Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Dawied
Imię: Dawid
Skąd: Ślepa wiara nie wiadomo w co
O sobie: Skończyła się zabawa!
Napisanych prac:
- wiersze: 132
- recenzje: 3
- wywiady: 3
- proza: 81

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 682 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Brązowy" 22.01.2012
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wieczne miasto odc.5" 19.08.2009

Inne prace tego autora:
"Uwierzcie cz.4" 13.04.2009
"Kłamca cz.2" 01.10.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Wieczne miasto odc.7" 30.09.2009
"Wieczne miasto odc.6" 23.08.2009

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Wymyśliłam się

[Opowiadanie 16+]

- Wiesz, jeszcze nigdy tego nie robiłem – wyjąkał, zsuwając spodnie do kostek.
- To nic – uśmiechnęłam się zalotnie i przyciągnęłam go nogami do siebie – pokaże ci – szepnęłam do ucha.
- Jesteś bardzo piękna – przełknął ślinę i nerwowo pocierał swoje nagie ramiona.
- Możesz mi go pokazać – roześmiałam się i rozwarłam uda. Dawid całkiem spąsowiał.
- Myślisz, że… - muzyka za drzwiami głośno grała i niedosłyszałam go.
- Co? – zbliżyłam się znów do niego. Leżenie na biurku ojca wcale nie było przyjemne, chciałam zaliczyć go i wrócić do znajomych. Jego prawiczkowe zachowanie zaczynało mnie irytować.
- Myślisz, że nikt nie wejdzie?
- Dawid ściągaj te stare bokserki, ale już! – zawahał się, ale w końcu szybkim ruchem załatwił sprawę i z głupkowatym wyrazem twarzy, stał przede mną całkiem nagi – no, a teraz połóż się na mnie…
- Tak?
- Tak… pomóż sobie…
Drzwi otwarły się. Wyobraźcie sobie minę mojego ojca. O mały włos palpitacji serca nie dostał. Stanął jak wryty z szeroko otwartymi ustami. Jego wzrok wędrował niespokojnie. Zrobił krok do przodu, ale zawahał się i cofnął. Pokiwał głową z dezaprobatą i trzasnął drzwiami, wychodząc. Dawid był już prawie ubrany i bez słowa wybiegł z pokoju. Po drodze potknął się jeszcze o spodnie, które zsunęły się z niego i uśmiechnął się przepraszająco na pożegnanie.
„American Pie” w moim wykonaniu. Ojciec rozgonił mi gości i w złości rozbił boombox'a chłopaków z drużyny. W całej sytuacji bawił mnie jego gniew. Pasowałam do jego wyobrażeń jak świnia do mercedesa. Gdzie drwa robią tam wióry lecą, a on przecież od śmierci matki ciosał mnie do swoich rozmiarów. Nie dałam się wcisnąć w strój bogatej, posłusznej kozy. O nie!
Biedny Dawid, żal mi go było. Trzeci rok z dziewczyną się widuje i nigdy jeszcze nie uprawiali seksu. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, a on z tą swoją laską jak z purytańskiej historii na dobranoc. Forman w „Locie nad kukułczym gniazdem” najlepiej pokazał co się dzieje z jednostkami takimi jak oni. Może to złe, ale na swój sposób chciałam mu zrobić lobotomię. Przerobić go albo złamać. Naprawdę go lubiłam.
- Zawsze z matką wiedzieliśmy, że nie jesteś normalna – tata pokręcił głową i dodał – dobrze, że nie dożyła takich chwil.
Prostokąt wpisany w koło nie jest normalny, ale jakby koło zamienić na owal?
Ojciec zamknął się w sypialni. Sączył całą noc whisky i pewnie płakał. Często to robił, gdy się wstawił. Rano szofer najpierw jego zawiózł do biura, a później mnie do szkoły na drugą lekcję. Przynajmniej firma nie przysparzała mu zmartwień, więc chętniej w niej spędzał czas. Radziłam mu, żeby sobie kogoś znalazł i żył swoim życiem, a mi dał iść swoją drogą. Starzec wciąż wierzy w stare metody wychowania. Może matka mu przykazała przed śmiercią? W każdym bądź razie poza romansowaniem z sekretarkami nie umawiał się z nikim.
W szkole nie miałam za wielu przyjaciół. Nie pasowałam do towarzystwa. Byłam dobra do robienia imprez, ale za bogata na wypady na piwo. Zbyt napuszona by rozmawiać o sporcie i głupich serialach. Typowa blondynka z bogatej rodziny, na dodatek zarozumiała jedynaczka.
„Próżność - prawdziwy wróg szczęścia.”
Wykaz ocen do wglądu za drobną opłatą. W sytuacji w jakiej jestem... nie ma sensu o nich mówić. Nie miały związku z całą sprawą.
W każdym bądź razie po dziewięciu godzinach czekał na mnie wierny, stary Alfred w moim batmobilu i palił „męskiego” – takie tanie, mocne papierosy. Zadał standardowe pytanie o to, jak mi dzień minął. Standardowo opowiadałam mu przez piętnaście minut o swoich problemach i szkolnych zdarzeniach , które on zawsze komentował krótkim: „Cieszę się panienko”. Mój Alfred był moją pierwszą miłością, niespełnioną, pełną jednostronnej namiętności. To dla niego kupiłam czerwone stringi i kabaretki. To dla niego pierwszy raz pomalowałam usta karminową szminką i to dla niego poszłam do ginekologa po tabletki. Dużo się wtedy nauczyłam. Potrzeba matką wynalazków. Niestety dziewictwo straciłam z chłopakiem z klasy. To dla niego też był pierwszy raz. W ogóle do siebie nie pasowaliśmy i była to straszna mordęga. Dobrze, że tak krótko trwała.
Chyba zawsze byłam jak Tatyana Samojlova w swojej najlepszej roli, ale brakowało mi jedynie Borysa, na którego mogłabym czekać, którego bym zdradzała i kochała wbrew lękowi przed hukiem bomb. Byłam gotowa oddać się i spalić jak ona. Jak ona nie pasowałam do świata, który ktoś sobie wyobraził.
Naprawdę lubiłam Dawida, dlatego, gdy jako jedyny odwiedził mnie popołudniem, ucieszyłam się. Ta jego niezgrabność i urocza naiwność bardziej uzupełniały mnie niż jakiekolwiek inne cechy. Tzw. „dobry człowiek”, „chłopiec z perspektywami”, „duma rodziny” i ja. Jak można mnie nazwać? Sami wymyślicie, gdy już skończę swoją historię.
- Cześć – patrzył na mnie nieprzytomnie – nie mogę zapomnieć o wczorajszym wieczorze.
- No i? – mój ton głosu był naprawdę łagodny.
- Głupio mi. Zwłaszcza przed twoim ojcem.
- Nie ma go.
- Wiem – uśmiechnął się – sprawdziłem.
- Wejdziesz? – zaprosiłam go do środka.
- Nie, chciałem ci tylko powiedzieć, że już wcześniej cię lubiłem, a po wczorajszym…
- Lepiej nie mów czegoś, czego mógłbyś żałować.
- Nie układa mi się z Izabelą i…
- Panna Łęcka nie rozkłada nóg równie chętnie jak ja? – zakpiłam najgorzej jak potrafiłam.
- Nie o to chodzi. Jesteś piękna i strasznie mi się podobasz – jąkał się, a jego powaga i zdenerwowanie godne były jedynie mojego politowania.
Chcesz bym teraz ja biegała wokół ciebie i pełna skowronków powtarzała jak bardzo cię kocham? – milczał – Bo ci się strasznie podobam... pff – uderzyłam go w policzek. Nie mocno, ale wystarczająco, by go poniżyć – a jeślibym zapragnęła grać w filmach porno? - podniósł wzrok na mnie – tak! Chcę tego, zabronisz mi? No dalej głupcze, powiedz coś! Więc milcz, ja będę mówić – naprawdę go lubiłam, skoro miałam skrupuły go zniechęcić i przegnać – Nie pasujemy do siebie! Słyszysz!? – uderzyłam go piąstkami w pierś – Nie chcę poczciwego Lintona, a ty nie jesteś jak Heathcliff. Nie chcę słabego Mistrza, ale obłąkanego Wolanda. Chcę się tarzać u twych stóp i błagać byś na mnie spojrzał. Zniósłbyś to? Nie, nie dasz rady. Czemu nie jesteś jak James Dean…
- Mogę kupić tą pieprzoną czerwoną kurtkę – zacisnął zęby.
- I to nas zbliży? Zaczniemy do siebie pasować?
- Moglibyśmy spróbować – złapał mnie za nadgarstek i przytrzymał.
