Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Ben musi umrzeć" 02.01.2010
"40 mln dobrych uczynków cz. 3" 10.03.2010
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Pamiętnik cz. 2" 13.07.2009
"Jerond" 25.12.2008


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Uwierzcie cz.5

- Skoro już sobie piwo pijemy, to możesz opowiedzieć, czemu Natalka tak cię kocha? – Dawid ze swoim ironicznym tonem, jakby całkiem bez chęci, lampiąc się na mnie, zapytał. Kurcze, ale stworzyłem zdanie, stylistycznie pewnie nie do końca dobre, ale co ja jestem, profesor jakiś by wszystko wiedzieć? - Nie mam pojęcia, ona jest po prostu chyba nienormalna. Ma do mnie żale, kurcze o to, że stary poszedł i zastrzelił jakiegoś kolesia, to przecież chore, 5 lat wtedy miałem. Ona nigdy całkiem zdrowa na głowie nie była! – uniosłem się, bo naprawdę wkurzony to mało powiedziane. Dobrze, że piwo było chłodne. - .. – Dawid pociągnął łyka, ziewnął i dodał – i? - I kurwa człowiek ma gorsze dni i o pomoc do siostry się zwraca, a tu z krzykiem do Ciebie! Ja naprawdę dbałem o nią. - Wierzę, ale jesteś jaki jesteś, a Natalka to wrażliwa dziewczyna jest i nigdy się nie dogadacie, jesteś inny. - Eh może masz rację – Wiecie jak to jest, ludzie czasami się po prostu rozumieją i tak miałem z Dawidem, choć to tłamsiłem w sobie. Byliśmy całkiem inni, ale jednocześnie z tej samej gliny – kim Ty w ogóle jesteś? - Ja, no jestem człowiekiem – zaśmiał się, chyba po raz pierwszy odkąd go poznałem – takim starym, co mu się niewiele chce – góra 35 lat – Ostatnio bezrobotnym przez kryzys w budownictwie. - Kurcze jesteś dziwny gość, wtrącasz się w nie swoje sprawy, niby bezinteresownie i cały czas przy tym marudzisz – Tak, krótka, zwięzła charakterystyka. - Bo jakoś mi się nie chciało Cię tam zostawić na ulicy, a po za tym, to nie wiem, pewnie dla sportu to robię. Nie mam wcale ochoty Ci tego wyjaśniać. - Heh, gdyby niepewne wydarzenia, to pewnie teraz byś już miał obity pysk. Wiesz człowiek nie zawsze myśli trzeźwo i po tym naszym pierwszym spotkaniu, miałem ochotę trochę twoje życie pokomplikować. Nie kiedy się czuje, że można coś powiedzieć, a czasami nie. Najgorzej kiedy instynkt zawodzi i mówi się tylko wtedy kiedy nie powinno. Zwykle ja tak miałem, ale nie dziś. To pewnie dzięki wam, bo przeprosiłem was i teraz autor mnie nagradza za posłuchanie jego rad. Dziękuję o wielki Dawiedzie!! - Czyli, że mam się cieszyć? Niech zgadnę czemu zawdzięczam te parę zębów ekstra na starość, ok.? - Próbuj, ale w jasnowidztwo twoje na bank nie uwierzę. - Byłeś z Adikiem i prawie wykończyliście Grubego – nie potrafiłem schować na twarzy przerażenia – potem poćpałeś i nagle zapragnąłeś odmienić swoje życie. Kurde, powiem Ci, jesteś cholernie ciężki do rozgryzienie – zaczął się śmiać. - Człowieku, a może obcy? Kurde, skąd Ty tyle wiesz? – zdziwienie to mało powiedziane. Nagle olśnienie – jak to prawie? - Widziałem się wczoraj w nocy z Adikiem, wiesz trochę dłużej się znamy, a to małe miasto, więc plotki szybko się rozchodzą – uśmiechnął się – Gruby ma twardą czaszkę. Sztuczna szczęka uzupełni braki, a po złamaniu nos nawet lepiej się prezentuje. Dalszy rozwój wypadków nie trudno zgadnąć. - Farciarz pieprzony! - No to Pan Nasz w swej łaskawości niezmierzony dał Ci drugą szanse. Gruby jest stary i nie raz dostał, ale nigdy nie kablował. - Zawsze przynosisz tylko dobre nowiny? - A wyglądam na świętego? To, że Ci to powiedziałem znaczy tylko tyle, że mam długi język - Myślisz, że dam radę z Natalią się rozmówić? - Źle do tego podchodzisz, bardzo źle – pokiwał głową, ale na twarzy było widać tylko znudzenie. Dawid, największy dziwak jakiego spotkałem dopił piwo, podniósł się i powiedział: - A teraz spadam – wyciągnął wizytówkę i rzucił ja niedbale na stół - to mój znajomy, siostra mówiła, że jesteś niezłym informatykiem, powiedz, że jesteś ode mnie, to dostaniesz jakąś fuchę. To na początek i nie przynieś mi wstydu, bo Ci na kopię. - Nie wiem czy dam radę – czyżbym miał ochotę zaćpać? – a jak się nie uda? - To dasz sobie złotego strzała, a ja będę miał spokój. Wieczorem przyjdź do siostry – i od tak wyszedł Szczerze to burak trochę, bo nawet cześć” nie powiedział, ale coś dla mnie robił, a po za tym dziwnie pozytywnie go odbierałem. Na szczęście myśl o Beacie uświadamia mnie, że wciąż gejem nie jestem. Jednym słowem pan Dawid był interesujący. Nadarzała się okazja, żeby coś zrobić, choć w sumie, nie byłem już pewny po co. Drodzy czytelnicy wiem, że dopingujecie mnie z całego serca i dlatego po staram się nie zawieść waszych oczekiwań. Tak, tak od tej chwili jestem prawie święty. Wieczorem pokażę Natalii, że naprawdę chce, a rano pogadam z ojcem. Nie wiecie, może gdzie przebywa? Eh tak to jest polegać na czytelnikach, tylko brać i brać, a wsparcia dla bohatera żadnego. Świat schodzi na psy, wszystko dookoła jest okropne, ale ludzie sobie w ogóle nie pomagają, rządzi nami chciwość i nie ma bezinteresowności i gdybym, nie był postacią wymyśloną i nie mieszkał w świecie wykreowanym trochę pozytywniej, to dawno bym się powiesił. Naprawdę nie wiem czemu wy jeszcze tego nie robicie. Muszę o to zapytać Dawida, następnym razem, bo widać, że ma układy z Bogiem. Jeżeli ktoś ma coś wiedzieć, to na pewno będzie to Bóg. Zastanawiam się tylko, czy dałbym radę jego odpowiedź zrozumieć. Dobrze, że jest kościół, który umie przełożyć z Jego na nasz. W tym akapicie wcale nie znęcam się nad stereotypami. Ja po prostu nie wierzę, a że na ostatniej stronie i tak mój żywot się skończy, to mówię co myślę, bez lęk o piekło, bo autor tam nie był, więc jego umysł nigdy nie będzie w stanie ogarnąć czym jest ból przebywania tam. Ja jestem wymyślony, więc nie trafia do mnie argument, że to niby już. Pomińcie te ostatnia zdania i dla większej wiarygodności wydarzeń, uznajmy że jestem człowiekiem z krwi i kości. Na dodatek trzeba zrobić jeszcze parę rzeczy, zacząć jakoś te wszystkie zmiany. Nie, źle to ująłem. Spirala zmian została rozpoczęta, teraz musiałem tylko się w tym wszystkim odnaleźć. Na dobry początek dopiłem piwo i ruszyłem gdzieś, gdzie przecież to wszystko się zaczęło. Nie myślcie, że jakaś melancholia, czy nagle nie wiadomo jaki optymizm mnie ogarnął. Nie na wróciłem się też i nie zapragnąłem nagle zostać typowym zbuntowanym nastolatkiem z problemami. Z tego wyrosłem. Czasami po prostu się chce odwiedzić stare śmieci i na chwilę zapomnieć o tym jak jest, to co było zawsze wydawało mi się dziwnie lepsze. No może po za sierocińcem, ale póki was nie lubię, a już na wstępie tej historii uprzedziłem, że nie po lubię, to nie mam zamiaru się zwierzać jak tam było. Nawet happy andem autor mnie nie przekonał do zwierzeń. To jest moja sprawa i wara od niej. Dom rodziny. Wspaniały, pachnący, nierealny. Dom z czerwonym dachem i jasnym tynkiem, z drewnianą werandą i dużym kwiecistym ogrodem. A za drewnianym płotkiem bajorko, a na starym pokrzywionym dębie domek, a w nim huśtawka i skrzynia z skarbami. Pamiętam też, ten stary pień. Rosła tam lipa, ale wspinając się na nią spadłem i ojciec ją ściął. W piaskownicy zakopałem siostrę, a mój tata objął mamę, przytulił i patrzyli na nas dumni z uśmiechem na twarzy. Tamtą szybę po lewej wybił tata, ale mama zrobiła mu awanturę! Naprawdę wszystko doskonale pamiętam. Jeszcze dziś czuję dotyk kłosów pszenicy, w której zawsze z Witkiem się chowaliśmy. Natalia była mniejsza i często chorowała, ale nie raz braliśmy ją jako księżniczkę, o którą Witek walczył ze mną. Wieczorami mama czytała nam bajki i różne baśnie. Pamiętam jak zimą zawsze baliśmy się królowej śniegu i tylko zapach chleba poprawiał nam humor. Żyliśmy tak beztrosko, tak spokojnie. Tata brał mnie na barana i chodziliśmy do lasu. Natalka tylko wyciągała rączki zachłannie, żeby i ją wziął, ale była jeszcze za mała. W ostatnich dniach pamiętam jak tata niósł ją na barkach a mnie trzymał za rękę i śpiewaliśmy piosenki. Gdy poznałem swoją siostrę nie byłem jeszcze świadom czegoś, co można nazwać zazdrością. Rodzice zawsze mieli dla nas czas i do dziś wiem, że to co tata mówił było prawdą, mówił, że będę dbał o siostrę ponad wszystko. Tyle chwil, tyle zabaw, momentów i radości. Te wszystkie zapachy domu rodzinnego żyją we mnie, wciąż i wciąż. Ubieranie choinek i jak tata podsadzał małą Natalę, żeby powiesiła aniołka na górze, a mnie jako prawie dorosłego dźwigał, abym założył gwiazdę. Pod obrus mama wkładała sianko i łamaliśmy się opłatkiem. Nie umiałem jeszcze wtedy życzeń składać, a potem już nie próbowałem tego robić. Rodzice szli na pasterkę, a nas rozpieszczała do północy, babcia, swoimi opowieściami i słodyczami. Siostra małymi rączkami obejmowała jej dłoń, a ja siedziałem na kolanie i się do niej przytulałem. Babcia była mądrą kobietą, przynajmniej tak zapisała się w mojej pamięci. Gdy umarła w ogóle tego nie rozumiałem. Po prostu już nie przyszła. Mógłbym opowiadać wam historię dzieciństwa godzinami, bo ona już na zawsze odcisnęła się w mojej duszy. He he, ale was nabrałem jestem z siebie dumny. Tak tak, szczerzę do was teraz zęby, bo to wcale tak nie było. Takie historie to pewnie w tv. Stałem przed szarym blokiem, chyba ostatnią pozostałością komuny w mieście. Inne już wyburzyli. Tuż obok była ruchliwa ulica, która nocą nie pozwalała spać, a na osiedlowym podwórku nie było nawet piaskownicy, za to z czasów gdy babka żyła, pamiętam, że ten wielki śmietnik określała mianem hasioka. Mieszkanie mieliśmy małe i zgrzybiałe. Na ścianach i suficie pełno było zacieków, a nasze łóżeczka stały w pokoju przejściowym. Starzy mieli sypialkę, ale taki był w niej ścisk, że nie raz ojciec spadał z łóżka. Kuchnia miała chyba jeszcze kaflowy piec, szczerze to już tego nie pamiętam. Nikt mi nic nie czytał i zabawek, też za wiele nie mieliśmy. Rodzice ciągle się kłócili o to w jakim syfie mieszkają, wzajemnie się obwiniając. Nie powiem nigdy nas nie bili i lubiłem przebywać z każdym osobno, ale razem ciągle toczyli wojnę. Kiedy ojciec poszedł siedzieć mama się załamała. Trochę pracowała w sklepie, trochę żyła z zasiłku. Zajmowałem się nią, gdy chorowała. Dziadków wtedy już nie było, a przyjaciele, przyjaciółmi nie byli. W końcu umarła. Do końca chodziła odwiedzać ojca. Nie pamiętam wszystkiego już dokładnie, ale poszedł kraść po ostrej kłótni. Chyba wtedy pękł. Nie usprawiedliwiam go. Wali mnie jakie miał pobudki, chuj z tym. Zostawił nas i był cieniasem. Może jutro uda mi się zmienić podejście do niego. Dziś żegnam dom, szary i brudny.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 25.04.2009r.

1     

Dawied Użytkownik wpmt 30 04 2009 (20:27:55)

Opis domu jest nierealny bo taki miał być, bo w taki sposób Stanisław chciał go opisać. Przecież nawet nie próbuje jako autor zmusić czytelnika by uwierzył. Dziękuję bardzo za oceny :)

Kamil M. Jaszczak Specjalista ds. marketingu 27 04 2009 (21:28:50)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Całość jednak jest troszkę przegadana, co nie jest fajne. Historię dobrze, nawet bardzo dobrze ciągniesz i wydłużasz, ciekawie przede wszystkim, czego zresztą się po Tobie spodziewam. I nie patrzałem nawet (czytając) czy są błędy czy ich nie ma, ponieważ wolałem nie opuszczać tekstu nawet na chwilę. Opis idealnego domu, o którym wspomniał aubrey, jest troszkę jakby nierealny, odległy... Takie odniosłem wrażenie. I teraz mam dylemat czy pięć czy sześć na szynie. Chyba jednak zaufam Ci i liczę na rekompensatę w kolejnej części. 6 z drobnym minusem.

aubrey Użytkownik wpmt 25 04 2009 (17:37:24)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Po odpowiednim nastrojeniu się i przemyśleniu na spokojnie treści zabieram się ponownie za przeczytanie. Pojawiło się kilka błędów, których jeszcze nie poprawiłem, ale jest ich znikoma ilość (niekiedy piszemy razem). Ta część wydawała mi się krótsza i trochę przegadana, ale pomimo wielu dialogów nie czułem w nich sztuczności, która czuję u innych. Podoba mi się, w jaki sposób wykreowałeś postać Dawida. Tym bardziej, że potrafię go umiejscowić w realnym świecie, co dobrze świadczy o Tobie. I ten opis idealnego domu. Nastroiłem się, nie mogłem uwierzyć, choć bardzo chciałem, a tu taki szok. Za to należy Ci się sześć, bo dawno żadne opowiadanie nie zrobiło na mnie takiego wrażenia i nie wywołało tak wielu emocji. Tak, Dawidzie, kibicuję Staszkowi.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(41): 41 gości i 0 zarejestrowanych: