Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Cierpienia Młodego Dawieda" 29.10.2013
"Kukuryku, stary pryku!" 14.03.2012
"Obcy" 20.05.2012
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Ektoplazma na tropie cz. 6" 23.02.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Wieczne miasto odc.2

Monety zabrzęczały w niedużej glinianej miseczce. Nie otwierał oczu, ale mógł śmiało stwierdzić, że to, co wpadło, to co najmniej pięć groszy. Dzień był kiepski, słońce prażyło, a on od trzech godzin nie dostał nic. Tym bardziej ucieszyła go muzyka pieniędzy. Kolacja już była. Może nie będzie to wymarzona, duszona baranina, ale na skrzydła z kurczaków powinno starczyć. Uchylił lekko powieki sprawdzając, czy na pewno nikt się nie zbliża. W tym miesiącu jakieś dzieciaki już sprzątnęły mu sprzed nosa całodzienny utarg. Ta dzisiejsza młodzież, nawet biednego kaleki nie uszanują. Nogi mu ścierpły od wykrzywiania ich w nienaturalne kombinacje, więc szans na szaleńczą pogoń nie było. Musiał być czujny, a jak wiadomo, niemowa wzywać pomocy nie zacznie. Cień zasłonił widok biednemu nędzarzowi. Pewien, że ktoś wrzuci pieniądze, zamknął szczelnie oczy, nie chcąc prowokować darczyńcy swoim udawaniem. Monety znów słodko zabrzęczały, a serce niemowy podniosło się wyżej. To był jednak początek. Raz po raz w misce działy się cuda. Toczyły się, uderzały w siebie, wirowały i wznosiły w subtelnych podskokach, a spracowany i nieco podłamany dzisiejszymi porażkami biedak, radował się jakby stał u bram nieba. Ateiści, punkt dla was. - Jestem bogaty – pomyślał niemowa. - Wstawaj Jasiu – ktoś położył rękę na jego ramieniu i zaczął nim szarpać. - Co jest i skąd ja znam ten głos? – w jego głowie toczyła się bitwa – iść w zaparte czy się zdradzić, bo przecież kto mógłby czegoś ode mnie chcieć? – nie reagował przez chwilę – przecież tyle pieniędzy mi wrzucił, może dostanę więcej – te rozmyślania trwały ułamki sekund, ale Jasiowi zdawały się wiecznością, wrodzona pazerność dawała się znać, a strach przed utratą wszystkiego powodował panikę. Otworzył oczy i pierwsze co mu się rzuciło, to wielkie, znajome uszy. Chwila zastanowienie i blady strach padł na jego duszę. Na czoło wyszedł pot. Doskonale wiedział, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Od razu przeniósł wzrok na pieniądze. Miskę trzymał Dag dziwacznie nią ruszając, co sprawiało wrażenie wrzucania nowych monet. Jasiu naprawdę zapragnął być niewidomy. - O wstałeś, już myślałem, że Cię nie do budzę. Dawno się nie widzieliśmy. - ... – pokręcił głową i pokazując coś na palcach chcąc powiedzieć – Czego kurwa chcesz? - Nie musisz się unosić i po co te przekleństwa. Widzę, że interes nie idzie. - ... – cisza. - Nie pamiętasz już, jak ostatnio świetnie się bawiliśmy, że żeś taki naburmuszony. Wstawaj, postawię Ci jakiś rosół. Pewnie głodny jesteś. - ...- znów kilka ruchów rękami i strojenie dziwnych min, które miały powiedzieć – jasne, bo ja głupi jestem. Czego chcesz przybłędo? – a po chwili – najlepiej zostaw mnie w spokoju. - Jasiu, przecież wiesz, że nigdy przyjaciół w potrzebie nie zostawiam. Opłaci Ci się ten rosół. Pamiętasz jak ostatnio było? – Dag, poklepał pochwale Jasia po ramieniu. Niemowa pamiętał doskonale. Obiecywali wraz z tym długoogoniastym potworem złote góry za stosunek z jedną dziewczyną, a potem życie w luksusie. Co dostał? Oczywiście seks ze spasionym monstrum, któremu jechało z gęby i setkę batów za wykorzystanie córki męża siostry szwagra jakiegoś strażnika. Pieniądze dostał, trzy srebrne monety zaliczki, które wykorzystał na okłady na dupę i plecy. Doskonale pamiętał jak było ostatnio i gdyby, nie to, że mówić nie mógł pewnie by ostro potraktował Daga, a tak po prostu zacisnął dłoń w pięść i przywalił mu prosto między oczy. Niestety Indiana miała bardzo twardy nos i biedny niemowa był niepocieszony, że mu go nie złamał. - Odbiło Ci kaleko pieprzona? – Długouchy chwycił się za nos. Jasiu podniósł miskę oraz rozsypane pieniądze i śmiało, z zamiarem udawania pod innym targiem, ruszył przed siebie. Zdrętwiałe nogi bolały, więc początkowo dość komicznie jego chód wyglądał, a co gorsze, sprawiał spory ból. - Ej, może to ciebie przekona – miał się już nie odwracać, ale wrodzona ciekawość była silniejsza. - ...- w ręku Daga widniała złota moneta. Płonęła szlachetnie w jasnym słońcu, mieniąc się blaskiem najwspanialszym. Kaleka odwróciła się i ruszyła przed siebie. Dager, stracił na chwilę pewność siebie i zwątpił w pazerność rozmówcy. Nie trwało to jednak długo, bo niemowa odwrócił się i ze wzrokiem pełnym pożądania ruszył z powrotem. - To co mam zrobić? – pokazał na rękach. * Nie spodziewali się, że wieża będzie aż tak wysoka. Dom sam w sobie był kurduplowaty, ale nad nim górowała, nietypowa dla przyjętego w dzielnicy stylu, olbrzymia, stercząca, jakby to powiedział Dag, jak drąg, baszta. Plan był cholernie prze kombinowany i pewne było już na starcie, że się nie uda, tym bardziej, gdy najwyższe piętro nabrało całkiem nowego znaczenia. Dag z Jasiem, po drodze na miejsce, jeszcze dość mocno się wstawili. Czasami gwiazdy świecą tak pięknie. Noc wtedy jest jasna, jak dzień, a jej mrok potrafi ukoić schorowaną duszę. Czasami. Gdy człowiek, chce zrobić włam nocą, gwiazdy mu są całkowicie niepotrzebne. Ta noc była bardzo jasna i Back cieszył się z tego jak cholera. Nie przeciągając przejdźmy do konkretów. Rein wraz z osłaniającym Cluodem czekali na dachu niedalekiego opuszczonego budynku. Właściciel zmarł kilka dni wcześniej potykając się o wystającą kostkę brukową. Pech chciał, że kości czaszki wbiły mu się w nieodpowiedni fragment mózgu. Nawet nie cierpiał. Dag i Back mieli posłać Jasia na rzeź, a potem odwracać skutecznie uwagę. Ostatni etap planu jeszcze nie był gotowy. W sumie to tylko Rein chciała pomagać kalece. Dag podszedł do niemowy i powiedział, trzymając rękę na jego ramieniu. - Wiem, że różnie to bywało, ale tym razem, raz, że zarobisz, a dwa będziesz z nami do końca w tej przygodzie – a w myślach dodał – będę o Tobie myślał raz na tydzień, obiecuję – i na głos, nieco sepleniąc, dodał – gdybyś wpadł w jakieś kłopoty, weź tą kartkę i pokaż ją strażnikom. To pomoc od naszego zleceniodawcy. Może uratować twoją skórę, więc nie zapomnij o niej. – Jasiu miał tą kolejną zaletę, że nie umiał czytać. Daga strasznie to wszystko śmieszyło. Wszystko oczywiście przez pazerność. Złoto jest świetne, jeżeli potrzeba takich głupców jak Jaś. Poświecisz takiemu przed nosem i zrobi co chcesz, a jak wymagasz czegoś, tak na oko prostego, to nawet sprawisz mu radość łatwością zarobienia. - Wiesz co masz robić? – zapytał po raz kolejny Back, znów żałując, że muszą polegać na takim głupku. - ... – kiwnięcie głową - Dobra, powtórzę to po raz trzynasty, a jak tym razem nie złapiesz kasa idzie do zwrotu – ileż można razy się powtarzać – Wchodzisz po tej linie, znajdujesz w dolnej szufladzie biurka starą mapę, zrzucasz ją przez okno i schodzisz w dół. Jakby coś się działo, pokazujesz strażnikom tą kartkę. Niby brudny interes, ale prosty zysk, a teraz na górę. Wiedział niemowa, że to wszystko na pewno nie będzie tak kolorowo, dlatego w swej naiwności, szykował się na zasadzkę. Po pierwsze, chciał jakby coś się działo, w pierwszej kolejności ich wsypać. Między czasie, nie miał wcale zamiaru, tak po prostu wchodzić, a po trzecie miał ochotę na Rein i przyrzekł sobie, że jak z tego wyjdzie, to na pewno zobaczy jakie ma stopy. Marzył o nich i pożądał ich. Na pewno duży palec, będzie miał równy paznokieć i jednego drobnego włoska u swojej podstawy. Nie będzie wcale duży, ale delikatny, idealny do składania pocałunków. Po linie szedł długo, Dag zrobiłby to dwa razy dłużej, ale niektórzy naiwni myśleli, że stają na najwyższym piętrze nad podziw szybko. - Jasiu, bądź sobą czyli idiotą, a uda nam się – szepnął Dag prosząc Bogów o pomoc.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 20.07.2009r.

1     

MissiaBella Użytkownik wpmt 29 04 2011 (08:18:01)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Da się czytać, i tyle.

Lilka Użytkownik 20 07 2009 (21:48:52)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Świetnie zarysowałeś postać Jasia ;] nie wiem za bardzo, co napisać, żeby się za bardzo po Marice nie powtarzać ;p podoba mi się zakończenie. ach, za krotko dla mnie. ;] nie mogłam się oderwać. Tylko czekać na dalsze części. 6. :pp

Ilveran Redaktor 20 07 2009 (02:10:50)

No i jakoś wykrzesałam z siebie trochę sił, by odcinek przeczytać, a to, że jest jaki jest, jeszcze wpłynęło na to, że strzelę Ci komentarzem ;P Dlaczego? Bo piszesz tak lekko, naturalnie i tak przyjemnie mi się to czyta, że nie sposób się męczyć. Powiem więcej, dprężyłam się. Czytałam z uśmiechem na ustach, a palec u nogi Rein całkowicie mnie rozwalił. I błędów nie widziałam, to się chwali. No nieźle, nieźle Ci to idzie, pozostaje tylko czekać na następne odcinki.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(38): 38 gości i 0 zarejestrowanych: