warto go przeczytać
Kocham słowa. Język polski jest bogaty w pięknie brzmiące, szeleszczące i brzmiące niczym chrząszcz ze Szczebrzeszyna i na szynach maszyna szynszyla. Wiem, że bez sensu, jednak tu potwierdza się ogólnie znana na świecie pogłoska, iż nasz rodzimy język jest pełen szeleszczących elementów. Raz, jak byłem za granicą, zdarzyło mi się zgnieść na ulicy torebkę foliową, na co stojący najbliżej mężczyzna zareagował stwierdzeniem: "Jest pięć po pierwszej". Zaskoczony nieco, zgniotłem do reszty źródło nieporozumienia, jednak zanim doleciało do kosza, usłyszałem jeszcze: "Do centrum? To w tamtą stronę".
A tak w ogóle, "żyroskop" to fantastyczne słowo, nie uważacie? Pełno w nim poczucia polskości - nikt nie byłby na tyle inteligentny, żeby wymyślić taki wyraz. Albo "konstantynopolitanka" - też dobre, choć lekko zagraniczne. Jednak prawdziwe mistrzostwo świata to perełki w rodzaju "indywidualizacja", "rozentuzjazmowany", "wyimaginowane" oraz - jakżeby inaczej - "ambiwalentny". Choć niektórym mogą wydać się trudne w wymowie, warto pielęgnować te jakże pięknie brzmiące okazy rodem ze słownika języka polskiego, tak samo jak wartościowym zajęciem jest ćwiczenie języka na trudnych wyrazach czy krótkich wierszykach "nie do wypowiedzenia" w rodzaju królowej Karoliny, która miała koralowe lody Koral - czy coś w ten deseń. Hardkorowcy prychną jednak z pogardą, tak samo jak na okazy w stylu "rozrewolwerowanego rewolwerowca" tudzież "stół bez nóg". Jednak "zakrakomunikaweterynakienakiewiczówny" czy "abrakadabrahokuspokusczarymarykonstantynopolitańczykowianeczkitrzy" jest już całkiem niezłym ćwiczeniem, godnym każdego, kto uważa się za Polaka i czuje, że język jego ojców nie jest mu obcy. Niemniej jednak większość ludzi poddaje się już przy piętnastej sylabie - co za cieniasy.
Sądzę, że każdy powinien szanować i dbać o swój język, zwłaszcza dziś, w dobie szeroko zakrojonej globalizacji (kolejne fajne słowo!), kiedy amerykańskie kreskówki animowane w Korei emituje się jako chińskie bajki dla dzieci. Polskie produkty też coraz częściej okazują się być produkowane w Chinach Ludowych - aż dziwne, że nie eksportują do nas jeszcze chleba. My jednak nie powinniśmy zostawać gorsi i nasz globalny wkład w rozwój świata powinien być zauważalny. Póki co jednak nie jest tak źle - chociażby już teraz wielu brytyjczyków rozpoznaje, gdy ktoś określa czyjąś matkę mianem kobiety o lekkich obyczajach czy też, gdy nazywa rozmówcę tępym, męskim narządem rozrodczym w naszym pięknym, ojczystym języku.
Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 24.07.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(32): 26 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak