Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XXII" 23.08.2010
"Szukając ducha rocka - XII" 30.07.2010
"Rozmowy jednostronnie pisane" 14.05.2012
"Szukając ducha rocka - LVII" 26.11.2011
"Bezsenność nocy letniej - I" 23.07.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Urywki wyrwane z życia - II

Nie rozumiała, co kieruje tymi mężczyznami – chęć pokazania, że są silniejsi od pozostałych, niezdrowa satysfakcja ze sprawiania bólu drugiemu człowiekowi czy usilne szukanie jakiegoś pomysłu na życie? Ona robiła to, co robiła, bo nie miała innego wyjścia po jego śmierci. Mogła albo zamknąć się w sobie i do końca życia to rozpamiętywać, albo wziąć się w garść i przyjąć wyciągnięte przez nich ręce. Wybrała drugą opcję – czy lepszą? Nie była tego taka pewna, ale to jedyne osoby, które widziała na horyzoncie. Pozbierała swoje rzeczy i pedantycznie wsunęła łuskę do worka z bronią, którą następnie schowała do sportowej torby. Otrzepała obcisłe spodnie do biegania – nie rzucały się w oczy delikatne ślady na jej kolanach zostawione przez kawałki pokruszonego wapna, które walały się po dachu. Poprawiła jedynie czarne skórzane rękawiczki, które nosiła i upewniła się, że niezbyt rozgarnięci funkcjonariusze nie znajdą na pierwszy rzut oka żadnych poszlak, które wskazywałyby na jej obecność w tym miejscu. Kamery unieszkodliwiła jako pierwsze. Wystarczył prosty włam do sieci osiedla mieszkaniowego i kilku firm, mających w okolicach placówki. Spece od monitoringu, poproszeni przez policje o pokazanie nagrań z tego dnia, znajdą tylko czarną dziurę o nieznanym pochodzeniu. Użyła komputera o koreańskim IP. Amerykanie mogą jej nagwizdać – nie od dzisiaj wiadomo, że Koreańczycy nie są skłonni do pokazywania czegokolwiek ludziom z zewnątrz. Z wewnątrz zresztą też nie. Nikomu nawet przez głowę nie przejdzie, że ta kobieta może być kimś innym niż uczestniczką zajęć fitnessu albo użytkowniczką siłowni. Uśmiechnęła się usatysfakcjonowana, zakładając pasek torby na ramię. Wolnym krokiem zeszła po schodach pożarowych, starannie zamykając kłódkę. Syreny policyjnie nie powinny zabrzmieć tutaj wcześniej niż za kilka-kilkanaście minut. Miała czas na spacer, więc zdjęła rękawiczki i wrzuciła je do torby. Nikt nie zwracał na nią większej uwagi, kobieta jakich tutaj dziesiątki – ładna, zadbana blondynka zmierzająca do swoich pilnych zajęć równie ważnych, co zeszłoroczny śnieg dla większości, jeśli nie dla wszystkich, ludzi. Była tego w pełni świadoma i wykorzystywała ten fakt. Obracała coś, za co pewnie by się obraziła w normalnym życiu, na swoją korzyść w tym, którym żyła teraz. Wsiadła do swojego wysłużonego Volvo. Westchnęła na widok starego, sypiącego się obicia. Marzyła wprost o jakimś zgrabnym Chevrolecie, ale mogła o nim zapomnieć w tym fachu. Będzie się rozbijać swoim wózkiem marzeń i przy okazji ściągnie na siebie spojrzenia niemal wszystkich świadków, a szczególnie przedstawicieli płci przeciwnej. Odłożyła marzenia o czarnym, wyśnionym aucie na czas emerytury. W sumie mogła poczekać. W obiegu zostanie jeszcze jakieś dwadzieścia lat i będzie mogła zamieszkać w domku z daleka od wszystkich zleceniodawców. Ewentualnie przyjmować jakieś pojedyncze roboty w drodze wyjątku dla starych, dobrych znajomych. Dla nich można nagiąć zasady, ale kiedy wyobraziła sobie, że miałaby tak zarabiać na życie do sześćdziesiątki, zauważyła w lusterku wstecznym jak zbladła. Roześmiała się nieskrępowanie – już to widzi – okulary jak denka od butelek, siwe włosy, balkonik i kałach przewieszony przez plecy – postrach okolicy. Pokręciła głową z niedowierzaniem, że umysł podpowiedział jej tak absurdalny obrazek i przekręciła kluczyk w stacyjce. Asekuracyjnie obejrzała się do tyłu, czy może włączyć się do ruchu, po czym skręciła ostro, o milimetry mijając zderzak nowiutkiej Hondy. Uśmiechnęła się z dumą z samej siebie – mogła wgnieść karoserię, ale jest dzisiaj wyjątkowo miła. Robota poszła gładko, zdąży jeszcze przejrzeć skanowania danych do następnego zlecenia. Gdy wrzucała kierunkowskaz na pierwszym dużym skrzyżowaniu, minęła dwa wozy policyjne, które przejechały obok z ostrym rykiem syren. „I po co ten krzyk i lament? I tak jest już po kobiecie...” - pomyślała, zanim wcisnęła mocniej pedał gazu, wjeżdżając na autostradę. "Define your meaning of war To me it's what we do when we're bored I feel the heat comin off of the blacktop And it makes me want it more Because I'm hyped up, outta control If it's a fight I'm ready to go I wouldn't put my money on the other guy If you know what I know that I know It's been a long time coming And the tables' turned around Cause one of us is goin'..." Pociągnęła pędzlem ostatni raz i krytycznie, ale bezsilnie przyjrzała się obrazowi. Nie miała już sił walczyć o to, by to, co wydostawało się spod jej palców, wyglądało tak, jak sobie wyobrażała. Ograniczenia płótna, niemożność dobrania stylu i materiałów. Za dużo granic i przeszkód, których nijak nie mogła przeskoczyć. Ba, nawet obejść się nie dało. Bolała ją przez to głowa. Z jednej strony miała głęboką potrzebę wyrażenia siebie w określony sposób, a z drugiej starała się wykorzystać wszystkie dostępne rzeczy. Ten kompromis wypadał... No cóż, nie oszukujmy się – tragicznie. Wszelkie kompromisy w sztuce dawały kiepskie wyniki – takie było jej zdanie. Wytarła dłonie o szmatkę nasączoną terpentyną, zmywając w zamyśleniu plamy z farb olejnych. Nie mogła oderwać wzroku od pracy. Miała irytujące wrażenie, że gdyby dodała jedną, tak bardzo oczywistą, chociaż pozostającą poza jej granicą poznania, rzecz – obraz stałby się w końcu taki,o jakim myślała cały ten czas. Westchnęła jednak po kilku minutach wytężonego myślenia i poddała się. Umyła pośpiesznie pędzle i odłożyła je do słoika. W pomieszczeniu można byłby zawiesić przysłowiową siekierę – tak gęsto było od oparów i zapachu farb. Jednak ona uwielbiała ten zapach. Od samego początku, kiedy po raz pierwszy go poczuła, wiedziała, że właśnie to chce robić. Cały proces wydawał jej się prawie mistycznym obrzędem – gruntowanie płótna, dobieranie odpowiednich pędzli, mieszanie farb, samo tworzenie i na końcu czyszczenie narzędzi i przyglądanie się efektowi końcowemu. Nie może zapomnieć, jak bardzo była tym zachwycona i oczarowana. Chyba nigdy przedtem ani potem nie poczuła czegoś równie niesamowitego. Oparła zagruntowane wcześniej płótno o szafkę, a „niedokończony” obraz postawiła tyłem do okna, by do świeżej farby nie przykleiły się paprochy i inne ustrojstwa z zewnątrz. Otwarła szeroko okiennice, wdychając zbawienny tlen. Oparła się o parapet i zwiesiła głowę, nasłuchując dźwięków okolicy. Słyszała jedynie szum odległej ulicy, kilka zbłąkanych ptaków, śpiewających smętne arie, i ludzi, całą masę ludzi na pobliskim targu. Czasami, kiedy pogoda dopisywała rozkładała się tam ze swoimi pracami. Ludzie podchodzili, niektórzy nawet odważyli się z nią porozmawiać i pochwalić talent, ale niewielu kupowało cokolwiek. Nie w tej dzielnicy. Dopiero, kiedy wyjechała z przedmieść do centrum, podróżując zatłoczonym autobusem z płótnami pod pachą, udawało jej się sprzedać większość prac. To było prawo rynku. Turyści przyjeżdżali z całego świata, żeby zobaczyć co ciekawsze rzeczy i przy okazji przywieźć coś do domu. Jako, że moda na standardowe pamiątki minęła, ludzie zaczęli chcieć czegoś nietuzinkowego, oryginalnego i najlepiej niedosłownego. Przestały ich zadowalać miniatury zabytków, pamiątkowe pocztówki i breloki do kluczy. Dlatego wielu z nich zachodziło do tutejszych artystów. Potem mogli się chwalić przed znajomymi, że kupili coś od ulicznego artysty, który za kilka lat będzie drugim Van Goghiem czy Da Vincim. Ona cieszyła się jedynie, że sprzedaje swoją sztukę, której proces tworzenia sprawia jej przyjemność i może za to kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Nie zawsze starczało na wszystko, kiedy kupiła już farby, płótna i rozpuszczalniki, ale czy jej to przeszkadzało? Absolutnie nie. Mogła egzystować tygodniami, szukając gdzieś między jednym pociągnięciem a drugim kawałka inspiracji, który popchnąłby jej twórczość do przodu. Najczęściej znajdowała, ale kiedy tak się nie działo – miała, potocznie mówiąc, przekichane. Nie mogła zacząć czegoś nowego, bo cały czas rozpraszała ją niedokończona praca. Nie mogła skończyć tej, bo kompletnie nie miała pojęcia, jak dalej to poprowadzić. Trwała w martwym punkcie. Wtedy musiała się zmuszać do wyjścia. Jej dumą było, że znajdowała pasje w sobie, nie musiała czerpać z zewnątrz. Kiedy pojawiał się zastój, była zmuszona do tego, czym gardziła, wiedząc, że jest to coś absolutnie naturalnego i niewartego wstydu – szukania inspiracji poza sobą. Widziała ją, doskonale zdawała sobie sprawę z jej istnienia, ale chciała być samowystarczalna, a przynajmniej sprawiać takie wrażenie przed samą sobą. Od dawna nie miała kontaktu z rodziną – rodzice wyjechali na drugi koniec kraju, nie interesując się za bardzo jej losem. „Sama sobie gotowałaś taki los. Artystka – też mi coś! Lepiej weź się do porządnej pracy!” Bolało ją to, ale w duchu przyznawała im racje. Sama dążyła do tego, co ma teraz. Robiła karczemne awantury, kłamała i wymykała się na lekcje u starszej sąsiadki, która za widoczne postępy uczyła ją wszystkiego, co sama umiała. Potem Maggie poszła swoją drogą, ale pani Missy cały czas obserwowała z uśmiechem jej artystyczną wspinaczkę. Była świadoma tego, że ona stała na występie góry, a ta młoda dziewczyna zatrzymała się na chwilę i powędrowała wyżej niż ona mogłaby kiedykolwiek spojrzeć. Sprawiało to staruszce ogromną radość, ale z drugiej miała wrażenie, że ona sama czegoś nie skończyła w życiu. I przez tą małą, czarnowłosą dziewczynę znowu sięgnęła po farby i płótno – pierwszy raz od kilkunastu lat. Miała wrażenie, że się wypaliła, ale tak nie było. Chciałaby się wypalić, bo to łatwa wymówka, a w tym fachu łatwe wymówki to najgorsze oszczerstwo. „Nie miałem czasu zagruntować płótna, bo musiałem zapłacić rachunki.” „Nie zdążyłam umyć pędzli, bo zaczęło padać, kiedy byłam w plenerze.” Artysta jest również rzemieślnikiem i ma obowiązek dbać o swoje przyrządy. Zarówno w sensie przedmiotów jak i swojego ciała oraz wrażliwości, to drugie jest nawet ważniejsze. Możesz kupić nowe pędzle, ale nie kupisz sobie nowych dłoni czy oczu. Nie mówiąc już o empatii. To był na swój sposób dziwny i specyficzny fach, ale sprawiał ogromną satysfakcję. Ocknęła się z zadumy. Powinna znowu pojawić się na targu, bo stworzyła już dość prac, by stworzyć mały straganik. Rozejrzała się po małej pracowni – stosy tub po farbach, zamalowane i czyste płótna, pędzle dumnie sterczące w starych słoikach. Jej mały świat. "Have I told you lately that I love you Have I told you there's no-one above you Fill my heart with gladness Take away my sadness Greets the day with hope and comfort too And you fill my life with laughter Easy my troubles, that's what you do..."



        Dedykacja: Piotrowi - mojej nieustającej i największej inspiracji

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 21.09.2013r.

1     

soban84 Użytkownik WPMT 02 10 2013 (22:43:56)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Zapominałem ocenić :)

soban84 Użytkownik WPMT 29 09 2013 (20:59:56)

Użyła komputera o koreańskim IP

Zapętliłaś się w dwa błędy rzeczowe-
Użyła komputera o koreańskim IP
nie ma czegoś takiego, zmień na przykład na "używała koreańskiego ip"
Jeżeli chodziło ci o Korę Południową w zamian za gwarancję interwencji na wypadek wojny z północą dzieli się ona wszystkim z Amerykanami .
Jeżeli chodziło o Korę Północną, to mają oni blokadę internetu, prawie tak dobrą jak Chińczycy, słowem połączenia stamtąd nie wychodzą.
Sugestia: jeżeli chcesz wyprowadzić Amerykanów w pole, wpleć w tekście informację iż adres wychodził ze środka Rosyjskiej syberyjskiej dziczy, a tam sobie mogą jej szukać do woli ;)
wiem że się czepiam ale tekst jest raczej mierzony w poważniejszego odbiorce, a on może wiedzieć takie rzeczy.
Poza tą technikalią, tekst jest świetny.
Pozdrawiam :)

Terila Redaktor 29 09 2013 (10:34:30)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj,
nie da się nie zauważyć, że cały tekst prowadzisz powoli, na spokojnie, nie śpieszysz się, dajesz sobie i wszystkim czas na wgląd do własnych postaci. W tej części to one są główną atrakcją Twojej pracy.
Podzieliłaś ten part na przedstawienie dwóch różniących się od siebie bohaterek, więc emocje, uczucia, jakie wywołałaś, automatycznie również zostały rozdzielone.
Pierwsza bohaterka jest cięższa do z wizualizowania. Poświęciłaś jej mniej czasu. Całkiem prawdopodobne, że będzie tylko elementem popychającym fabułę do przodu. Bardziej skupiłaś się na czynnościach, które wykonała, niż na tym "co jej w duszy gra", co w porównaniu do drugiej części, wywołuje delikatne wrażenie, jakoby pierwsza postać została pozbawiona trochę świadomości. Może to tylko moje prywatne odczucia, nie wiem. :D

Z Maggie jest inaczej, nadałaś jej imię. Z narracją przy tej bohaterce się płynie, na moment zapomina o postrzeganiu otaczającego nas świata we własny sposób. Zostajemy wciągnięci w czar oglądania życia okiem płócien, farb i malarzy. Gwoli ścisłości, czytałam Słoneczniki Sheramy Bundrick - fikcyjna, łącząca elementy autentyczne powieść o Vincencie Van Goghu.
Właśnie te drobiazgi z życia, typu: przetrwanie za sprzedanie paru obrazów, targanie za sobą płócien, czas spędzony nad tworzącym się dziełem, poświęcenie temu procesowi całą swoją uwagę - pozwalają czytelnikowi na wgląd do tego magicznego, intrygującego sposobu bytowania. Ty o tym nie zapomniałaś. Ty to wykorzystałaś.

Spodobały mi się dwie myśli w Twojej pracy:
Jako, że moda na standardowe pamiątki minęła, ludzie zaczęli chcieć czegoś nietuzinkowego, oryginalnego i najlepiej niedosłownego. [...] Potem mogli się chwalić przed znajomymi, że kupili coś od ulicznego artysty, który za kilka lat będzie drugim Van Goghiem czy Da Vincim.
- Uważam, że jest to bardzo autentyczne, patrząc na ludzi dzisiejszej epoki. Tradycjonalność zanika, oryginalność pnie się na piedestał. Ludzie szukają czegoś nowego. Cieszę się, że to pokazałaś. Moim skromnym zdaniem w tekstach powinny się niekiedy przewijać cechy, popędy społeczeństwa naszego wieku. To zawsze, na pewien sposób, otwiera człowiekowi oczy.

I druga myśl:
Chciałaby się wypalić, bo to łatwa wymówka, a w tym fachu łatwe wymówki to najgorsze oszczerstwo.
- cieszę się, że ktoś to neguje. Osobiście, gdy nie mam czasu na tworzenie nie marudzę, że go nie mam. Wykonuję swoje obowiązki, nałożone na mnie prace i w wolnej chwili zabieram się do dzieła! Nie rozumiem, co wnosi do rozwoju na drodze jakiegokolwiek tworzenia, tłumaczenie się ze swoich wyborów. Jeżeli jest się szczerym wobec tego, co się robi, to po spłaceniu rachunków z czystym sumieniem się do tego wraca. Jakby rozłąka nie miała jakiegokolwiek znaczenia, ponieważ wiesz, że jest to to, co chcesz robić, czego nie zostawisz.

Pojawiły się potknięcia natury technicznej, ale naprawdę niewiele.
mogła wnieść karoserię, ale jest dzisiaj wyjątkowo miła.
- powinno być wgnieść.

by do świeżej farby nie przykleiły się paprochy i innych ustojstwa z zewnątrz.
– analogicznie, inne ustrojstwa.

Gdy wrzucała kierunkowskaz na pierwszym, dużym skrzyżowaniu,
- liczebnik oraz przymiotnik nie rozdzielamy przecinkiem. To tak na zaś. ;)

Obracała coś, za co pewnie by się obraziła w normalnym życiu, na swoją korzyść w tym, którym żyła teraz.
- w tym zdaniu zgrzyta coś stylistycznie. Sens jest delikatnie pogubiony. Wtrącenia nie uzupełniają się w jasny, klarowny sposób. Gdyby usunąć drugą część po pierwszym przecinku, podmiot życie, gdzieś się w tym wszystkim gubi. Zrobisz z tym, co będziesz chciała. :)

Jeszcze nie mam pojęcia, też ciężko mi się domyślić, do czego właściwie będziesz dążyć w tym opowiadaniu. Czy będzie to gwałtowne zaskoczenie czytelnika, czy subtelne pranie mózgu. Czas pokaże. :)
Pozdrawiam.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(32): 32 gości i 0 zarejestrowanych: