warto go przeczytać
Słychać kroki. W głowie dudnią te słowa: Będę na ciebie czekała, wierzę w Ciebie... Kocham Cię”. Ślina zasycha w gardle na myśl o tym pocałunku. Wiecie dłonie mi się pocą, a przecież nic nie brałem. Chwila przeciąga się w cichą wieczność, która spala duszę. Potem otwierają się drzwi i jest niebo radosne, narodzone uśmiechem stygnie powagą. Zdziwienie i pustka w mojej głowie, choć na pewno wiecie, że układałem przemowę tysiąc razy.
- Hej – zacząłem nie śmiało i nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
- Cześć, nie spodziewałem się ciebie tutaj – zarumieniła się na widok kwiatów i zapytała – to dla mnie?
- Tak, proszę – musnęła mnie jej dłoń i to było cudowne, bo zbyt ulotne by uchwycić to kiedykolwiek znów – Od czego by tu zacząć? – Stasiu idioto, weź wreszcie się skup i mów.
- Może od początku? – była delikatna jak nigdy, mógłbym może ją pomylić, gdyby nie to spojrzenie zadziorne, bez pruderyjne.
- Chciałem Cię przeprosić za nasze ostatnie spotkanie – wystrzeliłem jak z karabinu na wdechu – zachowałem się okropnie i nawet nie wiesz jak tego żałuję – przysunąłem się bliżej i wziąłem jej dłoń, mimo tego, że przestraszona, a może zdziwiona cofnęła ją – Kocham Cię Beato i teraz to wiem i dla ciebie chcę się zmienić. Już zacząłem. Nie ćpam tak jak mnie prosiłaś, mam pracę, pogodziłem się z ojcem – zawahałem się patrząc na jej kamienną minę – zależy mi na Tobie.
Nic nie mówiła. Twarz miała jak z marmuru. Ważyła moje słowa. Przecież pragnęła, żebym przyszedł. Miała czekać, więc te sekundy milczenia są na pewno karą, za to, że zwlekałem. He he, ale ja głupi jestem, przecież czym ja się przejmuje. Wiecie, to już jest finał tej banalnej historii o ćpunie, który z miłości odmienił swoje życie. Nie wiem jak wytrzymaliście do teraz z tym nędznym przekazem mojej historii, ale szczerze jestem wam wdzięczny i czujcie się zaproszenie na ślub, zresztą kogo ślub interesuje, ważne jest weselicho i wierzcie mi, wódy wam nie zabraknie. Pytacie się kiedy, a ja wam powiem, że za dwa lata, jeżeli za chwilę Beata mnie pocałuje i powie, że mnie kocha, a jak pójdziemy od razu do łóżka, to nawet szybciej. Wiecie, tyle dni abstynencji od seksu dawno nie miałem, a Beatka wyjątkowo apetycznie dziś wyglądała.
Niech wreszcie powie, to, co moje serce, tak bardzo chce usłyszeć. Wstyd się przyznać, ale cały praktycznie wcześniejszy akapit, to jedna wielka ściema, żeby ukryć swój strach przed odrzuceniem. Rozumiecie?
Uśmiechnąłem się i przelotnie patrząc na jasne niebo, gdzie szare obłoki szybowały dodałem spojonym głosem, w którym wpoiłem całą swoją miłość
- Pięknie dziś wyglądasz.
- Dziękuje Ci – uśmiechnęła się i złożyła mi buziaka na policzek.
Było mi tak dobrze, chciałem latać i skakać i byłem gotowy pomalować tą chmurę nad nami na biało. W chwili gdy cofała się, a twarzy jej nie widziałem, byłem pewny swojego sukcesu. Natalia mówiła, że nie będzie łatwo. W końcu była dziewczyną, a przecież po ostatnich wydarzeniach, naprawdę się rozumieliśmy. Wczoraj wieczorem do późna rozmawialiśmy. Trochę o przyszłości, trochę o wspomnieniach. Potem pograła na fortepianie dla mnie. Pięknie grała i chyba nie umiejąc się powstrzymać, zaczęła dośpiewywać. Nie wiecie chyba jaki to skarb, mieć taką siostrę. Co nie zabije nas to nas wzmocni, spójrzcie na nią, przecież, to ona płakała po nocach, to ona się cięła, a ja brałem życie z całą mocą i teraz nic nie umiem, a jej życie ma już tyle sensu. Nie rozklejam się, nie myślcie sobie. Po prostu zmierzam do tego, że doradziła mi kwiaty, wybrała koszulę, postawiła włosy na żel, naprawdę chciała mi pomóc, a przecież wcale nie znała Beaty, a jak myślicie, że ją polubi, to jesteście dziwni? Wątpię w to, bo są całkiem różne. Wiecie jak to jest, będzie pewnie grać, że się cieszy na spotkanie, że wszystko jest ok., ale nie będzie w tym nic prócz kłamstwa, ale czy to źle? Ja tam tego nie potępiam, zostawię to księżom, których prawda wyzwoli.
Po co wybiegam tak w ogóle w przyszłość? Pomału wszystko się ułoży. Przecież autor nie sprawił dotknięciem palca, by róże zwiędły, więc chyba dobrze mi życzy. Nawet on, mimo swego buractwa, zasługuje na dziękuje”.
Twarz Beaty nie wyrażała nic, tylko smutek. W sercu coś mnie zakuło. Heh, jestem bystry i od razu zaczaiłem w czym rzecz. Uśmiechnąłem się ironicznie do siebie, czekając na wyrok. Czego ja mogłem się spodziewać. Miłość. Dobre sobie.
- Stasiu, Kocham kogoś innego.
W dwa tygodnie... O czym my tu mówimy. Kto miał takie chujowe szczęście, ręka do góry. Domyślam się, że las rąk wokół mnie wisi w górze.
- Poczekasz tak, kochasz mnie. – ale byłem wściekły – jesteś zwykłą kurwą – puściłem jej dłoń i chciałem odwrócić się i odejść.
- Z tobą było mi bardzo dobrze, ale nie zasługuję na ciebie – tandetne hasło przebrało miarę.
Z zamachem, z całą siłą, z całym żalem uderzyłem ją w twarz i nie czekając na jej reakcje odwróciłem się plecami. Ruszyłem przed siebie. Nawet nie wiecie jak się teraz czuję. Jesteście do dupy, że nie powstrzymaliście tej farsy na samym początku. Autor tłumaczy się, że Kieślowski wymyślił, że człowiek nie może się zmienić, dlatego jestem tylko tym kim jestem, ale co to mnie kurwa obchodzi. Byłaby pieprzone sielanka, a tak ma pewnie innego frajera na oku. Po co ja to wszystko robiłem? No przecież dla niej, dla nas. Natalia na pewno to czuła, ale nic mi nie powiedziała. Jak mogła! Spadajcie, odpieprzcie się wszyscy ode mnie. Ja wcale nie płacze, to tylko oczy mi łzawią od wiatru. Gdyby tatuś umiał mnie wychować, to teraz bym się upił i rozglądał za kimś innym, ale on wolał iść siedzieć. To wszystko jego wina i wina Beaty. Czemu przez całe życie musi mi towarzyszyć poczucie braku szczęścia?
Teraz już wiem, że miłość to pustka i nicość. To pył, który w tej chwili przeklinam i którego się wyrzekam. Nie ma szczęście, jest tylko ciągły niedosyt i zawód.
Jakiś frajer jeszcze chce skoczyć z mostu. Ludzie są ogólnie pojebani. Boże, nas nie trzeba sądzić, a leczyć. Tłum ludzi przechodzi, a nikt nawet nie zatrzyma się by krzyknąć skacz”. Co kogo może obchodzić los drugiego gościa, z bladą kartką zamiast twarzy? Gdybym był Dawidem, może bym pokręcił głową i podszedłbym ratować sukinkota, ale nim nie jestem i wiecie co? Wali mnie los tego, być może męża, tatusia, a może kawalera.
- Skacz – krzyknąłem.
Odwróciłem się i nie mam pojęcia czy skoczył. Czy to ważne?
Mamy południe i droga hołoto czytelnicza, uwierzcie mi, nie ma różnicy czy idzie się zaćpać wieczorem czy w południe. Dość tego! Adik poczekaj na mnie, nie długo się spotkamy na gorących diablicach. A teraz zaćpać i czym prędzej sięgnąć po złoty strzał. Cześć!
Koniec
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 6
Data dodania: 18.05.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(42): 37 gości i 5 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Khelben