warto go przeczytać
Może wystarczyło jedynie sięgnąć wzrokiem ponad tłum i dojrzeć tę drobniutką postać, na której barkach spoczywał podróżny płaszcz w barwach zgniłego brązu. Postawiony kołnierz został przykryty przez fałdy szalika, sięgającego niemal do ziemi. Czarny kapelusz, przekrzywiony w komiczny sposób na prawo, wyglądał jakby za moment miał spaść z jej głowy. Czerwona walizka, nieco poobijana, miarowo uderzała kółeczkami o podłogę. Szare oczy niespokojnie rozglądały się na boki, jakby obawiając się czyjegoś ataku. Wyglądała płochliwie, choć nie wiadomo czy to z powodu jej marnego wzrostu i wyglądu czy dlatego, że panicznie się czegoś bała.
Skręciła w prawą część hali lotów, kierując się do toalet. Jej drobna dłoń, ściskała kurczowo rączkę walizki. Pchnęła drzwi od łazienki i weszła do środka. Białe kafelki lśniły w bladym świetle nagich żarówek. Stawiając bagaż obok umywalki, nieśpiesznie otwarła jedną z kieszeni i wyjęła z jednej z saszetek leki. Łyknęła parę z nich, co wywołało niedługo po tym rozszerzenie źrenic, które i tak od dłuższego czasu były przekrwione. Chwile potem wbiegła do jednej z kabin i zwymiotowała. Kiedy podniosła się z posadzki i podeszła do jednych z luster, zauważyła, że jej wygląd nie przypominał bynajmniej zwyczajnego. Była bardzo osłabiona i często wymiotowała, nie wspominając o tym, że odczuwała depresje, która nacierała na nią. Jej wygląd wcale lepiej nie wyglądał, nawet pod maską pięciocentymetrowego makijażu. Miała tak bladą cerę, że do wyglądu wampira nie musiała wcale się charakteryzować. Wokół nosa miała chmarę pryszczy, które za nic w świecie nie chciały zniknąć. Wiedziała, że niedługo się rozsypie. Nie było szans by przy tylu szczególnych oznakach jej ‘choroby’ nikt tego nie zauważył. Nerwowo przeczesała włosy. Spojrzała najpierw na tabletki, a potem na swoje odbicie. Jednym, płynnym ruchem wrzuciła wszystkie ‘lekarstwa’ do śmietnika. Zapięła torbę i wyszła, oglądając się przez ramię na kosz na śmieci, w którym tkwiły jej oszczędności. Wiedziała i tak, że niedługo głód narkotykowy znowu ją dosięgnie. Bedzie ją łapczywie ścigał, aż wreszcie ulegnie namowom i kupi amfetaminę albo kokainę albo inny środek na znieczulenie jej nerwowej psychiki. Ale widziała, że póki co, będzie się od tego z dala trzymać.
Weszła do jednego z samolotów, siadając pomiędzy młodą kobietą a starszym mężczyzną. Uśmiechnęła się do nich obojga, czując że teraz wszystko się zmieni, a tym bardziej ona.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 19.11.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(25): 18 gości i 7 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak, Ell003