warto go przeczytać
Pseudonim: Eska-floreska
Obraz był typowy dla czołowego zderzenia. Dwa zmasakrowane auta, porozrzucane ich części, a wszystko to usłane odłamkami szyb. Karetki, wozy policyjne, straż. Anioły w mundurach. Śpieszące z ratunkiem, bo liczy się każda sekunda. Potem szacowanie strat. Nie, nie materialnych. To jest nieistotne. Chodzi o ludzi. O to, o ile ludność świata stała się znów uboższa. Niestety, są ofiary. Dokładnie dwoje dorosłych. Małżeństwo. Rodzice. Zginęli na miejscu, bo Śmierć zakręciła zbyt mocno szybkościomierzem, a cud się nie zdarzył. Ocalał jedynie ich trzynastoletni syn. Od teraz sierota z bolesnymi bliznami. I to nie tylko z tymi na lewej ręce.
***
Zapalone światełko w tunelu natychmiast zgasło, gdy okazało się, że jego dalsza rodzina jest za daleka. Trafił więc koleją rzeczy do domu dziecka, a potem został z-a-a-d-o-p-t-o-w-a-n-y. Lecz tylko formalnie. Nieformalnie nadal pozostawał samotny – wyodrębniając rdzeń tego wyrazu był zwyczajnie s-a-m.
- To twój dom – powiedział Nowy Tata, wysiadając z tej Śmiercionośnej Maszyny. Przez całą drogę bał się, że znów będzie wielkie bum i łubudu i znów będzie musiał przebywać z Dziećmi Okradzionymi.
- I jak, podoba ci się? - spytała Niezweryfikowana Mama. - Co prawda, wymaga jeszcze drobnych dokończeń, ale myślę, że dobrze będzie ci się tutaj mieszkać. Chcesz zobaczyć swój pokój?
Nie chciał. Jedynego czego chciał, to wrócić do mieszkania, w którym dorastał i tam zostać. I odzyskać rodziców, chociaż wiedział, że to jest niemożliwe. Oni nie zmartwychwstaną, mogą żyć wyłącznie w jego wspomnieniach. Wstrzykujących teraz do jego organizmu zbyt dużą dawkę bólu, aby można ją było czymkolwiek złagodzić. Cierpiał, potrzebował pomocy, kogoś, kogo mógłby pokochać. I jego również.
- Obiad będzie za pół godziny – zaanonsowała Zastępcza Kobieta. Dała mu kilka chwil na odpowiedź, a gdy się jej nie doczekała, zapytała:
- Stało się coś?
Nie, nie się takiego nie stało. Moi rodzice TYLKO nie żyją. A Wy TYLKO próbujecie na siłę mnie uszczęśliwiać, nawet nie wiedząc, jak się za to zabrać.
- Po prostu chciałbym pobyć trochę sam. Muszę... z-a-s-y-m-i-l-i-z-o-w-a-ć się z otoczeniem. I znaleźć łazienkę.
Bo mi niedobrze, ale to raczej nie wymioty…
- Aha. To idź, idź, rozumiem cię…
Naprawdę? Szczerze w to wątpię. No, chyba, że też byłaś adoptowana przez jakiś imbecyli klasy A+, którzy nawet nie wiedzą, że dziecku też trzeba poświęcać nie tylko materializmy.
- Ale... przydała by mi się jakaś mapka czy coś, bo mam lekkie problemy z orientacją.
Popatrzyła na niego z uśmieszkiem bez jednej łyżki cukru.
- Prosto, potem w lewo i prawo. Naprzeciwko masz swój pokój.
- Dziękuję za wskazówki, aaa…
- Ania. Mów mi Ania.
O, świetnie. Pierwszy dzień i jesteśmy już na ty. To dobrze, przynajmniej nigdy nie będę musiał jej tytułować ,,Mamo”. Ciekawe, jak pójdzie mi z tym drugim.
Zamknął drzwi. Pochylił się nad sedesem, po czym podniósł głowę.
No, to co robimy? Bierzemy pożyczkę chwilówkę w formie żyletek Tatusia i kończymy imprezę? Nawet uśmiechnął się na myśl, wkraczających tutaj Zastępczych Opiekunów, widzącego go z podciętymi żyłami i strużkami krwi lejącymi się szkarłatnymi kaskadami …
Piękna perspektywa.
Jednak przeznaczona dla zdesperowanych psycholi.
A on jest jedynie sierotą.
Wstał.
Ziom, weź się w garść. Musisz. Słyszysz?
Oparł się dłońmi na zlewie.
Te blizny… czy one nigdy nie znikną? Są następnym przypomnieniem o stracie, którą poniósł.
- Filip? - usłyszał męski głos.
Odczekał cierpliwie na kolejne nieśmiertelne pytanie.
- Wszystko w porządku?
Wyszedł.
- Jasne – odparł, chociaż wszystko wydawało się ciemne i niesprawiedliwe.
- W takim razie masz jeszcze trochę czasu na zobaczenie swojej komnaty, a potem szefowa kuchni zaprasza na posiłek – powiedział z zadowoleniem, patrząc na chłopaka. - Ale z ciebie duży chłopiec jest!
O, rany. No, nie przesadził metr sto siedemdziesiąt sześć zasługuje na uznanie, ale czy wyrażone w taki sposób...?
- Piję dużo mleka i unikam alkoholu – wyszczerzył zęby w najszczerszym uśmiechu. - Mam właśnie taki jeden problem. Jak mam się zwracać do jednego z moich wybawicieli?
- Po imieniu, młodzież teraz taka do przodku, to co ja będę zostawał z tyłu… Piotr jestem!
- Miło mi cię poznać, Piotr. Mogę tam wkroczyć? …
- Och, ależ oczywiście, przepraszam, że cię zatrzymywałem.
Kolejne drzwi do zamknięcia.
Pokój – urządzony z nastawieniem modernistycznym, choć Filip wprowadził by kilka poprawek, ale to przy innej okazji. Nie zdejmując butów, rzucił się na łóżko, wtulając twarz w poduszkę. Leżał tak przez dłuższą chwilę, ale poczuł, że mimo wszystko potrzebuje powietrza. Usiadł więc na parapecie wyglądając na świat i czekając na pierwszy wyrok z Rodziną Zastępczą, którym był obiad.
Oby nie był zatruty bezwonnością, tak jak jego Kucharka...
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 6
Data dodania: 18.01.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(26): 19 gości i 7 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak, Ell003