Pseudonim: Nula007
Imię: Anna Wanda
O sobie: Nie trzeba być Komnatą - aby w nas straszyło - Lub nawiedzonym Domem - Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu Korytarze kryjome - Emily Dickinson 670
Napisanych prac:
- wiersze: 11
- proza: 4

Średnia ocen: 4.4
Użytkownik uzyskał: 78 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Wzniesieni z cierpienia III" 17.07.2013
"Teoria wypadania" 14.08.2013
"Tłumaczenie" 09.06.2013
"Duchy w księgarni" 28.06.2013
"Wzniesieni z cierpienia II" 08.07.2013

Inne prace tego autora:
"Iskry nocne" 06.06.2013
"Metraż" 17.06.2013
"Dowody" 22.06.2013
"Wzniesieni z cierpienia III" 17.07.2013
"Żaden" 26.07.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Wzniesieni z cierpienia IV

Inaczej mówiąc maksimum „złego” jest ceną, którą trzeba zapłacić, żeby dostać maksimum „dobrego”. Sławomir Mrożek CZĘŚĆ I/ ROZDZIAŁ 3 - Czy to na pewno był dobry pomysł?- zapytał Marek, skręcając w uliczkę prowadzącą do fabryki. Nataniel spojrzał z ukosa na przyjaciela. - Szybki jesteś. Teraz to ty się już lepiej zamknij i prowadź - wycedził i nie odezwał się więcej, póki nie dotarli na miejsce. Strach opanował go już w takim stopniu, że nie chciał przejmować jeszcze większej dawki od Marka. Mógłby tego nie znieść i zażądać wycofana się w bezpieczną i mimo wszystko przyjemną strefę, w której można udawać, że skoro nic nie da się zrobić, prawo do usprawiedliwienia apatii pojawia się samo. Wysiadł z samochodu zaraz po tym, jak znaleźli się na parkingu. Nieświadomie zaciskał dłonie w pięści, więc gdy się zorientował, zaczął głęboko oddychać żeby się uspokoić. - Niewiele tu się zmieniło - powiedział cicho Marek, podchodząc zdecydowanym krokiem. Zauważył chyba wahanie w oczach przyjaciela, bo zaraz się uśmiechnął i dodał - Nieładnie jest kazać damie czekać, więc chodźmy, jeśli się nie chcesz spóźnić. W takich chwilach dobrze jest mieć przyjaciół pomyślał Nataniel i ruszył za Markiem, który nadał marszowe tępo. Szelest żwiru pod butami zdawał się zapraszać do zajrzenia w przeszłość. Tym razem jednak nie przyszli tu wspominać. Tego w ostatnich dniach i miesiącach było aż nadto. Nadszedł czas, by spróbować coś zmienić, zrozumieć, złożyć w całość. Mijali halę za halą i szybko znaleźli się przed tą, do której zmierzali.Boczne drzwi były otwarte na oścież, więc nie zastanawiając się zbytnio, weszli do środka. Tam też od ostatniej wizyty Nataniela nie zmieniło się wiele. Stwierdził tylko, że więcej okien nie ma szyb, a warstwa wszechobecnego kurzu i brudu jest (o ile to możliwe) jeszcze pokaźniejszych rozmiarów. Od razu ją zauważył. Siedziała na odwróconej do góry dnem starej skrzynce, o drugą wspierając stopy. Nie była zbyt wysoka ani przesadnie chuda. Ubrana w zwykły T-shirt i jeansy mogła z powodzeniem udawać nastolatkę. Kręcone ciemne włosy spływały jej na twarz tak, że mógł ją dojrzeć dopiero gdy ich usłyszała i podniosła wzrok. Duże, piwne oczy przyjrzały się im dokładnie zanim się uśmiechnęła i kładąc opasłą teczkę obok, wstała, żeby się przywitać. - Widzę, że starczyło Ci odwagi, Natanielu. Ucisnęła dłoń jemu i podeszła do Marka by powtórzyć gest. Zdziwiła go siła jaką kryły w sobie jej małe dłonie, ale nie dał tego po sobie poznać. Czekał w napięciu na rozwój wydarzeń. - Jestem Aneta Gal. Dziennikarka, jak zresztą mówiłam już Markowi, kiedy z nim rozmawiałam. De facto nieaktywną zawodowo, bo śledztwo, które jest powiązane z twoją sprawą nigdzie nie zostanie upublicznione. - Czyn społecznie użyteczny? - zapytał z przekąsem Marek. - Jakoś trudno mi w to uwierzyć. - Zdecydowanie nie, ale moje powody nie mają w zasadzie znaczenia. Powiedzmy, że robię to, bo lubię i niech was to już nie zajmuje. Teraz liczy się tylko zakończenie tego wszystkiego. Jeśli nam się uda i nadal będzie to dla was istotne, odpowiem. Możemy się tak umówić? Wypowiedzieli swoją odpowiedź jednocześnie, a Marek zawstydzony i ogołocony z resztek animuszu odwrócił wzrok, udając, że bardzo go zainteresowała jedna z odrapanych ścian. Robi się ciekawie, pomyślał Nataniel i zapytał: - Co w takim razie wiesz ? Domyślam się, że to, co masz mi powiedzieć do łatwych nie należy, ale zanim o szczegółach, powiedz mi dlaczego akurat moja Alaniss musiała zginąć? Odpowiedziało mu niepewne spojrzenie, jakby Aneta zastanawiała się czy pytanie, które usłyszała było poważne. Dopiero po chwili odparła: - Ty naprawdę myślisz, że jesteś jedynym cierpiącym? Wkoło zrobiło się jakby zimniej, kiedy zdecydowany wzrok przeszył Nataniela na wylot. Nie było dokąd przed nim uciec. Nie odpowiedział. * * * Gdy Tamara otworzyła drzwi domu przy ulicy Lawendowej, poczuła zapach zapiekanki z kurczakiem i papryką. - Witam!- zawołała w stronę kuchni, ściągając płaszcz i buty. Usłyszała tupot małych nóżek, biegnących w jej stronę i radosny okrzyk. - CIOCIA TAMI! - Pięcioletni Staś leciał jak na złamanie karku. Blond czuprynka i zielone oczka pełne zapału, zawsze ją rozczulały. Wyrósł, odkąd go ostatnio widziała. Podniosła go jednak bez trudu i zapytała: - Co słychać kawalerze? Kiedy przyjechaliście? - Dopiero niedawno, jeszcze musiałem pójść do przedszkola, a tata do pracy. Ale powiedział mi wczoraj, że nie możemy się dziś spóźnić i zobacz! Jesteśmy pierwsi!- oznajmił dumnie Staś. Tamara postawiła go na podłodze, zmierzwiła włosy i pogratulowała. - Zaprowadź mnie teraz do taty, muszę z nim porozmawiać. Obiecuję ci w zamian skombinować coś słodkiego tak, żeby tata nie widział i opowiedzieć bajkę na dobranoc. - O dinozaurach?- dopytywał rozanielony. - Oczywiście!- roześmiała się kobieta, kręcąc głową na samą myśl o zainteresowaniach Stasia. Poza prehistorycznymi gadami nie widział świata. Kiedy mały chwytał ją za rękę z kuchni wyłonił się wysoki, ciemnowłosy Albert z oczami o równie intensywnej zieleni. - Rozpuszczasz mi dziecko - zażartował, tuląc ją na powitanie. - A nie możemy udać, że nic nie słyszałeś? Tak dawno go nie widziałam. Staś wodził oczami od ojca do Tamary,czekając na rozwój wypadków. Był mały, ale gdy chodziło o coś, co lubił, umiał o to sprytnie zawalczyć. Póki co stał w pozie wzoru grzeczności, któremu należy się nagroda za wytężone starania. - Powiedzmy, że da się to TYM RAZEM zrobić. - Albert podkreślił odpowiednio słowa, ale miał chyba świadomość, że synek , zadowolony ze zwycięstwa, już go nie słucha. - To ja idę na bajki, ciocia Aneta mi ostatnio pokazała jak włączyć telewizor i powiedziała, że mogę sam. I już go nie było, a dwójka dorosłych patrzyła jak odchodzi. Dopiero po chwili Albert spojrzał na Tamarę i zapytał: - Przyszłaś tu prosto z pracy, prawda? Chodź, zapiekanka jest już prawie gotowa, zjesz zanim zjawi się reszta, a przy okazji opowiesz mi pokrótce na czym stoimy. Domyślam się, że znaleźliście następną ofiarę, ale nie znam szczegółów. - Znaleźliśmy. Jeśli nic się nie zmieniło, Aneta rozmawia teraz z jej narzeczonym - Natanielem Hodonczukiem, o ile mnie pamięć nie myli . Ofiara nazywała się Alaniss Martenko. Kojarzysz opuszczoną fabrykę niedaleko stąd?- Odpowiedziało jej kiwnięcie głową, więc kontynuowała. - Narzeczony znalazł ją tam rok temu. Brak jakichkolwiek dowodów na to, że ktoś jej pomógł, więc policja założyła samobójstwo i dość szybko zamknięto sprawę. - Typowe - szepnął Albert i zamyślił się. - To nie ma teraz większego znaczenia. Nie pierwsza i nie ostatnia sprawa, w której poszli na łatwiznę. Z tego, co mówiła mi przez telefon Aneta, mimo że wszystko wydaje się pasować, jej samej coś nie gra. Tylko mnie nie pytaj co, bo pojęcia nie mam. Akta, jakie wyszukaliśmy, są podobne do tego, co znasz choćby ze sprawy twojej Kasi. Musimy jednak ufać Anecie, ona wie co robi i w tej sprawie jeszcze się nie pomyliła. Niech sprawdzi. Nie możemy popełnić błędu. - Nie możemy. Dlatego tak długo wszyscy się staraliśmy. Musi się udać - powiedział Albert stawiając przed przyjaciółka parujący talerz z jedzeniem. - Czeka nas pewnie długa noc, więc najedz się, a ja zaniosę czekoladę mojemu telemaniakowi . Tamara uśmiechnęła się delikatnie. Domyślała się, że czekolada to tylko wymówka, by mógł przez chwilę pobyć sam i uspokoić myśli, patrząc na rozentuzjazmowanego malca. Tylko przy takim dziecku można uwierzyć, że życie może mieć sens nawet, gdy pozornie się kończy. * * * - Nie twierdzę, że jestem jedyny, inni też cierpią. Pewnie nawet bardziej niż ja, ale nie z tego samego, co ja, powodu- powiedział zaciekle Nataniel, kiedy odzyskał pewność siebie, unikając wzroku Anety. Ton jego głosu zdradzał, że wkraczają na grząski grunt, więc Aneta nie zareagowała na to w żaden sposób. Nie mogła wyprowadzić go z równowagi, bo gdyby do tego doszło, najprawdopodobniej szybko by wyszedł zaprzepaszczając swoją, ale (o czym nie mógł jeszcze wiedzieć) i jej szansę na spokój sumienia. Nie brał pod uwagę, że śmierć Alaniss może być czymś więcej niż sprawką szaleńca, a jeśli nawet o tym myślał, to nigdy na poważnie. - Bardzo się mylisz - stwierdziła spokojnie, odwracając się, by wrócić na miejsce, gdzie siedziała, gdy przyszli. Czuła na plecach ich spojrzenia. Pytanie wypowiedział Marek, który nie mógł powstrzymać narastającej ciekawości i jak widać postanowił się sam ze sobą przeprosić, byle tylko dowiedzieć się więcej. - Co chcesz przez to powiedzieć? Usiadła i patrząc najpierw na jednego, potem drugiego, sięgnęła po teczkę, mówiąc: - Podejdźcie. Kiedy do niej dołączyli, podała każdemu po pliku zdjęć. - Zdjęcie pierwsze. Katarzyna Stulik, zamordowana trzy i pół roku temu, znaleziona w lesie z podciętymi żyłami. Śladów pomocy osób trzecich nie znaleziono. Kiedy odszukał ją mąż, wyglądała jakby spała. Nataniel przypatrzył się zdjęciu, z którego uśmiechała się około trzydziestodwuletnia kobieta o blond lokach. Miała bardzo miłą i pogodną twarz. Wydawała się być szczęśliwa i spełniona. - Kiedy zrobiono to zdjęcie? - szepnął nieświadom, że wypowiedział pytanie na głos, Aneta jednak odpowiedziała na nie spokojnie: - Jej mąż mówi, że na około dwa miesiące przed śmiercią Katarzyna zajmowała się wtedy synkiem i zrezygnowała z pracy, by się temu poświęcić. Poszła je zrobić, żeby dać potem mężowi na urodziny. Nie zdążyła. Nataniel opadł ociężały na skrzynkę i siedział tak przez chwilę, wpatrując się w podobiznę. Czuła, że zaczyna do niego docierać, że gdy spojrzy na następne zdjęcie będzie jeszcze gorzej. - Zdjęcie numer dwa. Agnieszka Zawińska. Znaleziona przez brata w dzień po siedemnastych urodzinach. Stwierdzono celowe przedawkowanie amfetaminy. Udziału osób trzecich nie potwierdzono. Już wcześniej miewała przygody z narkotykami, więc łatwo było założyć, że podczas imprezy urodzinowej stało się coś, co pchnęło ją do tego znowu. Miała pokaleczone dłonie i nogi. Rany zadano tak, że sama nie byłaby sobie tego zrobić. Z tego co wiem, patolog miał wątpliwości kiedy je zadano, nie wzięto ich jednak pod uwagę i szybko zamknięto sprawę. Żaden z mężczyzn nie wydobył najmniejszego nawet dźwięku. Słuchali Anety, ale nie dowierzali własnym uszom. Makabryczne fakty musiały jednak zostać powiedziane. - Zdjęcie numer trzy Magdalena Ostalak. Lat pięćdziesiąt jeden, znaleziona przez syna w pobliżu miejsca zamieszkania. Z raportu patologa wynika, że się powiesiła, jednak to znów najprostsza i niekoniecznie zgodna z prawdą odpowiedź. Aneta zawahała się. Miała świadomość, że rzuca słuchaczy na głęboką wodę. Wiedziała, że nie ma innego wyjścia. Bez porządnego wstrząsu mogliby poddawać w wątpliwość wszystko, o czym mówiła. Nie żeby się tego bała. Każde swoje słowo i przypuszczenie mogła udowodnić, zajęłoby to jednak dużo czasu. - Zdjęcie numer cztery. Ostatnie - Alaniss. W tym przypadku wiecie więcej niż ja. Nataniel rzucił tylko spojrzeniem na zdjęcie i zaraz potem szybko je odwrócił. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Przymknął powieki i dopiero po chwili zadał pytanie: - Skoro ty wiesz, że to wszystko się ze sobą wiąże, dlaczego nikt inny tego nie połączył? - Przyjrzyj im się. Pomiędzy tymi kobietami nie ma żadnego podobieństwa, ginęły w różnych miejscach, w różny sposób. Wydają się być całkowicie przypadkowo dobrane. Sprawy jakich wiele. Ludzie popełniają samobójstwa, a te są od siebie czasowo oddalone na tyle, by zmniejszyć ryzyko powiązania ich ze sobą. - W takim razie dlaczego to nie jest prawdą? Skąd wiesz, że jest inaczej? - Od mordercy - przyznała Aneta. Nataniel i Marek wpatrywali się w nią zszokowani. - To znaczy... zaczął Nataniel - chcesz powiedzieć, że... -... że znam tożsamość faceta, który zabił ci narzeczoną? - dopytała, by nie czekając na odpowiedź dodać - To właśnie miałam na myśli. - I NIC Z TYM NIE ZROBIŁAŚ?!- Marek wstał, a jego oczy zapłonęły gniewem. - Nie wyciągaj pochopnych wniosków, skoro tak niewiele wiesz – wycedziła Aneta. - Radziłabym poczekać, aż skończę. Nataniel odezwał się cicho: - Siadaj i pozwól jej mówić, albo wracaj do samochodu. Aneto, słucham. Zanim podjęła przerwany wątek, poczekała na decyzję Marka. Został, choć jego oczy dalej miotały błyskawice i zdawał się nie rozumieć spokoju przyjaciela. - Zaczynałam pracę dziennikarki, kiedy pewnego dnia spotkałam się na ulicy ze swoim starym przyjacielem z czasów licealnych- Albertem Studlickim. Był kompletnie zdruzgotany. Opowiedział mi o zagadkowej i niezrozumiałej śmierci żony i opieszałości ludzi prowadzących śledztwo. Zaczęłam węszyć, gdzie mogłam. Chciałam pomóc przyjacielowi i myślałam, że przy okazji nabiorę doświadczenia. Pracowałam wtedy w małej, regionalnej gazecie, ale chciałam czegoś więcej. Złapałam kilka przydatnych kontaktów, jednak nie mogłam dowiedzieć się nic konkretnego. Traciłam już nadzieję, kiedy zaczęłam dostawać dziwne maile z podpowiedziami. Były lakoniczne i niejednoznaczne, ale zawsze trafne. Zaczęłam wiązać fakty i wszystko wskazywało na to, że podpowiadał mi człowiek znający takie fakty z tej sprawy, o których nikt mu nie mógł powiedzieć. Wniosek był prosty. Pomagał mi morderca. Długo nie wiedziałam, jakim cudem zorientował się, że prowadzę własne śledztwo. Wydawał się być bardzo pewny siebie, jakby stał ponad prawem i był nietykalny. W przedostatnim mailu wysłał mi rymowankę: „Wszystkie zapłatą złamanej obietnicy. Jedna bez czterech, cztery bez jednej, a każda następstwem przeszłości. Przypadek, za który nie ma odkupienia.” Łatwo zrozumieć z niej tyle, że ofiar jest już lub będzie co najmniej cztery. Nie uznano by tego jednak za żaden dowód. Bo czego i przeciw komu? Szukałam więc dalej. Moje podejrzenia dość szybko padły na znanego na arenie międzynarodowej biznesmena i wszystko stało się jasne. Zrozumiałam dlaczego sprawę morderstwa pominięto. Dotarło do mnie, że jeśli mam rację, również ruszenie tego nie będzie łatwe. Jak udowodnić morderstwo osobie, która mogła mieć w garści większość instytucji? Pewność, że nie mylę się w przypuszczeniach, dał mi ostatnim mailem, który do mnie napisał: „Jeśli się mylisz, zmień kierunek. Gdy podejrzewasz, ufaj przeczuciom.” Od tego dnia szukałam ofiar. Na własną rękę, bo jak mówiłam wam wcześniej, służby zadowalały proste odpowiedzi. Oczywiste. Poza tym wolałam nie mieszać ich w to, skoro wiedziałam, że to może mnie zatrzymać, zanim uda mi się zebrać dowody i ukarać winnego. Aneta zamilkła. Była wdzięczna, że nie przerywali jej pytaniami i wtrąceniami, uważnie słuchając. Dała im dłuższą chwilę na przetrawienie informacji, a sama wstała i zaczęła chodzić po hali. Co jakiś czas zerkała na nich i gdy zauważyła, że dochodzą do siebie, zapytała: - I co, Natanielu? Można mi wierzyć? - Chyba nie mam wyboru – stwierdził cicho zapytany. Wyraźnie był skołowany, ale nie było w tym nic dziwnego. Najważniejsze, że dał się przekonać. Aneta uśmiechnęła się delikatnie. - Czy mogę teraz liczyć na Twoją opowieść? Wyglądało na to, że zbiła go tym pytaniem z tropu. - Moją opowieść? - Chcę usłyszeć, co się stało tamtego dnia. Wszystko, co zapamiętałeś. Nawet nieistotne dla ciebie szczegóły. Dlatego spotykamy się tutaj. Nataniel już miał zareagować, gdy odezwał się Marek: - Chwileczkę. Nie powiedziałaś nam, kto jest za to wszystko odpowiedzialny. Aneta zatrzymała się wpół kroku, znów zmierzyła obu wzrokiem, jakby sprawdzała ich wytrzymałość. - Jana. Nazywa się Olaf Jana.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 09.08.2013r.

1     

Nula007 użytkownik 14 08 2013 (03:31:01)

Błędy poprawiam sukcesywnie, tak jak zapowiedziałam: następnej części nie będzie póki się z nimi nie uporam w poprzednich częściach. Obecnie nad tym właśnie pracuję. Za wszystkie przepraszam. Nie widzę jeszcze wszystkiego co powinnam niestety. Ale się staram :)

Nieudolność policji aż taka. Sytuacja się rozwinie i wszystko się wyjaśni. Postać Olafa jest jedną z głównych, więc oczywiście wystarczy poczekać, żeby się dowiedzieć skąd ona go wytrzasnęła Nie będę psuła zabawy.

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Pozdrawiam :)


civilizacja Redaktor 14 08 2013 (02:34:02)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Pięć. Bo mnie zainteresowałaś i kropka. A z drugiej strony tylko pięć, bo trochę przesadzasz z błędami. Widziałem, że edytowałaś kilka razy pracę po wrzuceniu, ale radzę zrobić to jeszcze w wordzie. Nie oczekuję oczywiście, że w tekście nie znajdę choćby jednego błędu. To chyba niemożliwe przy takiej długości. Ale postaraj się wychwycić jak najwięcej z nich. Te, które dostrzegłem, poprawiłem. Mam nadzieję, że tekst teraz wygląda lepiej ( i tak przy okazji - jedna spacja naprawdę wystarczy!).

Wysnuwasz intrygę i robisz to w sposób godny pochwały. Jest nieźle. Mdły początek części pierwszej zrekompensowałaś trzema następnymi. Dobrze. Bardzo dobrze.
Widać, że słowa, których używasz nie są przypadkowe, a tekst czyta się płynnie. Czasem nieco zgrzytnie jakiś wyraz, ale generalnie jest lepiej niż poprawnie. Więc brawa za styl.
Martwiłem się, że pozostaniesz przy tym początkowym stylu - nieco za dużo rozpaczania i użalania się nad sobą. Któryś z dialogów rzucił mi się w oczy swoją pretensjonalnością. Ale - na szczęście - jest naprawdę o niebo lepiej.

W którymś momencie napisałaś, że "szepnął, nie wierząc, że wypowiedział to na głos" :D to mnie nieco rozbawiło :)
Mam też kilka zastrzeżeń:
1) nieudolność policji może i owszem, ale chyba nie do tego stopnia :D - patolog raczej zwraca uwagę na rany, które mogła zadać osoba trzecia.
2) mam nadzieję, że wyjaśnisz, skąd ona wytrzasnęła tego Olafa
3) "jedna bez czterech, cztery bez jednej" - sugeruje, przynajmniej jak dla mnie, na jeszcze piątą ofiarę

Aha, byłbym zapomniał -
Natanielem Hodonczuki

a on to się nie nazywał (a)sasin :D ?

Ładnie, czekam na więcej,
Pozdrawiam!


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(45): 45 gości i 0 zarejestrowanych: