warto go przeczytać
Czy ty naprawdę sądzisz, że wystarczy tylko machnięcie pędzlem na białym płótnie i już powstanie obraz?
Puste mieszkanie, niesprzątane zapewne od miesięcy, aż krzyczało z samotności. W kuchni na wyłożonej kafelkami podłodze leżał skrawek papieru. Kiedy dokładnie się mu przyjrzało, widać było zdjęcie prawdopodobnie z czasów, kiedy ktoś jeszcze mieszkał w tym mieszkaniu. Na fotografii znajdował się mężczyzna w żółtym sweterku i przerzuconym przez ramię szalikiem w barwach czerni i brązu. Obok niego stała kobieta uśmiechnięta tak szeroko, że wyglądało tak jakby kąciki ust dochodziły aż do jej uszu. Wyglądała uroczo w lśniących blond włosach sięgających parę centymetrów za ramię i okularami w czarnych oprawkach. Oboje sprawiali wrażenie szczęśliwych.. A teraz gdzie się podziewali?
Osiem miesięcy wcześniej…
Purpurowe słońce zachodziło za horyzont, wprawiając w ogromne zdumienie obserwatora tego zjawiska. Karolina przebierając jak najszybciej na swoich kaczych nóżkach pędziła do restauracji, gdzie czekał na nią Michał. Wiedziała, że jej wygląd nie będzie sprawiał, aż tak oszałamiającego wrażenia jak przed wyjściem z domu. Ale wiedziała, że dla Michała zawsze będzie wyglądać przepięknie.
Jasny neon restauracji oślepiał już z daleka swoją nazwą. Przed wejściem stał jej chłopak, zapatrzony w niebo. Wyglądał niczym anioł w swoich niesfornych kasztanowych lokach i błyszczących błękitnych oczach. Podeszła do niego i stanęła tuż obok jego prawej ręki, w której dzierżył bukiet czerwonych róż. Nawiasem mówiąc jej ulubionych kwiatów.
-Wspaniały widok, nieprawdaż?
-Owszem…
-Wszystko w porządku?- zapytał, wreszcie patrząc w jej oczy.
-Ależ oczywiście tylko… Nieważne. Wchodzimy?
-Najpierw kwiaty- rzekł, wręczając jej do rąk bukiet i przy okazji składając na jej ustach jeden z katalogu jego najbardziej namiętnych pocałunków.
-Dziękuję za kwiaty- odpowiedziała, kiedy wchodzili do restauracji, trzymając się za ręce.
Pół roku wcześniej…
Byli tam oboje. Karolina i Michał. Siedzieli na jednej kanapie obitej czarnym aksamitem. Trzymali się za ręce i od czasu do czasu popijali wino. Ona czuła się przy nim jak stara mężatka, a on wyobrażał sobie, że tak musiał wyglądać ich pierwszy wieczór.
-Myślałeś kiedykolwiek o tym, jakie to uczucie być na granicy śmierci i życia?
-Nie… Odczuwałem jedynie ogromną tęsknotę, kiedy wyjechałaś…
Zamilkli oboje, wtapiając się w dźwięk przejeżdżających samochodów na ulicy.
-A skąd to pytanie?
Nie odpowiedziała. Wypiła tylko nerwowo łyk wina.
-Wszystko w porządku?
To pytanie słyszała każdego dnia od jej powrotu. Drażniło ją to, choć wiedziała, że Michał zadawał to pytanie tylko, dlatego, że martwił się o nią. Czyli tak, jak powinien się martwić chłopak o dziewczynę.
-Kochanie… -zaczął.-Czy aby na pewno nic się nie dzieje? Wydajesz się nieobecna, zamknięta w sobie, mimo, iż stale jesteś przy mnie. Martwię się o ciebie.
-Wiem o tym…- szepnęła.
Wtuliła się w niego i cicho wdychała zapachy. Zapach nocy, Jego zapach, woń spalin i jakiegoś smutku i bezradności, który wisiał nad nimi obojgiem.
Trzy miesiące temu…
Dzisiaj miało być wszystko normalnie, a nie jest nic, absolutnie nic, w normie. Powiedziała mu to, z czym walczyła od kilku miesięcy. Nie chciała mu tego mówić ani teraz ani nigdy. Wiedziała, jaka będzie jego reakcja. Zaczęło się od osłupienia, a przeszło na wściekłość. Najpierw krzyczał na nią, potem zaczął rzucać wszystkimi przedmiotami, które znalazły się w zasięgu jego dłoni. On z niepohamowanym gniewem wyrzucał wszystko, co krył głęboko w sobie. A ona stała skulona w czterech ścianach mieszkania, które jak nigdy dotąd było jej obce i mniej bezpieczne. Chciała uciec od Michała i całego zła, który aż promieniował od niego. Wyładował się na wszystkim, po czym trzaskając za sobą drzwiami, wyszedł z mieszkania, pozostawiając ją samą sobie.
Przez parę godzin płakała. Wszystko nie tak się ułożyło jak miało być. Mieli wziąć ślub za pół roku, mieć dom i psa i gromadkę dzieci. Zamiast tego znikło wszystko, nad czym pracowali przez dziesięć lat ich znajomości. On tak naprawdę zniszczył ich miłość, a ona bezmyślnie myślała, że ją naprawi.
Spakowała się w ciągu kolejnej godziny i zamknęła za sobą drzwi, nie pozostawiając po sobie nic.
Michał wrócił do mieszkania całą dobę później, trzymając w ręce bukiet jej ulubionych kwiatów. Jednak, kiedy wszedł do mieszkania nikogo nie zastał. Czuł w powietrzu jak i w swoim sercu, że odeszła prawdopodobnie na zawsze.
Przez długi czas próbował się do niej dodzwonić z nadzieją, że jednak odbierze. Nigdy nie odebrała.
Spakował się tak jak ona, czując, że dłużej nie wytrzyma w tym mieszkaniu. Wyczuwał jej obecność w każdym procencie składu powietrza, w każdej rzeczy. Wszystko mu ją przypominało. Dywan, na którym razem kiedyś się wygłupiali. Kanapa, na której po raz pierwszy się kochali. Nawet mydło w łazience jakby pochłonęło jej zapach. Opuścił mieszkanie w szaleńczym tempie. Nie zauważając nawet, że zostawił jedyną rzecz, nad którą zawsze oboje wzdychali… Zdjęcie najbardziej cenne w jego życiu...
Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 05.11.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 29 gości i 5 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81