- Puść mnie – wyszeptałam, a on jak oparzony odstąpił o krok – widzisz – spuściłam głowę i ryknęłam śmiechem – widzisz jaki jesteś żałosny? Nie zmienię się i nie waż się próbować robić to na siłę. Wcale nie muszę być małpką w cyrku! Słyszysz! Głupcze, przeklnij mnie!
- Wolałbym to pokochać, to wszystko, co w tobie inne…
- Melodramatyczny dzieciaku. Nie powinnam z tobą rozmawiać. Nic nie wiesz! Tu nie chodzi o twoją akceptację i miłość. Gdybym mogła cię zmienić, to znaczyłoby, że nie jesteś mnie godzien, a gdy cię nie zmienię będziesz tylko prostokątem wpisanym w koło!
- Co ty mówisz – wyszeptał i cofnął się znów o krok, a ja jak wygłodniałe zwierzę zbliżałam się do niego.
- Nie wiem, ty też nie wiesz i to jedyne, co jest dobre w nas. Niedopasowanie i nieprzystosowanie – wyśmiałam te słowa mu w twarz – to płynie w nas. Iskrzy, pali się i wybucha. Nie widzisz? Naprawdę nie widzisz?
- Nie wiem… proszę cię spotkajmy się jutro – chciał mnie przytulić, ale uderzyłam go mocno w twarz i zwątpił.
- Biegnij, uciekaj jak zbity pies. Tym jesteś! Niczym więcej, rozumiesz? Niczym więcej jak psem do kopania! – nikł już w oddali, a ja krzyczałam coraz głośniej – Nie ma platońskiej kuli! Są tylko prostokąt i koło postawione obok siebie!
Co tu wyjaśniać? Może jestem szalona? Tak, jak mówiła mama… Może po prostu strach mną włada albo mądrość, której nikt jeszcze nie posiadł. Byłam prawdą, ale prawd jest zbyt wiele, by osądzić, czy moja była tą prawdziwą. Dawid biegł, a mi serce krwawiło. Naprawdę go lubiłam.
Pomyślicie przez chwilę, czy jestem buntem. Anarchią. Wrogiem przyjętych norm. Myślcie. Jeszcze kilka sekund. Macie mnie za wariatkę, bo nią byłam. Ba wciąż nią jestem, skoro snuję tę niedorzeczną historię. Widzicie, że jestem bardziej obcym wymysłem, fragmentem czyjegoś pomysłu niż samą sobą. To źle. Świat jest przesycony ideałem indywiduum, ale dla mnie nie było żadnego, które mogłabym jeszcze zająć. Skrawki nierealnych myśli mogłyby tworzyć mój obraz. Byłabym malunkiem w „Upadku domu Usherów”. Tak! To musiało się skończyć śmiercią. Kpię, czy wciskam się w to pieprzone koło, które ktoś tka za oknem. Koło to nie okrąg. To powierzchnia, stąd moja teza; „Żyłam płasko”.
Siedziałam jeszcze długo na progu i płakałam, zastanawiając się, dlaczego czuję się jak piąte koło u wozy, który podtrzymywany jest na wielkiej żółwicy. Kiedyś modliłam się, by mnie ktoś przysposobił do życia, do ludzi, do marzeń, nawet do kwiatów. Nigdy nie czułam bym miała swoją Tarę. „Tara! Dom. Pojadę do domu. I wymyślę sposób, by go odzyskać. Bo przecież... jutro też jest dzień.” Głupia trzpiotka z południa jest mi bliższa niż ja sama.
Monolog zastąpił historię. Szekspir musiał być kobietą.
Ojciec nie przyszedł sprawdzić, czy wciąż oddycham. Nie miałam mu tego za złe. Zresztą podpuchniętych oczu nie da się ukryć. Żal nie był mi potrzebny. Rankiem znów szkoła. Stary Alfred i tym razem nie zawiódł. Dawid się nie pojawił. Cierpiałam, bo w głębi chciałam by przyszedł i wykrzyczał mi, że nie mam racji, że jestem tylko marną gliną, z której zrobi co tylko będzie chciał. Widocznie Bóg nigdy nikogo nie przystosował do empatii. Codziennie znajdywałam powód, by użalać się nad ludźmi wokół. Nie miałam do tego prawa, wiedziałam o tym, ale byli tacy ślepi i martwi. Można i bez grosza przy duszy robić to, co się kocha. Nie wierzę, że musi być rodzina, dzieci i ślub. Nie lepiej zatopić się w bigamistycznej sodomie i trwać chwilę, ale przez tą chwilę błyszczeć jak gwiazda na niebie? Riesman pisał, że jesteśmy zewnątrzsterowni. Kiedyś uważałam, że to głupie, ale teraz widzę, że mógł ten stary pryk mieć rację. On mną posterował, ubrał moje myśli w swój garnitur, a kino? A książka? Jestem ofiarą. Biednym bublem w systemie tworzenia lalek.
Matrix, dobre sobie. Nie potrzeba armii kosmitów, by nami rządzić.
Bardzo chciałam, żeby Dawid miał swoje zdania. Niestety dobór naturalny nie popiera tego. Gdybym umiała go tak sprowokować, by wybuch ten prawdziwy potok życia, o którym wiersze od wieków się tworzy. Tchórz musiał uciec. Chciałam tego popołudnia iść do niego. Przeprosić, a potem znów wyzwać od brudnych kundli. To normalne, całkowicie normalne w filmowym świecie, w książkowym cyberpunku, ale nie tu. Wszędzie, ale nie w tej namiastce czegoś, co określa nasz wzrok i chory mózg. Gdy zamykam oczy nie ma przecież świata. Arche to my.
Gdybym powiedziała, że mamy rok 2150 może ktoś by zaczął myśleć, że jestem ofiarą spisku. Nowym Neo naszej ludzkości.
Minął tydzień. Pusty, zamknięty w moich myślach i kilku barach, gdzie upiłam się i dałam przelecieć. Wszędzie można, nawet w takiej mieścinie jak Wypierdówek na Zamojszczyźnie. Wysłałam Dawidowi sms z tą wiadomością. Uciekłam z lekcji następnego dnia, bo łaskawca-konformista zapragnął się ze mną spotkać. Biedny Alfred pewnie wieczorem się dopiero zorientował, że coś długo nie wracam. Oczywiście mój niedoszły Rick z Casablanki chciał mnie tulić i pocieszać. Jak łatwo przychodziło mu przejście od obrażonego smarkacza do czułego adoratora.
- Poszedłbyś teraz ze mną do łóżka?
- Tak, ale jeżeli nigdy już nie będziesz chciała, uszanuję to. Nie zależy mi na tym.
- Wiesz kto jest moją ukochaną aktorką?
- Kto?
- Gloria Swanson. U Wildera wygląda najpiękniej na świecie.
- Nie wiem…
- Nic nie wiesz. Czym oddychasz, czego potrzebujesz? - milczał speszony – też nie wiesz – zakpiłam.
- Dowiem się! – podniósł głos, zabrzmiał przez chwilę jak prawdziwy mężczyzna.
- Och, Dawid – z trudem powstrzymywałam histeryczny śmiech.
- Nie powinienem się zmieniać, ale mogę grać. Grać dla ciebie – ten pomysł wydał się niegłupi – wszyscy grają, ja też mogę. Będę przy tobie wchodził na scenę i stanę się na chwilę zabawny jak Jaskier, a potem dumny jak Pan Darcy. Co zechcesz...
- Nie, to się nie uda. To nic nie zmienia, w roli można się zatracić, a ja cię lubię za to, jaki jesteś. Zmień się i nie zmieniaj się. To brzmi tak głupio.
- To nic – przytulił się do mnie i dodał – nauczymy się rozmawiać.
- Nauka! – wybuchłam niepohamowanym gniewem – nie chce cię uczyć i ty mnie nie ucz. Moje myśli niech płyną jak potoki, a ty chcesz regulować ich brzeg. Teraz, teraz, a co będzie potem? Będziesz zawracał rzeki? Niszczył skały i tworzył nowe koryta? - uspokoiłam się nieco i wtuliłam się w niego – nie umiem tworzyć związku, kochać i być kochaną – wyszeptałam, a on mocniej mnie przydusił do siebie.
Jego dotyk, jego paniczne próby przypodobania mi się, tak szybko zaczęły mnie złościć i męczyć, że pragnęłam, by jak najszybciej wyszedł. Przyjęłam jego reguły i nie wyrzuciłam go za drzwi jak bezdomnego cygana, ale ileż sił kosztowało mnie ukrywanie gniewu. Głupiec powinien wyjść, zadowolić się kilkoma chwilami i wrócić znów. Niech trwa przy mnie wiatr, ale nie on. Bliższy był mi niż ziemia pod stopami i to było w nim najgorsze.
Wyszedł i pobiegłam za nim. Po co? By powiedzieć, żeby przyszedł znów. Kiedykolwiek.
Samochód wypadł zza zakrętu tak szybko, że nie zdążyłam odskoczyć. Uderzył mnie i wyrzucił do rowu. To dlatego ci panowie pakują mnie do czarnej, plastikowej torby. Nie wiem czemu, ale ona też nie pasuje do mnie. Nie mieli moich rozmiarów.
Syreny wyją. Zawsze wyją. Ktoś pewnie umarł.



        Dedykacja: Gra prozatorska.
Płeć: Kobieta;
Słowo-klucz: nieprzystosowanie;

[Opowiadanie 16+]


Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 31.12.2011r.

1     

Groszek 01 01 2012 (23:09:39)

Użytkownik ocenił pracę na 6


Rozbroiłeś mnie ostrzeżeniem: [Opowiadanie 16+], ale w sumie dobrze, że to napisałeś, przynajmniej dzieci będą wiedzieć, czego mają nie czytać (chociaż pewnie i tak to zrobią).

Było tak subtelnie, swobodnie, frywolnie i ciekawie. Spodobało mi się skomplikowanie charakteru głównej bohaterki. Z jednej strony tworzy sobie opinię panny lekkich obyczajów, która jest chłodna i bezpruderyjna, a jednak w głębi serca czuje o wiele więcej niż można by się po niej spodziewać.
Wszystko było żywe i niezwykle naturalne, czasem nieco wulgarne, ale mimo wszystko - przyjemne dla oka. A wszystko dzięki Twoim pięknym opisom :)
Błędów znalazłam niewiele, ale nie jestem tym faktem zaskoczona, bo to w końcu Ty, Dawidzie.
Oprócz tego odpowiednio nawiązałeś do tematu, więc nie mam zastrzeżeń.

Przy okazji - zaskoczyłeś mnie nawiązaniem do "Wichrowych Wzgórz" i "Dumy i uprzedzenia". Zawsze z uśmiechem przyjmuję fakt, że mężczyźni również to czytają, bo te dwie powieści zaliczam do licznego grona moich ulubionych. No i mam obsesję na punkcie pana Darcy :)

Życzę przejścia do kolejnego etapu!


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 27 gości i 6 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl