warto go przeczytać
Wiatr targał włosami koloru rdzy we wszystkie strony. Zimno czerwcowego poranka zmusiło dziewczynę do szczelniejszego zapięcia czarnego płaszcza. Stała tu kolejne minuty. Czy płakała? Nie, wypłakała już wszystko – oczy, serce, duszę. Marmurowa płyta nagrobka idealnie wkomponowywała się w szary krajobraz. Uśmiechnęła się delikatnie widząc małe zdjęcie przy imieniu – uśmiechnięty chłopak o kręconych, długich włosach barwy smoły z iskrzącymi niewiarygodnym blaskiem niemal czarnymi oczyma. Popatrzyła wokół siebie – za płotem nagie drzewa spalone w niedawnym pożarze, całkowity brak trawy, tylko nędzny pogorzeliska, szare niebo, które za moment zacznie swą płaczliwą litanię. Wszystko było jak na czarno-białej fotografii, jedynie czerwone i niebieskie róże odcinały się od tej scenerii – jego ukochane kwiaty. Na cmentarzu nie było nikogo prócz niej. Czy się bała? Ależ skąd… teraz nie boi się już niczego. Świat zabrał jej najcenniejsze co miała, teraz może tylko czekać na nieuniknione – kiedy do niego dołączy. Jak widać to jeszcze nie ten czas. Uklękła ostatni raz, szepnęła cicho ‘czuwaj nade mną’. Omiotła wzrokiem napis wyryty czarno-złotą czcionką :
Like A Comet
Blazing 'Cross The Evening Sky
Gone Too Soon”
Rest in Peace
Jej umysł znów przełączył się z trybu ‘off’ na ‘on’. Poprawiła czarny kapelusz naciągając go na oczy i włożyła skórzane rękawiczki. Wyprostowała się odrzucając ramiona do tyłu. Stukot jej obcasów potoczył się echem po okolicy…
~~***~~
Nuda? Oni nie znali tego słowa. Cały czas zajęci sobą, muzyką, sztuką, szkołą i milionem czynności, które mieli do zrobienia w najbliższym okresie. Beztroscy? Z pewnością. Niedojrzali? Być może. Nieodpowiedzialni? Skąd! Kochali życie jak wariaci. Jak to nastolatki. Stop… Przecież mają po dwadzieścia pięć lat. Naprawdę? Wyglądają najwyżej na szesnaście. Patrz znów gdzieś biegną. Pewnie do szkoły na kolejne zajęcia z tańca, śpiewu albo rysunku. Gdzie tam! Dziś do miasta przyjechało objazdowe wesołe miasteczko. Jestem pewien, że właśnie się o tym dowiedzieli i pędzą, żeby się przejechać na diabelskim młynie. A są taką piękną parą. Tak uroczo się uzupełniają. Ona – rudowłosa piękność o urodzie i głosie anioła oraz wrażliwości artystki. On – czarnowłosy, tajemniczy nieznajomy o naturze dziecka, manierze dorosłego i milionie twarzy. Obydwoje – piękni, młodzi i utalentowani. Zakochani? A któż to wie! Są największa tajemnicą tego świata. Gdy się śmieją – śmieje się niebo. Gdy śpiewają – dołączają do nich chóry ptaków. Gdy tańczą – sprawiają, że magia odżywa. Są jednym wielkim impulsem, śmiechem i pięknem niedostępnym dla innych, choć przecież idą tuż obok.
~~***~~
Zadymiony bar gdzieś na odludziu aż zaprasza swoją upiornością zabójców, gwałcicieli i prostytutki. Czy jestem jednym z nich? Może… Nigdy nie wiadomo do czego zmusi życie. Siedząc przy barze nachylony nad szklanką whisky nie mam raczej szansy na myślenie o czymś istotnym. Kiepska muzyka rodem z taniego thrillera sączy się z głośnika jak krew z nosa przerywana co jakiś czas jękami. Barman po pięćdziesiątce wyciera od godziny ten sam wyszczerbiony i sczerniały od niemycia kufel patrząc podejrzanie w moją stronę. Czym przykułem jego uwagę? Zbyt ciemnym jak na białego kolorem skóry? Przecież większość tych facetów jest umazana smarem. Skórzaną kurtką z łańcuchami? Może w prywatnej szkole dla dziewczyn to byłby coś dziwnego, ale tu prawie każdy taką nosi. Może jestem zbyt przyzwoity? O tak, na pewno. Spojrzałem na niego spode łba, a on natychmiast odwrócił wzrok, choć co jakiś czas zerkał niepewnie. Czy te pokręcone włosy muszą mi ciągle spadać na twarz?! Zgarnąłem je niecierpliwym ruchem ręki za ucho, ale to jak zwykle nic nie dało. Kobiety, które lata swej świetności mają już za sobą wykonywały swój niechlubny zawód siedząc na kolanach klientów o równie obrzydliwych i niezrozumiałych dla mnie życiorysach, nie są zbyt ciekawym zjawiskiem do obserwacji. Po blacie przespacerował się trzeci już karaluch wielkości mojego małego palca dłoni. Gdzie jest ten cholerny Thomas?! Spóźnia się drugą godzinę. Czy jestem zły? Zły?! Wściekły jak rozjuszona cholera! Położyłem obok podkładek pod piwo należność za alkohol zostawiając barmanowi spory napiwek. Idąc pomiędzy stolikami czułem palące spojrzenia biesiadników. Szczególnie dziewczyny przy oknie. Zaraz… gdzie ona się podziała? Za dużo whisky kolego, za dużo whisky…
~~~~~~~***~~~~~~~~
Czy lubi ryzyko? A czy ktoś taki jak ona mógłby go nie lubić? Ryzykuje każdego dnia wychodząc za dwór, próbując uporządkować sobie życie. Codziennie od nowa. W jej życiu nic nie jest stabilne, a przecież było tak pięknie. Jak widać to on trzymał ją w kupie. Teraz jest milionem szukających się części… Ona wie co to znaczy cierpienie. Ona wie co to znaczy okrucieństwo. Skąd? Przecież wygląd na zadowoloną z życia, kruchą dziewczynę? Och z doświadczenia – wymuszonego, nie dobrowolnego. No cóż. Ktoś powie: życie, ale ona odpowiada: nie, śmierć. Ona nie nuci ckliwych ballad, nie zdziera gardła przy hard rocku. Jej muzyka ucichła… Dawno? Nie wie, czas przestał dla niej płynąć – godziny zlały się w dni, a tygodnie w miesiące. Pozostała tylko pustka… Dlaczego? Przecież była obiecującą artystką, legendarnym odkryciem! Lepiej o to nie pytajcie… Siedziałam na opuszczonym wzgórzu w rozkładającym się czarnym samochodzie. Trzeba zawieźć go do mechanika. Westchnęłam głęboko myśląc ‘i gdzie teraz jesteś?’ z wyraźnym wyrzutem. Wiatr mocniej dmuchnął w plecy wzbijając moje włosy w powietrze. Zamknęłam oczy i nabrałam pełne płuca tlenu. Opadłam bezsilnie na siedzenie – ile jeszcze razy będę cię potrzebować? Ile razy zabraknie cię w ważnych dla mnie chwilach? Tak bardzo cię potrzebuje… Otarłam pojedynczą łzę uśmiechając się do rozgwieżdżonego nieba:
Smile, thought you’re heart is beating
Smile even though it’s breaking
When there are clouds in the sky
You’ll get by
If you smile with you’re fear and sorrow
Smile, and maybe tomorrow
You’ll find that life is still with wild
If you just…
Light of your face with gladness
Hide every trace of sadness
Although there were tear
Maybe air was so near
That’s the time you must keep on trying
Smile, what’s the use of crying
You’ll find that life is still with wild
If you just…”
Westchnęłam, odgarniając włosy do tyłu. Przekręciłam kluczyki w stacyjce – silnik najpierw się zakrztusił, zakasłał trzy razy i odpalił…
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 18.10.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(42): 36 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, PookyFan, Khelben