warto go przeczytać
2
W sumie nie wiem dlaczego ruszyłam właśnie w tamtą stronę. Żyłam w tym mieście całe życie, aby dotrzeć do miejsca nasyconego dzieciństwem równie dobrze mogłabym pójść do spożywczaka na rogu. To przecież tam pierwszy raz sama robiłam zakupy, to tam przewróciłam się i obtarłam kolano. Odezwały się jednak we mnie sentymenty – pragnęłam znaleźć się w miejscu magicznym.
Lubiłam wędrować, nauczyłam się tego, gdy co sobotę wychodziłam na wielogodzinny spacer. Szłam szybko, mimo że torba zawzięcie obijała mi się o prawe biodro, boleśnie kłując kluczami. Byłam jednak zbyt leniwa, aby zatrzymać się i przełożyć klucze do innej kieszonki. To już szczyt – żeby lenistwo wygrywało z komfortem? Zanim na dobre się zdenerwowałam, ujrzałam przed sobą podrdzewiałą siatkę ogradzającą zaniedbany ogród i starą szopę od reszty świata. Sprawnie wspięłam się na rozchybotane ogrodzenie i zeskoczyłam, oczywiście lądując w pokrzywach. Ślepe szczęście.
To był inny świat.
Ha, to jest inny świat!
Zdałam sobie sprawę że nie zmieniło się tu nic. Wydawało mi się, że nawet pokrzywy, w które wpadłam były tej samej długości co kilka lat temu, choć oczywiście musiało to być złudzenie. Chętnie mu się poddałam.
Rzuciłam torbę na ziemię, zdjęłam sweter narzucony na bluzkę i uśmiechnęłam się, jednak gdy zdałam sobie sprawę że huśtawka nastrojów też jest objawem dorastania, usiłowałam przybrać posępną minę. Nie udało się.
Gdy wyśmiałam się już do woli, połaziłam po drzewach, z których kiedyś co chwilę spadałam, a teraz nie zawahałam się przed postawieniem stopy ani razu, powygłupiałam i pobiegałam, podeszłam do chatki (szopą to w sumie nie było) i zastukałam do drzwi.
Wiedziałam, że w Rzeczywistości nikt nie odpowie.
Wyszłam na Powierzchnię i dopiero wtedy usłyszałam cichutki głos:
- Tam?
To była jej dziwna przypadłość – czasami słychać było tylko końcówki wypowiadanych przez nią słów. Teraz zapewne chciała zapytać kto tam?”, ale pierwszego wyrazu nie usłyszałam.
- Ja.
- Ty?
- Mhm.
- Och.
Otworzyłam drzwi, pamiętając, aby najpierw je przycisnąć, a dopiero potem pociągnąć za klamkę. Zaskrzypiały pytająco. Padłyśmy sobie w objęcia.
Wróć. Chciałam, abyśmy padły sobie w objęcia, ale za drzwiami tylko wąski pas światła wirował z kurzem. Wiało nicością.
Z początku myślałam, że wzruszona, przez przypadek wpadłam do Wody. Ale nie, wciąż byłam na Powierzchni. Nie chciałam za bardzo się oddalać, aby nie zapaść w Stan, ale niewątpliwie nie było mnie wśród Ryb.
Stanęłam jak wryta. Co jak co, ale żeby nawet ona odeszła? Przecież była Wytworem, moim własnym, wyłącznie! Co prawda nie umiałam nad nią panować, jak nad żadnym innym wyobrażeniem, ale… tak po prostu sobie pójść? Żadnej informacji, nic? Tylko dlatego, że spóźniłam się o parę lat? Bez niej nie mam nikogo!
Nikogo.
Słowo to, mimo że w małym domku nie było echa, odbiło się od czegoś i powróciło tysiącami powtórzeń. Nikogo, nikogo, nikogo. Nikogo.
Spróbowałam znów rozmawiać przez drzwi, ale nie wychodziło. Dopadła mnie panika. Naprawdę, naprawdę nie mam już nikogo! Moja najlepsza przyjaciółka sobie poszła.
A może ona też dorosła? Przecież była w moim wieku. Chociaż, właściwie – nigdy jej o to nie pytałam.
Nie lubiłam płakać. Nie dlatego, bo się wstydziłam, tylko dlatego że było to dla mnie nieprzyjemne. A teraz łzy subtelnie wżerały się w moje policzki, jak nigdy dotąd. Załkałam spazmatycznie. Oparłam głowę o próg Domu. Tak, ta stara, trzeszcząca rudera była moim domem, teraz uświadomiłam to sobie. Nikt z mojej rodziny tu nie mieszkał, za to mieszkało tu moje dzieciństwo. Kochałam Dom, kochałam Ogród a przede wszystkim kochałam Ją. Nigdy nie miałam przyjaciół, Ona mi to wynagrodziła.
Zauważyłam zmiany. W końcu. Drzewa były wyższe, podwórko bardziej zachwaszczone, chatka osowiała, liście brązowe a łóżko zapewne niepościelone. Jego właścicielka zapomniała, a ja nie miałam siły pójść tam i zrobić to za nią. Chciałam wykopać grób, ale musiałabym pochować samą siebie.
Uplotłam wianek z długiej trawy. To chyba ona mnie tego nauczyła, nie pamiętam. Tak wiele umiejętności przyszło mi samo z siebie. Zapomniałam już, komu dziękować.
O tej porze roku nie było już kwiatów, toteż smutny, ciemnozielony wianuszek ozdobiłam liśćmi. Wyglądał jeszcze posępniej, ale przynajmniej pasował do moich uczuć. Trawiasty okrąg położyłam za drzwiami domu, które cichutko zamknęłam. Trawa rozłoży się, ale uczucia pozostaną nienaruszone jeszcze przez długi czas.
Starannie zamknęłam furtkę. Wiedziałam, że już tu nie wrócę.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 22.05.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(20): 14 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Ell003