Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

W poszukiwaniu szczęścia (Konkurs DD)

- ...wtedy właśnie elf Dirmat poznał ten cenny skarb, jakim jest szczęście. Potrafił przeżyć coś, co do tej pory było dla niego tak obce, co więcej – mógł się podzielić z innymi swą radością. Jego przygody pokazują, że trzeba się porządnie natrudzić, aby coś zyskać – ale kiedy już poznamy moc szczęścia, mamy ochotę nie opuszczać tego cennego uczucia. - rzekła babcia, kończąc opowiadać swemu wnukowi starą baśń, którą sama słyszała od swej matki w bardzo odległych czasach, gdy wszystkie plemiona istot żyjących na świecie, żyły w harmonii i wzajemnej symbiozie.
Archs (bo tak dano młodemu elfowi na imię) był niewielkim przedstawicielem swej rasy. Jego twarz zdobiły duże, błękitno-zielone oczy, osadzone dość symetrycznie względem niezwykle prostego nosa. Czerwone, duże usta wyrażały ciągłą radość poprzez szczery, spontaniczny uśmiech. Głowę podkreślały długie, kręcone blond włosy.
- Babuniu, czy ty jesteś szczęśliwa? - rzekł zniżonym, przerywanym głosem Archs – Bo... bo... bo wiesz, ja chyba nie jestem. Nie czuję niczego w środku, nie widziałem szczęścia, nie mogłem go dotknąć. Nie jestem jak dzielny Dirmat, który pokonał smoka, ożenił się z czarodziejską ważką, która okazała się piękną królewną niezwykłej krainy. Ja, babciu, nawet nie jestem tak piękny
i urodziwy, jak ten elf z baśni.
- Wnusiu, nie musisz być kimś takim jak Dirmat. On jest tylko bohaterem baśni – odparła po pewnym czasie starsza pani – ty jesteś sobą i jest ci z tym dobrze. Baśnie muszą uczyć pewnych zachowań, to one nas wychowują, ale przede wszystkim rozwijają fantazję. Musisz sam odnaleźć swe szczęście, tak jak ja przed laty, nim poznałam twego dziadzia. Ja jestem szczęśliwa, ale nie jest to wcale tak łatwe, jak sądzą inni. Wiesz co? Mam pomysł.
- Jaki pomysł babuniu? – radośnie zakrzyknął elf. Na jego twarzy było widać wyraźne oznaki zadowolenia, wiedział, że babcia jest bardzo mądrą osobą i zawsze ma jakiś genialny plan – powiedz mi szybciutko, proszę, proszę...
- Spokojnie wnusiu – powiedziała babunia – musisz wyruszyć na szczyt potężnej góry, za lasem. Tam mieszka pewien mędrzec, daleko posunięty w latach. On wskaże ci drogę życiową i powie, jak odnaleźć szczęście. Licz się tylko z tym, że droga nie jest wcale prosta, wręcz przeciwnie – jest pełna niebezpieczeństw, które czyhają na każdym kroku. Tylko bądź ostrożny mój drogi... - w tym momencie jej słowa się urwały, bowiem wnuczek już był poza domem. Szybko wybiegł, aby osiągnąć swój cel.

Zza gęstych, granatowych chmur, przedzierało się ledwo widoczne słońce. Mocny wiatr kołysał gałęźmi wiekowych drzew niczym jeleń swymi rogami, przedzierając samotnie rykowisko. Na niebie nie było widać już żadnego ptaka. Cała przyroda na chwilę wyciszyła się, jakby przygotowywała się na nadciągającą burzę.
- Ale wybrałem sobie porę na spacery – powiedział szeptem sam do siebie Archs – mogłem chwilę odpocząć w domu, przygotować najpotrzebniejsze rzeczy i dopiero potem wyruszyć. Ale co tam, cel mej podróży jest ważniejszy, niż jakieś głupie kilka rzeczy, bez których i tak mogę się obejść. Wtem nagle oczom Archsa ukazał się niezwykły widok. Oto przed nim stała niezwykłej urody istota. Miała jasnozieloną suknię z różyczkami po bokach, z dolnych falbanek szaty zwisały drobne listki różnych rodzajów. Na długich, zgrabnych nogach były przezroczyste buciki niczym krople porannej rosy. W delikatnej dłoni, na końcu ręki, trzymała kwiat niezapominajki o dwóch odgałęzieniach. Oczy, tak – to właśnie one najbardziej urzekły elfa – były okrągłe o niespotykanym odcieniu fioletu. Wpatrywały się w elfa z wyrazem ogromnej tęsknoty za czymś, czego zwykli śmiertelnicy nie są w stanie zrozumieć. Można było z nich wyczytać także smutek. - Czy pomożesz mi wędrowcze? – powiedziała z pewną nieśmiałością w głosie, dziewczyna – jestem driadą tego lasu. To, co widzisz przed sobą, to tylko dusza, dusza drzewa, które jest w niebezpieczeństwie. Musisz mi pomóc. Pewien drwal chce wyciąć starą jabłoń, która rośnie tam nieopodal od wielu wieków. Powstrzymaj go, proszę! O ja nieszczęśliwa, to drzewo to moja fizyczna postać, to moje ciało, to moje istnienie. Gdy on zetnie tę jabłoń, ja umrę... Słyszysz? Ja umrę... - Nie bój się, postaram się coś zaradzić – odrzekł elf – pewnie w całym lesie żyje wiele istot tobie podobnych. Muszę wypędzić tego karła, nim zabije wiele istnień. Udał się Archs na polankę, gdzie spotkał drwala. Był to tak naprawdę krasnolud, któremu drewno było potrzebne wyłącznie do wykonywania kunsztownych ozdób. Ubrany był w płaszcz koloru beżowego z mocno zaciśniętym paskiem w okolicach brzucha. Jego długa broda wplątywała się co chwila w siekierę. - Czego tu szukasz ludziku? – rzekł z pogardą drwal – chyba jeszcze nikt nie postraszył cię porządnie tak, abyś nie pałętał się tam i z powrotem, bez wcześniej ustalonego celu. - Proszę pana, nie szukam zwady – powiedział spokojnie Archs – chciałem tylko prosić pana o nieścinanie tego drzewa. Pozbawi pan życia pewną piękną driadę. Ten las jest magiczny. Żyją w nim różne istoty, których racjonalnie nie można poznać. Proszę o wysłuchanie mej prośby. - O, znalazł się obrońca uciśnionych – zaśmiał się karzeł – a co jeśli nie opuszczę tego lasu? Poskarżysz się mamusi? Tatuś zbije złego ludzika? A może sam mi zaradzisz? No, śmiało, zrób porządek ze złym panem, dajesz mały! Archs niewiele myśląc chwycił za leżący obok siebie kamień, o dosyć ostrym zakończeniu. Rzucił się na krasnoluda i... odciął jego piękną, długą, rudą brodę. Drwal spojrzał na elfa i z lekko zdezorientowaną miną, po prostu uciekł. Pewnie już nie przyjdzie mu do głowy wycinanie drzew, a przynajmniej zostawi w spokoju ten las.
Widząc to, driada nadbiegła do elfa i mocno go objęła. Wtedy dopiero Archs poczuł jej delikatne ciało i zniewalający zapach. Pachniała kwiatami, ranną rosą, glebą – Archs zam nie wiedział co to za zapach, był taki delikatny, a zarazem głęboki. Przypominał mu coś dawnego, coś już dawno utraconego (może dzieciństwo, a raczej pierwsze dni po narodzeniu, albo jakieś niezwykłe wydarzenie z życia). Po niezwykle krótkim uścisku na pożegnanie, oboje rozeszli się w swoje strony. Driada nie potrafiła wyrzec nawet jednego słowa. Cały czas szlochała, nie wiedząc, co się dzieje. Nie docierało do niej to, co się odbyło, nie docierało to, że ten elf ocalił jej życie. Nagle zniknęła. Archs tylko lekko się uśmiechnął i szybko biegnąc, udał się do blisko położonej groty, bowiem nadciągnęła burza. Jaskinia była okropnie ciemna, w powietrzu było czuć zapach wilgoci, wokoło było wiele pajęczyn. Archs postanowił rozpalić ognisko, gdyż nie zapowiadało się na koniec ulewy. Deszcz padał coraz bardziej. Elf wyciągnął stare krzesiwo, które otrzymał od dziadka na urodziny i od tamtej pory zawsze nosił przy sobie. Nazbierał po omacku kilka gałęzi i od pajęczyn oraz igliwia, leżącego na ziemi, zapalił potężny ogień. Jego oczom rzuciło się coś tajemniczego. Na ścianie był wyryty jakiś napis w starym, runicznym języku, zapomnianym przez wielu. Młodzieniec jednak uczył się kiedyś od pewnego starca rozumienia tych znaków. Archs zaczął powoli tłumaczyć zapis. Był niezwykle zaskoczony, to co było na ścianie, to był jakiś niezwykle stary wiersz. Świadczyła o tym już ta dawno zapomniana mowa, używana tylko przez najdłużej żyjące na świecie plemiona. Wiersz brzmiał mniej więcej tak:
Spójrz przed siebie, na świat cały,
na to niebo, na te chmury.
Zawsze blisko jest przy tobie,
zawsze łatwo osiągalne.
Wytęż umysł, zerknij wkoło,
może właśnie je minąłeś.
Takie szczęście mieszka w tobie,
w szczęściu takim jest nadzieja.

Archs był pod nie lada wrażeniem. Te słowa wywarły na nim ogromny wpływ. Pomyślał, że szczęście jest tak blisko, tylko trzeba je odnaleźć. W pierwszej chwili przyszło mu na myśl, że to są dobra materialne, a więc zabawki, stary miecz ojca, zastawa stołowa matki. Jednak szybko otrząsnął się z tej teorii. Uważał, że to jeszcze nie to, czego szuka. Deszcz już ustąpił, więc elf zgasił ognisko i wyruszył w dalszą drogę. Szczerze mówiąc, nie miał nadziei na osiągniecie swego celu. Pomyślał, że głupio by było, gdyby pokazał się w domu bez tego, czego szukał, a przynajmniej gdyby sprawiał takie pozory. Najgorszy wstyd odczułby przy babci, dzięki której podjął wyprawę i z którą bardzo się liczył. Była bowiem bardzo mądra i zawsze fascynowała młodego elfa.
Dzień zbliżał się ku końcowi. Słońce powoli odpływało do krainy nocy, aby ustąpił miejsca swemu bratu bliźniakowi – księżycowi. Gwiazdy powoli pojawiały się na bezchmurnym niebie. Pośród zmroku wędrował Archs. Jego głowę zaprzątały różne myśli. Nie przejmował się uczuciem senności. Wiedział, że gdy dojdzie do chaty mędrca, to porządnie sobie poje i odpocznie.
Na samym środku ścieżki leżał mężczyzna. Był już stary, widać było, że zmaga się z jakąś chorobą, gdyż jego twarz była wyniszczona, natomiast dłonie ciężko spracowane. Sprawiał wrażenie, że jego życie dobiega kresu. Pragnął tylko, aby w tych ostatnich chwilach jego żywota, ktoś mu towarzyszył. Ile sił w płucach, krzyknął na elfa.
- Słucham pana – odrzekł cichutko, z wyraźnym lękiem w głosie Archs – czy mogę pomóc?
- Nie potrzeba, synku – wymamrotał starzec – widzę, że coś cię nurtuje. Czy chcesz ze mną o tym pogadać? Moje życie dobiega kresu, czuję już, że dusza opuszcza ciało. Dlatego pragnę, aby ktoś przy mnie był w tym ważnym momencie – w momencie ważniejszym nawet od samych narodzin.
- W takim razie pozostanę przy panu – powiedział elf z wyraźnym spokojem i powagą – dobrze pan zgadł: mam problem. Wyruszyłem w poszukiwaniu pewnego mędrca, aby dowiedzieć się, czym jest szczęście i jak je osiągnąć. Noc jest już bliska, a ja dalej wędruję. Obawiam się, że nie dojdę do celu i będę musiał wrócić do domu. Nie wiem, jak spojrzę babci w oczy, gdy powiem jej, że w połowie drogi wymiękłem, ze poddałem się.
- Drogi chłopcze, strach jest ciągle obecny w naszym życiu i stanowi dla nas podporę. Nie wolno ci nigdy tracić nadziei, pamiętaj o tym! - wyrzekł starzec, z lekkim uśmiechem na twarzy, mimo swej choroby – szczęście... hmm... a więc to ono cię ciekawi. Posłuchaj mój drogi: w życiu miałem wszystko, czego tylko zapragnąłem – kosztowne klejnoty, złoto, mieszkanie i wielu gnomów, którzy u mnie służyli. Wtedy myślałem, że to jest właśnie szczęście. Niczego mi nie brakowało (tak przynajmniej myślałem). Mimo to nie jestem ze swego żywota zadowolony. Na starość pozostałem sam. Dobra materialne cię nie zadowolą, są tylko przejściowe. Jedyne czego nie miałem, to miłość. Byłem całe życie sam, także teraz pozostałem sam. Uważam, że szczęście to właśnie miłość. Tylko ona pozwala otworzyć się na świat i zrozumieć drugiego człowieka. Jest obecna wszędzie dookoła, wypełnia cały Wszechświat, jest w małej mrówce i w ogromnym słoniu. Tylko miłością się kieruj w życiu, tylko ona da ci to, czego szukasz. Dziękuję ci elfie za poświęcenie swego czasu, za tę cząstkę miłości. Pozwoliłeś mi doznać choć przez chwilę odrobinę szczęścia. Szkoda, że tak późno stanąłeś na mej drodze, pewnie inaczej pokierowałbym swym życiem. Pamiętaj... Po tych słowach starzec zmarł – odszedł tam, gdzie pragnął przez całe życie. Jego oczy zamknęły się, usta nie dokończyły zaczętego zdania, myśli zostały do końca wypowiedziane. Odszedł z tym, co chciał jeszcze wypowiedzieć, czym chciał podzielić się ze światem. Wiedział, że jego życie dobiega końca, a jednak nie oddał doczesności tego, co planował. Elf podszedł do człowieka i pochował go pospiesznie, w miejscu dokonania żywota. Po pogrzebaniu ciała starca, elf chwilę podumał nad kurhanem i zapłakał. Zrobiło mu się ogromnie smutno po stracie tego, który wskazał mu to, czego szukał. Archs pospiesznie udał się do domu. Podczas drogi powrotnej miał w głowie starca, jego słowa i tajemnicze wersy wiersza. Uświadomił sobie, że tak naprawdę już doznał szczęścia. Miał kochanych rodziców, babcię, dziadka i mnóstwo przyjaciół – oni wszyscy go kochali, a on ich. Pomógł driadzie, wsparł w ostatnich chwilach życia starca. Zrozumiał czym jest prawdziwe szczęście, które było cały czas obok niego, tylko on go nie zauważał. Postanowił, że nie wybiera się już do starca, nie jest mu potrzebna ta wizyta. Za wszelką cenę pragnął spotkać się z babcią, ucałować ją i posłuchać kolejnej baśni. Po powrocie, elfa przywitała babunia, która bardzo się bała o wnuka, bowiem robiło się ciemno, a w lesie mogło go spotkać wiele niebezpieczeństw. Archs wszystko opowiedział staruszce (łącznie z pomocą driadzie i spotkaniem umierającego starca). Babcia z lekkim uśmiechem odrzekła elfowi: - Mój drogi, tak naprawdę wymyśliłam tego mędrca, abyś sam odkrył tę prawdę starą jak świat dotyczącą prawdziwego, ziemskiego szczęścia. Jestem z ciebie bardzo dumna. Mam ci jednak coś bardzo ważnego do powiedzenia: znam ten wiersz, który odkryłeś w leśnej grocie. Jego ostatnie wersy, nadające mu prawdziwy sens i podsumowujące całą treść brzmią następująco:
Jednak miłość, tylko ona,
szczęście sama gwarantuje,
Stara prawda ci to powie,
wydumana sercem z dawna.

Archs wesoło się uśmiechnął do babci i mocno ją uścisnął. To był dla niego bardzo ważny dzień, który zapamięta na całe życie. Wcale go nie zdziwił fakt, że babcia znała ten stary wiersz. Wszak jak sam mówił – to była mądra kobieta.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 20.06.2010r.

1     

darekpionki 21 06 2010 (21:52:08)

Dziękuję serdecznie za komentarz, ocenę i miłe słowa, ale przede wszystkim za słowa krytyki - są bardzo potrzebne. Wiem, że są błędy, jednak dostrzegłem je już po wysłaniu pracy i po wydrukowaniu jej (dialogi się obsunęły, kilka literówek, problemy z interpunkcją). Pisałem to wczoraj na ,,żywca" przez około 5 godzin i już po prostu byłem zmęczony. Jest to pierwsze z moich opowiadań (oczywiście pomijając te z wypracowań ze szkoły podstawowej, ale kiedy to już było ;) ) i ciągle pracuję nad stylem. Lepiej czuję się w poezji, chociaż mogę się przyznać, że wiersz w opowiadaniu powstał na szybko i raczej nie wypełnia moich ambicji. Bardzo dziękuję za komentarz i zainteresowanie. Pozdrawiam ;)

Groszek 21 06 2010 (21:25:21)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Jak czytałam, byłam nawet skłonna postawić Ci 6, ale stwierdzam, że było za dużo błędów. Do tego w dialogach opisy tego, jak ktoś wypowiada coś były takie wymuszone, ta część była bardzo niedopracowana. Jednak poza tym nie mam żadnych zastrzeżenie. Treść, jaką przekazujesz czytelnikowi bardzo głęboka, wartości, jakimi kieruje się główny bohater - naprawdę imponujące. Powiedziałabym, że jest nawet edukacyjnie, bo uczysz wielu rzeczy, jak np tego, czym jest prawdziwe szczęście. Spodobał mi się ten charakter baśni, to powoduje, że łatwiej byłoby dotrzeć np. do dziecka, ale i dorosły nie pogardziłby tą pracą. Do tego opisy są naprawdę płynne, barwne, przemawiasz do mnie nimi, zresztą jak prawie całością. Z każdego zdania płynie mądrość, jaką także musiał posiadać i sam autor, żeby to napisać, gratuluję tego. Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać. Jestem za mocną piątką z plusem :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(39): 33 gości i 6 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Khelben, Wojtex81

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl