Pseudonim: Edward Horsztyński
O sobie: http://edwardhorsztynski.blog.pl/ https://www.facebook.com/pages/Whispers-From-Basement/128293687346723?fref=ts
Napisanych prac:
- wiersze: 25
- proza: 16
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.2
Użytkownik uzyskał: 265 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Pamiętnik podczłowieka..." 22.11.2013
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." 22.07.2015
"Utopia we krwi utopiona" 26.11.2013
"Dom" 12.02.2014
"Piekło, które zamarzło" 20.06.2014

Inne prace tego autora:
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." 22.07.2015
"Demon" 02.10.2014
"Dzisiaj żyjem, jutro gnijem" 18.09.2013
"Dom" 12.02.2014
"Krew nie woda" 05.02.2014


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Utopia we krwi utopiona

Leżałem wśród gruzów. Podniosłem się i rozejrzałem. Wtedy zrozumiałem, że to były gruzy naszej cywilizacji. Nie mogłem tu zostać. Musiałem uciekać. Skryć się. Ruszyłem z miejsca. Wtedy poczułem ból w nodze. Nie pamiętam już czy to odłamek granatu, czy pocisku. Nie miało to znaczenia. Większy ból sprawiało mi to, że musiałem przemykać jak szczur po ulicach mego własnego miasta. I to po to, by skryć się przed istotami, które są nawet czymś gorszym od szczurów. Dobrze znałem te bestie. Nie raz i nie dwa miałem okazję się im przyjrzeć. Chude, śmierdzące istoty w łachmanach, o obłędnym, zamglonym wzroku. Różnie ich nazywaliśmy, ale najbardziej pasowało do nich Grabieżcy. Lub Wyjadacze. To była wojna, jakiej świat jeszcze nie widział. Wojna totalna. Wojna na wyniszczenie. Walka dwóch obcych sobie cywilizacji. Dwóch odmiennych światów. A nasz świat właśnie odchodził w zapomnienie. Permanentnie przegrywaliśmy walkę dobra ze złem, piękna z brzydotą. Pamiętam tłumy ludzi uciekających wraz z cofającym się frontem. Uciekali razem z całym swoim dobytkiem, bo nie sądzili, że kiedykolwiek wrócą do domów. Nie sądzili, że będzie do czego wracać. Grabieżcy rabowali wszystko, co tylko dało się zrabować. Gwałcili wszystkie kobiety, które dało się zgwałcić. Czy miała lat siedem, czy dziewięćdziesiąt, nie robiło im różnicy. Zabijali wszystko, co dało się zabić. Również pożerali wszystko, co tylko się dało, a i nawet rzeczy, których człowiek by nie tknął. Zgniłe mięso, paszę dla świń... Są wiecznie głodni. I jestem pewien, że gdy zjedzą już wszystko, zaczną jeść nas... Postanowiłem schować się w kamienicy, na którą wcześniej spadła bomba. Biegnąc, potknąłem się i zaryłem nosem w spalonej ziemi. A potknąłem się o ciało chłopaka. Miał nogi zmiażdżone przez gąsienice czołgu, kulę w głowie, pistolet w ręce i jakieś jedenaście lat. Dzielny maluch. Nawet dzieci walczą. A walczą, bo wiedzą, że nawet gdyby nie walczyli, to i tak Grabieżcy nie zostawiliby ich w spokoju. Już dawno nie obowiązywał podział na cywili i żołnierzy. Teraz każdy jest wojownikiem. Zasalutowałem nad jego ciałem. Lepszego pogrzebu mieć nie będzie. Wszedłem do kamienicy. Następnie udałem się do pierwszego lepszego mieszkania. Byłem zmęczony, a ból w nodze coraz bardziej mi dokuczał. Miałem też nadzieję znaleźć coś do jedzenia. Nic jednak nie znalazłem. Mieszkanie było całkowicie zdemolowane, a wszystko co dało się wynieść – wyniesione. Na podłodze leżało jedynie zdjęcie. Przedstawiało młodego chłopaka w mundurze. Muszę przyznać, że prezentował się perfekcyjnie. Może to był czyjś syn. Może i czyjś narzeczony. Rodzice czy narzeczona musieli być dumni. Teraz albo był martwy, albo umierał w męczarniach. Tak samo jak właściciele tego zdjęcia. Usiadłem na łóżku. Sen wziął mnie z zaskoczenia. Śniłem o lepszym cudownym świecie. Ale nie o niemożliwej utopii. Ten świat kiedyś istniał. My go stworzyliśmy. Gospodarka działała idealnie. Wszyscy mieli pracę i zarabiali przyzwoicie. Miasta się rozrastały, rolnictwo wchodziło na wyższe poziomy. Całe społeczeństwo było silne i zwarte, a ludzie piękni i wspaniali. A teraz to wszystko już przepadło. Jednak serce pocieszała myśl, że... mieliśmy to. Choć przez jakiś czas mieliśmy to. Wyjadacze zawsze byli i będą niewolnikami. My choć przez chwilę byliśmy panami. Obudziły mnie kobiece krzyki. Rozpaczliwe wołanie o pomoc. Nikt nie mógł jej pomóc. Oprócz mnie. Wyjrzałem przez okno. Przy wejściu do kamienicy trzech Grabieżców właśnie zamierzało zagrabić jej cnotę. Ruszyłem tak szybko jak tylko dałem radę. O mało co nie potknąłem się na schodach. Podczas biegu wyciągnąłem pistolet z kabury. Gdy stanąłem z nimi twarzą w twarz, nie zdążyli nawet zareagować. Wystrzeliłem trzy pociski, a każdy trafił celnie w okropne mordy Wyjadaczy. Kobieta nie rzuciła mi się w ramiona. Nie zasypała mnie podziękowaniami. Poprosiła tylko o jedną rzecz. - Zabij mnie – wyszeptały drżące usta. - Zabij. Bez zastanowienia spełniłem jej życzenie. Serce mi urosło, gdy spojrzałem na trzy karabiny leżące przy śmierdzących ciałach. Tak, mając tyle amunicji, będę mógł kontynuować miejską partyzantkę. Może nawet udałoby mi się przebić do któregoś z naszych oddziałów. Kiedy zrobiłem krok do przodu, posłali w moją stronę serię z karabinów. Spudłowali. Jak spłoszone zwierzę, uciekłem z powrotem do budynku. Nie miałem już amunicji. Ostatni nabój, który planowałem zachować dla siebie, przeznaczyłem dla tamtej kobiety. Schowałem się w jednym z mieszkań. Słyszałem ich zbliżające się kroki, choć moje serce biło dużo głośniej. Wyciągnąłem granat. Wyciągnąłem zawleczkę. Wbiegli do środka. Zdążyłem tylko krzyknąć: - Heil Hitler!



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 26.11.2013r.

1     

Nowokaina Użytkownik wpmt 27 11 2013 (08:48:48)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj

Od razu zaznaczę, że moja ocena byłaby niższa gdyby nie fakt, że podczas czytania Twojego tekstu nasuwało mi się mnóstwo pytań. A to oznacza, że w jakiś sposób oddziałujesz na odbiorcę, zmuszając go do myślenia.
Na początku zastanawiałam się, co to właściwie za wojna i z jakich powodów wybuchła. Pisałeś o istnych kreaturach, więc stwierdziłam, że być może nie jest to wojna w świecie realnym. Jednak zakończenie zmieniło wiele. Dopiero teraz potrafię spojrzeć na Twojego bohatera w inny sposób. Ludność polska, ale nie tylko, bała się Niemców, nazywając ich bestiami. W podobny sposób myśleli naziści, patrząc na tych, których mordowali. W końcu Żydów, Cygan, Słowian i oczywiście Polaków nie zaliczali do ludzi.
W taki sposób przedstawiasz nam sytuację z drugiej strony. Jest człowiek, który ostatkiem sił walczy o przetrwanie. Jest przerażony, ponieważ wojna chyli się ku końcowi, a ideały, którym był podporządkowany już nie istnieją. Jednak wciąż chce walczyć, a obcy ludzie, którzy go otaczają i atakują, są dla niego złem wcielonym. Można rzec - paradoks, ale z pewnością wzbudziłeś we mnie ciekawość. W końcu nie raz słyszało się, że to Niemcy wysiedleni z Polski po II wojnie światowej czują się ofiarami.

Nieco się rozpisałam. Wróćmy teraz do strony technicznej. Srebrna ma rację pisząc o przecinkach. W paru miejscach było ich za dużo, w dwóch za mało. Natomiast największy problem jest ze zdaniem, które było już przytoczone: "Rodzice czy narzeczona musiała być dumna." Zmieniłam je na: "Rodzice czy narzeczona musieli być dumni". Tak jest poprawnie.

Piątka z minusem.
Pozdrawiam

Srebrna Użytkownik WPMT 26 11 2013 (09:12:39)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witam.

Niesamowicie w tej pracy spodobał mi się język - moim zdaniem dobrze wyważony i mający tę płynność, którą czytelnik lubi najbardziej ;). Opisujesz tak obrazowo, że bez problemu można wczuć się w sytuację bohatera, w tym przypadku odczuć dość skrajne emocje - od radości do smutku i pogodzenia z losem.
Nie chcę tutaj się wypowiadać na temat tego, po jakiej stronie barykady stał bohater i czy pokryłaby się ona z tą, po której ja bym stanęła. Widzę tu rozpacz, z którą bohater próbuje przetrwać, widzę, że pomaga kobiecie, mimo że łatwo może pożegnać się z życiem. Dla tego, języka i dla emocji, które zostały w tej pracy zawarte, uważam, że chciałabym przeczytać "coś większego" w tym typie - może kiedyś się doczekamy książki ;).
Jeśli chodzi o stronę techniczną, to zdarzały się zapomniane przecinki lub takie występujące w nadwyżce. Radzę pamiętać o nich przy tworzeniu zdań złożonych.

A nasz świat, właśnie odchodził w zapomnienie.

Zbędny przecinek.

Rodzice czy narzeczona musiała być dumna.

Zmieniłabym to zdanie na: "Rodzice czy narzeczona musieli być dumni." - gdyż orzeczenie odnosi się i do narzeczonej, i do rodziców, a "musiała być dumna" blokuje tych drugich.

Przy wejściu do kamienicy, trzech Grabieżców właśnie zamierzało zagrabić jej cnotę

Kolejny przykład zbędnego przecinka.

Bez zastanowienia, spełniłem jej życzenie.

Kolejny.

Może nawet udałoby mi się przebić, do któregoś z naszych oddziałów.

I jeszcze jeden.

I jest tego jeszcze chyba jeden czy dwa przykłady. Myślę, ze nie będziesz mieć problemu z odnalezieniem ich.

Pracę oceniam na 5 z małym minusem za błędy.

Pozdrawiam i czekam na kolejne Twoje prace.

Srebrna

Edward Horsztyński Użytkownik wpmt 26 11 2013 (09:58:21)
"Zmieniłabym to zdanie na: "Rodzice czy narzeczona musieli być dumni." - gdyż orzeczenie odnosi się i do narzeczonej, i do rodziców, a "musiała być dumna" blokuje tych drugich. "
No jakoś się trochę nie mogłem zdecydować z tym zdaniem...


Heheh. Wcześniej wszędzie brakowało przecinków, a teraz jest nadwyżka... Ze skrajności w skrajność. Dzięki Srebrna

Srebrna Użytkownik WPMT 26 11 2013 (10:40:57)
Zawsze jakiś błąd się wkradnie. Grunt to doskonalić fach ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(40): 40 gości i 0 zarejestrowanych: