Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Kim on jest?" 25.12.2008
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Wieczne miasto odc.7" 30.09.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Uwierzcie cz.6

Chcecie wiedzieć jak wyglądała rozmowa z Natalią? Jeżeli tak, to macie problem, bo nie bardzo mam ochotę o tym mówić. Dawid kupił jej fortepian i wprowadził ją praktycznie pod niebiosa, to mogła sobie pozwolić i mnie olać. - tak, tak... no pójdę... jasne... pa...” – głupia siksa, normalnie do szału mnie doprowadza Ostatnio zarzucaliście mi, że za dużo gadam, więc przestanę jak na życzenie. Dobra Stasiu, oddychaj. Wkurzyłem się normalnie. To, że po północy chodzę bez celu po tym pieprzonym mieście wcale was nie interesuje? Jasne, kogo może interesować taki wypierdek, pozer i pseudo macho. Dajcie mi najlepiej wszyscy święty spokój. Jestem wrażliwy, a tu jak na złość, wszystko musi się naraz pieprzyć i jak ktoś mi powie, że dobrze żyjąc doświadcza się szczęścia, to zaraz mu chyba jebnę z baśki za takie pieprzenie. Ok., ok., dużo klnę, wiem. Tylko, jak można zachować spokój w takiej sytuacji. Czy ja dużo wymagam, czy tak trudno zrozumieć, że teraz potrzebuje wsparcia, pomocnej ręki, żeby sobie z tym wszystkim poradzić? Pewnie myślicie, że lubię być w centrum uwagi i takie zachowanie Natalii drażni mnie przez moja dumę i pychę? Sam o tym myślałem, ale przecież autor nie mógł mnie takim stworzyć, musiał dać mi świadomość moich pragnień, przecież tak Bóg zrobił, prawda? Dał szansę, żebyście wiedzieli co wami kieruje, żebyście umieli definiować swoje żądze, żebyście wiedzieli co jest dobre, a co złe. Kurcze ludzie powiedzcie, że tak na świecie jest, że gdy się kogoś gnoi, to się o tym wie, że gdy się kogoś kocha, to się kocha, a nie pożąda pieprzenia. Eh, miałem milczeć. I milknę, bo przecież ja nie wierzę. Cisza i skowyt psów wokół, miasto śpi. Wracam do mieszkania. I ja śpię. Budzę się, jest poranek. Zaspany piję kawę, a potem prysznic. Chyba wyglądam jak człowiek, więc zakładam odświętną koszulę, tą najlepszą z szafy. Tak, to nie żarty, idę przecież na spotkanie z ojcem moim jedynym i może go nie kocham, ale przecież się zmieniam, a ostatni raz widzieliśmy się, jak byłem zrąbany na maksa. Chyba pora zaprezentować się z lepszej strony, pora zrozumieć i zapomnieć. Wybaczyć mu nie wybaczę, wiem to. Za dużo snów za mną, za dużo marzeń, o których zapomniałem... przez niego. Poszedłem po siostrzyczkę i jak to zwykle bywa z kobietami, musiałem czekać, aż się wyczesze. Mówiłem już wam, że to niezła dupa jest? Tylko nie myślcie nic zbereźnego. Od razu nachodzi mnie myśl, czemu ładne dziewczyny zawsze mają takie niskie mniemanie o sobie i dochodzę do wniosku, że tylko po to, byśmy mogli zaprzeczać. To nie jest przecież ważne, idziemy do ojca i bardziej warto, by było pomyśleć co mu powiem. Zdradzę wam coś, bo pomału zaczynacie wiedzieć o mnie więcej, niż ja sam o sobie wiem i chyba pora zacząć wam odrobinę ufać. Myślę, że zrozumiecie. Chodzi o to, że ja się denerwuje. Nie powinienem, bo przecież mój stary, to nie jakiś autorytet czy coś, żeby od razu pocić się przed spotkaniem z nim. Eh, więc dlaczego mi ręce drżą? Dlaczego czuję w żołądku dziurę czarną, która ssie i ssie nienasycona próbami nie myślenia? Odpowiedzcie sobie sami, bo ja, boję się, że może jednak byłem wkopany w uzależnienie i teraz widać efekt. Przecież wcale nie jestem wystraszony na spotkanie z kolesiem, który piętnaście lat temu zastrzelił bogu winnego strażnika skoku”. Bez jaj, nie mogę lękać się kogoś, kto nosił mnie na rękach i nigdy nie bił pasem. Obcy człowiek, taki z którymi się spotykam setki razy przy różnych okazjach. Ręce mi się pocą i znów plotę trzy po trzy. Nie umiem zamilknąć. Natalia wiedziała, gdzie stary mieszka. Kłamczucha, pamiętacie jak ona to powiedziała? Że nie ma ojca, czy jakoś tak? I wyszło szydło z worka. Radosnego powitania nie było, ale postanowili stopniowo próbować się rozmówić. Ciekawe co teraz myślicie o mnie na tle wspaniałej i niezwykłej, cudownej i najmądrzejszej mojej siostry. Nie lubię schodzić na drugi plan. W końcu jestem starszy, a co za tym idzie i mądrzejszy i boli moją dumę, że teraz Natalia przejęła pałeczkę. Powitanie było ciepłe. Dla niej przecież nic stać się nie mogło, ona mnie gnoiła, a nie ja ją. Oczy miała podkrążone, więc pewnie brzdękała na fortepianie all night. Heh tego jeszcze o mnie nie wiecie, ale i like angielski. Wziąłem ją kulturalnie pod rękę i podreptaliśmy. Dzień był pochmurny, ale nie wierzyłem by mogło padać. Teraz powinienem przejść do ojca, ale nie przechodzę, bo po pierwsze: wy tak chcecie, a ja lubię robić na złość, a po drugie, to muszę wam powiedzieć o aniele. Tak, anioł to dobre określenie. Na ziemi takie cuda się nie zdarzają. Dziewczyna idealna, ale czy ja wiem, czy tak strasznie piękna? Gdyby nie Beata, może bym zagadał, gdyby nie przekonanie, że nie jestem jej godzien, bym obejrzał się za nią, gdyby nie myśl, że ma wokół adoratorów na pęczki, może rzuciłbym się do jej stóp. Nasze oczy się nie spotkały, nie było jak na filmach, nie zapamiętałem jej, a jednak serce zabiło tak mocno. Szkoda, że byłem tylko taki jaki jestem. Pewnie nawet mnie nie dostrzegła. Było już przed południem, gdy wreszcie dotarliśmy do szarej kamieniczki, gdzieś na obrzeżach miasta. Ojciec się nas nie spodziewał. Nie miał telefonu i tak naprawdę trochę nie wierzyłem, że go od razu spotkamy, a tu jednak. Stał i wrzucał mozolnie, leniwie węgiel. Bez koszuli, z wystającymi żebrami, zlany potem i poprószony siwizną, wyglądał spokojnie. Nie wiedziałem jak to określić, ale na pewno nie tak wyobrażałem sobie zabijakę, byłego skazańca, mojego ojca. Natalia drżała. Ona bardzo pragnęła mu wybaczyć, pragnęła żyć. Cóż, ja inaczej to widziałem i chyba nie bardzo potrafię zrozumieć, skąd w niej takie pragnienie przebaczenia. Dawid, ten skubaniec, może by mi wyjaśnił, a może nie. Kurcze, w sumie chciałbym, żeby kiedyś został moim kumplem, na nim można by było polegać. Nim przejdę do momentu rozmowy z ojcem, to na prośbę autora, z góry przepraszam, za drętwotę dialogów i stateczność sytuacji. Wspólnie, obiecujemy, że za jakieś półtorej strony akcja niebezpiecznie przyśpieszy i będzie niczym w dobrym trillerze. Wcale nie mówimy tego, żeby zachęcić was do przebrnięcia przez to, co nadchodzi nieubłaganie, a co napawa całą ekipę lękiem. Tak, to już nie chodzi o mnie i autora, ale jest moja siostra i jest nasz ojciec, a gdzieś tam wciąż wytrwale czeka na mnie Beata i wielka miłość, przynajmniej taką mam nadzieję. Odwrócił się nagle i gdy nas ujrzał, stanął jak wryty. Opuścił łopatę i bardzo chciałem wierzyć, że ma dla nas zmęczone ręce, a jednak wiedziałem, że tak nie jest. - To wy – szepnął i jakby nie wiedzieć co dodać, patrzył na nas jak na obrazek – nie spodziewałem się was... - To co, mamy wracać? – uniosłem się – tatusiu – gniew za te wszystkie lata kipiał ze mnie. - Weź skończ – doprowadziła mnie do pionu Natala. - Chodźcie, ja tylko się umyję i zaraz zrobię wam coś do picia – i ruszył w kierunku drzwi, a my za nim. Odwrócił się i dodał chyba ze łzami w oczach, no ewentualnie z zaćmą – tak się cieszę. Mam opisywać wam mieszkanie? Wątpię, na pewno nie jedno widzieliście, a jak w nim było, nie ma najmniejszego znaczenia. Jak bardzo chcecie, to jedynie radę wam dam. Wyobraźcie sobie co chcecie. Tata przyszedł bez słowa, zagotował wodę i zrobił herbatę. Żadne z nas, nawet na chwilę, nie umiało przerwać tej niezręcznej ciszy. Siedzieliśmy jak te kołki i nikt nie miał odwagi sięgnąć po cukier. To by mogło zachwiać, prymitywną konstrukcję, naszych pierwszych relacji. W końcu jak na chłopaka z jajami przystało zacząłem: - Pracujesz gdzieś? - Nie było łatwo, ale kumpel załatwił mi robotę za zlewem, tutaj nie daleko, w takim barze mlecznym. Na życie mi styka. - To dobrze tato, że jakoś próbujesz to zacząć od nowa – włączyła się Natalia, ale na mój gust nie improwizowała, a recytowała powtarzane przed snem zwroty na tą okazję. - Tak, coś trzeba robić – zamyślił się – a wam jak się układa? - Zajebiście – szepnąłem, ale ugryzłem się szybko w język. Przecież się zmieniam, nie? – Mam zamiar skończyć z piciem i – zawahałem się – no wiesz z czym. Mam już pracę na oku i myślę, że wszystko pójdzie w dobrą stronę, a młoda... - Umiem mówić za siebie – wtrącił się dzieciak – a ja szykuje się do matury i chyba zapiszę się do szkoły muzycznej. - Twoja mama uwielbiała grać, choć rzadko miała okazję. Kochała skrzypce, ale wy tego raczej już nie pamiętacie. Dobrze, że jakoś sobie radzicie. Staszek dobrze się spisałeś. Jestem z ciebie dumny – zastanowił się i dodał – sam, lepiej pewnie bym wami się nie zajął. - Gówno prawda – wykrzyknąłem – jak w ogóle śmiesz coś takiego mówić. - Opanuj się – uspokajała Natalka. - Nie mam zamiaru. Po piętnastu latach tyle masz nam do powiedzenia? Odebrałeś nam dzieciństwo, a teraz kiedy już gotowi jesteśmy sami wkroczyć w dorosłe życie, zbiera ci się na pochwały! W dupie mam twoją dumę – poderwałem się. - Staszek weź się w garść. - Nie, zostaw go, ma rację – ojciec opuścił głowę, a gdy na niego tak patrzyłem, gniew pomału zaczynał opuszczać ciało – długo mnie nie było i nie mam prawa, ani was oceniać, ani nagle brać się za wychowanie. Nie oczekuję, że to zrozumiecie czy wybaczycie. - Wykończyłeś matką i nas – załkałem jak małe dziecko – nigdy ci tego nie zapomnę. - Nie było mnie przy was i nie mogłem być przy matce, gdy umierała, to surowa kara. Kochałem Ewę ponad wszystko i gdy powiedziała mi o raku, miałem ochotę zginąć i wiecie co mnie powstrzymało? - Niech zgadnę, pewnie myśl o nas, tatusiu zasrany. - Nie, wtedy już pożegnałem się z wami. Wiedziałem, że tamtego dnia przestałem być ojcem. - Dla mnie wciąż jesteś tatą – Natalia przysunęła się bliżej i złapała go za rękę. - Żyłem – uronił łzę – bo matka prosiła, żebym się wami zajął po wyjściu. Ona w was wierzyła, wierzyła w nas. - Tato – szepnęła młoda, a mnie ogarniała coraz większa gorycz. - Ja miałem obsrane życie i byłem słabym człowiekiem, ale chciałbym wam pomóc, by droga przez to bagno, była radośniejsza niż moja z mamą. - Wybacz – cały się trząsłem – ale nie jesteś dla mnie ojcem, jeszcze nie – i ruszyłem ku drzwiom. - Staszek zaczekaj. - Niech idzie, ma racje. Dziękuje, że przyszedłeś i... – i wyszedłem zostawiając za sobą te ostatnie jego słowa. Naprawdę bardzo chciałem, ale nie mogłem inaczej się zachować. Nie wiecie jak to jest zrzucić całą winę za swoje życie na jedną osobę, nie wiecie jak to trudno jest wybaczyć, a może wiecie, kto to wie i czemu tyle tej pieprzonej wiedzy w życiu jest potrzebnej? Nie wiem, nic już nie wiem. Może kiedy indziej będę gotowy, a dziś jeszcze nie, dziś jeszcze wszystko zbyt świeże było, bym mógł spróbować zapomnieć. Nie potrzebnie wczoraj ruszyłem do domu, który mgliście pamiętałem. To w niczym nie pomogło, nie ułatwiło, a jedynie jeszcze wyraźniej przypomniało mi godziny, gdy nocą ganiałem po lekarza. Gdy uciszałem Natalkę, żeby nie płakała. Jeszcze bardziej zapiekły razy z sierocińca. Kurwa, przecież ja nie mam ojca, więc jak mam się zmienić od rozmowy z kimś, kto nie istnieje? - Jak mogłeś się tak zachować? Tylko po to przyszedłeś, żeby obrażać go!? – Tak, Natalia dużo umie zrozumieć. - Siostro, weź skończ, bo nie mam ochoty Ci się tłumaczyć! – ostatni wyraz wręcz wykrzyknąłem. - Staszek czasami się ciebie boje... I co miałem powiedzieć? Przecież,chyba sam siebie się bałem. Mury zawsze rodzą problemy, a między nami wyrósł bardzo potężny. Nie miałem nic na swoją obronę i zresztą, nie czułem powodu, żeby się tłumaczyć. Może gdyby nie było mi szkoda 17 groszy na sms, to bym do niej napisał. We współczesnym świeci częściej się pisze niż rozmawia, więc może i nam lepiej tak wymieniałoby się myśli? Autor podpowiada mi, że po ostatniej swojej kłótni z Natalką przez gg wie, że gówno to jest, a nie rozmowa. W sumie, to moglibyście go doprowadzić do porządku, bo co to w ogóle za język, jakiś dziki, tu nam wprowadza. Może, gdyby skończył jakąś szkołę, to by umiał pisać bez nadużywania wulgaryzmów, a tak, cienias po przeciętnym technikum myli życie z opowiadaniem. Nieważne, kogo autor interesuje prócz wydawcy? Wiem, że już chcecie końca tego nudnego odcinka, więc nie każe wam już czekać. To było tak. W ciszy, bo Natalia mnie nie cierpi, szliśmy ciemną uliczką, szarym blokowiskiem i nie uwierzycie kogo spotkaliśmy. Tak, to oczywiste, więc powiem tylko, że miał ze trzech kumpli i chyba od razu mnie rozpoznał. Krzywd wyrządzonych na stadionie się nie zapomina. Uciec nie było szans więc trzeba było się modlić, że mają trochę oleju w głowie i mnie nie zajebią. - Natalko, zacznij się cofać, a potem w nogi – szepnąłem



Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 02.05.2009r.

1     

Anonimka1826 Użytkownik wpmt 03 05 2009 (03:42:42)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Przeczytałam wszystkie sześć części. I wystawie jedną ocenę, bo nie ma sensu najmniejszego stawiać sześć szóstek, skoro można jedną, mocną, mówiącą wszystko o moim zdaniu na temat 'Uwierzcie'. Bohater ma ciekawą osobowość. Wspaniale ubarwia opowieść. Wszystkie postacie są starannie dopracowane. Kolejne, co skłania mnie do pochylenia czoła przed tym utworem - ta przeplatanka ironii, sarkastycznych rozmyślań i tych poważnych, wręcz egzystencjalnych rozważań. Ta mieszanka powoduje, że postać Staśka jest wiarygodna i niewymuszona. Co jeszcze zasługuje na pochwałę... Język. A konkretnie to, że autor opowieści Staszka daje mu możliwość używania mocnych słów. I nie chodzi mi tu tylko o wulgaryzmy, które, jakby nie patrząc, sporo wnoszą. Hm, zresztą wystarczy tego rozwodzenia. Poprzednicy już chyba wszystko uwzględnili w swoich komentarzach. Gratuluję i pozdrawiam.

Ilveran Redaktor 02 05 2009 (18:39:46)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Dawno nie miałam tak, żeby nie wiedzieć co napisać, żeby być aż tak pod wrażeniem. Za to wielkie brawa. Czytałam, czytałam i wcale mi się nie nudziło. Ani przez chwilę i jak pod koniec napisałeś "Wiem, że już chcecie końca tego nudnego odcinka", to miałam ochotę Cię uderzyć (;P), żebyś tylko dał mi czytać dalej. I jeszcze to zakończenie! No super. Podobają mi się też zwroty do czytelnika. "...ale nie przechodzę, bo po pierwsze: wy tak chcecie, a ja lubię robić na złość." Tutaj nic mnie nie powstrzyma przed daniem szóstki, nawet jeśli pojawiły sie tam jakieś błędy, typu zjedzona końcówka, czy brak kropki, przecinka. Co tam jeśli czyta się taką treść.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12451
Online(37): 37 gości i 0 zarejestrowanych: