warto go przeczytać
Pseudonim: wariatka aki
Jestem obłąkaną artystką, opętaną malarką pogrążoną w swej chorej wyobraźni...
Biegłam ciemnym korytarzem. Nigdzie nie było okien. Ledwie łapałam oddech w obolałe płuca.
Byłam tylko obserwatorką zawieszoną między snem, a jawą. Odcięta od rzeczywistości niewidzialną barierą...
Słowa kapłanki wciąż się powtarzały w moim umyśle. Na ścianach pojawiła się szarość? Było coraz jaśniej, ale źródła światła jeszcze nie widziałam.
A wszędzie tylko obrazy. Zbierałam materiał życia... a może życie z materiału.
Moje szybkie, aczkolwiek coraz wolniejsze kroki odbijały się echem po korytarzu. Tam dalej coś było. Jakaś jasność... Światło w tunelu. Zbliżałam się do wyjścia. Przyspieszyłam jeszcze bardziej.
Wpatrywałam się w każdy obraz, jakby zależało od tego moje życie. Maluję, tak jakby zależała od tego moja śmierć...
Wciąż miałam jej twarz przed oczami. Była taka podobna... podobna do mnie. Włosy, chociaż nie rude lecz czarne, tak samo były skołtunione, przetłuszczone, zaniedbane. Oczy, choć nie złote lecz szare, były tak samo puste, zgaszone.
Miłość tyle rzeczy może stworzyć, co zniszczyć. Ludzie jej potrzebują, żeby się wyżalić, znaleźć pocieszenie, usychać z tęsknoty, mieć w życiu cel...
Usta, chociaż pełniejsze, czerwieńsze od moich, były tak samo zatrzymane w wyrazie tęsknoty, smutku, rozpaczy.
Ja właściwie nie mam celu. Jestem martwa. Martwym jest on nie potrzebny. Przed sobą mają i tak tylko zimną pustkę, chłodną ciszę...Skóra, chociaż nie opalona lecz przeraźliwie blada, była cała brudna, niedomyta. Ubranie, chociaż nie dziwne lecz mroczne i czarne, było tak samo źle dobrane, poplamione.
Powita ich zawsze ta sama gęsta ciemność, zawsze ta sama samotność. Są równaniami nicości pośród równań istnienia.
I biła od niej ta sama rezygnacja.
- Ale ja mam cel! Mam! - krzyknęłam w stronę światła. Zostało jeszcze kilka kroków. Ta jasność mnie oślepiła. Potknęłam się i przewróciłam. Pod dotykiem dłoni czułam coś miękkiego, przyjemnie chłodnego i delikatnie wilgotnego. Trawa.
- A więc ruszaj i żyj. - powiedział jakiś głos nade mną. Podniosłam głowę. Przede mną stał wysoki młodzieniec. Miał lekko rozczochrane, blond włosy i czarne oczy. Z całej jego postaci czuć było pewną szlachetność. Podał mi dłoń i pomógł wstać.
- Kim jesteś? - wymamrotałam i dopiero teraz się zorientowałam, że mój głos jest zachrypnięty, jakbym niczego nie mówiła od bardzo wielu dni. - Bo ja jestem... jestem Eleonora.
- Ja? Nikim. Tylko prostym aniołem. - zamrugałam zaskoczona. Przede mną już nikogo nie było, a w mojej dłoni leżało mało, puszyste, białe piórko. Uśmiechnęłam się nieznacznie i wsadziłam je do kieszeni.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 11.05.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 27 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak