warto go przeczytać
Wiatr rzucał namiotami o drzewa na skraju obozu. Pochodnie zgasły w dłoniach wartowników. Samotny jeździec pędził galopem w strugach deszczu, wydawało się, że stratuje żołnierzy. Jednak obcy wstrzymał konia, który zatrzymał się z rżeniem, po czym zeskoczył na ziemię.
- Czy któryś z was umie czytać?
Spod podróżnego płaszcza dobiegał głos młodej kobiety. Nie przedstawiła się. Mężczyźni wycelowali w nią groty włóczni, zanim jeden z nich zdecydował się odpowiedzieć:
- Kim jesteś?
Kobieta odchyliła kaptur. Miała kręcone włosy, kilka kosmyków opadało na oczy. W ciemnościach niewiele więcej dało się dostrzec. Po chwili z powrotem zakryła twarz.
- Przysyła mnie generał Koezh. Jego wojska stacjonują blisko wschodniej granicy Południowej Puszczy. Mam ze sobą pismo, na którym widnieje jego pieczęć wojenna oraz rozkazy do kapitana Derbisa.
Nieufne spojrzenia żołnierzy nie zniknęły, nie cofnęli też wycelowanych w dziewczynę włóczni. W obecnych czasach to kobiety częściej wysyłano jako szpiegów. Jeden z wartowników wyciągnął rękę w okutej żelazem rękawicy.
- Masz pismo? To czemu go nie pokażesz?
Nieznajoma zagryzła wargi. Odwróciła się, odwiązała od siodła swojego wierzchowca sakwę i wyciągnęła z niej zwinięty kawałek pergaminu.
- Rozkazy mam przekazać wprost w ręce kapitana, bez pośredników. Pieczęć ma tylko potwierdzić moją tożsamość na wypadek, gdybym po drodze miała jakieś kłopoty. Ale widzę, że tutaj też ich nie brakuje.
Z tymi słowami przekazała zwój prosto w wyciągniętą rękę mężczyzny. Ten rozwinął pismo, przyjrzał się odciśniętemu w papierze znakowi – białemu krukowi na czarnym tle – a potem oddał pergamin dziewczynie.
- W porządku. Teraz zaprowadzimy cię do kapitana. Tylko nie próbuj żadnych sztuczek.
Żołnierze unieśli włócznie, dwójka z nich eskortowała obcą przez obóz. Młoda kobieta stąpała pewnie mimo tego, że miejscami zapadała się w błocie aż do kostek. Prowadziła swojego konia za uzdę. Nie odezwała się więcej ani słowem.
W mroku nocy każdy z mężczyzn potknął się kilka razy. Rzęsisty deszcz przejmował zimnem aż do kości. Do świtu zostały jeszcze ponad cztery godziny.
Młoda kobieta zatrzymała się sama, dokładnie w chwili, w której stanęli żołnierze, jakby wiedziała, w którym namiocie jest dowódca.
- Zaczekaj tutaj.
Ten sam żołnierz, który oglądał pismo, rozchylił klapy namiotu i wsunął się do środka. Po blisko minucie wyszedł z wyraźnie zafrasowaną miną.
- W porządku, czekają na ciebie.
- Wiem – mruknęła dziewczyna.
Twarz mężczyzny złagodniała. Kobieta mogła mieć nie więcej niż dwadzieścia kilka lat. Taka młoda…
- Zajmiemy się twoim koniem.
W odpowiedzi obdarzyła wartownika bladym uśmiechem, po czym uniosła rozwiązaną klapę i zniknęła w kręgu światła.
Narada powoli dobiegała końca. Główny dowodzący pocierał zmęczoną twarz dłońmi w rękawicach. Towarzyszyło mu kilku niższych stopniem oficerów, a także dość młoda, bardzo ładna kobieta, zapewne czarownica.
Na masywnym dębowym stole rozłożono mapę, na której czerwoną żywicą zaznaczano ruchy obu wojsk. Zimny podmuch podwinął krawędzie mapy. Jeden z oficerów mówił właśnie:
- Możemy przerwać kampanię do czasu, aż uzupełnimy braki w ludziach, ale zabrałoby to całe tygodnie cennego czasu...
Światło lamp zamigotało, kiedy do namiotu wsunęła się wysoka, szczupła dziewczyna, której ruchy wydawały się Derbisowi aż nadto znajome.
Niewiele kobiet waży się podróżować w tych czasach bez ochrony, pomyślał Derbis. Koezh wiedział, że takie jak ona nie dają sobie zrobić krzywdy. Uniósł dłoń, przerywając porucznikowi w pół słowa.
- Cedriku, zadecydować o aż takim opóźnieniu w obecnej sytuacji może jedynie król albo generał. A rozporządzenie o ruchach naszych wojsk właśnie dotarło.
Zapadła cisza. Oczy wszystkich skierowały się na postać w brudnym podróżnym płaszczu. Aż do tej pory nie odezwała się ani słowem. W blasku naftowych lamp można było dostrzec wielkie zielone oczy, wysokie buty opinające nogi prawie do połowy ud, czarne skórzane spodnie, podobnie wyglądającą kurtkę, nabijany metalowymi ćwiekami pas, do którego przytroczono dwa myśliwskie noże.
Derbis zwrócił się wprost do niej.
- Dlaczego Koezh wybrał jednego z was do przekazania tak istotnych rozkazów?
Jego słowa wywołały szum wśród oficerów tłoczących się dookoła stołu. Większość z nich bała się dziwnych mieszańców, z którymi przeszło miesiąc temu zostało zawarte przymierze na czas wojny. Tak daleko na północ trudno było ich spotkać, ale widok kłów błyszczących między wargami i świadomość, że wystarczy chwila, a stosunkowo ludzka istota może zmienić się w bydlę na czterech łapach, nie działała pocieszająco.
- Wiedział, że dotrę na miejsce szybciej niż…jeden z was – odparła dziewczyna, wyjmując z niewielkiej sakwy mały zwitek pergaminu. – A nasza sytuacja zmienia się z każdym dniem. Pośpiech to konieczność.
Derbis odebrał od niej pismo. Gdy mówiła, od czasu do czasu odsłaniała swoje białe kły.
- Nazywam się Peneia – dodała dziewczyna.
Derbis długą chwilę nic nie mówił, tylko czytał.
- Kiedy wyruszyłaś?
- Dwa dni temu. Konia ukradłam ze stajni w mieście niedaleko stąd.
- Jaki jest stan naszych wojsk?
Peneia poruszyła się niespokojnie.
- To zależy, co masz na myśli. Tydzień temu nasze wojska wyparły armię Tenerisa ze wschodnich granic Południowej Puszczy. Od tamtej pory poruszają się wzdłuż krawędzi lasu. Podchodzimy coraz bliżej portu. Powinniśmy go zdobyć za jakieś trzy, cztery dni. Gorzej z zaopatrzeniem. Żołnierze palą wszystkie miejscowości, nawet zabite dechami dziury, zabijają zwierzęta.
Ktoś zaklął.
- Jeśli Neiro nie znajdzie jakiegoś rozwiązania, może zapłacić głową – zauważył sierżant piechoty. – To on przekonał króla do taktyki ,,od wsi do wsi’’.
- Jeśli nasi ludzie zaczną się buntować, może zrobić się nieciekawie – zgodził się niechętnie Derbis. – A co z królewską armią?
- Wędruje przez pustynię w linii prostej do Seebry. Magowie utrzymują przy życiu tych, którzy sami nie daliby rady. Ze wschodu nadciągają siły Irbisa, mają zacząć oblężenie.
- Chcą zdobyć Seebrę? – zdumiał się podporucznik konnicy.
Peneia nie zniżyła się do odpowiedzi. Zerknęła na zwój w rękach Derbisa.
- Koezh chce, aby wszystkie armie w tej części kraju połączyły się z nim przed upływem tygodnia. Wojna musi się w końcu skończyć.
Kiedy ostatni oficerowie opuścili namiot, Derbis pochylił się nad mapą. Postanowił wyruszyć z samego rana. Dla niego samego stanowiło to pewien problem, biorąc pod uwagę, że nie kładł się od dwóch dni. Powieki same mu opadały.
- Odpocznij. Idź, odpocznij – powtórzyła Aria.
Spojrzał na nią przekrwionymi oczami. Zabrała mu mapę sprzed nosa. Zwinęła ją ostrożnie i położyła na stole między dwiema zgaszonymi lampami.
Kiedy dziesięć lat temu zaciągnął się do wojska, zaczynał jako prosty żołnierz. Po trzech latach dorobił się rangi sierżanta, po ośmiu – kapitana. Stoczył dziesiątki bitew, zabił setki ludzi, posłał w bój tysiące. Za każdym razem na czele, za każdym razem z tym samym okrzykiem na ustach. Od dziesięciu lat odzyskiwał miasto za miastem. Teneris nie zamierzał ich jednak oddać po dobroci.
Kiedy zaciągnął się do armii, miał dwadzieścia lat. Spędził w niej jedną trzecią życia.
Zsunął ciężkie rękawice, uwalniając obolałe od ich ciężaru nadgarstki. Czuł na sobie czujny wzrok Arii. Czarodziejka, czarownica, jak zwał, tak zwał. A przy tym jedyna osoba, która była gotowa wysłuchać go nie tylko jako przywódcy, ale też jako przyjaciela.
- Masz rację – mruknął. – Muszę się położyć.
W obozie stacjonowało jakieś półtora tysiąca żołnierzy. Różnej wielkości oddziały rozsiano w promieniu dziesiątej mil, aby nie pozwalały Tenerisowi połączyć sił. Ale dzisiaj wieczorem każdy, kto brał udział w naradzie, poczuł, że zmienia się wiatr. Czas podchodów dobiegał końca – powoli, ale nieubłagalnie.
Aria stanęła za nim i położyła mu dłonie na ramionach.
- Nie chcę, żebyś zginął – powiedziała poważnie. – Ani w otwartej bitwie, ani teraz. Nawet pół tysiąca żołnierzy trudno ukryć. Ale jeśli nas znajdą, to będą mogli nas wybić w pień.
- Wiem – westchnął ciężko. – Marsz tuż pod nosem obcej armii? W innych warunkach powiedziałbym nie, dziękuję.
Spojrzała na niego ze współczuciem i wyszła.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 07.02.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(39): 33 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Khelben, Wojtex81