Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Dawied
Imię: Dawid
Skąd: Ślepa wiara nie wiadomo w co
O sobie: Skończyła się zabawa!
Napisanych prac:
- wiersze: 132
- recenzje: 3
- wywiady: 3
- proza: 81

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 682 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Brązowy" 22.01.2012
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wieczne miasto odc.5" 19.08.2009

Inne prace tego autora:
"Kłamca cz. 7" 08.01.2010
"Wieczne miasto odc.6" 23.08.2009
"Ektoplazma na tropie cz. 2" 22.01.2012
"I nie będziesz miał..." 25.12.2010
"Listy " 21.12.2008

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Wieczne miasto odc.7

Już widział jak zanurza się ostrze w skórze potwora, już czuł tryskającą na twarz gorącą krew... Niestety, strażnik powstrzymał go jednym gestem. Podmuch zaistniał gdzieś w jego rozwartej dłoni, z olbrzymią siłą zakotłował się w pomieszczeniu, wzbijając w powietrze tumany kurzu, a biednego Daga, z impetem ciskając pod ścianę.
- Ha ha – zaśmiał się mag – nie masz żadnych szans długouchy. Poddaj się. W otwartej walce pewne są jedynie twoje złamania i krwotoki.
- Nie przestraszysz mnie, dziadku – pryknął, wstał, otrzepując się i podrapał za uchem – znajdę na ciebie sposób.
- Pilnuję tej wieży wiele lat. Zabijałem lepszych od ciebie. Kiedyś dawałem nawet fory złodziejom, żeby jedynie uwolnić się od tego obowiązku. Oh, jak ja wtedy marzyłem, żeby jeszcze raz zakosztować pachnącego ciała Maryi Dolores Konchity Sereny Lucecity Williams. Teraz pewnie pozostały z niej jedynie zmarszczki – strażnik westchnął niezwykle ludzko. Zamyślił się i wydobył z płuc przerażający krzyk uderzający w mury z taką siłą, że tynki pękały. Dag zatkał uszy, zwinął się i padł na kolana – … - nagle wszystko umilkło, a strażnik całkiem spokojnie powiedział – opowiedz mi dowcip, kawał, ale taki, żebym mógł się śmiać z niego cały dzień, albo dłużej, żebym znów poczuł czym jest radość.
- Nie – Dag pokokosił czuprynę – Co to, koncert życzeń? Walcz i nawet nie waż sobie lekceważyć słynnego Daga Indiana” Daggera – zrobił podwójne salto, wylądował z telemarkiem i celując ostrzem Viviego w szpetną twarz strażnika sali dodał – chodź do mnie brzydalu.
- Podobasz mi się nawet Dag – przekręcił głową, mlasnął, splunął i rzekł – ja jestem Serek. Powinieneś znać imię swego zabójcy.
Dag z rozpędem popędził po okręgu sali, trzymając się muru. Nie spuszczał z oczu swego przeciwnika. Reagował na każdy jego gest gotowością do uniku. I stało się. Najpierw prąd powietrza gotowy zmiażdżyć jego głowę ominął sprytnym saltem. Następne zaklęcie zdołał uniknąć nagłą zmianą kierunku. Dobił do szafki i odbijając się z olbrzymią szybkością, zawisł na ułamek sekundy na suficie i robiąc wymach, zdołał odbić się nogami. Z wyciągniętym Vivim, pędził jak strzała prosto na twarz strażnika. Ułamki sekund dzieliły go od zwycięstwa. I byłby szczęśliwy finał, gdyby niezebrane już wcześniej, siły na kolejny atak. Tym razem był on zdecydowani bardziej wyrafinowany i pewniejszy. Mag opluł pędzącego na niego Daga. Nagłe swędzenie rozeszło się po ciele. Upuścił swoją broń i zwijając się huknął w podłogę. Pieczenie było nie do zniesienia, próbował się drapać, rzucał się po podłodze próbując ocierać, ale nic nie pomagało.
- Rein – zawył przeciągle – Niech to się skończy – w konwulsjach zwiedzał każdy centymetr podłogi – zabij mnie! - krzyknął nieco płaczliwie.
Strażnik patrzył na to z powagą, nieruchomo. Podszedł do niego bliżej, z politowaniem rzekł:
- Jesteście nikim, jak w ogóle możecie wierzyć, że jesteście w stanie poskromić magię – stanął nogą na jego brzuchu i dodał – jesteście żałośni – złość za dawne krzywdy kipiała z niego, zagłuszając zdrowy rozsądek. Nawet on nie mógł trzymać emocji na wodzy.
Dag miał jedną wielką zaletę. Był upierdliwy i zawsze był gotowy pochwalić się tą cechą. Złapał strażnika za nogę, mimo bólu i pieczenia skóry na całym ciele. Wykręcił ją błyskawicznie do tego stopnia, że u każdego człowieka kości zaczęły by chrupać. I zwalił na podłogę maga szybkim skokiem. Dosięgnął nadludzkim wysiłkiem Viviego i przystawił go do ust wroga.
- Nawet tobie mogę przybić język do czaszki – wyjąkał i dodał – starczy mi szybkości, wiesz o tym. Zdejmij zaklęcie.
- Coraz bardziej mi się podobasz – szepnął.
Piekielne swędzenie ustało, a ciało Daga po nadludzkim wysiłku odmówił posłuszeństwa. Zjechał z strażnika i ciężko dysząc rozwarł na chwile powieki. Cóż, wrócili do punktu wyjścia, a Indiana widział to coraz ciemniej. Nie miał sił, ani pomysłu na zwycięstwo. W takich chwilach, zwykle rodzą się szalone pomysły, pełne śmiałości i odwagi. Niestety umysł Daga podsunął mu najgłupsze rozwiązanie. Dźwignął się ostatkiem sił, splunął i podrapał za uchem. Mag, jak gdyby nigdy nic, stał nieruchomo wpatrując się z ciekawością w swego przeciwnika.
- Opowiedz mi zabawny kawał, dowcip, który mnie rozśmieszy.
- Kawał opowiedzą Ci diabły w piekle. Długo nie będziesz czekał.
- Pycha chyba przesłania ci cały świat – szepnął mag, gotując się na ruch przeciwnika, lubił takie zabawy.
Dag wyprostował się, zebrał w sobie i przeciągle beknął i pierdnął.
- Gotuj się – rzucił.
- Chłopie, coś ty żarł – strażnik zatkał nos z rozbawieniem i całkiem stracił nadzieję, na poważny pomysł ze strony swego wroga.
Dagger, mając w pamięci jedyne opowiadanie jakie w życiu mu przeczytano, postawił na szali swoją powagę łotrzyka i bohatera. Naprężył się jak struna u starej gitary, przyjął groźną postawę i zaczął wykrzywiać twarz w nienaturalny sposób. Najpierw usta rozszerzył w szeroki uśmiech, szybko zmieniając jego oblicze wybałuszonymi oczyma. Potem, nadludzką siłą woli, podciągnął prawy kącik ust, przekrzywił drugi, nadając całości znamiona złowieszczej asymetrii i spróbował obnażyć kły, przy okazji śliniąc się. Wszystkie mięśnie twarzy, ponaciągane do granic możliwości, wyrażały swoją dezaprobatę siarczystym bólem. Dag jednak nie kończył, dalej rzeźbiąc w swoich rysach. Uszy postawił sztywno na baczność, a wyciągniętym językiem zatoczył okręg pozwalając by grymas rozlał się i znów powstał, ale tym razem odwrotnie. Oczy wykrzywiał, uciekał nimi pod sufit, by za chwilę zanurzyć je pod dolne powieki. Gdy pozwalał jednej z warg opadać i drżeć, jego oczy, jak posłuszne kuleczki, rozchodziły się w zezie. Jakby doprawiając ten makabryczny obraz, trzepotał powiekami zalotnie, prowokująco.
Strażnik, z rozwartymi ustami, przyglądał się tym popisom z niekłamanym zaskoczeniem.
- Co ty robisz? – wybełkotał w końcu.
- … - Dag stracił animusz, przyciągnął swoją twarz do normalnych rysów i rzekł – jak to co?
- No co? - zapytał z rozbawieniem mag.
- Próbuję cię śmiertelnie przerazić złowieszczą miną.
Ryknął śmiechem, że aż sala trzęsła się w posadach, a biedny zawstydzony bohater zaczerwienił się tylko i nie wiedząc co począć, stał jak sierotka na środku sali, z rękami założonymi za plecami.
- Jesteś wielki – wybełkotał strażnik sali, dławiąc się śmiechem – opowiedz mi jeszcze kawał, a obiecuję, pozwolę ci żyć.
Dagger nie wytrzymał. Irytacja i złość sięgnęły zenitu, zagotował wodę w czajniku, a para unosiła się uszami.
- Cisza!! - jego głos nabrał nieciekawej powagi.
- … - mag się uspokoił, zrobił poważną minę i rzekł – teraz pora zagrać na moich zasadach.
- Co, znów będziesz chciał mnie poczęstować swoja magią? Wymyśl coś oryginalnego, bo z takimi tanimi sztuczkami nie masz szans – pod maską ironii i głupiego uśmiechu próbował ukryć zmęczenie.
- Nie. Zagramy w szachy.
- O cholera – szepnął Dag i szukając błyskawicznego wyjścia z opresji rzucił pośpiesznie – najpierw opowiem ci dowcip – i jedynie w myślach dodał – będę tego żałować.
- Opowiadaj – rzekł mag czekając na dalszy rozwój wypadków.
- Jasiu niemowa poszedł do szkoły – zaczął niepewnie – i w szkole na początku szło mu nieźle, ale pod koniec roku miał problemy z przejściem do następnego roku i skryba wezwał ojca – Jana niemowę. Poprosił go, żeby porozmawiał z synem i mu wytłumaczył, że musi nauczyć się liczyć. Ojciec wrócił do domu, sprał syna i pokazał mu, że jak nauczy się i skryba go przepuści na następny poziom, to dostanie od ojca co tylko będzie chciał.
- I co dalej? - zapytał zaciekawiony strażnik sali.
- Jaś się przyłożył i skryba go wziął na drugi poziom – zastanowił się chwilę i wydłużając opowieść dodał – ojciec był dumny, pochwalił syna i kazał mu wybrać co chce dostać. Jaś napisał: trzy różowe kamyczki”. Ojciec znalazł te trzy różowe kamyczki i Jaś niemowa, syna Jana niemowy poszedł na drugi rok edukacji. Sytuacja się powtórzyła.

*

W sali słychać było chrapanie i cichy szept Daga:
- W 12 roku edukacji, sytuacja się powtórzyła i Jaś niemowa znów chciał trzy różowe kamyczki... - urwał, upewnił się, że mag śpi i wstał bezgłośnie.
Spróbował przełknąć ślinę, ale całkiem mu zaschło w gardle. Gadał prawie całą godzinę. Podszedł do szafy, szuflada skrzypnęła, ale nie obudziła strażnika. Wysunął ją i ze zdziwieniem stwierdził, że jest pusta. Trochę doświadczenia w kradzieżach miał, dokładnie ją obejrzał, postukał bardzo ostrożnie, ale nic nie zdradzało żadnej skrytki.
- Kurcze – szepnął – to musi tu być.
Już miał wsunąć szufladę i brać nogi za pas, ale coś go podkusiło, jakiś wewnętrzny głos kazał, to zrobić. Uderzeniem wybił denko szuflady. Wyszło bardzo prosto i okazało się, że wcale nie jest litą deską. Dwie części przyłożone do siebie miały szkic mapy. Trzymając je mocno, zaczął wycofywać się. Do drzwi miał dalej, a z balkonu znów nie było zejścia.
- Chyba nie sądzisz, że pozwolę ci tak po prostu odejść – głos dochodzący zza pleców, zmroził Daga.
- To byłoby zbyt proste – szepnął Indiana i bez zastanowienia rzucił się do balkonu.
Czuł za sobą falę gorąca, która zbliżała się do niego zbyt szybko, by mógł jej uniknąć. Krople potu spływały po czole. W ułamku sekund dotarł do zdobionego wejścia na spory balkon, ale do poręczy nie miał szans dobiec. Energia uderzyła w mur, a silna eksplozja wyrzuciła śmiałka poza mury wysokiej wieży.
- Rein!! - krzyczał, niesiony ciepłym prądem w powietrze.
W sumie działo się wszystko zbyt szybko, by mógł myśleć o śmierci, swoim życiu i innych takich zbędnie głębokich rzeczach. Huknął w dachówkę jakiegoś domu, więźba się ugięła amortyzując upadek, ale nie pękła, a on wraz z gontami zaczął zjeżdżać na dół. Próbował się łapać i nawet udało mu się zaczepić za jakieś łaty, ale pęd z jakim sunął był zbyt duży i nie dawał rady się utrzymać. Pogodzony z losem wypadł za rynnę pewien, że zaraz przetrąci kręgosłup na bruku. Wszystko się zlewało, nie wiele widział, łzy napłynęły do oczu, chroniąc je przed chłostającym powietrzem. Nagle poczuł ciepło w swojej dłoni, potężne szarpnięcie i zawisł. Otworzył oczy, spojrzał w górę i zaśmiał się radośnie:
- Kocham Cię, Rein.
- Ja Ciebie też, ale teraz wiś spokojnie, bo nas nie utrzymam – Rein trzymała się wystającej krokwi.
- Ciekawe kto nas stąd zdejmie – zapytał cynicznie Dag.
Do ziemi jest niedaleko, puszczę cię, a potem mnie złapiesz.
- Może to jeszcze obgadamy?
- Masz mapę?
- O dziwo – nie dowierzając, ujrzał w swojej ręce dwie deski, mocno przyciskane do piersi – Tak.
Słońce niemrawo wschodziło złotem ponad ciemny horyzont nocy.



Ocena: 0
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 30.09.2009r.

1     

Lilka 01 10 2009 (15:43:02)

Po pierwsze, chwała Ci za to, że mam w końcu jakieś opowiadanie do oceny ;) a teraz do rzeczy. Chyba użyłeś raz słowa mag z dużej w środku zdania. Były liczne błędy interpunkcyjne, chyba kilka językowych, ale jako że sama nie znam pisowni, na razie zostawiam. Mógł być jeszcze jeden logiczny, ale nie jestem już pewna, a nawet jeśli był, to naprawdę błahy. Stylowo nie mam się do czego przyczepić, były momenty zabawne, przesycone ironią, no i takie, które mnie zniesmaczyły. Fajnie rozwiązujesz tą sprawę ze sposobem, w jaki Dag zdobył mapę. I dobre, że nie ciągniesz tej historii z Jasiem niemową, bo uśpiłbyś nie tylko strażnika :) ale jest okej. W ogóle świetnie toczysz akcję, nie nudzisz. Choć przyznaję, fragment ze strojeniem min przez Daga wydawał się troszkę przydługi, ale reakcja maga to zminimalizowała. Tutaj też plus dla Ciebie, że potrafisz tak pokierować wydarzeniami, że praktycznie nie można się przyczepić. Były takie fragmenty, które szczególnie mi się podobały. To pewnie przez to, że występowały w nich środki poetyckie. Oceny nie wstawiam, bo waham się między pięć a sześć.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 30 gości i 5 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl