Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Zagubiony myśliwy - II" 23.08.2011
"Szukając ducha rocka - LXI..." 25.01.2013
"Szukając ducha rocka - LII" 23.09.2011
"Zagubiony myśliwy - III" 26.08.2011
"Lunacja... - prolog" 22.10.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Urywki wyrwane z życia - IV

"Kurwa, nie tak miało być" - gorączkowo myślała, wpełzając za ścianę pokoju. "Pies ci mordę lizał, ty jebany w dupę konfidencie!" Rozglądała się za czymkolwiek, co poprawiłoby jej sytuację, ale jedyne, co widziała w tym momencie, to same spalone pomysły. Że też nigdy nie przyszło jej do głowy ubezpieczyć dostatecznie tej kryjówki. Zawsze była tylko przystankiem w jej podróży. Miejscem, gdzie zatrzymywała się po akcji zabrać resztę rzeczy, niepotrzebne w jej czasie. Spróbowała prześlizgnąć się do drugiego pomieszczenia, ale kule świsnęły jej obok ucha i rozpłaszczyła się na podłodze z dala od może niewinnie wyglądających, lecz nie zwiastujących przyjemnego dalszego ciągu, czerwonych punkcików. Niektóre poruszały się nerwowo, przeskakując z miejsca na miejsce. Inne - spokojnie przesuwały się po powierzchniach, szukając celu. Już na pierwszy rzut oka można było odróżnić naturę lub poziom doświadczenia osób dzierżących broń. Albo jedno i drugie naraz. Ten pozorny taniec świecących wskaźników był nieco hipnotyzujący. "Dziewczyno, trzymaj umysł na wodzy! Skup się, masz oddział szturmowy na swoim seksownym tyłku, który zaraz może być mało atrakcyjny, kiedy nafaszerują go prochem!" - skarciła się w myślach. Zaklęła po raz kolejny, wygrażając temu cholernemu Two-Faceowi. Coś jej podpowiadało, żeby nie robić interesów z człowiekiem Lilith. "Cóż, muszę chyba częściej czytać i chociaż przez chwilę zakładać, że przydomki są nadawane ludziom nie bez powodu" - warknęła na siebie. Miała nadzieję, że to dlatego, że był zakręcony na punkcie komiksów. Wiele razy w przerwach między robotą jej o tym opowiadał. Nie jest do końca idiotą, potrafi się widać maskować. "Obyś ty też dostała po tyłku, Lil. Należy ci się, jak kurwa nikomu w tym mieście" - uśmiechnęła się pod nosem. Siedziała w biznesie zbyt długo, żeby podejrzewać rudą o spotkania trzeciego stopnia z glinami. Wiedziała, że coś musi zrobić. Nie pozwolą jej się kryć wiecznie, a wolałaby, żeby nie przyłapali jej "z opuszczonymi majtkami", przeszukując pokój po pokoju. Nie leżało w jej naturze kryć się w ciemnych dziurach. Zerknęła raz jeszcze na laserowe punkty, które niestrudzenie wędrowały po pomieszczeniu. "Pierdole was. Dorwiecie mnie czy nie? Złapcie mnie, jeśli potraficie" - pomyślała wojowniczo i pobiegła nisko przy podłodze w kierunku garażu. Następnym, co zarejestrowała, był eksplodujący z boku brzucha ból. "Kurwa, dobrze, że nie w ręce i nogi. Z wypadającymi flakami sobie poradzę, ale Boże, ten jeden raz, pozwól mojej grzesznej duszy uciec tym dobrym" - zaklinała, wczołgując się na miejsce kierowcy. "Opłaciło się, instalowanie pancernych szyb w moim małym gracie" - uśmiechnęła się krzywo i wcisnęła gaz do dechy, wyjeżdżając z garażu tylnymi, zamaskowanymi drzwiami. "You lived your life like a sleeping swan Your time has come To go deeper Rain falls down from the northern skies Like poisoned knives With no mercy" Szła, chwiejąc się przy niemal każdym kroku. Płótna jednak trochę ważyły, a ona nie należała do osób, które mogłyby jakoś specjalnie imponować swoją posturą czy siłą mięśni. Może dlatego ludzie spoglądali na nią z uśmiechem, który balansował między rozbawieniem a współczuciem. Nikt nie zaproponował pomocy oprócz bezdomnych mężczyzn, ale ich nie miała ani odwagi, ani serca o to prosić. Poza tym, lubiła czuć ciężar tego, co stworzyła. Może ten częściowo spacer, a częściowo jazda autobusem nie był porównywalny do Drogi Krzyżowej, ale stanowiła wyzwanie. Jednak to nieodłączna część jej życia - ta niewielka podróż z przedmieść, gdzie wynajmowała za psie grosze jakąś mizerną dziurę, do centrum pełnego ruchu, drogich ubrań i "ważnych szych tego świata". Rozkładała się na jednej z ulic, zawsze w tym samym miejscu, i czekała na potencjalnych kupców. Często ludzie zerkali ciekawie na to, co namalowała, mała część z nich zatrzymywała się, jeszcze mniejsza zamieniała z nią kilka słów, a nieliczni decydowali się coś kupić. Najbardziej jednak cieszyła dziewczynę nie gotówka, której niewielką ilość dzierżyła w dłoni pod koniec dnia, jeśli był dobry, ale jednostki, które przystawały i odważyły się na chociaż krótką rozmowę. Widziała w tych ludziach ją samą sprzed wielu, wielu lat. Zdarzało jej się natknąć na ulicznych rzemieślników, do których teraz się zaliczała. Pamiętała zachwyt, towarzyszący oglądaniu ich dzieł. To było o wiele bardziej ruchliwe miejsce niż na przykład galeria sztuki, ale miała wrażenie, że o wiele intymniejsze w swojej naturze. Tworzenie to nie tylko radość, ale chyba częściej smutek i frustracja. Miała okazję poznawać, co targało artystami. Za czym tęsknili, co ich uszczęśliwiało, czym gardzili, co chcieli wykrzyczeć, ale nie mieli potrzeby robić tego werbalnie, więc wykazywali się o wiele większą odwagą i przelewali to na obrazy, przepuszczone przez swoją świadomość i pokazywali światu na tych płótnach. Czasami była zbyt onieśmielona, by porozmawiać z twórcami, ale za każdym razem brawury starczało na wyrażenie swojego zachwytu. Niektórzy uśmiechali się zmęczeni i to coś odblokowywało. Czuła, że jest coś winna tym ludziom, którzy dzień w dzień niestrudzenie pracowali i urealniali swój talent. To jest właśnie jedna z największych frustracji dziewczyny - wielkość człowieka można zobaczyć dopiero wtedy, gdy odważy się ją pokazać. Ilu pozostało niezauważonych, ponieważ zabrakło im impulsu, który by ich ośmielił? Zrobić decydujący krok, od którego nie ma odwrotu? Tak, bo kiedy decydujesz, że chcesz tworzyć, nie możesz się wycofać. Gdy raz sięgniesz za pędzel, ołówek, mikrofon, instrument lub inną rzecz, która może cię wyrazić i zasmakujesz tego, za czym nieświadomie lub świadomie tęskniłeś od zawsze, to będzie za tobą chodziło. Drążyło jak choroba, pociągało niczym najsilniejszy narkotyk. Wielu z jej przyjaciół próbowało walczyć z tym, co było im przeznaczone i chociaż mogli wygrać bitwy, zawsze przegrywali wojnę. Sądziła, że bycie artystą jest swego rodzaju przeznaczeniem oraz odpowiedzialnością. Można próbować być twórcą, ale jeśli nie ma się tego czegoś, zakorzenionego głęboko w duszy, prędzej czy później przyjdzie moment, kiedy człowiek stanie się wypalony i dotrze do niego, że to jednak nie jest to. Nikt nie rodzi się artystą. Nie można tego dostać w genach. Życie kształtuje to, kim będziemy. Wiele nakładających się na siebie doświadczeń, spotkań, doznań, tragedi oraz radości mniejszych i większych. Miała wrażenie, że niektórzy tego nie rozumieją. Na siłę próbują stać się kimś, bo tak postanowią, chociaż zupełnie nie współgra to z nimi samymi. Ile nieszczęśliwych urzędników, malarzy, sprzedawców, polityków widział już ten świat? Trzeba być zgodnym z własnym kompasem. Przesuwała wzrokiem po mijających ją ludziach. Niezwykła mieszanka - garnitury, powieające na wietrze hipisowskie spódnice, hawajskie koszule, skórzane spodnie, elegancko skrojone garsonki, stukające niebotyczne obcasy, sandały, najnowsze, ekscentryczne botki, buty motocyklowe... Myliły się jej już imiona, które nadawała przypadkowym ludziom, których widywała częściej niż raz. Była to mała zabawa, na którą sobie pozwalała, gra, w którą lubiła grać. "To Bill czy Andy? O, Susan! Nie, to jednak nie ona..." - Cześć, słońce. Jak zwykle punktualna i niezawodna. Nigdy nie opuszczasz swoich wystaw? - znajomy głos przywrócił ją do świata realnego. Uśmiechnięty mężczyzna patrzył na nią, mrużąc oczy pod słońce. Odwzajemniła uśmiech, widząc jak wiatr niszczy jego misterną fryzurę. Ten sam gustowny garnitur i teczka, z którą się nie rozstawał. - Oczywiście, że nie. Ty za to zawsze w swoim mundurku. Ile ich masz? Nigdy nie widziałam cię w innym stroju. - Uwielbiała się z nim przekomarzać. To był jeden z tych momentów, na które czekała, kiedy rozstawiała się co dwa tygodnie. Chociaż był jej zupełnym przeciwieństwem, zatrzymywał się za każdym razem, żeby kupić coś i chwilę z nią porozmawiać. Z tego, co wywnioskowała, musiał pracować w banku, ponieważ zawsze znikał w pobliskim gmachu. Roześmiał się nieskrępowany zupełnie jej zadziornością. - Zobaczmy, co tutaj masz - badawczym wzrokiem zmierzył wszystkie jej obrazy. Spięła się, nigdy nie wiedziała, dlaczego tak bardzo zależało jej na tym, co wybierze. - To tutaj maleństwo wygląda ciekawie - postawił teczkę na chodniku i chwycił największe z płócien. Na oko było większe od niego. Ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się przez dłuższą chwilę obrazowi. Twarz mężczyzny rozjaśniłasię, gdy zobaczył, jak bardzo skupiona na jego reakcji jest dziewczyna. - Genialna jak zwykle - napięcie zeszło z niej w jednym momencie. Uśmiechnęła się zawadiacko. - Masz dobry gust, jak zawsze - oparł obraz o nogę i wyciągnął portfel z kieszeni. Wyciągnął kilka stów i podał je dziewczynie. Z szeroko otwartymi oczami spojrzała na sumę. - Nawet nie waż się protestować - ostrzegł. Przyjęła kwotę z pewnym wahaniem i zawstydzeniem. Nie sądziła, że jej sztuka była tyle warta, ale była wdzięczna. To pozwoli jej przetrwać do następnego razu. Przeliczyła szybko w głowie, ile materiałów będzie mogła kupić. W myślach radośnie krzyknęła - w końcu może zrealizować projekt, który chodził jej po głowie od dłuższego czasu. - Dziękuję - uśmiechnął się do niej ciepło i poklepał delikatnie płótno. - To moja inwestycja w przyszłość, za jakiś czas koneserzy będą się zabijać pod moimi drzwiami, żeby móc chociaż spojrzeć na to dzieło. Wspomnisz moje słowa. Znajdzie się dla niego idealne miejsce. Mam nadzieję, że sprzedasz dzisiaj wszystkie swoje obrazy. Wybacz, ale jestem już spóźniony. Do następnego - mrugnął do niej i już zniknął w wielobarwnym tłumie. Przycisnęła dłonie do twarzy i radośnie w nie pisnęła. Przeżyję. "Mam dosyć wspomnień, że ktoś mnie goni, że brak mi tchu"



        Dedykacja: Piotrowi

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 19.06.2014r.

1     

Nowokaina Użytkownik wpmt 27 06 2014 (09:15:52)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witaj

Pozwoliłam sobie zajrzeć do Twojej pracy, ponieważ byłam ciekawa, co stworzyłaś tym razem. I muszę to napisać, ale w nieokreślony sposób irytują mnie "przerywniki" w tekście w postaci cytatów z piosenek (?). Nigdy nie rozumiałam tego typu zabiegów i od zawsze zastanawiałam się, jaką właściwie spełniają one rolę. Ale, zostawmy to na boku.

Tak jak zauważył civilizacja, nie sposób jest używać krytyki wobec Ciebie, skoro coś już w pisaniu osiągnęłaś. Mimo wszystko, skupię się na samej fabule, ponieważ strona techniczna jest dopracowana.

Treść przekonuje mnie w małym stopniu, ale nie twierdzę, że jest zła. Być może jest to kwestia tego, że nigdy nie byłam zwolenniczką obyczajówek, woląc od nich powieści grozy, fantastykę czy, tak jak obecnie, post-apokalipsę. Zawsze staram się w pracach znaleźć coś, co osobiście mnie porwie i zauroczy. Tutaj można mówić o płynności stylu i języka, choć momentami wyczuwa się pewną sztywność, jakbyś nie mogła pozwolić sobie na żaden błąd. Według mnie, nieco zachwiana została strefa dialogowa wobec opisów, których jest całkiem sporo. Nawet do wypowiedzi bohaterów dodajesz opisy i w żadnym wypadku nie krytykuję Cię za to, ponieważ jeszcze kilka lat temu sama postępowałam w taki sposób, dopóki nie zauważyłam, że co za dużo, to nie zdrowo. A z doświadczenia wiem, że kiedy opisów jest wiele, czytelnik w najzwyklejszy sposób część z nich pomija.

Cóż, miałam się skupić na fabule, ale nieco wybiegłam do przodu. Mam nadzieję, że w kolejnej części zaprezentujesz nam więcej dialogów. :)

Czwórka.
Pozdrawiam

civilizacja Redaktor 27 06 2014 (11:28:08)
popieram, co napisałaś o użyciu piosenek - zbędne i irytujące

civilizacja Redaktor 25 06 2014 (01:21:01)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witaj,
Zgrabnie to wszystko napisałaś, widać że bazujesz na wcześniej zebranym pisarskim doświadczeniu. Jesteś pro i ciężko będzie mi tutaj wytykać ci jakieś błędy techniczne, natomiast nie porywa mnie sama ta opowieść. Toczy się jakoś tak leniwie, mimo że przecież w pierwszej części mamy strzelaninę itp. Brakuje mi emocji, jeśli mam być szczery. To oczywiście subiektywna opinia, być może wielu z użytkowników by się ze mną nie zgodziło.

Zdania, które mi się nie podobają:
seksownym tyłku, który zaraz może być mało atrakcyjny, kiedy nafaszerują go prochem!
- prochem go nie naładują, pociskami/ołowiem - tak
Miejscem, gdzie zatrzymywała się po akcji zabrać resztę rzeczy, niepotrzebne w jej czasie
- bardzo sobie to skomplikowałaś
Następnym, co zarejestrowała, był eksplodujący z boku brzucha ból. "Kurwa, dobrze, że nie w ręce i nogi. Z wypadającymi flakami sobie poradzę, ale Boże, ten jeden raz, pozwól mojej grzesznej duszy uciec tym dobrym"
- to zdanie jest kompletnie oderwane od rzeczywistości. Postrzelenie w brzuch to znacznie cięższa sprawa niż w rękę czy nogę. Rozumiem, że w kontekście ucieczki postrzał w nogę to również lipa, ale to nie może tak zostać.

Pozdrawiam,
civilizacja


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9702 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68309 | Użytkownicy: 12452
Online(27): 27 gości i 0 zarejestrowanych: