warto go przeczytać
Szczerze nienawidziłam siebie za swoje sny. Cóż, możecie to uznać za dziwny objaw Sabiny P. Moje życie niczym nie różniło się od innych ludzi. No, w sumie teoretycznie. Z zewnątrz tzn. ze swojego wyglądu odznaczałam się jedynie bladoniebieskimi oczami, nazywanymi wzrokiem topielicy. Słodziutkie, prawda? Mój charakter też był względnie normalny, pomijając może zbyt natrętną ciekawość i impulsywność. Moim jedynym czynnikiem, który różnił mnie od innych były moje sny. Jakkolwiek by nie patrzeć, miałam z nimi problemy. Jednej nocy miałam bezsenność, innym razem znowu mogłabym spać całą dobę. Dziwniejsze momenty były wtedy, kiedy kontrolowałam swój sen albo absolutnie nie mogłam się obudzić, tak, jakby coś mnie chwytało i trzymało w potrzasku. Z początku nie umiałam nad tym zapanować, ale z czasem nauczyłam się tworzyć własnoręcznie sny…
[...] nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie...
Kiedy wreszcie wyćwiczyłam tę umiejętność, zaczęłam postrzegać świat jako sen, a sen jako życie? Praca, dom w efekcie nic dla mnie nie znaczyły i uważałam je za smutną konieczność. Z niecierpliwością oczekiwałam na zbliżający się z każdą sekundą wieczór, by pochłonąć się w swoim prawdziwym życiu.
Dochodziła godzina 23.00, więc pospiesznie umyłam się i położyłam do łóżka. Sen nie nadchodził, więc przeraziłam się tym faktem. Panicznie rozglądałam się dookoła próbując dostrzec choć jeden element pasujący do mojego życia. Nic na to nie wskazywało. Zaczęłam się denerwować i intensywnie pocić po mimo tego, że temperatura w pokoju spadła do plus osiemnastu stopni. Kiedy spojrzałam na elektroniczną tarczę zegara stwierdziłam ze strachem, że dochodziła północ.
Rzeczywistość często przerasta najpiękniejszy nawet sen.
W mojej głowie toczyła się walka, bardzo zacięta. Część mnie twierdziła, że już śpię. Druga, że nadal tkwię poza snem. Poczułam strach. Ogromny. Paraliżujący. Pożerał mnie od środka i zagarniał. Nie pozwalał mi racjonalnie myśleć i co gorsza, rozróżnić tych dwóch światów. Wszystkie moje myśli sprzeczały się, tworząc niewyobrażalny harmider w mojej głowie, który wzrastał z każdą sekundą. I nagle jedna myśl, która przebiła się przez wszystkie szepnęła mi, że muszę się uwolnić. Że tkwię w czymś pomiędzy. To mnie pchnęło naprzód. Poszłam do kuchni i rozglądając się dookoła poszukiwałam jakiejś drogi ucieczki. Na blacie szafki ujrzałam nóż, który wydawał się jakby czekać na mnie. Nie przypomniałam sobie, bym go tam zostawiła, ale zdecydowałam się coś zrobić. Chwyciłam go drżącą ręką i delikatnie nacięłam skórę. Nic się nie stało, więc mocniej przycisnęłam chłodny metal do skóry. Parę kropel krwi wymsknęło się z rany i spadło na podłogę, by po chwili wchłonąć w kafelki. Patrzałam na ranę, nóż i podłogę. I tak w kółko, nie mogąc zrozumieć, co się dzieję. Przekonałam swój rozhisteryzowany mózg do tego, że prawdopodobnie jest jakaś szpara pomiędzy dwoma zimnymi kaflami. Odłożyłam nóż i przycisnęłam ranę do koszulki nocnej, by rana nie krwawiła zbyt mocno. Widziałam oczyma realny świat, ale wszystko działo się jak we śnie. Wyglądało to tak, jakby dwa światy złączyły się i nie pozwalały rozróżnić, który jest prawdziwy. Przeszukując mieszkanie, w poszukiwaniu innych rzeczy potrzebnych do wydostania się stąd, natrafiłam na fotografię. Wspomnienia z dawnych lat dosięgły mnie teraz, pozwalając, aby dany koszmar na razie mógł odejść w nie pamięć.
Zdjęcie przedstawiało mnie i Karola. Oboje uśmiechaliśmy się szeroko, pokazując swoją radość. Przeraziło mnie to, bo pamiętam, że dwa tygodnie później, po zrobieniu tego zdjęcia, Karol umarł.
Mówiono mi, że zginął w wypadku, ale tak naprawdę ja wiedziałam, że to przeze mnie. Kazałam mu natychmiast przyjechać z jakiegoś błahego powodu, tylko po to, by mieć go chociaż na pięć minut. Karol pracował na drugim krańcu Polski, pozostawiając mnie samą sobie. Moja egoistyczna dusza nie dawała mi spokoju twierdząc, że już mnie zostawił, więc chcąc przekonać samą siebie, kazałam mu tu przyjechać, by udowodnił, że jestem pomimo wszystkiego dla niego najważniejsza. Podczas tej jazdy zasnął za kółkiem, przez co najpierw zderzył się z innym samochodem, a potem jeszcze wjechał w drzewo stojące tuż przy drodze. Nie wybaczyłam sobie tego, a cała ta sytuacja pozostawiła po sobie ślad. Od tamtego czasu miałam problemy ze snem. Myślałam, że jeśli przekonam się, że świat realny jest gorszy od snu, to to przyniesie mi ocalenie. Myliłam się po raz drugi.
Łzy gniewu i bólu zmieszały się razem, powodując ogromną wściekłość, która rozdzierała mnie. Nie pozwalała mi oddychać. Upadłam na podłogę i płakałam jak małe dziecko, tuląc do serca małą, czarno-białą fotografię. Kiedy wreszcie uspokoiłam się, stwierdziłam, że nadal jest ciemno. Spojrzałam na rękę, na której nie było ani śladu.
Wstałam, dalej przyciskając zdjęcie do siebie i poszłam do kuchni. Noża nie było na blacie, a podłoga była czysta. Spojrzałam ze strachem na zegar, który wskazywał godzinę 23.00. Wypuściłam ze świstem powietrze z ust i odłożyłam fotografię na ladę nie patrząc na nią.
Podeszłam do okna i spojrzałam na miasto, które pomimo mojego zdziwienia było ciche. Tylko w niektórych oknach było zapalone światło, a od czasu do czasu przejeżdżał samochód. Zastanawiałam się, co się stało. Nic racjonalnego nie przychodziło mi do głowy. Ale jedno wiedziałam. Uratował mnie, przed szaleństwem i popełnieniem czegoś niewybaczalnego, nie kto inny, jak Karol. Zawdzięczałam mu życie. I w tej samej chwili poczułam chłodny dotyk na swoim ramieniu, obróciłam się od okna, ale nikogo nie zobaczyłam. Mój wzrok padł za to na zdjęcie. Podeszłam do niego. I poczułam bijącą nadzieję i miłość od tego małego przedmiotu.
Spojrzałam jeszcze raz za okno i poszłam do łóżka, czując, że tym razem sen będzie dla mnie tylko i wyłącznie odpoczynkiem.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 23.01.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(38): 33 gości i 5 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Khelben