Pseudonim: Mozzie
Imię: Gosia
Skąd: Kraków
O sobie: "If you want a happy ending, that depends, of course, on where you stop your story" ~ Orson Welles
Napisanych prac:
- nowości: 7
- wiersze: 63
- proza: 15

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 401 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Z wynurzeń huśtawki..." 06.10.2011
"Stres" 31.12.2011
"Ukartowana" 17.01.2012
"Wyznania pralkoholika" 08.10.2011
"Rozwiane popołudnie" 18.12.2011

Inne prace tego autora:
"Wyznania pralkoholika" 08.10.2011
"Stres" 31.12.2011
"Wiśnie" 28.04.2012
"Ukartowana" 17.01.2012
"Pięta antylopy, cz. 2" 31.05.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Wiśnie

Pachniało wiśnią. Wszystko wokół było nią przesiąknięte. Trawa, niebo i liście. My też, chociaż tak właściwie nas tam nie było. Tylko dryfowaliśmy między koronami drzew, w dwóch różnych częściach ogrodu. Czułam twój oddech - tak daleki, on również był nasączony zapachem wiśni. Jakbyś zjadł ich całe wiadro, a przecież owoce na drzewach były jeszcze niedojrzałe. Słyszałam twój śmiech, zupełnie jakby w tym wszystkim mogło być coś śmiesznego, a potem z moich oczu poleciała jedna malutka łza. Bo tak cholernie bałam się wtedy do ciebie podejść. Powiedzieć, że ładna pogoda, że nareszcie świeci słońce, że zrobiło się tak zielono, i że jestem potwornie szczęśliwa, że mogę z tobą gadać. I wreszcie zapytać, z czego się tak histerycznie śmiejesz, mimo że twój śmiech wcale nie był histeryczny, ot tak, fajnie byłoby sprowokować cię do przekomarzań i rozmawiać tak godzinami o bzdurach, śmiać się z wcale niezabawnych rzeczy. A ja stałam tam, tworzyłam w swojej głowie, Bóg wie, jakie, scenariusze życia, i nie robiłam absolutnie niczego, aby wcielić je w życie. I gdyby nie to, że szłam przez ten ogród kompletnie zamyślona i całkiem przypadkowo na ciebie wpadłam, nic by się tak nie potoczyło. Byłeś zły i rozumiem, bo ja też byłam. Jak mogłam być taka nieuważna? Ale to były te wiśnie. To wszystko przez nie. Całe nasze życie. - Czujesz to? - zapytałam, kiedy przestaliśmy się już w siebie tak intensywnie wpatrywać, kiedy wyparowało z nas trochę złości i byliśmy w stanie nie myśleć o sobie, tylko i wyłącznie z nienawiścią. - Co? Wiśnie? Trudno ich nie czuć – byłeś trochę zdziwiony, że o to pytam. Rozumiem – to nie jest zwykle pierwsze pytanie, jakie się słyszy od nieznanej dziewczyny. Zawsze powinno się najpierw podać imię, wiek, stan cywilny i miejsce zamieszkania. Ale my tylko staliśmy w ogrodzie, nie rejestrowaliśmy się przecież na żadnym portalu randkowym, bo i po co? Oddychaliśmy wiśnią. - Lubisz tu przychodzić? - spojrzałam ci w oczy i zaraz uciekłam wzrokiem. Głupio mi było zadawać ci takie pytania. Byliśmy sobie zupełnie obcy. - Hmm... chyba tak, chociaż właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Czasem, kiedy nie mam co robić, błąkam się bezsensownie po okolicy i jakoś zawsze ląduję w tym ogrodzie – odparłeś z uśmiechem, a ja znowu nie wiedziałam, gdzie podziać wzrok. - Masz kredki? - spytałam nieśmiało, chociaż to było jedno z najbardziej nietypowych pytań, jakie mogłam zadać. - Mam – to zabawne, ale ta odpowiedź była dla mnie równie absurdalna, co wcześniejsze pytanie i kolejna wypowiedź, płynąca nie z innych, a właśnie z moich ust. - Narysujesz mi wiśnię? - Tak. - Lubię wiśnie. Mają taki cholernie gorzki smak, a są jednocześnie tak piękne. Jest w nich taka gorycz, taki smutek, zupełnie jak we mnie. - I piękno. - Dziękuję. - Masz ładne włosy. Nietypowe jak dla brunetki – z takim delikatnym, wiśniowym odcieniem. - Dziękuję. - Na litość boską! Dziewczyno, przestań już dziękować. Rysował, a ja wpatrywałam się w niego, coraz bardziej zaintrygowana. Zastanawiałam się, z jakiej choinki on się urwał i z jakiej ja się urwałam, że ostatecznie oboje wylądowaliśmy pod wiśnią. - Powiedz mi, skąd miałeś przy sobie kredki? - Wiesz, może wyda ci się to dziwne, ale zawsze noszę je przy sobie, na wypadek, gdyby jakaś miła i ładna dziewczyna poprosiła mnie o to, żebym jej narysował wiśnię. - Często ci się to zdarza? - zapytałam z uśmiechem. - Niezbyt, ale zawsze warto być przygotowanym na taką ewentualność. - A poważnie? - A poważnie, jestem artystą.



        Dedykacja: Paskudom.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 28.04.2012r.

1     

Mariangela użytkownik 29 04 2012 (09:12:47)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Witaj,

Bardzo przyjemnie czytało mi się tę prozę. Styl, jakim ją napisałaś, zagadnienie i przede wszystkim te pachnące wiśnie sprawiły, że chciałabym, aby ta proza stała się długim opowiadaniem, które czytałabym z wielkim zaciekawieniem, czekając na kolejne części. Przekazałaś w swojej pracy tak dużo, że aby wszystko poskładać w jedną logiczną całość, trzeba się długo zastanawiać. Na początku dojdzie się do wniosku, że artyści są dziwni, nie wiadomo z "jakiej choinki urwani". Lecz po dłuższym zamyśleniu okaże się, że są oni nadzwyczaj wyjątkowi, dostrzegają piękno w naturze, która dla ludzi jest dość obojętna. Bardzo zaskoczyło mnie zakończenie. Jest ono bardzo trafne. Podsumowując proza niezmiernie mi się spodobała i z chęcią do niej powrócę.

Pracę oceniam na 6

Pozdrawiam


subtelny demon Użytkownik WPMT 28 04 2012 (21:22:45)

"Zastanawiałam się, z jakiej choinki on się urwał i z jakiej ja się urwałam, że ostatecznie oboje wylądowaliśmy pod wiśnią." - malutkie fejsbukowe serduszko.

Miła, przyjemna miniaturka. Taka w sam raz na dobranoc, wiśnie wprowadzające ciepły, wiosenny romantyzm, główna bohaterka, która jest tak naturalna, że wręcz chciałoby się rzec zwyczajna. Ale to bardzo dobrze! Czasem dobrze przeczytać coś, gdzie główny bohater nie stawia się na piedestale. + za klimat. I tego artystę na końcu - jak dla mnie mogą się już pobierać. Minusik za pytanie o kredki - mogły mu skądś tam wystawać, np. z kieszeni koszuli, żeby to pytanie miało jakąś podstawę, ręce i nogi, tak oderwanie brzmi "jakby się urwało z choinki". Ale generalnie jestem bardzo na tak!


Angelika596 Użytkownik WPMT 28 04 2012 (20:58:14)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Na początku bardzo mi się spodobała melancholijna nuta, zapach wiśni, ten motyw, który stał się osią całego opowiadania. Opowiadania sielankowego, ciepłego, naiwnego wręcz w swojej prostocie i miłosnym rozanieleniu. To było piękne, lekkie, przyjemne, ale też abstrakcyjne. Abstrakcyjne w dialogach, całej sytuacji w ogrodzie, gdzie pachnie wiśnią, mimo że one jeszcze nie dojrzały. Tych dwoje młodych ludzi, natrafiających na siebie i rozmawiających tak swobodnie, jakby się znali od dawna. Dziewczyna mówi dziwnie, on jej dziwnie odpowiada i dziwnie, że to wszystko jakoś się toczy.

Jednak, gdzieś w środku już zaczęło mi być za dużo tych wiśni, zaczęło mnie trochę mdlić z przejedzenia ( to tylko przenośnia ;)) I razić w oczy te "cholerne", w takich opowiadaniach, nie widzę celowości tego typu słów. I zakończenie. Takie racjonalne zdanie "Jestem artystą", jakby wycięte z innego opowiadania, jakby nie pasujące i w ogóle niczego nie zakańcza.

Moje odczucia, co do tego opowiadania plasują się obok +4. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(64): 64 gości i 0 zarejestrowanych: