warto go przeczytać
Pseudonim: Marybeth
- Przegrałeś swoje życie.
Starzec westchnął ciężko, nieśmiało podnosząc wzrok.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz - odparł, a na jego twarzy pojawił się nerwowy uśmiech. W środku niego zbudzone zostało małe dziecko, które obawiało się wyjść poza próg własnej wyobraźni. Mimo tego postanowił, że tym razem nie wybierze ucieczki, która zawsze była dla niego wyjściem z każdej ciężkiej sytuacji.
- Ależ wiesz. I to doskonale.
- Nie drwij ze mnie - zażądał, jednak jego głos nie brzmiał tak pewnie jakby tego chciał. Poczuł suchość w gardle. Przełknął z trudem ślinę i przymknął powieki. - Powiedz tylko, czego chcesz.
- Zadziwiasz mnie za każdym razem. Zapominasz o swojej przeszłości.
- O co ci chodzi? - zapytał wprost. Wypowiedzenie każdych kolejnych słów wymagało od niego coraz więcej.
- Nie słuchałeś mnie. Twój brak koncentracji może być zgubny - usłyszał w odpowiedzi.
- Nie wiem, dlaczego wciąż się na to nabieram.
- Może dlatego, że to nie jest zabawa? Pomyśl tylko - ja i ty. Co nas łączy?
- Przerażasz mnie - powiedział, chcąc odejść. Zamiast tego uniósł brwi, kuląc ramiona.
- To samo mówiłeś o swoim bracie. Pamiętasz dzień, gdy pokłóciliście się, a wasza matka przez cały wieczór wypłakiwała się w poduszkę? Co nastąpiło później? Twarz twojego brata była zmasakrowana, nie przypominał człowieka. Obwiniałeś się o jego śmierć.
- Kochałem go. Był moim najlepszym przyjacielem - tłumaczył się, kiwając w namyśle głową. - To nie była moja wina.
- Teraz tak mówisz, ale wtedy było zupełnie inaczej.
- Nie lubię, gdy ktoś stara się wmówić mi coś, co nigdy nie miało miejsca. Tobie również się to nie uda.
- Czyżby? Dlaczego w ogóle sądzisz, że próbuję ciebie oszukać? Po co miałbym to robić?
- Ty mi powiedz - odparł, rozdrażniony. Wpatrzył się w jasne oczy swego rozmówcy i zacisnął usta.
- Zaprzeczysz nawet, kiedy powiem, że żona odeszła od ciebie nie z powodu zdrady, ale miłości. Kochała cię całym sercem, ale praca pochłaniała cię do głębi, a ty nie miałeś czasu dla swojej rodziny. Twoi synowie dorośli z dala od ciebie. Nie widziałeś ich od wielu, wielu lat. Możliwe, że mają już swoje własne dzieci. Zawsze byłeś egoistą. Nie interesował cię nikt, chociaż starałeś się stwarzać pozory kogoś zupełnie innego.
- Dlaczego to robisz? - spytał, zaciskając dłonie w piąstki. Zmrużył oczy, a na jego czole pojawiła się podłużna, głęboka zmarszczka. Nie chciał dłużej tego wysłuchiwać. Każde słowo, które dochodziło do jego uszu było niczym ostry sztylet, wbijający się w niezabliźnioną jeszcze ranę. Jednak nie chciał się przyznać, że to sprawiało mu ból. Nie chciał się przyznać do kolejnej słabości.
- Czyżbyś się nad czymś zastanawiał? - zasłyszał. Drgnął i podniósł wzrok. - W końcu zacząłeś pojmować, że nie da się uciec od przeszłości? Przeszłość tworzy teraźniejszość i ma wpływ na przyszłość. Ale ty nie masz przyszłości, bo ją przegrałeś. Ona zwyciężyła ciebie.
- Jaki masz cel w gnębieniu kogoś takiego jak ja? Sprawia ci to przyjemność? Chcesz się zabawić ze starym zgredem? - niemalże wykrzyczał, marszcząc groźnie brwi. Na jego ustach pojawiły się kropelki śliny, które starł wierzchem dłoni.
- Czekam, aż zdołasz zrozumieć, przez co właśnie przechodzisz. A ja próbuję ci w tym pomóc.
- Ja… Ja kojarzę twoją twarz… - rzekł po namyśle. Uważnie przyglądał się oczom, białym przerzedzonym włosom i znamieniu znajdującemu się nad lewą brwią. Z trudem powstrzymał się od podniesienia kciuka do ust i zagryzienia go. Nie był już małym chłopcem. Nie powinien tak robić.
- A więc zbliżamy się do celu. Cieszę się, że ten dzień w końcu nadejdzie.
- Dlaczego mi nie powiesz, kim jesteś?
- Ponieważ to jest twoje zadanie. Nie mam zamiaru ci tego ułatwiać.
- To jakiś żart. I to bardzo nieudany - powiedział dobitnie. Jego rozmówca uśmiechnął się łagodnie. Zmarszczki na jego twarzy wygładziły się na te kilka sekund, a liczne bruzdy stały się niewidoczne.
- Chciałbym, aby tak było.
- Idź do diabła.
- Z pewnością się tam spotkamy.
- Mam nadzieję, że nie - odparł i zagryzł wargi.
Odwrócił się od lustra i ruszył przed siebie. Po kilku krokach, spojrzał przez ramię, ale mężczyzna, który pojawił się w odbiciu zamiast niego, zdołał już odejść.
Starzec powrócił do swojego pokoju i ciężko usiadł w fotelu. Nie, nie potrafił rozpoznać tej twarzy, choć wydawała mu się znajoma. Być może dlatego, że sam nie pamiętał swojej.
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 7
Data dodania: 06.02.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(17): 11 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Ell003