warto go przeczytać
Ostatniego wieczoru znów zbyt dobrze się bawiłem. Dzisiejszy dzień rozpocząłem banalną myślą, że nie pamiętam ostatnich trzech godzin mojej aktywności z dnia poprzedniego. Wiem, że znów zbyt dużo wypiłem - a przecież to kakao wcale nie było takie mocne. Bardzo denerwuje mnie moja przypadłość - napoje bezalkoholowe działają na mnie tak samo jak ich przeciwieństwa - czasem aż boję się wypić zbyt dużo herbaty. A jeśli w ruch pójdzie picolo... lepiej nie myśleć o skutkach, jakie mogłyby nastąpić po jego skonsumowaniu. Kiedyś spróbowałem, i obudziłem się po dwóch dniach na izbie wytrzeźwień. Do dziś stanowię tam swego rodzaju żywą legendę - taki pijak, a bez kropli etanolu we krwi.
Dość powiedzieć, że przez bite pół godziny po przebudzeniu nie rozumiałem ludzkiej mowy. Dopiero po trzech bolesnych próbach skupienia uwagi i szklance coli na klina dotarło do mnie, że to moja sąsiadka skarży się na mojego kota, który ponoć przechodzi na jej podwórko i wypija jej kawę. Trochę czasu zajęło mi przekonanie siebie samego i jej, że moje zwierzęta nie tylko nie piją kawy, ale też akceptują wyłącznie tylko lemoniadę, i to z limonek. Co do kawy zaś, winowajcą okazał się bury dachowiec, który całe dnie spędza na dachu pobliskiego kościoła, i zachciało mu się pić od tych wysokości. Biedne zwierzę nie odróżniało już nawet cappucino od zwykłej wody, a w dodatku wyraźnie mu smakowało, bo od tamtej pory zaczął wypijać ludziom kawę z filiżanek we wszystkich kawiarniach w mieście.
W każdym razie sąsiadka została sama ze swym problemem, bo ów kot stał się swego rodzaju atrakcją turystyczną i reklamą dla wyżej wspomnianych lokali - "nasza kawa jest tak dobra, że nawet zwierzęta nie mogą się im oprzeć!" - głoszą od tego czasu slogany reklamowe rozmaitych kawiarni w mojej mieścinie. Reklama wszak dźwignią handlu, a niektórzy ludzie lubią płacić za to tylko, by zobaczyć, jak jakiś zwierz wypija ich własną kawę. Doprawdy, niektórzy ludzie naprawdę nie mają innych atrakcji.
Ja w każdym razie mam własne problemy ze zwierzętami. Jeśli nie dostaną swojej ulubionej lemoniady, to chomik robi focha i zjada trociny, pies wyje do lodówki, a kot okopuje się w kuchni i strzela do każdego, kto próbuje tam wejść. Raz musiałem wzywać brygadę pancerną, by zapanowała nad sytuacją. Bądź co bądź, mój futrzak jest weteranem wojny w Iraku i ma swoje kontakty - armia amerykańska zapewnia mu stałe wsparcie militarne. Aż boję się czasem myśleć, co by się ze mną stało, gdybym przestał prenumerować jego ulubiony komiks - pewnie zagroziłby mi atakiem nukleranym na mój dom. Typowe. Czarna niewdzięczność za troskliwą opiekę. Co się porobiło z tymi zwierzakami...
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 06.07.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 27 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak