warto go przeczytać
Pseudonim: skandalistka
Cała się trzęsę. Twarz wreszcie nie jest taka blada, jest czerwona od płaczu, jest ohydna. Ohydna jak cała reszta mojego ciała. Nienawidzę go. Nienawidzę. Znienawidziłam je, kiedy zaczęło się zmieniać. Powoli stawałam się kobietą – kimś zupełnie obcym. Nie chciałam tego. Brzydziłam się siebie. Brzydzę się. Cóż z tego, że ciągle się odchudzam? Anoreksja? Wszyscy mi to mówią, ale mnie to nie martwi. Nie, nie dlatego zaczęłam się ciąć. Kiedy się z tym zetknęłam, nie mogłam uwierzyć, ze moje koleżanki robią coś takiego. To było obrzydliwe, do czasu. Jak zrobiłam to pierwszy raz, czułam wstręt do siebie. Ja? Dlaczego? Jak ja mogłam zrobić coś takiego?! Tak, ja. Ale to zagłuszało mój psychiczny ból. To było łatwe. W zasięgu ręki. To tak skutecznie zagłuszało głosy w mojej głowie, które ciągle powtarzały jak echo: "jesteś beznadziejna”, "do niczego się nie nadajesz”. Dzięki temu ich nie słyszałam. To było obrzydliwe, ale pomagało. Nie chciałam się zabić, tylko zapomnieć o problemach, które ciągle za mną chodziły – jak cień. Nie słyszeć głosów... Być szczęśliwą... tyko jak?... W końcu ktoś dowiedział się co robię. Nie krzyczał. Płakał, kiedy podwinęłam rękawy. To chyba bolało najbardziej. Bolało mnie, kiedy widziałam jego ból. Przecież nie mogłam go zawieźć! Mijały tygodnie, a moje ręce były czyste. On dawał mi taką siłę, że zapominałam o wszystkim. Zapominałam, że coś takiego istnieje. Jego spokój i pewność siebie udzielał się mnie. Było dobrze. Dobrze. A teraz się trzęsę. Czuję taki wewnętrzny, psychiczny ból. Skręcam się, jestem mokra od potu i łez. On wyjechał, zostawił mnie samą, a ja mam taką wielką ochotę złapać za nożyczki! Boje się z nadzieją, że może to zastąpi mi ostrze. Ale nie zastępuję. A jeśli On zostawił mnie na zawsze? On, który mnie rozumiał! Bo jeśli nie wróci... Przecież nikt nie zauważy... Skoro nikt nic nie zauważył przez tyle miesięcy to czemu zauważyć by miał teraz? Jego nie ma. Tylko ja. Ja i nikt więcej. Pustka. Nienawidzę swojego ciała. Nikt mnie nie sprawdzi. On mnie nie sprawdzi!
Przypominam sobie jego twarz. Jego łzy. I tą ciszę. Tą okropną ciszę. Nie słychać było nic. Nawet ptaki przestały śpiewać, bo nie umiały wyśpiewać jakiejś żałobnej pieśni, która pasowałaby do sytuacji. Więc ucichły. Ale...
Nie mogę. Płakałby. Chce podjąć decyzję... Tylko jak?
Ps. Wybrałam.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 08.02.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 29 gości i 5 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81