warto go przeczytać
\"Hey fellas, have you heard the news?
You know that Annie\'s back in town?
It won\'t take long just watch and see
how the fellas lay their money down.
Her style is new but the face is the same
as it was so long ago,
But from her eyes, a different smile
like that of one who knows...\"
Tak naprawdę nie wiem, dlaczego nigdy nikogo sobie nie znalazłam na dłużej. Może przez zajęcie, jakim się parałam. Wypłukało mnie ze wszystkich okruchów zaufania do ludzi. Tyle razy ktoś mnie wydawał policji, że straciłam nadzieję. Nie można ufać nikomu. Emocje są złe już w swojej genezie – tego uczył mnie ojciec. Nie, nie byłam córeczką tatusia. Jego ulubieńcem był mój starszy brat, Ian. Miał przejąć rodzinny tartak. Pewnie już to zrobił. Kiedy tylko przypomniałam sobie nasz dom na odludziu, w lesie… Przeszły mnie dreszcze. Automatycznie straciłam ochotę na wspominanie dawnych czasów. Może dobrze się stało, że dołączyłam do tego świata. Przynajmniej wiem, czego się spodziewać. Zmieniłam nazwisko i przeniosłam się do dużego miasta. Moi wrogowie i tak mogliby ich znaleźć, gdyby tylko chcieli. Rodzina myśli pewnie, że uciekłam z domu. Nawet nie fatygują się mnie znaleźć. Westchnęłam w duchu. Nigdy nie oderwę się od złej przeszłości. Demony wciąż mnie ścigają…
Otworzył przede mną drzwi pasażera. Uniosłam brwi. Przewrócił oczami i pokornie usiadł na miejscu. Z triumfalnym uśmiechem zajęłam fotel kierowcy. Nie bez kozery miałam tytuł najszybszej morderczyni. Może trochę zbyt pompatyczny, bo znałam lepszych ode mnie. Nie lubiłam samochodów, były duże i nieporęczne. Moją miłością stały się motocykle – zwinne i szybkie. W garażu na przedmieściach stały dwie najpiękniejsze maszyny, jakie widziałam. Odpowiednio podrasowane i robione na zamówienie. Ścigacz do pracy i Harley dla przyjemności.
Rozejrzałam się po kabinie i przekręciłam kluczyk. Gustownie tu, ale czego innego mogłam się spodziewać. Silnik miło zamruczał. Nie miałam pojęcia, co powinna mi mówić marka bmw, ale chyba była dobra. On nie kupuje byle czego. Zwolniłam sprzęgło i auto skoczyło naprzód z piskiem opon.
\"One thing I do have on my mind,
if you can clarify please do,
It\'s the way you call me by another guy\'s name
when I try to make love to you.
I try to make love but it ain\'t no use...\"
- Zapnij pasy, kochanie – wycedziłam. Sprzęgło, bieg, gaz. W końcu po co komu automatyczna skrzynia biegów…
Jeszcze nie wyjechaliśmy z ulicy, kiedy zobaczyłam, że na ogonie siedzi nam srebrne auto. Dwóch mężczyzn, których w nim siedziało, nie wyglądało na przyjaźnie nastawionych. „Policja?” Przyśpieszyłam, nadal trzymali się naszego tyłu. Skręciłam ostro w najbliższą ulicę i w kolejną. Przeklęłam, kiedy zobaczyłam ich znowu we wstecznym lusterku. Wtedy otworzyli ogień. Wcisnęłam gaz do końca – silnik radośnie mi zawtórował.
- Cholera jasna! Chcesz mi o czymś powiedzieć? – spojrzałam na niego zła. Wzruszył ramionami z niewinnym uśmiechem. „Niech cię szlag…” Rozpoczął się pościg ulicami miasta. Kolejny zakręt, sprzęgło, bieg, gaz. Zamorduję się zaraz przez ten samochód. O mało nie potrąciłam ludzi na chodniku, więc wróciłam na drogę. Doskonale znałam rozkład ulic tego miasta. Jeśli koniecznie chcecie, możemy pobawić się w kotka i myszkę. Mijałam z zawrotną prędkością kolejne budynki. Jak tak dalej pójdzie, zaraz zwrócę na siebie uwagę glin. A tego bardzo bym nie chciała.
\"Ain\'t it fun when you\'re always on the run
Ain\'t it fun when your friends despise what you\'ve become
Ain\'t it fun when get so high that you just can\'t come
Ain\'t it fun when you know that you\'re gonna die young
It\'s such fun...\"
- Przydaj się na coś i sprzątnij ich wreszcie! – kule odbijały się od karoserii. Usłyszałam brzęk tłuczonej szyby. „Nie wstawił pancernych? Idiota…” Skręciłam, w jakiś ostry zakręt i od razu wjechałam w ślepą uliczkę. Czas zamienić się miejscami. Nieuważnie przejechali obok nas. Sprzęgło, wsteczny, gaz. Sprzęgło, bieg, gaz. Widziałam jak oddalają się od nas. Nie na długo. Chłopak wyszperał ze schowka nieznaną mi broń i wychylił się przez okno. Zdziwiłam się. Myślałam, że widziałam już wszystko, co wyprodukował człowiek w dziedzinie broni palnej. Wzruszyłam ramionami i dogoniłam srebrny samochód. Mój towarzysz nie próżnował i zaczął strzelać. Rozpoczęła się otwarta walka. Samochód ostro zahamował, ale ja nie zwolniłam. Podczepiłam się pod jego zderzak i zaczęłam pchać go naprzód. Maszyną zakołysało i szarpnęło. Przecięliśmy główną drogę przy wtórze klaksonów i pisków opon. Adrenalina powoli zaczęła krążyć w moich żyłach. Już nie raz bawiłam się w ten sposób z licznymi wrogami, ale nadal sprawiało mi to frajdę. Im chyba trochę mniejszą. Pasażer leżał już bezwładnie na desce rozdzielczej. Teraz będzie już tylko z górki. Kierowca nie może się długo bronić samotnie. Odczepiłam masz zderzak od srebrnego. Droga zaczęła się rozszerzać i wjechaliśmy na dwupasmówkę. Przyśpieszyłam i zrównałam się z drugim autem. Kierowca spojrzał na mnie spanikowany. Uderzyłam z boku, jego auto zjechało z drogi. Chłopak oddał jeden strzał i zobaczyłam jak głowa nieznajomego odskakuje w bok. Czysta egzekucja. Przycisnął jakiś guzik na desce rozdzielczej. No tak, zmiana tablic rejestracyjnych. Chociaż tutaj się popisał.
Milczałam z zaciśniętymi ustami. Miałam dosyć jego nieporozumień. Jak najszybciej chciałam znaleźć się na miejscu. Podjechaliśmy pod niepozorny domek jednorodzinny. Wysiadłam trzaskając drzwiami. Przelotnie zauważyłam dziury po kulach w karoserii. Tego się raczej nie wyklepie, pomyślałam z mimowolną satysfakcją. Podeszłam do drzwi, rozglądając się wokół. Chłopak już sięgał do klamki. Uderzyłam jego dłoń, cofnął ją.
\"Ain\'t it fun when you\'re takin\' care of number one
Ain\'t it fun when you feel like you just gotta get a gun
Ain\'t it fun when you just, just, just can\'t seem to find your tounge
Cuz\' you stuck it too deep into something that really stung
It\'s such fun...\"
- Chcesz nas zabić? – spojrzał na mnie zdziwiony. Pokręciłam głową ze zrezygnowaniem. „Jak on tu przeżył, do cholery? Toż to beztroskie i nieostrożne dziecko…” Ukucnęłam i zaczęłam szukać kabli. Jeśli naciśnie się klamkę, włączy się zapalnik podłączony do ładunku wybuchowego. I włączy się mój pager. Takie małe zabezpieczenie przed niechcianymi gośćmi. Wyciągnęłam z kieszeni gumową rękawice. Kable nie były odizolowane, nieostrożny dotyk i prąd o całkiem niezłym natężeniu upiecze cię na złoto. Odkleiłam kable od drzwi i delikatnie je otworzyłam. Weszłam do środka. Powitał mnie znajomy zaduch. Odsłoniłam jedno okno, żeby wiedzieć, po czym stąpam. Było tu kilka pułapek, gdyby ktoś przedarł się przez pierwszą linię bezpieczeństwa.
- Idź po moich śladach, albo się nie ruszaj – poleciłam. Spojrzał na mnie z małym podziwem. Remontowałam ten dom kilka miesięcy, zanim dostosowałam go do moich potrzeb. Uważnie ominęłam jeden przycisk umiejscowiony pod dywanem, który zamykał wszystkie drzwi i okna pancernymi roletami. Bylibyśmy tu uwięzieni do końca życia, gdybym nie miała przy sobie pilota.
Weszłam do sypialni i bardzo powoli otwarłam szufladę biurka. Gdybym zrobiła to szybciej, uruchomiłabym kolejne zapalniki, które postawiłyby ten pokój w ogniu. Zabrałam kilka rzeczy i zamknęłam ją równie powoli. Do torby wrzuciłam kilka ubrań i bieliznę. Miałam jednak przeczucie, że jeśli tylko przejrzy je chłopak, tafią do śmietnika, a mnie zaciągnie do sklepu. Albo co gorsza kupi je beze mnie. Otwarłam wbudowaną w ścianę szafę. Wyciągnęłam sporych rozmiarów torbę podróżną. Gdy zobaczyłam jak ciekawie ogląda zdjęcia na biurku o mało nie zalała mnie krew.
\"When you\'re talkin to yourself
And nobody\'s home
You can fool yourself
You came in this world alone
(Alone)
So nobody ever told you baby
How it was gonna be
So what\'ll happen to you baby
Guess we\'ll have to wait and see...\"
- Łap! – rzuciłam w jego stronę torbę. Trochę ważyła, ale nawet się nie zachwiał. Metal zagrzechotał w środku. Uśmiechnęłam się. Moje perełki zbierane przez lata na całym świecie. Główny schowek broni był w magazynach w dzielnicy przemysłowej. Wrócił do oglądania fotografii.
- Możemy iść – pożegnałam jeden z moich domów smutnym spojrzeniem. Mogłabym się teraz wymknąć – znałam wszystkie pułapki, a on nie. Nie chciałam jednak zostawiać po sobie zgliszczy. Pewnie i tak dopadłby mnie na ulicy. Albo wcześniej. Podłączyłam kable na drzwiach wejściowych z powrotem. Przezorny zawsze ubezpieczony. Kiedy wstałam, poczułam jego usta na swojej szyi. Już miałam je strzepnąć, ale zamruczał ostrzegawczo.
- Oni patrzą – szepnął do mojego ucha. Odwróciłam się do niego przodem. Niebieskie światło paliło mnie żywym ogniem. Zmusiłam się, żeby go pocałować. Namiętnie przyciągnął mnie do siebie. Jego dłoń wędrowała po moich plecach. Moje tętno przyśpieszyło. Gdy po chwili się ode mnie oderwał, szurnął jeszcze nosem wzdłuż mojej szczęki.
- Tam nikogo nie ma – dodał czule. Uśmiechnął się złośliwie. Popatrzyłam na niego zaskoczona. „Ty cholerny…” Wbiłam paznokcie w jego ramię, które nadal trzymałam. Skrzywił się nieznacznie. Światło zamigotało i wybuchło nowym płomieniem w jego oczach. Szybkim krokiem wróciłam do auta, rzucając na tylne siedzenie torbę. Roześmiał się. Czułam wibracje jego niskiego głosu na moim ciele. Nienawidziłam go…
\"I don\'t know how you\'re s\'posed
To find me lately
An what more could tou ask from me
How could you say that I never needed you
When you took everything
Said you took everything from me... \"
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 26.08.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(16): 10 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Ell003