Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Dawied
Imię: Dawid
Skąd: Ślepa wiara nie wiadomo w co
O sobie: Skończyła się zabawa!
Napisanych prac:
- wiersze: 132
- recenzje: 3
- wywiady: 3
- proza: 81

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 682 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Brązowy" 22.01.2012
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wieczne miasto odc.5" 19.08.2009

Inne prace tego autora:
"40 mln dobrych uczynków cz. 3" 10.03.2010
"Ektoplazma na tropie cz. 9..." 28.02.2012
"Wieczne miasto odc.3" 11.08.2009
"Pamiętnik cz. 1" 30.05.2009
"Uwierzcie cz.8" 17.05.2009

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Wieczne miasto - Prolog

Kieliszek znów zbyt szybko zrobił się pusty, a na takie magiczne zjawiska jest tylko jedno lekarstwo – zamówić kolejny.
- Henk, nalej mi jeszcze.
- Starczy Ci już, od trzech dni pijesz na debet. Dag ja mam cierpliwość i po starej znajomości wiesz, że masz ulgę, ale twój rachunek się kończy, a jutro będziesz chciał coś zjeść, więc daruj już sobie - Gruby szynkarz oparł się o lady i patrząc na zmarnowanego pijaczka dodał - Biznes się nie kręci?
- Już nie ma roboty dla takich jak my – zaśmiał się gorzko i dodał – nikt nie potrzebuje awanturników, złodziei i łowców przygód. To cholerne miasto robi się coraz nudniejsze – Dag podrapał się za sterczącym, niczym u zająca uchem, potem pokokosił jasną czuprynę i wstając dodał – może pora zmienić fach?
- Albo nie czekać na okazję tylko samemu ruszyć się. Świat za murami jest wielki. Nie wielu miało to szczęście co wy – barman zdążył uszczypać w tyłek służkę.
- Pf, tam jest tylko piach i potwory, którymi straszy się dzieci.
W ciasnej izbie, w kącie przy ogniu siedziało trzech wysokich mężczyzn. Nie byli to ludzie, tych, w wiecznym mieście było coraz mniej. Czas ich gatunku się kończył. Odchodzili w niebyt wraz z swoimi katastrofami, upadkami i wojnami. Twarz pokryta suchymi łuskam, a ciało niezdrowo zielone upodobniało te istoty do gadów. Skąd przyszli i dokąd zmierzali nikt nie wiedział. Pewnie jak wszyscy przeżyli i chcieli żyć. Ostra wymiana zdań i podniesiony głos sugerował, że znów któryś kantował w karty. Dag przyglądał się sytuacji z rozbawieniem po cicho licząc na awanturę. W czym jak w czym, ale w dobrej drace czuł się jak ryba w wodzie. Kilka miesięcy wcześniej ratowali wieczne miasto, obalili spisek, nachapali się złota i byli bohaterami. Bardzo szybko o nich zapomniano, a bogactwo jak to zwykle bywa rozpływa się jak mgła o poranku.
- Chłopaki mówiąc o wyciąganiu asa z rękawa nie mówiłem dosłownie. Opanujcie się, ta karta już tu leżała, ja jej nie dotykałem – jeden z Tangów ostro się tłumaczył.
- Może zobaczymy czy nie masz jeszcze jakieś niespodzianki dla nas we flakach?
Dwóch wyciągnęło noże, a ich zacięte miny sugerowały, że nie mają zamiaru jedynie postraszyć oszusta. Stal zalśniła w blasku ognia, a niziutki, Dag Indiana Dagger, marzył by rzucić się do stolika i ferworze walki zapoznać się bliżej z pulchną sakiewką. Z wrodzoną szybkością i sprytem znalazł się w ułamku sekund przy nich. Kanciarz, zerwał się, obalając stolik, ale pech chciał, że zaczepił nogą o blondyna, który jeszcze przed chwilą upijał się przy barze. Bransoletą odbił cios sztyletu i bezczelnie jak na niego przystało rzekł:
- Panowie, ta nora, to kulturalny lokal jest i pan Henk nie życzy sobie burd – znów podrapał się za uchem i dodał – Nie Henk? –jasne zęby zalśniły, a Tangowie jak wryci patrzyli na niego nieco oszołomieni.
- Panowie, ten pan bredzi – Szynkarz schował się pod ladą pełen złych przeczuć.
- Co jest? – zdezorientowany spojrzał na swoich przeciwników i nie co zirytowany podrapał się po głowie
- Jesteś trupem. Nie mówili Ci, że z czarnymi skorpionami się nie zaczyna? – bulgoczący, ostry głos, nie był zbyt życzliwy.
- Mama mówiła, że na pustyni rzeczywiście coś na s” jest i to obrzydliwe może ukąsić, ale myślałem, że mnie straszyła.
- Jaja sobie robisz? Jesteśmy gangiem i nikt nam w tej dzielnicy nie podskakuje.
- Aha, tylko, że ja nie jestem nikt, wiecie – roześmiał się – a ten tam, rozłożony jak długi, też z gangu?
- Nie twoja sprawa.
- Moja, bo jestem ciekaw czy mam sprać na kwaśne jabłko dwóch, trzy trzech osłów – przekrzywił głowę i z ostrym wyrazem twarzy dodał – mam nadzieję, że trzech.
- Ale Ty masz metr pięćdziesiąt – wycedził jeden, a reszta gruchnęła za nim śmiechem.
- Teraz to obraziliście mnie. Nie wiecie, że w tym mieści nikt ze mną nie zadziera? – Dag uniósł głos, był ostro wkurzony.
- A kimże Ty jesteś, karle? – znów banda ryknęła śmiechem.
- Jestem Dag – tym razem wyraźnie brakło mu animuszu i pewności siebie.
- A słyszałem – herszt grupy z udawanym podziwem ukłonił się i rzekł – jesteś tym złodziejaszkiem z bajek dla dzieci. Moje siostrzeńcowi czytałem twoje przygody, sam się nieźle przy nich ubawiłem – i znów rechot poniósł się po izbie.
Dag nie wytrzymał. Jego sztylet zamigotał i nim ktokolwiek zareagował swym chłodem musnął gardło przeciwnika.
- A teraz, nim podetnę ci gardło, zdradź mi swoje imię, żebym wiedział za czyją duszę mam się modlić – Tang przełknął ślinę, a szpiczasty nos Indiany nabrała jeszcze większej surowości.
Nastała krótka nieprzyjemna cisza. Gado-podobne-coś chciało do niego dopaść, ale on tylko na to liczył. Dawno nie czuł już słodkiego zapachu krwi na Vivim – bo tak pieszczotliwie określał swoją broń. No robaczki, chodźcie do mnie” powtarzał sobie w myślach. Jedno cięcie i unik, a potem atak w plecy i niech się dzieje wola Boga. Tangowie stali jednak nie ruchomo jakby czekali na cud. Wiedzieli co robią. Sztylet zapłonął żarem i do niedawna pewny siebie karzeł upuścił broń.
- O cholera – zastanowił się chwilę – to była magia?
- W naszym mieście magia jest zabroniona – zarechotali znów, a ich rozżarzone oczy sugerowały, że mieli wielką ochotę go rozerwać na strzępy – chłopaki, bierzcie go.
Dwie wyrośnięte jaszczurki rzuciły się na bezbronnego Daga. Rozpędzeni nacierali z dwóch stron. Już go mieli, ale on wywinął salto w tył, a rozpędzone cielska nie mogły już wyhamować i gruchnęły w siebie. Otrzepali się, ale sprytny akrobata z rozpędem, niczym Chuch Norris, powalił ich mocnym kopniakiem z pół obrotu. Szef był blady ze złości.
- Co wy wyprawiacie, bierzcie go!!
- Pf... może jeszcze jakieś sztuczki? – rzucił z politowaniem Dag.
Herszt nie wytrzymał. Atakował nożem, ale przeciwnik z gracją wyginał ciało raz na lewo, raz na prawo. Tang był już zdyszany, a drobny Indiana to podskakiwał, to pochylał, unikając najbardziej wymyślnych ciosów. Wskoczył na stolik obok, zawirował nad głową przeciwnika, owinął się wokół belki wisząc na uchu i wylądował za plecami zdziwionego jaszczura. Jego rasa miała naprawdę długie, elastyczne uszy, a Dag umiał zrobić z nich dodatkowy pożytek.
- Tak Dag, daj mu popalić – Henkowi zebrało się na odwagę i wychylił się za baru.
Kopnął go w twarz, a potem wylądował zgrabnie na ciałach pobitych. Założył ręce i gromkim śmiechem pragnął obwieszczać swoje zwycięstwo. Miał trudny charakter. Lubił ryzyko i najlepiej bawił się stawiając własne życie w grze z losem. Nie można zapomnieć o skłonności do kradzieży i mocnych trunków. W mieście uchodził za podrywacza i do tej pory szukało go kilku rogaczy. Choć stał na bakier z prawem, to pewne okoliczności z przeszłości pozwoliły mu spłacić dług wobec państwa. W głębi był porządną istotą.
Jeszcze jeden fikołek i vivi z powrotem znalazł się w jego dłoniach.
- To co, skorpionku, czemu nie kąsasz?
I cisnął sztyletem. Ten musnął twarz przerażonego Tanga i wbił się w ścianę. Dag zrobił poważną minę i dodał:
- Tym razem Ci daruję, ale następnym razem uważaj kogo nazywasz karłem – rzucił z udawanym, moralizatorskim tonem.
Ruszył nonszalanckim krokiem do wyjścia i zgapiwszy się na cień, który mignął w przeciwnym kącie sali, potknął się. Uderzył głową w ścianę i zamroczony padł na podłogę. Cóż, Dag Indiana Dagger nigdy nie narzekał na nadmiar szczęścia i jak widać los lubił z niego drwić.
- No chłopaczku, to teraz wpadłeś. Jak połamię Ci trochę kości, to może się rozciągniesz pokurczu – Jeden z pobitych Tangów podniósł Daga do góry i mocnym ciosem w szczękę odpłacił się za ból głowy.
Dagger upadł i splunął krwią. Poczuł jak ktoś dźwiga go za kurtkę, a podłoga zaczęła się oddalać.
- Zastanów się jeszcze – rzekł, ale po chwili leciał już w kierunku szyby.
Wyleciał na brukowaną uliczkę mocno kalecząc się w szkłach. Drugi raz tego dnia nie miał przy sobie broni i bardzo mu się to nie podobało. Krew leniwie płynęła ze skaleczeń. Nikłe światło z karczmy toczyło bój z wszechogarniającym cieniem nocy. Pijany kogut” z jednej strony sąsiadowała z potężnym zewnętrznym murem, a z drugiej biegł wąski ślepy zaułek. Wejście skierowane było na plac znajdujący się na terasie wykutej w skalnym zboczu doliny. To tam w pogodne dni przekupki rozstawiały stragany z warzywami i owocami.
- Cholera.
- No i wiedzieliśmy, że Cię w takim stanie znajdziemy. Znów będziesz nam wisiał za uratowanie Ci tyłka – z ciemnego zaułka wyłoniły się dwie nieco chłopięce twarze.
- Nie wypłacisz się stary – zadrwił drugi.
- Jak się cieszę, że was widzę – szepnął ironicznie Dag - ale wiecie doskonale sobie radzę – i jednocześnie dostał mocnego kopniaka w brzuch.
- I co, teraz nie jesteś taki wygadany. Nie bój się – uśmiechnął się jeden z gado-podobnych – nie chcemy czekać na straże, więc szybko cię wykończymy. Fik daj jego broń. Ciekawe jak na niego podziała chłód tej stali – złapał Daga za czuprynę i podciągnął głowę obnażając szyję – zginiesz tak ja żyłeś ssaku, na ulicy.
- Grrr – odkaszlnął i wyłonił się z mroku przyjaciel Daga – wybaczcie mi, ale jestem Cluod i skopię wam za chwilę tyłki - z nad głowy wyłonił się ogon pokryty drobnymi łuseczkami.
- A ja Back i mu pomogę – Kolejne metr pięćdziesiąt wyłoniło się z cienia, dźwigając na ramieniu sporych rozmiarów miecz.
- Stary myślałem, że Mortiego wyciągasz tylko na specjalne okazje – Dag chrypnął, wygiął i wywinął z objęć zerkającego na przybyszów Tanga.
- Może, taka okazja się nadarza, a po za tym Mort ma dość już leżenia, chciałby trochę poprzecinać ścięgien. – rzucił melodyjnym, nieco kobiecym głosem, stojąc nie ruchomo.
- I to lubię – Indiana, w iście indiańskim stylu, powalił pięścią niedawnego oprawcę i rzucił się z furią na kolejnego.
Kopniakiem wybił mu viviego z dłoni, a następnie szybkim ciosem, przeciął twarz. Ostatni przerażony uciekł.
- Będziesz miał pamiątkę, a teraz zbierać się stąd.
Tanga nie trzeba było długo przekonywać, wziął drugiego pod ramię i pokuśtykali mamrocząc w kierunku dawnego portu.
- Widzę, że przez te miesiące nie wyszedłeś z wprawy - zażartował Cluod i dodał – wreszcie mamy zlecenie, to gruba sprawa.
- Heh znów wesoła kompania rusza na szlak – Dag skoczył ochoczo, udając fechtunek sztyletem, a Back studząc dłonią jego zapał dodał – Potrzebna nam jest Reina.
- Cholera... – szepnął Dagger i dodał – chodźmy się napić, opowiecie mi co i jak. Rachunek się jeszcze nie skończył.
- Co Ci tak brzęczy?
- Nie mogłem im zostawić sakiewki, ale złoto się przyda na wyprawę.
- Słusznie – zaśmiał się Cloud – bo nasz debat już dawno przewyższył dziurę w budżecie– ryknęli wszyscy śmiechem, gotowi na nową przygodę.
Dag miał przed oczyma Reinę i trząsł portkami.

*

- Jesteście pewni, że ja powinienem z nią porozmawiać?
- Oczywiście, że Ty. To Ciebie kocha i nienawidzi i jeżeli ma mieć jakieś opory to tylko przez Ciebie – wytłumaczył Dagowi po raz setny Cloud.
- Cholera – otrząsnął się, poprawił kołnierz kurtki i z hardą miną zapukał do drzwi niewielkiego domku postawionego obok skalnej groty, w której rozpościerały się kamienice dla biedoty – Raz kozie śmierć. Myślicie, że wyjdę z tego?
- Szczerze, to jest to najtrudniejszy etap naszej podróży, jak przeżyjesz to damy radę, a jak nie, to damy radę bez ciebie – rzekł Back.
- Dzięki, na ciebie zawsze można liczyć.
- Do usług – szepnął Back i wraz z Cluodem odeszli.
Stanęli na wielkim placu przy fontannie, gdzie stał pomnik pierwszego strażnika i milczeli. Cluod wpatrywał się w dwa wielkie księżyce co rusz chowające się za chmurami. Gwiazd jakoś nie było widać, a świerszcze grały wyjątkowo leniwie. Woda tryskała u stóp istoty, która odmieniła prawa tej magicznej krainy. Cluod spojrzał w potężną postać i mrok, który w nieludzki sposób otulał twarz, złowrogo odchrząknął i splunął na niego. Przestępstwo pierwszego stopnia. Wyrok – śmierć.
- Jak myślisz, da mu popalić? – szepnął po chwili Back.
- Mówiła, że nie zrobi mu krzywdy.
- Rein trudno wierzyć.
Tymczasem przestraszony Dag został powitany potwornym kopniakiem w jądra.
- Witaj kochanie – szepnęła gładząc go po głowie Rein – Kiedy to ostatnio się widzieliśmy? Ah pamiętam. To było jak przyłapałam Cię w moim domu, w naszym łóżku z tą lafiryndą Sarą – tym razem dostało mu się w kostkę.
- Rein, skarbie przecież Ci mówiłem, że sama mi do łóżka weszła, broniłem się – Dagger łapczywie łapiąc oddech wyszeptał piskliwym głosem.
- Nawet nie wiesz jaka, to przyjemność ci przywalić. Nic się nie zmieniłeś – podała mu rękę i pomogła wstać.
- Ty za to wyglądasz nad podziw pięknie – wyszeptał już bardziej pewien siebie i nawet próbował dać kobiecie buziaka, ale ta sprytnie się uchyliła.
- To na mnie już nie działa. Miałeś mnie, to wolałeś to osło podobne coś. Nigdy Ci tego nie zapomnę.
- W takim razie, rozumiem, że mogę przynajmniej liczyć na wybaczenie.
- Wiesz, że u kobiet to nic nie znaczy.
- Wiem, ale świadomość wybaczenia koi ból mego serca, który ciąży mi od dnia, kiedy Cię zawiodłem. Jestem draniem, straciłem najwspanialszą kobietę na świecie – rzekł patetycznie, ze łzami w oczach
- Za długo Cię znam, żeby mnie to przekonało – podeszła do niego bliżej i z pewnym rozrzewnieniem musnęła jego policzek – ale masz rację, z tym, że najlepszą.
Zamknęła oczy, a on szczerze zapatrzony w jej urodę delikatnie objął jej wargi swoimi. Dag naprawdę kochał Rein, choć trudno było mu walczyć ze swoją naturą. Ich związek był pokrętny, ale najbardziej szczery jaki w tym parszywie świecie stworzyć mogli. Kłamała, gdy leżąc w łóżku szepnęła:
- Nie myśl sobie nic, dawno nie miała faceta, który by mnie zaspokoił
Ta uwagę nieco podbudowała złodzieja i jeszcze ochoczej, ze świadomością tego kłamstwa, wziął się do roboty. Sąsiedzi od dawna nie słyszeli takich jęków rozkoszy w wykonaniu niskiej, nieco krągłej kobiety.



Ocena: 0
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 11.06.2009r.

1     

Dawied 14 06 2009 (00:09:28)

He he wiem, że w tym miejscu to zmaściłem, poprawie to tylko póki co pomysłu nie miałem:) Dzięki za komentarz

Ilveran 13 06 2009 (21:37:02)

Zdarzyło się kilka literówek, ale sprawnie je usunęłam, nie zawaliły mnie tak bardzo, żeby nie dostrzec wartości tekstu :). Plus za to, że mnie rozśmieszyłeś, a to w moim przypadku naprawdę trudne, bo wymagająca jestem. Dobrze pisane opisy, dialogi też. Jednak mam jedno zastrzeżenie. Uwaga, cytat: "Kanciarz, zerwał się, obalając stolik, ale pech chciał, że zaczepił nogą o blondyna, który jeszcze przed chwilą upijał się przy barze. Bransoletą odbił cios sztyletu i bezczelnie jak na niego przystało rzekł:". Hmm jakby Ci to wyjaśnić. Piszesz, że coś kanciarz, zaraz potem wspominasz o Dagu i nagle, że ktoś coś zrobił. Po głębszym zastanowieniu się dochodzę, ze chodziło Ci o Daga, a nie o kanciarza, ale to nie ułatwia płynnego czytania. To taka jedna uwaga, bo całość podoba mi się bardzo. Lekko, z humorem, teraz pozostaje tylko czekać na dalszą część.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 30 gości i 5 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl