Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: PookyFan
Skąd: W życiu mnie nie znajdziecie
O sobie: Chora administracja jest rakiem toczącym WPMT.
Napisanych prac:
- wiersze: 4
- recenzje: 8
- artykuły: 14
- proza: 23

Średnia ocen: 4.5
Użytkownik uzyskał: 200 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Wyimaginowana imaginacja (6..." 20.08.2009
"Imaginacja tu sentencyjna,..." 01.11.2011
"Yandere" 30.12.2011
"Szkolna Inkwizycja: Łowcy..." 22.02.2009
"Szkolna Inkwizycja: Wywiad..." 02.01.2010

Inne prace tego autora:
"Szkolna Inkwizycja: Łowcy..." 04.05.2009
"Nowi, czyli historia prawie..." 07.02.2009
"Brudnopis - "Wyzwanie..." 15.05.2012
"Wyimaginowana imaginacja..." 10.07.2009
"Warhammer 40.000: Herezja w..." 09.10.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

World of Prizon

Działo się to około roku 2150. Coraz większą rzeszę fanów zdobywały gry tzw. "rzeczywiste", gdzie gracz - podłączony do specjalnego kontrolera - znajdował się w wirtualnym świecie, a odnosił wrażenie, jakby wszystko działo się naprawdę. Nie trzeba chyba mówić, jak bardzo te gry stały się popularne. W dodatku dzięki rozwojowi Internetu 3 słowo "lagi" występowało jeno w słownikach archaizmów, a starożytna niemal prędkość łącza mierzona "zaledwie" w gigabajtach wzbudzała wtedy wyłącznie śmiech. Witajcie w raju dla graczy.

Pewnego dnia nastąpiła rewolucja. Producent najlepszej od półtora stulecia gry - Blizzard Entertainment - udostępnił ową produkcję o tytule "World of Warcraft" na wspomniane wyżej konsole rzeczywistości (w wersji takiej jak na początku istnienia tej gry w ogóle, do 60. levelu rozwoju postaci). Euforia, którą przeżyli gracze, była nie do opisania. W końcu ich ulubione MMORPG - w wirtualnej rzeczywistości!
Rozpoczął się szał. Ci, co mieli już wymagane kontrolery, mogli wkrótce po zakupie gry cieszyć się możliwością oglądania świata Warcrafta "na żywo", a nieszczęśliwcy, którzy nie zakupili jeszcze wymaganego sprzętu czynili to czym prędzej, by również móc grać w najlepsze MMO świata z zupełnie innej niż do tej pory perspektywy.
Gdy więc entuzjasta grania wgrał najnowszy hit na konsolę nowej generacji (wspólne dzieło informatyki i neurologii) oraz nałożył na głowę kask neurokomunikacyjny umożliwiający łączność z wirtualnym światem gry, natychmiast po utworzeniu postaci i wejściu do wirtualnej rzeczywistości WoWa przeżywał zachwyt. Grafika ta sama, a nawet lepsza, wszystko widać "oczami", a jednocześnie udostępniono widok starych, niezastąpionych paneli i chat dla graczy z całego swerwera - a to wszystko można było swobodnie ustawiać, włączać i wyłączać. W dodatku ta grywalność, niespotykana w żadnej innej grze w tak ogromnych ilościach... Gra była idealna, nic więc dziwnego, że większość graczy spędzała z nią większość doby. Wkrótce okazało się, że w świecie WoWa można było spotkać więcej graczy, niż w tej samej chwili na całej Ziemi niegrających w ową nowość ludzi razem wziętych. Krótko mówiąc, niedługo po premierze wirtualnego "World of Warcraft" grała weń ponad połowa populacji ludzkiej, a gdy wyszedł pierwszy dodatek (który m.in. dodawał nowy kontynent i możliwość rozwoju postaci do 70. levelu), liczba ta znów podskoczyła.
Jednak po trzech latach od premiery tej gry na nowych konsolach nastąpiła katastrofa. Pewien bardzo uzdolniony haker o pseudonimie Cyberspacemaster zdołał obejść, według Blizzardu niemożliwe do przełamania, zabezpieczenia serwera, wskutek czego przejął nadeń całkowitą kontrolę. Korzystając z możliwości technicznych kontrolerów wirtualnej rzeczywistości, za pomocą jednej, niewinnej komendy wysyłanej teraz z serwera do każdego użytkownika zablokował w konsolach graczy reagowanie na tzw. sygnał wyjścia - polecenia wydawanego w myślach, dzięki któremu można było powrócić do prawdziwego świata. A jako że świat gry zajmował aktywność prawie całego mózgu gracza, ciało znajdowało się jakby w letargu, więc ci, którzy zdecydowali się w którymś momencie wyjść z WoWa, znaleźli się w pułapce bez wyjścia.
Witajcie w więzieniu.


Niestety, nikt z zewnątrz nie wiedział o tym, że wyjście z najlepszej gry świata jest już niemożliwe, więc ochoczo włączali ją, a potem orientowali się, że nie mogą się odłączyć. Sprytny haker wysyłał bowiem złośliwy kod co sekundę tak, by nikt, kto wejdzie, nie mógł opuścić więzienia, jakim stał się teraz serwer. Szaleniec mógł do woli upajać się władzą - wykorzystywał skradzione game masterom uprawnienia głównie do gnębienia graczy, samych gm-ów, zsyłania kataklizmów na świat Warcrafta itd.. Ponadto zażądał oddawania swojej osobie boskiej czci. Bezradni i zrozpaczeni ludzie, elfy, gnomy, orkowie i inne postacie, w jakie wcielili się nieszczęśliwcy, byli zmuszeni do uczestnictwa w jego chorej zabawie.
W takich okolicznościach do serwera podłączył się niejaki Cloe. Pod postacią night elfki hunterki (jakoś nie miał ochoty grać postacią własnej płci) wszedł do świata gry, zachwycił się nim jak każdy na początku, i nagle zamarł. Na jego oczach jakaś dziwna burza zabijała wszystkich graczy wokoło. Co prawda śmierć w WoWie nie miała zbyt wielkiego znaczenia, bo można było się spokojnie odrodzić, jednak - po wykonaniu kolejnych hakerskich sztuczek - sprawiała też prawdziwy ból i cierpienie użytkownikowi. Krzyki wydawane przez ludzi podczas ich wirtualnej agonii były zbyt prawdziwe, więc nowy gracz domyślił się, że dzieje się coś złego. Zdezorientowany Cloe skierował swe spojrzenie na globalny chat, i dopiero z niego dowiedział się o panującym obecnie terrorze.
Wtem spostrzegł, że błyskawice rażą ludzi coraz bliżej niego. Zaczął panicznie uciekać, ale burza rozpętana przez Cyberspacemastera zbliżała się doń nieubłaganie. Nagle Cloe zderzył się z czymś wielkim i twardym. Upadł na ziemię i podniósł głowę, a wtedy ujrzał, że to - przetarł oczy ze zdumienia - nienaturalnej wielkości human mag na 70 levelu z samymi epickimi itemami.
-Wskakuj - rzucił nieznajomy.
-Ale gdzie? - nie zrozumiał Cloe.
Nagle spostrzegł, że pojawił się przed nim portal. Nie pytając o nic, wskoczył w niego, a za nim jego tajemniczy wybawca. Zdążyli w ostatniej chwili - piorun uderzył w miejsce, gdzie jeszcze przed ułamkiem sekundy byli obaj gracze.

-Coś ty za jeden? - spytał oszołomiony Cloe.
Mag ten był bardzo dziwny. Nienaturalnej wielkości, przystojny i ciemnoskóry, z najdroższymi i najrzadszymi szatami, laską magiczną, a na oko również bardzo bogaty w wirtualne pieniądze sprawiał wrażenie, że nie może go tutaj być.
-Jeszcze dwa dni temu byłem właściwie nikim - odparł tajemniczy człowiek. - Jednak po tym, jak rozpętało się to piekło, musieliśmy sobie jakoś radzić. I znaleźliśmy sposób, żeby przetrwać. Wybacz, nie przedstawiłem się. Jestem Morientes, przywódca cheaterów.
"Cheaterzy? Przecież to praktycznie pieśń przeszłości!"- zdumiał się Cloe. "Wirtualne rzeczywistości mają zbyt dobre zabezpieczenia! Jakim cudem..."
-Ano takim, że nie ma zabezpieczeń doskonałych - uśmiechnął się Morientes. Jednak zdumienie wciąż nie opuszczało huntera, więc, westchnąwszy, Morientes zaczął mu tłumaczyć:
-Zabezpieczenia tutaj wcale nie są tak mocne, jak wszyscy przypuszczali. To dlatego ten schizol Cyberspacemaster włamał się i przejął kontrolę nad wszystkim. Ale hakując, nieświadomie zostawił wskazówki, które wprawny spec od zabezpieczeń - jak ja - potrafi zauważyć, odczytać i wykorzystać. Dlatego ustawiłem sobie większy wzrost, siedemdziesiąty level i najlepsze staty świata, w ten sposób również zdobyłem te itemki - wskazał na ekwipunek. - A czytanie w myślach to nic innego jak odczytywanie danych wysyłanych niechcący przez twój mózg podczas myślenia. Domyślnie serwer je ignoruje, jednak po zrobieniu paru sztuczek można przechwycić strumienie danych transmitowanych pomiędzy graczem a serwem, w tym również właśnie te myśli.
-To znaczy, że on... ten szaleniec... też może tak robić?
-W zasadzie tak - odrzekł Morientes - ale raczej nam to nie grozi. Ten system jest zbyt wielki, żeby cokolwiek w nim znaleźć. W tej chwili miliardy ludzi mówi o tym, co zaszło, a gdyby chciał zrobić coś ze wszystkimi, którzy na niego klną, nie miałby kim rządzić. A czemu ja akurat czytam w twoich myślach? No cóż, łatwiej mi odczytać dane, które serwer przetwarza równolegle z moimi, czyli na przykład z pozycją gracza obok mnie. W ten sposób, wysyłając parę komend, mogę dostać się do innych twoich danych i zrobić z tobą praktycznie wszystko, w tym dowiedzieć się, o czym akurat myślisz. - Uśmiechnął się, po czym dodał: - Spójrz na siebie.
Cloe spojrzał i oniemiał. Miał na sobie najlepszą zbroję, jaką hunter może nosić, a obok najpotężniejszego peta, za którego każdy przedstawiciel jego klasy dałby się posiekać. W dodatku ze zdumieniem odkrył, że ma siedemdziesiąty level i maksymalne staty. Spojrzał z podziwem na Morientesa.
-Też tak chcę - szepnął.
-Chodź za mną - uśmiechnął się cheater. - Pora na krótki kurs hakowania.

-Gdzie my właściwie idziemy? - spytał Cloe. Nie uzyskał odpowiedzi. Byli w jakimś pustym budynku w głównym mieście krasnoludów i gnomów - Ironforge. Morientes zdawał się iść prosto na ścianę. Okazało się, że tak naprawdę było, bo w pewnym momencie po prostu przez nią przeszedł.
"No tak, fajnie, ale ja tak nie potrafię" - zezłościł się w myślach Cloe.
-Oczywiście, że potrafisz - odparł niewidoczny zza ściany mag. - Teraz już tak. Chodź.
Po chwili wachania Cloe pokierował swojego elfiego awatara w kierunku, gdzie zniknął cheater. Nie napotkał spodziewanego oporu ściany i również przez nią przeszedł. Znalazł się poza teksturami i zaczął spadać.
- Eeeej, co się dzieje?! - krzyknął zdezorientowany.
- Nie martw się, po prostu włącz fly hacka.
- Jak?! - spytał hunter.
- Wyślij w myślach komendę ".cheat fly hack". Zadziała, uwierz mi.
Co dziwne, Cloe nie usłyszał "kropka", ale... kropkę. Nie potrafił tego opisać, ale stwierdził, że to jedna ze sztuczek mistrza cheaterów i spróbował zrobić to, co mu kazał. I, po kilku nieudanych próbach, zaskoczyło. Udało mu się - latał, i to jeszcze poza teksturami.
-Hej, tu jesteśmy! - krzyknął Morientes. - Podleć no tutaj!
Cloe usłuchał i po chwili znalazł się przy niewielkiej grupie osób. Podobnie jak ich przywódca, sprawiali wrażenie nienaturalnie doskonałych, każdy miał też najlepszy i najrzadszy ekwipunek.
- Czemu się tu spotykamy? - zdziwił się gracz.
- Żeby nikt nas nie znalazł ani nie podsłuchał. Cyberspacemasterowi nie będzie się chciało nas szukać poza teksturami - uśmiechnął się szef tajnego zgromadzenia. - Myślisz, że po co bym cię tu przyprowadzał? To wszystko jest dla bezpieczeństwa. Gdzieś indziej moglibyśmy wpaść w jego ręce.
-No tak, nie pomyślałem o tym - mruknął zawstydzony swym brakiem pomyślunku Cloe. Po chwili zadał pytanie, które nurtowało go od czasu, gdy dowiedział się o istnieniu na tym serwerze ruchu oporu: - Dlaczego mi o tym wszystkim powiedziałeś? Czemu mnie tu zabrałeś? Jestem przecież nowym, nic nie znaczącym graczem!
- Nieprawda - odrzekł Morientes. - Znasz wszystkie kody do każdej gry na zwykłe platformy, na przykład na komputery. Potrafisz przejąć kontrolę nad całym serwerem, zmienić każdemu dowolną statystykę, broń, amunicję i tak dalej. Tylko tą grę traktujesz na serio, bo wydaje ci się taka realna, i sama myśl, by hakować "rzeczywistość" jest dla ciebie nie do przyjęcia. Masz ogromny talent. Takiego właśnie potrzebujemy. Nie myśl, że spotkaliśmy się przypadkowo. Pseudonim Cloe jest znany w środowisku graczy. - Morientes uśmiechnął się szeroko. Cloe dobrze wiedział, że jest to prawda, ale żeby jego własne myśli były tak łatwe do odczytania przez innych...?
- Chcemy cię nauczyć - podjął ponownie mag - jak hakować tą rzeczywistość. Mamy pewien plan, jak się stąd wydostać, ale sami nie jesteśmy w stanie go zrealizować. Potrzebujemy pomocy kogoś takiego jak ty. Potrzebujemy twoich umiejętności, żeby stąd uciec.
Największy cheater świata wahał się jeszcze przez chwilę, ale w końcu odparł:
-Dobra. To od czego zaczniemy?

Mistrz cheaterów z uśmiechem obserwował postępy młodego huntera. Najtrudniejszym zadaniem było pokonać przeświadczenie, że nie można używać tu żadnych kodów, bo to po prostu rzeczywistość i żaden cheat tu nie ma prawa bytu. Kiedy jednak Cloe pokonał tą psychiczną blokadę, coraz lepiej szło mu obchodzenie zabezpieczeń serwera. Potrafił robić już praktycznie wszystko, jeśli chodzi o ingerowanie w statystyki, ekwipunek i pozostałe dane awatarów graczy, umiał również zmieniać otoczenie wokół siebie, a teraz ćwiczył zmianę poważniejszych wartości w bazie danych serwera.
- To mówisz, Morientesie, że nie udało się wam jeszcze pokonać zabezpieczenia przed komendą teleportacji?
- Niestety nie - odrzekł pytany. - Cyberspacemaster zablokował ją, żeby gm-owie nie uciekli.
- Uciekli? Skąd?
- To nie wiesz? Zostali przez niego uwięzieni, chyba gdzieś na Wyspie Gm-ów, żeby nikt ich nie uwolnił.
- Ale skoro odebrał im uprawnienia, to co mogliby mu zrobić?
- Na przykład zrestartować serwer. Przecież oni mają dostęp do niego ze swoich komputerów, a gdyby już go nawet nie mieli, to mogą choćby wyciągnąć wtyczkę do zasilania serwa. I właśnie o to nam chodzi.
- Ale co nam da wyłączenie serwera?
- Ech, tobie to trzeba wszystko tłumaczyć - mruknął Morientes. - Na wszelki wypadek w wypadku nagłego przerwania łącza internetowego, spadku napięcia bądź ręcznego wyłączenia serwera komputer wysyła najpierw sygnał wyjścia do wszystkich użytkowników, by zapobiec szokowi odcięcia mózgów graczy od wirtualnej rzeczywistości gry. Sam chyba rozumiesz, że takie nagłe wyjście z wirtualnej rzeczywistości mogłoby skutkować uszkodzeniem mózgu.
Cloe rozumiał to doskonale, ponieważ interesował się sprzętem i wiedział mnóstwo rzeczy na temat konsol nowych generacji. W milczeniu rozważał plan Morientesa.
- Czyli wystarczy wylogować choćby jednego game mastera, żeby to wszystko się skończyło? Jeśli tak, to nie musimy ich nawet uwalniać.
- Zabezpieczenia są teraz ulepszone przez tego wariata - przypomniał główny cheater. - Prawdopodobieństwo, że nam się uda, jest bliskie zeru. A jeśli znajdziemy się bliżej nich, uzyskamy łatwiejszy dostęp do tych najpilniej zabezpieczanych funkcji serwera. Gm-owie potrafią mnóstwo sztuczek, które mogą nam udostępnić te funkcje. Oni najlepiej znają strukturę systemu, więc prędzej im się uda, niż nam. No ale sami nie mogą nic zrobić, bo Cyberspacemaster uniemożliwił im wszelkie działania, dlatego musimy im pomóc - razem uda się nam stąd wydostać.
- Hmmmm... a nie możemy tam po prostu polecieć?
- To niemożliwe - odrzekł krótko Morientes.
Cloe zamyślił się. Obserwował, jak pozostali cheaterzy szlifowali swoje hakerskie umiejętności. Spostrzegł, że błąd umożliwiający łatwiejsze hakowanie profilu gracza, który jest bliżej, a więc którego dane są przez serwer przetwarzane równolegle, naprawdę działa. Mimo dużych umiejętności, nawet Morientes był w stanie zrobić niewiele na odległość. Cheaterzy umiejętnie wykorzystywali wszelkie bugi, które programiści nieomyślnie zostawili.
-Chyba mam pewien plan - powiedział nagle Cloe.

- Wciąż nie jestem przekonana - mruknęła Smerfetka, jedna z cheaterek, potężna human warriorka.
- To jedyny sposób - przekonywał ją Cloe. Jego plan został przyjęty przez ruch oporu sceptycznie. Nie chodziło tu nawet o sam pomysł, bo wykonanie go było możliwe - cheaterów martwiło raczej to, że szanse były bardzo niewielkie. Cyberspacemaster mógł ich unieszkodliwić jedną komendą, a cała ich nadzieja leżała w tym, że będą tak długo mu je zagłuszać, aż jeden z nich zdoła uwolnić gm-ów.
- Nie mamy innego wyjścia - zawyrokował Morientes. - Plan jest ryzykowny, ale może się udać.
Nastało pełne oczekiwania milczenie. Cała grupa dziesięciu cheaterów obserwowała zza węgła główny rynek Stormwind, gdzie miał się podobno pojawić haker gnębiący serwer. I faktycznie, po kilkunastu minutach zjawił się - potężny human paladin na setnym levelu (szaleńcowi nie wystarczył widocznie limitowany siedemdziesiąty) i najlepszymi itemkami, dodatkowo przezeń podrasowanymi. Wyglądał, jakby był bogiem, tak też się zachowywał - gdy wylądował na rynku, na dzień dobry zabił wszystkich graczy i każdego bota w promieniu kilku metrów. Na szczęście ruch oporu stał nieco od niego oddalony.
- No, to teraz albo nigdy - szepnął Morientes. - Naprzód.
Grupa cheaterów ruszyła w stronę hakera. Tylko Cloe przystanął w pewnej odległości od szaleńca, i zaczął go cheatować. Morientes i reszta mieli odwrócić w tym czasie uwagę przeciwnika.
- Hej, ty! - krzyknął w jego stronę. - Myślisz, że jesteś fajny? Mylisz się, wzywamy cię do walki!
Cyberspacemaster odwrócił się powoli w ich stronę. Cheaterzy wiedzieli, że wykorzysta swą władzę do zniszczenia ich, dlatego szybko zaczęli go zagłuszać. Ogłupiały serwer otrzymywał niepełne komendy od uzurpatora, co szybko zostało przez niego zauważone.
- Aha, więc tak się bawimy - wycedził haker. - Udało wam się obejść część moich zabezpieczeń. No cóż, nic wam to nie da. Przygotujcie się na śmierć!
Nagle skoczył w ich stronę. Tylko refleks ocalił przywódcę grupy przed jego potężnym ciosem. Pozostali cheaterzy robili, co w ich mocy, by ograniczać Cyberspacemastera tak długo, jak to możliwe.
W międzyczasie Cloe robił co mógł, by obejść zabezpieczenia, jakimi obwarował swoje konto złoczyńca. Wciąż szukał jakiejś luki, która umożliwiłaby mu przedostanie się do wyspy gm-ów.
"Gdzie to jest... gdzie to jest...?"
W pewnym momencie udało mu się uzyskać dostęp do czegoś, co mogło mu się przydać:
"Lokalizacja domyślna użytkownika Cyberspacemaster: GMIsland."
Hunterowi szybciej zabiło serce. Teraz wystarczyło tylko znaleźć jakiś sposób na przedostanie się tam. Musiał się śpieszyć - przyjaciele radzili sobie coraz gorzej, a haker już zorientował się, co próbują zrobić. Dlatego Cloe zaczął myśleć szybciej i próbował kolejnych sztuczek hakerskich.
Nagle coś mu nie wyszło. Próbując osiągnąć dostęp do komendy teleportacji, przypadkiem włączył ją dla hakera. Przeciwnik zaczął znikać, i byłby to koniec całej operacji, gdyby nie szaleńcza próba cheatera. Cloe skoczył, złapał uzurpatora za nogę i, korzystając z odkrytej przed chwilą luki, zdołał teleportować się wraz z nim.

Nagle obaj wylądowali na wyspie. Wściekły haker próbował zniszczyć elfa, wyrzucając go z serwera, jednak Cloe był szybszy - wywołał zakłócenia w transmisji pomiędzy serwerem a jego przeciwnikiem i uciekł do wnętrza budynku znajdującego się obok. Zyskał kilka cennych sekund, jakie wróg poświęcił na wyłączenie cheatu. Jednak po chwili już deptał mu po piętach. Hunter uciekał ile sił - włączył speed hacka i nim szaleniec zrobił to samo, udało mu się dotrzeć do gm-ów. Było ich dwunastu, wszyscy siedzieli zamknięci w klatce.
- Szybko! - krzyknął Cloe. - Powiedzcie, co zrobić, żeby was wywaliło z serwa!
Cyberspacemaster był coraz bliżej. Już doganiał buntownika, już wyciągał ku niemu ręce, już wpisywał śmiercionośną komendę...
...kiedy główny game master został wylogowany.

Główny gm otworzył oczy. Przez chwilę leżał w oszołomieniu, a potem przypomniał sobie o wszystkim. Zdjął kask, zerwał się na równe nogi i podszedł do komputera. "Całe szczęście" - pomyślał. "Nie udało mu się zdezaktywować kont technicznych."
Po chwili game master wpisał stosowną komendę i nacisnął enter.
Serwer wyłączał się.

Cloe uskoczył w bok. Haker pałał żądzą zemsty. Był wściekły, że ktoś popsuł mu szyki.
-Zapłacisz mi za to, podły cheaterze! - krzyknął. - Zapłacisz mi za to, że stanąłeś mi na drodze do władzy!
- Nic z tego, kolego - odparł z uśmiechem Cloe. - Twój czas się skończył.
Ostatnie, co zobaczyli wszyscy gracze na serwerze (w tym Cyberspacemaster i Cloe), był napis "Serwer shutdown, logging out". Potem nastała ciemność.

Cloe otworzył oczy. Powoli, bez pośpiechu, zdjął z siebie hełm. Umierał z głodu, a był podłączony zaledwie kilkanaście godzin. Nawet nie próbował sobie wyobrażać, co czuli ci, których więziono od dwóch dni, czyli od początku terroru, który rozpętał na serwerze haker-psychopata.
Włączył telewizor. Usiadł na kanapie, i przegryzając kanapkę, wysłuchał najnowszych wieści. Spiker przedstawiał właśnie wiadomości.
- Śmiały atak hakerski na serwer najpopularniejszej gry wirtualnej rzeczywistości świata został udaremniony...
Dalej jednak Cloe już nie słuchał. Zmęczony niespodziewaną przygodą, zapadł w głęboki sen.



        Dedykacja: Dla firmy Blizzard Entertainment, która stworzyłą najbardziej grywalne MMORPG świata (grałem, więc wiem).

Ocena: 2.5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 28.01.2009r.

1     

Zuanshie 18 02 2010 (22:43:19)

Zaakceptowałam, gdyż praca nie jest tak tragiczna jak doń ocena.

Lilka 17 02 2010 (13:56:21)

Średnia poniżej wymagań - ze względu na porządki odrzucam.

aubrey 28 01 2009 (21:13:36)

Ciekawy pomysł, jednak pojawiła się masa błędów. Wykonanie na 3


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 28 gości i 5 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl