warto go przeczytać
Pseudonim: Groszek
Ładną mamy dziś pogodę. Byłabym z niej jeszcze bardziej zadowolona, gdyby ktokolwiek z czytelników uwierzył, że to właśnie ja piszę ten pamiętnik. Jestem w pełni zdrową, zarówno fizycznie, jak i psychicznie huśtawką ogrodową i wystarczająco dużo lat już wiszę na tym świecie, żeby przewidzieć wasze reakcje na mój dosyć nietypowy wpis. Niemniej jednak, moim zadaniem nie powinno być przybliżanie wam istoty swojej własnej huśtawkowej egzystencji, a raczej życia mego szanownego właściciela, wielkiego poety i wieszcza narodowego – Juliana Arcywszechpoety Prawietuwima. Niewątpliwie, jest on bardzo ważną postacią, powszechnie szanowaną, wsławioną nie tylko w gronie znawców literatury, ale także i muzyki, wspaniałym gitarzystą, którego zdjęcie pojawiało się na okładkach takich magazynów jak Rolling Stone czy Vogue.
Wyobraźcie sobie teraz, że ten niezwykły człowiek siedzi na moich deskach, trzyma się moich linek, a nawet uderza palcami o mój kawałek ziemi. Gdybym tego nie czuła, nie uwierzyłabym we własne szczęście. Ile huśtawek mogło być na moim miejscu! A on wybrał właśnie mnie. Wy, błotniacy, myślicie sobie, że jesteśmy tylko sprzętem domowym, że nie mamy żadnych uczuć. Tymczasem tylko osoby wrażliwe mogłyby pokochać poezję w równym stopniu, co ja. Chyba właśnie dlatego tak cenię mojego pana, właściciela i mistrza. Chciałabym kiedyś móc pisać tak jak on.
- Być albo śmierdzieć – oto jest pytanie! - zawołał nagle, natchniony podobną myślą. - Jeśli śmierdzieć mam, to śmierdzieć będę z godnością, podniesionym czołem i dziurą w kieszeni. Takie jest moje przeznaczenie. A gdy śmierdzieć przestanę, to nie znaczy, żem martwy, acz zniewolony płynem do kąpieli.
Zawsze zastanawiałam się, skąd w głowie kogoś tak skrzywdzonego w dzieciństwie przez szczoteczkę do zębów, rodzą się nagle takie błyskotliwe myśli. Ja bym na jego miejscu już dawno postradała zmysły, a on zjawiskowo dobrze radził sobie z wyjątkowo traumatycznymi przeżyciami.
- Gardzę plebsem i gardzić nie przestanę, bowiem oni w domu mej poezji nie mają. Mydłem i chlebem raczą ciało, a dusza pusta i prymitywna. Pisać i dla takich będę – nagle zbytnio przeraził się ostatnią myślą, ponadto wyczuł w pobliżu zapach mydła i padł na zawał.
Pochowali go w białej trumnie. Pogrzeb był huczny, z fajerwerkami i stadem płaczek. Jednak najbardziej płakali ci, których płaczu nikt nie słyszał. Szlochały doniczki, odkurzacze, sedesy i umywalki. Ja sama nie mogłam się pogodzić z tak wielką stratą.
Na jego nagrobku napisano: „Ku pamięci wielkiego wieszcza, którego poezję jeszcze długo będziemy czuć w naszych sercach, duszach i nosach”. Ponadczasowość tej prawdy uderzyła we mnie ze zdwojoną siłą. Musiałam szybko wywietrzyć umysł, ponieważ wspomnienia tak bardzo drażniły nozdrza.
Na koniec, o ironio losu, nadeszła huśtawka emocjonalna.
Linki się zerwały, drewno zszarzało.
*
Ładną mamy dziś pogodę - nieumytą, zapleśniałą i skostniałą. O tak, i już wiem, że wierzycie, że to ja. Wielka szkoda, bo to, moi kochani, był taki żarcik na rozluźnienie atmosfery. Ku czci moich nerwic, urojeń i wyżej wspomnianego Żuliana. Adios, mis amigos. Te quiero mucho.
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 7
Data dodania: 06.10.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(28): 21 gości i 7 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak, Ell003