warto go przeczytać
Pseudonim: Jutta
Tak, to prawda. Czekam na śmierć. To najlepsze, co może mi się przytrafić. Codziennie myślę o niej pytając: dlaczego muszę tak długo czekać?
Jestem bardzo stara. Większość dni spędzam w pozycji leżącej - w podróży. Podróżą nazywam stan będący na pograniczu snu i drzemki. ,,Bycie" w innym czasie. Mówią, że mam 90 lat. Możliwe, nie chcę siebie oglądać, zresztą mam słaby wzrok. Dotykam siebie. Czuję, że skórę mam cienką jak pergamin. Zanikły mięśnie i tkanka tłuszczowa. Dlatego przeważnie jest mi zimno i proszę o dodatkowe okrycie.
Ona to dar niebios. Najważniejsza osoba, którą w życiu spotkałam. Posiada niepospolity talent. Przenika moje myśli, bezbłędnie odgadując życzenia. Wie, że kocham ją nad życie i czekam by spokojnie przejść na drugą stronę. Boi się o mnie. Miłość zawsze niesie ryzyko, przynajmniej ryzyko cierpienia. Jestem pewna, że zna moją tajemnicę. W przeciwnym razie zapytałaby, dlaczego budzę się przerażona i długo nie mogę dojść do siebie.
Powoli zapadam w sen. Odnoszę wrażenie, że idę ciemnym korytarzem. Podchodzę do dobrze znanych drzwi. Otwieram, przechodzę przez próg. Tak, to mój pokój. Siadam przy lustrze i zaczynam szczotkować włosy. Są czarne i lśniące. Widzę odbicie pięknych, ciemnych oczu. W zbliżeniu widać ich dwukolorowe wahnięcie: jedno jest zielone, drugie - brązowe. Mówią, że mam bizantyjską urodę. Cieszy mnie ta oryginalność. Mam naturę obserwatora. Ciekawi mnie człowiek, lubię obserwować twarz: mimikę, emocje, wyraz twarzy...wszystko, co czyni ją piękną lub odpychającą. Nie cierpię występować publicznie, staram się zwalczać nieśmiałość. Zapewne wynika ona z niepowodzeń zakodowanych w dzieciństwie. Może ośmieszana leworęczność, a może uroda którą potocznie nazywano cygańską? Straszono mnie porwaniem przez cyganów, a tego panicznie się bałam. Nie wspomniałam jeszcze o drobnym talencie. Czytam myśli mojego rozmówcy. Skupiam się na rozmowie, słucham uważnie obserwując i intuicyjnie wyczuwam słowa niewypowiedziane. Nie zawsze jest to miłe, ale nikomu nie wspominam. Mogłabym spłoszyć ludzi, więc niech już tak zostanie. Jako dziecko, byłam podatna na pełnię księżyca. Budziłam się, próbując dosięgnąć tę magiczną planetę.
Teraz jest inaczej. Męczy mnie stale powtarzający się sen. Może proroczy, a może powstały z wybujałej imaginacji…nie wiem. Pojawia się w nim długi, ciemny korytarz i drzwi. Otwieram je i już nie czuję swojego ciała. Leżę w dużym łóżku. Śpię płytko, ponieważ dokucza mi ból. Jestem cała obolała, z trudnością oddycham. Nie rozumiem tej przemiany, jak to możliwe? Ta wiekowa kobieta…jaki ma związek ze mną?
Dzisiaj mam jeden z lepszych dni. Dość wyraźnie widzę kontury pokoju. Mleczne światło przenika przez woal firanki. Z ogrodu dochodzi śpiew ptaków. To kosy tak pięknie gwiżdżą. Czuję nawet zapach powietrza przesyconego zapachem wiosennych kwiatów. No i ten dziwny spokój…tak, wiem już, o co chodzi. Zrozumiałam, że dano mi przebywać w dwóch światach: w czasie snu będę szła ciemnym korytarzem i znajdę się w tamtym pokoju, gdzie siedząc przed lustrem zobaczę swój młodzieńczy wizerunek. Może to jest odwrotna kolejność i codziennie odwiedzam siebie u schyłku życia? Nieważne, wkrótce się wyjaśni. To musi mieć sens. Trzeba się tylko mocno skupić, wyłowić z życia zapomniane dni, usunąć zadrę siedzącą głęboko, która nie pozwala zaznać spokoju. Muszę naprawić swój błąd.
Minęło kilka dni. W domu starszej pani czyniono przygotowania. Wszystko wskazywało na to, że będzie to przyjazd gości. Tak też się stało. Uwagę otoczenia przykuwała atrakcyjna kobieta. Swoją niespotykaną bizantyjską urodą wzbudzała zrozumiałe zainteresowanie. Towarzyszący jej mężczyzna mógł być jej mężem, ale niekoniecznie. Wiadomo było, że w tym spotkaniu do pań należeć będzie decyzja. Panie przebywały razem przez pełne dwa dni. Podobno więcej milczały, niż mówiły. Ostatecznie milczenie jest wymowniejsze. Jestem pewna, że nie chodziło tu o wyjaśnianie, ale o przebaczenie. Kiedy goście opuścili dom, zauważyłam zmiany w wyglądzie starszej pani. Miała spokojną, wygładzoną twarz. Odniosłam wrażenie, że niedługo pożegna się z ziemską częścią tego świata. Wieczorem dowiedziałam się, że podwójne życie Christianny zakończyło się.
- Jestem tylko sobą i nie zostawiłam żadnych niedokończonych spraw - powiedziała.
To były jej ostatnie słowa. Po pogrzebie podeszła do mnie młoda kobieta składając kondolencje. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest mi bliska i znana. Miała takie dziwne oczy: jedno zielone, a drugie brązowe. Byłam przekonana, że ma to związek ze starszą panią. Wieczorem moje podejrzenie nabrało pewności. Tak właśnie w młodości wyglądała starsza pani. Człowiek jest jedną wielką zagadką i nie starajmy się wszystkiego układać w logiczną całość.
”Prócz świata największą zagadką dla człowieka jest drugi człowiek”.
Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 18.03.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(17): 11 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Ell003