warto go przeczytać
Pseudonim: anyway
- Boję się.
- Nie chcę, żebyś się bała.
- Więc przepędź ten strach.
- Pocałunkiem?
- Będziesz żałował.
- Chcę żałować.
- Umrę. To nieuniknione.
- Nie martw się. Szybko do ciebie dołączę.
- Ani mi się waż!
- Dlaczego? Nie chcesz mnie...?
- Chcę żebyś znalazł szczęście.
- Bez ciebie?
- Beze mnie. Ja będę szczęśliwa, widząc twój uśmiech.
- Jesteś jedynym uśmiechem w moim życiu.
- Więc znajdź inne.
- Tylko ten mi się podoba.
- Chcę żebyś znalazł nową miłość.
- Więc zakocham się w tobie znowu.
- A ja znowu zachoruję. I znowu cię skrzywdzę.
- Warto cierpieć, by móc trzymać cię za rękę.
- Ale ona jest słaba. Umierająca. Nie może odwzajemnić uścisku.
- Samo to, że oplatasz moją dłoń palcami napełnia mnie szczęściem.
- Boli coraz bardziej.
- Chciałbym wyrwać z ciebie ten ból. Przyjąłbym go z rozkoszą.
- Cierpiałbyś.
- Widząc twoją mękę, cierpię jeszcze bardziej.
- Nie chcę tego.
- Więc wyzdrowiej.
- Nie potrafię.
- Uwierz.
- Dla ciebie?
- Dla mnie.
- Mogę cię pocałować?
- Każdy mój pocałunek będzie cię bolał, kiedy umrę.
- Smak twoich ust jest jednym z niewielu czynników, podtrzymujących mnie przy życiu.
- Dlatego powinieneś wziąć odwyk.
- Odwyk?
- Kiedy zabraknie moich ust, będzie cię ciągnęło. Jak do papierosów.
- Nie zabraknie. Nie odejdziesz nigdzie daleko.
- Będę cię całowała z nieba. Gdy poczujesz wiatr na wargach będziesz wiedział, że cię całuję.
- Więc nie stracę tego słodkiego narkotyku.
- Pocałuj mnie. Teraz. Ja również się uzależniłam.
- Możesz wstać, kochanie?
- Nie mogę wstać. Moje nogi umarły... Dlaczego zasłaniasz mi oczy?
- Czujesz mój dotyk?
- Na udzie i łydce?
- Jednak czujesz. Twoje nogi nie umarły. Po prostu nie mogły udźwignąć twojego cudownego serca. I uginały się pod ogromem twojego uśmiechu.
- Dlaczego jeszcze tu jesteś?
- Chcesz żebym poszedł...?
- Tak. Żebyś poszedł, bo ja nie dam ci szczęścia.
- Nie chcę zabierać ci szczęścia, tylko ofiarowywać moje.
- I tak masz go zbyt mało. Przeze mnie.
- Ale dzięki tobie znam jego smak.
- Dlaczego Bóg mnie nienawidzi?
- Bóg cię kocha, choć nie tak bardzo jak ja.
- Gdyby mnie kochał to nie odebrałby mi ciebie.
- Może chce, żebyś poczuł pocałunek wiatru?
- Albo lubi sposób, w jaki mienią się łzy?
- Nie płacz beze mnie.
- Więc żyj. Będziemy codziennie razem płakać.
- Kocham cię. Będę czekała.
- Nie...
- Nie płacz. Chcę, by moim ostatnim wspomnieniem był twój uśmiech.
- Nie odchodź! Błagam, zostań ze mną na tyle długo, bym mógł cię uszczęśliwić!
- Złap mnie za rękę. To wystarczy.
- Nie umieraj, proszę, nie zostawiaj mnie!
- Nie zostawię cię. Jeszcze dzisiaj mam zamiar cię całować.
- Zostań i całuj mnie naprawdę!
- Żegnaj. Kiedyś się spotkamy i już nigdy nie wypuszczę cię z objęć.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 02.01.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 29 gości i 5 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81