Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 31.12.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 31.10.2011
"Depresyjni - Gość od..." 04.02.2011
"Rubinowe lato cz. 3" 30.09.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Wrzeciono na polu makowym cz. 3

Samotnia ciotki Gabrieli: Dom okazał się być ciekawym, starym budynkiem o barwie świeżej pistacji, dużych, łukowatych oknach i niedużych, przycinających się drzwiach. Za finezyjnym obramowaniem tego minimalnego królestwa piętrzyły się nieduże, lecz widoczne wzniesienia trawiastych zboczy. To po nich biegała cała dziatwa ciotki. Kury, króliki, nawet małe kuropatwy. Okalając to wszystko jednym, wprawnym spojrzeniem, odnosiło się wrażenie, że to tylko zwykłe, prozaiczne gospodarstwo. Dla niej to był raj. Miała wrażenie, że nie kroczy dumnie małą bramką, tylko wielką, porywistą, tiulową bramą. Każdy krok po falujących wzgórzach zwiększał jej siłę wewnętrzną. Zewnętrznej wcale nie było widać. Ot, zwykła, dość pulchna dziewczyna odziana w komplet iście turystyczny. ‘’Tak być powinno’’ – myślała tymczasem jej ciotka. – ‘’Ona i ja – jedność. Gdyby świat był taki, jak go pragniemy, zezwoliłby na lepsze życie, sprawiedliwość i szczęście. A tak nie ma nic.’’ Patrzyła na dziewczynę szeroko rozwartymi oczami i próbowała zgadnąć kim jest. Szukała wymyślnych odpowiedzi, wykazywała niezwykłą żywotność umysłu, dociekliwość. A za nic nie mogła się tego dowiedzieć. Spytać wprost nie wypadało. - Chodź – roześmiała się jak młoda dziewczyna, pociągnęła Marlenę za rękaw i szybko wprowadziła do domu. – Oto moje królestwo. Królestwo było urządzone klasycznie, wręcz minimalistycznie i ze smakiem. Korytarz pachniał tymiankiem. Przyciemnione, długie pomieszczenie w ciemnych barwach, urozmaicone wściekle żółtym, potężnym wieszakiem. Na wieszaku tylko trzy kurtki, koło szafki na buty – sterta tanich, chińskich klapek z tektury. ‘’Przyjemnie’’ – zdecydowała Marlena. - Ściągaj te trapery – zakomenderowała ciotka. Ruszyły szybkim krokiem po schodach, w dół i w dół. Oczom Marleny ukazało się wielkie i niebanalne wnętrze. Zazwyczaj do kuchni wstawiało się błyszczące, najnowsze sprzęty RTV oraz szafki z najdroższych tworzyw. Tymczasem kuchnia Gabrieli Miranowskiej opromieniała klasyką i swobodą. Na środku ogromnego pokoju stał nieduży stół dębowy i trzy krzesła. Po bokach, tuż przy wielkich, kształtnych oknach, wstawiono pokaźny rząd szafek sosnowych oraz jedną z nowszych kuchenek, krytą w pewnych miejscach drewnem, aby uzyskać dobry efekt. Lampa była fioletowa i zwisała finezyjnie ku lodówce, wyróżniając się w kuchni. Od razu wiedziała, że to jest jak dom. - Siadaj. Lubisz grzybową? Ja uwielbiam! Chodzę na grzyby, kiedy tylko pora… A jak zima, to hurtem skupuję pieczarki. Lubisz? - Lubię. To nawet uzależnienie. Ale najbardziej lubię pieczone. Grzybówkę robię rzadko. - O, gotujesz? - Tak, dużo. Ale zazwyczaj potrawy proste. Nie mam czasu i siły. - Rozumiem to. Czasem i ja nie mam. Ale bywają dni, kiedy tęsknota za normalnym obiadem przezwycięża wszystko. No, masz dużą miskę, musisz być głodna. - W upale się nie czuje. Ale tu jest tyle cienia – stwierdziła nieco zdziwiona swoją bezpośredniością Marlena. - Jakże mogłoby być inaczej, skoro kuchnia jest w północnej części domu? Tu słońce zagląda tylko do południa. A potem już tylko miga, miga… - Miga, aż się od świecenia wymiga. - Dokładnie. No, wcinaj. Zupa była taka, jaka być powinna grzybówka. O temperaturze średniej, idealnej dla grzybów, które wydzielały specyficzny zapach, kuszący wręcz. Czuła się jak w lesie. Grzyby pokrojone były wprawnie, zupa doprawiona szczyptą Vegety. Jej wrażliwe podniebienie wyraźnie wyczuwało rydze, podgrzybki i prawdziwki. Nadawały niebywały smak cebulowej bazie. Zjadła natychmiast. Gabriela zerwała się od stołu i jak hiena rzuciła się do piecyka, wydobywać z niego pieczone brokuły zapiekane w serze. - Ostygły nieco, ale i takie są dobre. Szczodrą ręką nalała wiśniowego, zimnego kompotu i zaczęła monolog, podczas, gdy Marlena zajadła pyszności. - Dawno nie miałam gości. Aż się dziwię. Tyle wydarzeń, tyle lat, a ja… wciąż na uboczu. Sama się odsunęłam, to fakt. Ale potem… jakoś żałowałam. Tyle razy chciałam cię poznać, a twoja matka wciąż odmawiała. Wybacz, że tak mówię, w końcu to twoja matka, ale… Marlena pokręciła przecząco głową. - Co? Nie uważasz jej za swoją matkę? Dziewczyna uśmiechnęła się ironicznie i, przeżuwając jadło, pokiwała głową, tym razem twierdząco. - Mam wrażenie, że masz do niej takie samo podejście, co ja przed laty. A to nie jest dobre. My… my kiedyś bardzo się pokłóciłyśmy i dlatego nie mamy ze sobą dobrych kontaktów. Ja prawie jej nie znam… Wiem tylko, że uwielbia stawiać na swoim, jest dość rozpieszczona przez życie… Albo raczej nie odczuwa kopniaków. Jedyny jaki odczuła… Może nie powinnam mówić o twoim ojcu, Marleno… Marlena zrobiła zaskoczona minę i wzrokiem nakazała ciotce mówić. Od zawsze chciała poznać ojca, ale uniemożliwiała jej to zagranica. Nie miała pieniędzy na bilet. - On… On był po prostu szalony. Imprezowicz, bajerowicz, idealnie działający na kobiety… A twoja matka się nabrała. Nie, ona nie była zbyt naiwna. Ma inteligencję. Ale wpadła w jego sieć i zakochała się zbyt mocno. Ambicje, nie ambicje, upadła. Ale powstała tylko połowicznie. Marlena wreszcie przełknęła ostatnie kęsy obiadu. - Połowicznie? Przecież ona nadal zgrywa Primadonnę! - Zgrywa, to dobre określenie. Ja… od czasu tej kłótni mam mieszane uczucia. Zawsze miałam. Nie jestem fanką twojej matki. Ale po części też jej współczuję. Życie modnisi chyba nie jest łatwe, no nie? - O tak – roześmiała się Marlena. – Gdzie są moje buty, te od Prady? – naśladowała. Po chwili ryczały już od śmiechu. *** Łąka była przyjemna. Jaskrawa, zbyt jaskrawa, bowiem biedne oczy, przyzwyczajone do mroku, trochę się buntowały. Ale dziewczyna zamknęła to wszystko jednym ruchem wprawnej ręki. Koniec głupot ciała, dziś coś dla duszy… Rozkoszowała się pięknem natury, wdychała powietrze świeże i chłodne. Chłód wzbijał się w powietrze, wytwarzając niewielkie, ale malownicze obłoczki. Cząstki powietrza i roślin wirowały w przestrzeni. Wszystko stawało się coraz doskonalsze. Przynajmniej tak widziała to Marlena. Miała wrażenie, że trafiła do raju. Raj ten składał się z wielu czynników wytrwale nakładających się na siebie. Oto jej bluzeczka spoczywała w tym raju, to znaczy mieniącej się trawie. Kobieta leżała na kocu, porzuciwszy większą część garderoby, a zostawiwszy sobie tylko skąpy stanik i pokaźne majtki. Wyginała się do słońca w coraz dziwniejszych pozach. Pragnęła opalenizny, dotyku słońca, wreszcie jakiejś bliskości. Uznała, że ten raj, słońce, natura, zapewni jej cząstkę dobra. Poddała się temu bez szemrania. Rozmyślała właśnie i nie usłyszawszy cichych kroków oraz radosnego śmiechu, musiała się spłoszyć widząc nad sobą duży cień, który umiejętnie zasłonił jej ową cząstkę bliskości. Zorientowała się dopiero po dwóch minutach i pierwszym jej działaniem było spojrzenie w górę. Zatonęła w niezapominajkowych tęczówkach i, nie wiedząc o tym, rzuciła mu uśmiech marzycielski. Widząc to, przybysz zaśmiał się w duchu, a dziewczynie rzucił kpiące spojrzenie. Natychmiast zdała sobie sprawę ze swego instynktownego zachowania i, wielce przerażona, zaczęła owijać się kocem jak mumia. - To nic nie zdziała. Widziałem cię już – oznajmił oskarżycielskim tonem. - Czyżby? To czemu podchodzisz tak cicho? – warknęła, wciąż się owijając. Wreszcie postanowiła przestać i po prostu odszukać w trawie bluzkę. - To wcale nie było cicho, panno Gapo. Widzę, że zwariowałaś. - Bądźmy szczerzy. Czy ty masz coś z mózgiem? – rzuciła, śmiejąc się w duchu. - Ja? Ależ skąd. Skąd ci to przyszło do głowy? – udawał zdziwienie. - Tak tylko pytałam – ton przybrała beztroską, umiejętnie skrywając pogardę. Niech sobie pomyśli, że ona go lubi, że mu się podlizuje. Zaraz zwali go z tej góry. - Pytania są potrzebne. Bez nich bylibyśmy głupi, a co dopiero ty. - Cudownie, masz rację – zaśmiała się i rzuciła ponurym tonem – A teraz podaj mi bluzkę. - A gdzie magiczne sformułowanie? - Chcesz w gębę? - To nie było to, czego oczekiwałem. - Mam ci się kłaniać w pas? - To byłoby niezłe – przyznał ze śmiechem. - No, a widzisz. A teraz dawaj tą bluzkę, bo zaraz muszę iść. - A gdzie, jeśli można wiedzieć? - Jak najdalej od ciebie – mruknęła ze wściekłością. *** Dziewiętnasty lipca – Drugi dzień udręki Lubię świat. Dziś zrozumiałam, że przez naturę ukazuje się nam Bóg. Niemal dotykam czegoś dziwnego, ulotnego. Przypomniałam sobie film ‘’Sissi’’ i słowa jej ojca o Bogu, który wyraża się poprzez piękno przyrody. Rzeczywiście. ‘’Kiedy masz jakiś problem, idź przez las z szeroko otwartymi oczami, a zobaczysz Boga’’ Piękne, wzruszające i – jak się okazuje – prawdziwe. A więc od dziś wierzę. Nie lubię tylko tego idioty, którego spotkałam na dworcu. Dziś także miałam z nim nieprzyjemne spotkanie, o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Widział mnie w najbardziej skąpym staniku, jaki posiadam. Prawdę mówiąc, on niewiele zakrywa. Dostałam go dawno temu i postanowiłam dziś założyć. Czułam jak ciepło rozchodzi się po moim skostniałym ciele, daje jakąś nadzieję, niewielką, lecz jednak. Marzyłam o szczęściu, o lepszym życiu. I co? On podszedł i wszystko zepsuł. Zniszczył moją pozorną pogodę ducha. Zniszczył spokój. Czasem się tak zastanawiam, czym wyraża się harmonia ducha? Czy osiągamy ją wtedy, kiedy wszystko idzie po naszej myśli, kiedy mamy spokój od świata? Nie uważam, aby to tak działało. A więc jakie jest rozwiązanie tej zagadki? Zapewne trudne. Kiedy on do mnie podszedł, czułam się jak podłączona do prądu elektrycznego. Kiedy przyszedł, wszystko… najpierw mnie kopnęło, a potem odczułam spokój ducha. I to było takie dziwne… Wiem do czego takie zachowanie może prowadzić, ale dziś uroczyście zapewniam samą siebie, że nigdy nie oddam się miłości, gdyż jest dla skończonych kretynów. Wystarczy spojrzeć na moją matkę. Skończyła okropnie. Lepiej być drugą ciotką Gabrielą, mieć zapewniony byt, życie spokojne. To ważniejsze. Obecnie nasuwa mi się tylko jeden wniosek: Nienawidzę go!



        Dedykacja: Krytykowi tekstu, który zerkał mi w kółko przez ramię podczas pisania na przerwie w szkole, Jackowi z wielkimi podziękowaniami ;D

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 11.12.2010r.

1     

Anima użytkownik 13 12 2010 (19:12:43)

Ach, dziękuję i postaram się nie zawieść ;)

Mozzie Użytkownik wpmt 13 12 2010 (19:07:22)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Jeśli to jest praca pisana na brudno, pisana na przerwie, to od razu mówię, że nie uwierzyłabym, gdybym nie przeczytała tego w dedykacji :) Ta część nie jest tak idealna jak ta, którą ostatnio oceniałam, ale nadal trzymasz poziom. Zdarzyło się kilka drobnych błędów, ale nie będę się nad tym rozwodzić, bo moim zdaniem to nie jest ważne ze względu na ich małą ilość i dużą ilość tekstu.
Na początku jest dobrze, w miarę ciekawie, ale najbardziej mi się podoba moment, w którym dziewczyna spotyka chłopaka z dworca... jest w tym taka magia, dzięki Tobie się rozmarzyłam i mam nadzieję, że to jakoś rozwiniesz.
Trochę mnie niepokoi arogancja i zawadiackość chłopaka, obawiam się, że będzie próbował wykorzystać bohaterkę, jednak ich los jest w Twoich rękach i wierzę, że nie zawiedziesz moich oczekiwań.
Jednocześnie ogromnie się cieszę, że mogę wystawić tak pochlebną i zasłużoną ocenę w Twoje urodziny. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! :) Weny, weny i ochoty do pracy na portalu!


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(56): 56 gości i 0 zarejestrowanych: