warto go przeczytać
2 lipca
W tym roku wakacje spędzam z tatą. Szczerze mówiąc, nie uśmiecha mi się opuszczać Warszawę. Gdy sobie pomyślę, że ominie mnie sezonowa obniżka w centrum handlowym, dostaję palpitacji serca. Może jednak uda mi się wyrwać na dzień, może dwa… Pakowanie, przede wszystkim pakowanie, to jest mój priorytet (przynajmniej na dziś). Co zabrać? Hm… Na pewno tą boską, jedwabną sukienkę na jedno ramiączko, w niej wyglądam oszałamiająco. Koszulki, koszulki, topy, znów koszulki. Spodenki, spodnie, bielizna. Co jeszcze? Ach, tak. Szpilki. Wezmę dwie pary, tak na wszelki wielki. Mama mówiła, że przyda mi się para dresów i adidasy, ale w torbie nie mam już miejsca… Buty czy adidasy? Cudo Louis`a Vuitton czy pospolite Nike? Wybór oczywiście jest oczywisty.
4 lipca
Nadal jestem w szoku i nie wiem, czy dam radę cokolwiek napisać. Dobra, wdech, wydech… O m ó j B o ż e! Gdzie ja jestem? Tu wcale nie jest tak, jak relacjonował tata przez telefon. Tu nie ma nic! Żadnej wykwintnej restauracji, ani jednego butiku! O, przepraszam, mamy sklep osiedlowy i budkę z tanim żarciem, tak zwany „Bar bez nazwy”. Ugh.
5 lipca
O zgrozo, trwaj dalej. Nie wyspałam się, a to wszystko przez tego cholernego psa, który przez pół nocy bezdusznie wył. Jak tak można zostawić zwierzę na podwórku? Moja śliczna sunia, rasy shih tzu rzecz jasna, ma swój włochaty, różowy kojec, zaraz obok mojego łóżka. Nie wyobrażam sobie, żeby miała spać gdzie indziej…
5 lipca, nieco później
O, tata wrócił z delegacji. Już ja sobie z nim porozmawiam!
5 lipca, jeszcze później
Phi! Nawet nie chcę komentować naszej rozmowy.
- Cześć, tatusiu – podbiegam i rzucam się ojcu na szyję. – Stęskniłam się za tobą.
- Van, moja mała, słodka Van.
- Vanessa, tato – robię minę zbulwersowanej nastolatki.
Tata kładzie walizki na posadzce w przedpokoju (gustowna, czemu wcześniej tego nie zauważyłam?) i opada na fotel w pokoju gościnnym.
- No, usiądź koło swojego staruszka. A teraz powiedz, jak ci się tu podoba?
- Jeżeli mam być szczera… - zaczęłam.
- Cisza… Ta cisza jest kojąca, prawda, kochanie? Świeże powietrze, lasy, łąki… Można się rozmarzyć.
Tak, szczególnie wtedy, kiedy obcasy wbijają mi się w ziemię. Dosłownie.
6 lipca
Nudy, nudy, nudy. Pozostało mi oglądanie „Pamiętniki Wampirów” na TVN, jedynym programie, który nie śnieży…
7 lipca
Tata chyba zapoznał się z moją garderobą, dziś rano znalazłam na biurku trampki. Cóż, są one z poprzedniego sezonu, jednakże lepszy rydz, niż nic! Postanowiłam zwiedzić teren i ewentualnie sfotografować godne uwagi obiekty. Miejmy nadzieję, że się nie zgubię w tej „puszczy”.
7 lipca, późnym wieczorem
Tyle wrażeń, tyle emocji, a to wszystko w jednym dniu! Tak, jak przypuszczałam, zabłądziłam w lesie, po prostu straciłam orientację. Kiedy spostrzegłam, że piąty raz z rzędu mijam ten sam głaz, nieco się zdenerwowałam. Brak kompasu i telefon bez zasięgu – recepta na przygodę bez trzymanki. Co dokładnie się wydarzyło, opiszę jutro.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 25.01.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(16): 9 gości i 7 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Ell003, zawsze