać – głos Claudii Greek był oschły, lecz lekko roztrzęsiony. Z trudem nie wybuchała, krzycząc na cały dom "Boże, morderstwo w mojej szkole, to niemożliwe! To musi być pomyłka! Nikt nie zechce posłać tu swojego dziecka, gdy sprawa wyjdzie na jaw!" -Jak się uczyła? -Przeciętnie. Nie była z niczego zagrożona, ale tez nie miała żadnych wybitnych osiągnięć na swoim koncie. Głównie dostawała E, D, C ze sprawdzianów. Zdarzały się też F, ale poprawiała te oceny. - Miała koleżanki? - Hm… Tak, była grupka dziewczyn, z którymi bardziej rozmawiała. Ale głównie przyjaciół miała poza akademią; wiem, bo często przychodziły do niej listy. - Zna pani dane personalne tych osób? - Hm.. chyba nie. Ale myślę, że rodzice znają. - Gdzie spędzała weekendy? - Rzadko tu była. Często wychodziła gdzieś na miasto, czy ktoś ją odwiedzał, ale nigdy nie zdarzyło się, by wróciła po ciszy nocnej. Pamiętam też takiego jednego chłopaka, często do niej przychodził. Jego nazwisko znajduje się w księdze gości w recepcji. -Był u niej tej nocy? -Nie, wydaje mi się, że nie. -A dlaczego Natalie nie pojechała do domu na święta? -Mieszka w Seattle. -Wiem o tym. Jednak podróż za ocean to nie problem. Kilka godzin lotu i mogłaby spędzić święta z rodziną. Odległość nie powinna stanowić problemu. -Nie wiem, czemu. Nie mieszamy się w sprawy prywatne rodzin naszych uczennic. -Rozumiem. Czy może mi pani wypisać nazwiska dziewczyn, z którymi się zadawała? -Dwie z nich również zostały na święta w szkole. To Amanda Gard i Dina Rozen. Reszta rozmowy przebiegła standardowo; czy Natalie nie zachowywała się ostatnio dziwnie (nie), kiedy po raz ostatni ją widziano przed śmiercią (około 21, przed ciszą nocną rozpoczynającą się o 22), kto ostatni z nią rozmawiał (Dina Rozen)… Na koniec policjantka podziękowała dyrektorce za rozmowę; zapewniła, że gdy tylko dowiedzą się czegoś, skontaktują się. Tego samego wieczoru, Kate siedziała na swoim łóżku, słuchając płyty Nirvany, i przeglądała otrzymane materiały w sprawie, czyli raporty. Xero sprawozdań innych policjantów, księgi gości z recepcji, raport z sekcji zwłok, opisy przedmiotów znalezionych na miejscu morderstwa . Nie było wśród jeszcze nich grzebienia. W tajemnicy poprosiła Richarda przekazanie próbki do laboratorium. Wiedziała, że ten ślad Klemens może zignorować. "Może i nie mam doświadczenia" – pomyślała. "Ale spróbować nie zaszkodzi. Nawet, gdy już upewnią się, że nie ma nic wspólnego ze sprawą, nie oddadzą mi go:. Sięgając po kolejną kartkę, pomyślałam o wokaliście Nirwany. Szkoda jej trochę było Kurta Cobaina. Samobójstwo na podłożu psychicznym. Ale Natalie nie miała powodu, by się zabić! Przeglądając dokumenty, natrafiła na raport Taylor: rozmowę z Amandą, prawdopodobnie ostatnią, która widziała Natalie. Przeczytała, że dziewczyna wpadła do koleżanki około 21:50 na damskie pogaduchy". Katie jeszcze raz sięgnęła do xero księgi gości, w której przedtem szukała nazwiska chłopaka Natalie. Uznała jednak, że musiał być wcześniej, a policjantka miała do dyspozycji tylko kopię wpisów z wczorajszego i przedwczorajszego dnia. Kilka minut wcześniej, dokładnie wertowała treść. Stwierdzenie Amandy, że przed 22 wpadła do Natalie, wydawało się podejrzane. Kate klasnęła triumfalnie, widząc w księdze na stronie z wczorajsza datą: Amanda Rozen, 22:27”. Spisywano uczennice, które wracały po ciszy nocnej. Co zrobiłby każdy? Zadzwonił na policję. Jednak dziewczyna nie poczuła takiej potrzeby. Sama była policjantką. Rozdział 3 Gdzie on jest?! Tak, jak Kate podejrzewała, budynek był wprost oblężony. Sprawę nagłośniono w mediach. Claudia Greek miała kłopoty; paru rodziców wypisało córki ze szkoły. Bali się o bezpieczeństwo dzieci, nie znali szczegółów. Telewizja, radio, prasa tak zniekształciły fakty, iż wynikało, że tę dziewczynę zgwałcono, a później – zastrzelono, a dyrektorka zna winnego. Policjantka znów pokazała legitymację i weszła do budynku. Nie traciła czasu na zachwycanie się wejściem. Od razu poszła na piętro. Amanda Rozen była akurat przesłuchiwana ponownie przez Taylor. Kate zaproponowała wyręczyć przyjaciółkę. -To dobrze. Mike pewnie czeka w restauracji od pół godziny. Clemens zlecił mi to w ostatniej chwili po godzinach– powiedziała dziewczyna, zostawiając z ulgą długopis i zapisany drobnym maczkiem notes. Należała do osób bardzo rzetelnych i zawsze notatki wykonywała tak, by nikt nie miał problemów z ich odczytaniem mimo wielkości. Pożegnała się i wyszła. Kate zamknęła za nią drzwi i wygodnie rozsiadła się na krześle. W milczeniu przyglądała się Amandzie. Dziewczyna wydawał się wystraszona, ale Tintagel nie dawała się zwieść.. Wystraszone, szare oczy skierowane były na ściany i sufit. Ręce nie trzęsły się, podbródek nie drżał, ramiona nie były skulone, wręcz przeciwnie: Amanda, mimo wystraszonej miny, siedziała wyprostowana. Ciemne włosy związane były z tyłu. To jeszcze bardziej uwydatniało sińce pod oczami.. - Gdzie byłaś wczoraj wieczorem? -Nie czytała pani raportu? – zapytała Amanda Kate zirytował ten ton ofiary, którą przepytywano tyle razy, i nie chciano dać spokoju. -Czytałam – zapewniła policjantka. – Ale nie miałaś mnie zapytać, czy czytałam raport. Dlatego się ciebie pytam, czy moja koleżanka dobrze sporządziła notatki. Gdzie byłaś? -Nigdzie nie wychodziłam. -Wiec co twój wpis robi księdze? Oczy Amanda zatrzymały się na rozmówczyni. Podbródek zadrżał lekko. Popękane od suchości usta rozchyliły się, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. -Posłuchaj, robię to dla twojego dobra. Równie dobrze mogłabym pójść do mojego szefa i powiedzieć o tym podpisie. -To dlaczego pani tego nie zrobi? Kate wstała, oparła dłonie o blat biurka, dzielącego ją od przesłuchiwanej i oznajmiła: -Bo nie wierzę, że byłabyś w stanie ją zabić. Nie twoje odciski palców są na narzędziu zbrodni. Wiesz coś, czego nie powiedziałaś. Nikomu nie przekażę, o ile ktoś sam nie wpadanie na ten trop. Powiedz tylko mnie. - Wiem, czyja była ta żyletka. Ale to nie on. Nie mógł tego zrobić. -Kto? -Paul – wymamrotała Amanda. – to… To był chłopak Natalii. Oni… my… my się pokłóciłyśmy o niego. Tamtego wieczora... ona mnie przyłapała, jak wracałam po ciszy nocnej. Bo ja… ona nas widziała razem. -Ciebie i Paula? - Tak. I zrobiła awanturę. Nie krzyczała, bo należy do osób opanowanych i nie chciała zwracać uwagi i zarobić nagany… no i… to właśnie jego żyletka. On… - policzki zapłonęły jej lekko. – Często zostawał u niej na noc. -I nikt ich nie nakrył? Po co ta księga, skoro nikt jej nie czyta? -Czyta. Tylko… woźnemu wystarczy dać butelkę whisky… wtedy gość przychodzi i podpisuje, że niby wyszedł. A woźny pozwala mu wrócić do środka budynku -Paul został wtedy u Natalii? -Skąd mam wiedzieć? Przecież się pokłóciłyśmy! On mówił… że z nią nie zerwie. -Gdzie on teraz jest? -Chce go pani aresztować?! To nie był on! -Chcę porównać odciski palców. Bez tego nie mam prawa go aresztować. -Ja… ja nie wiem… -Czy Natalie była twoją przyjaciółką mimo tego, że się pokłóciłyście? -Ona.. była. I pozostanie – po policzku Amandy spłynęła samotna łza. – O ile mi wybaczyła, jak jest już tam, w górze. Pewnie wybaczy, prawda? Jeśli nie wybaczyłaby, to byłaby teraz w piekle… a mnie wtedy nie zależałoby na jej przebaczeniu… -Daj mi adres Paula – poprosiła łagodnie Kate. -Ale on jest niewinny! -Nie wydam go, jeśli rzeczywiście jest niewinny. Tylko podaj mi adres. Amanda wytarła łzę wierzchem dłoni. Zaczerwienionymi oczami wyjrzała przez okno. - Ale niech nie robi tego pani tak, jak tamta policjantka – poprosiła cicho. -Czyli jak? -Przesłuchuje w sprawie zabójstwa… a potem martwi się spóźnieniem na obiad. To była Natalie. Ona go kochała. I on jej nie zabił. Robię to, bo mam nadzieję, że doprowadzi panią do zabójcy. I niech pani mi obieca, że będzie mi pani mówić o wszystkim. -Dobrze – odparła. Amanda wyjęła z kieszeni mały notesik, wyrwała z niego kartkę i zapisała coś na niej. Ręka trzęsła jej. Kate wzięła od dziewczyny kartkę. Znała ten dom; mieszkali tam porządni ludzie. Skojarzyła twarz chłopaka: zazwyczaj ubrany w dresy, bejsballówka na głowie, słuchawki w uszach. Ostatnio był częstym tematem rozmów starszych pań z okolicy, ponieważ, jako jedyny z nielicznej w tej okolicy młodzieży, zrobił sobie kolczyk w nosie. -Możesz iść – odprawiła Amanda Kate. Nastolatka tylko lekko kiwnęła głową i wyszła. W Tintagel mieszało się kilka uczuć. Iskrzyła nadzieja, rozpierała duma, kwitł niepokój. Poczuła sympatię do jednej z kilku osób, przebywających w szkole w tamtą koszmarną noc. Amanda jakby dodawała determinacji. Również im dłużej się o niej myślało, tym bardziej pogłębiało się wrażenie, że trzeba jej wierzyć. Ot tak. Po prostu. Intuicja.



Płeć: nieznana
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 12.02.2009r.

1     

skandalistka Użytkownik WPMT 12 02 2009 (19:32:58)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Ciekawe opowiadanie, trochę przypomina mi kryminalne zagadki z Las Vegas. xD Coś w sobie ma, ale czegoś też mu brakuje. Nie trzyma mnie bardzo w napięciu. Nie podoba mi się też prolog - forma w jakim jest napisana i treść, trochę sztuczna. Literówki - dużo musiałam poprawiać. W sumie na 4 z plusem za długość. ;) Czekam na dalsze części!


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(49): 49 gości i 0 zarejestrowanych: