warto go przeczytać
"Ech, czar zadów i żyta: napina pupy trud zbioru jarzyn!" - tak zaczyna się paliondrom Stanisława Barańczaka. Co ciekawe, czytany od tyłu - po kilku zabiegach mających na celu zwiększenie czytelności - będzie wyglądał tak: "ny z raju roi, bzdur typu pani - pan ( a tyż i wóda - zraz) chce". Czyż to nie fascynujące? Jak dla mnie - niesamowicie. Czytanie od tyłu jest wspaniałą zabawą, zwłaszcza kiedy trudno zgadnąć, czy aktualnie czyta się od tyłu właśnie, czy jeszcze od przodu.
Ale te niewinne na pozór zlepki dziwnych słów mają swoje własne, mroczne znaczenie. Gdyby analizować dostatecznie długo i mieć pod ręką wystarczającą ilość wspomagaczy w postaci taniego wina, możnaby dojść do fascynujących i niebezpiecznych wniosków. Otóż jest to twór skrajnie seksistowski, rasistowski i w dodatku obraża rolników - naszą siłę napędową polskich wsi! Cóż bowiem znaczy "czar zadów"? Nic innego, jak jawną napaść na feministyczną dumę naszych pięknych pań. Została tu ukazana najbardziej prymitywna strona szowinistycznego, męskiego ego. Obrzydliwość!
Rolnicy też powinni czuć się oburzeni, bo akcja dzieje się przecież na pięknej, polskiej wsi. To nasi biedni chłopi są - obok kobiet - głównym celem napaści przez bezwstydnego autora. Jak można tak kpić z biednych wieśniaków? Chyba że weźmiemy pod uwagę drugą interpretację - jest tu opisana typowa plantacja niewolników, na której pracuje Bogu Ducha winny murzynek Bambo - i oto dobitny przykład rasizmu autora. Co prawda ciężko wyjaśnić, czemu zbiera on płody rolne polskiej ziemi, ale z TAKĄ interpretacją kłócić się nie sposób - każda próba negacji jawnego ataku na mroczną... przepraszam - czarną rasę jest jeszcze większym rasizmem, niż zaprezentowany przez twórcę tego skandalicznego paliondromu, który z każdą minutą interpretacji staje się świetnym dowodem na procesie o rasizm. A wszyscy prawnicy kobiet i czarnych już zacierają ręce z radości, bo oto co się okazuje? Gdy połączyć pierwszy zarzut o seksizm z drugim - o rasizm, wychodzi na to, że najbardziej uciskana jest matka murzynka, który tak naprawdę jest mulatem - to biały rasista zmusił do małżeństwa, a potem do urodzenia dziecka niewinną Afrykankę. Co prawda sam Bambo nie ma nic przeciwko takiemu aktowi rasizmu (którego jest przecież owocem), ale kto by się tam gówniarza słuchał.
Sytuację ojca rodziny mógłby uratować tylko fakt, że jest tak naprawdę gejem. Niestety, tak się składa, że wszyscy faceci w okolicy trzymają się od niego z daleka - być może jest to skutkiem dziwnego zwyczaju, jakim jest uskuteczniana przezeń kąpiel w gnojówce. Na procesie, który natychmiast mu wytoczono, próbował tłumaczyć co prawda, że to dobre na cerę, ale sąd był nieugięty - skazał rolnika na 10 lat więzenia za rasizm wobec żony, zapach i sam wygląd (terapia gnojówką nie podziałała). Wykorzystując nieobecność właściciela ziemskiego, skarb państwa próbował wyeksmitować matkę z dzieckiem i utworzyć przyjazną dla środowiska i robotników rolnych fabrykę mleka w proszku na terenie ziemi skazanego. Jednak dzielna afrykanka powiedziała "pocałujcie mnie w napiętą przez trud zbioru jarzyn pupę" i nie ma wyjścia - fabryka stanie w innym miejscu. Aby jednak mieć z tego jakiś zysk, czarna rodzina wytresowała swe krowy, by dawały sproszkowane mleko, a potem sprzedała spółce państwowej - i wszyscy są zadowoleni. No, może oprócz wrednego, rasistowskiego zboczeńca, ale to w końcu jego wina - mógł przecież dobrowolnie zostać gejem.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 10.07.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 28 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak