Pseudonim: Vinylandia
Imię: Asia
O sobie: "Umieranie to pozytywne doświadczenie, kształcące charakter. Owo doświadczenie poleciłbym każdemu gdyby nie nieuchronny element ryzyka."
Napisanych prac:
- wiersze: 58
- proza: 5

Średnia ocen: 4.1
Użytkownik uzyskał: 147 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Czas na odkupienie" 03.04.2011
"Różne twarze" 11.04.2011
"Różne twarze cz.2" 13.04.2011
"Gwiazdy na słoneczym niebie" 24.09.2010
"Upadek - I etap..." 15.05.2012

Inne prace tego autora:
"Upadek - I etap..." 15.05.2012
"Gwiazdy na słoneczym niebie" 24.09.2010
"Różne twarze cz.2" 13.04.2011
"Różne twarze" 11.04.2011
"Czas na odkupienie" 03.04.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Upadek - I etap "Wyzwanie Prozatorskie"

Było nieco po północy, kiedy zachciało mi się pić. Przez picie mam oczywiście na myśli alkohol. Tak cholernie mnie suszyło, że musiałem iść do monopolowego po wódkę, piwo… Po cokolwiek. Nawet porządnie się nie ubrałem (była późna jesień i krótki rękawek połączony ze spodniami sięgającymi nieco poza kolana, nie dawał z pewnością ciepła), chwyciłem garść papierkowych pieniędzy w dłoń, i zamykając za sobą drzwi, pobiegłem jak najprędzej do sklepu. Zimne powietrze od razu otuliło moje ciało i kilka włosków zaczęło stawać na znak ochłodzenia się temperatury. Po chwili zobaczyłem jasno oświetlony neon z napisem "Sklep monopolowy całodobowy". Wpadłem nieco zziajany do środka. Poprawiłem rozwichrzone włosy i podszedłem do lady. Za nią stała niska blondynka. Na oko miała ze trzydzieści lat, w miarę ładna. Postanowiłem nieco z nią pogawędzić, by w przyszłości ten niewinny flircik wykorzystać. - Dzień dobry - powiedziałem z szerokim uśmiechem, ściskając w dłoni banknoty. Nawet na mnie spojrzała. - Witam. Co chce pan kupić? - Wódkę. Albo nie, lepiej piwo. A zresztą, obojętnie. W końcu zwróciła na mnie swoje duże, szaro-niebieskie oczy i zmrużyła je. - Pan jest alkoholikiem? - zapytała tak nagle i bez kontekstu, że przez moment zatkało mnie. - Nie. Po prostu koledzy do mnie wpadli i potrzebuje nieco alkoholu… - powiedziałem, kłamiąc w żywe oczy, co na dobre mi nie wyszło, bo zacząłem ze zdenerwowania tupać nogą. - Nie musi pan łgać. To od razy widać - rzekła lekkim tonem w głosie. Odwróciła się do mnie tyłem. Sięgnęła na najniższą półkę i wybrała jakąś butelkę z tanim alkoholem. - Chce pani takie gówno mi wcisnąć? - powiedziałem mocno wzburzony. Jakoś szczególnie nigdy nie przykładałem wagi do tego czy butelka kosztuje drożej czy taniej. Było to dla mnie obojętne, bo czułem jedynie zew, zew aby pić. Ale teraz wyjątkowo nie spodobało mi się to. Chciałem się napić, po raz pierwszy w życiu, z klasą. Po prostu zasiąść na ławce tuż obok i napić się, zaciągając jakimś nieco droższym niż dwadzieścia złoty, procentowym napojem. - Niech mi pan wierzy, że po tym będzie miał pan dość picia na najbliższe dni, a może nawet tygodnie. - Skoro tak pani mówi… Daje jej te kilkanaście złotych i zniesmaczony po tak niekorzystnej dla mnie rozmowie, mruczę pod nosem: "Do widzenia". Wychodzę z monopolowego. Noc robi się coraz bardziej chłodna. Znowu zaczynam drżeć z zimna, ale alkohol, który trzymam w dłoni, rozgrzewa mnie, dodaje otuchy. Idę nieco szybkim krokiem do najbliższej ławki i zasiadam na niej. Zębami odrywam kapsel i rzucam go w bok, na trawę. - No! To zdrowie, Rysiu! - mówię uroczyście i pociągam duży łyk z butelki. Czuje jak ciepło zalewa mi ciało. Od razu przestaję drżeć i robi mi się nieco cieplej. Językiem muskam podniebienie i odkrywam jego smak - słodki, ale zarazem ostry. Zachwyca mnie taka mieszanka. Więc biorę kolejny i kolejny łyk. Pomału czuje jak powieki opadają mi zmęczone, a mózg odmawia dalszego działania i domaga się odpoczynku. W pewnym momencie, niespodziewanie, padam na ławkę nieprzytomny. Kiedy się obudziłem, zauważyłem, że znajduję się w jakimś pokoju. Pierwsze, co zarejestrowałem, to to, że coś rozwala mi głowę od środka. Po drugie, starałem sobie przypomnieć, co ja tu robię i jak się tu dostałem, ale nic sobie z dnia wczorajszego (a może i dzisiejszego?) nie przypominam. Wstaje z kozetki i chwiejnym krokiem podchodzę do drzwi. Szarpię za klamkę, ale drzwi się nie otwierają. Uderzam pięścią o nie i krzyczę: - Haloo… Bełkoczę, po raz pierwszy bełkoczę. W dodatku zaraz zacznę czkać. Jezu, w życiu nie miałem takiego kaca, myślę. - Jeest tam - czkam - ktoś? Słyszę nadchodzące kroki i nagle ktoś otwiera drzwi. - Witam. Niech się Pan nie denerwuje i wróci na łóżko. - Aleee… po co tu jesem? - Przeholował Pan z alkoholem. Kiedy znaleźliśmy cię, ledwo żyłeś. To niemal cud, że cię odratowaliśmy. A teraz, jeszcze raz powtarzam, niech pan wraca do łóżka. - Ja się barzo dobsze czujee. - Oczywiście. Poza bólem głowy i dużym kacem, jest wszystko w porządku, ale musi Pan odpoczywać. Kiwam nieprzytomnie głową i chwiejnym krokiem wracam na kozetkę. Drzwi zamykają się, a ja kładę się na łóżko. Chwilę potem otulony miękką pościelą, zasypiam. Otworzyłem oczy. Z osłupieniem siadłem na ławce. Znowu znajduję się na znanej mi ulicy. Głowa mnie już nie boli, a umysł mam całkowicie trzeźwy. Przypominam sobie powoli dziwny pokój i rozmowę z nieznaną mi osobą. Nie mogę pojąć, co się stało… Czyżbym stoczył się na krawędź życia?



        Dedykacja: słowo-klucz: krawędź<br /> płeć: mężczyzna

Płeć: kobieta
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 15.05.2012r.

1     

Nowokaina Użytkownik wpmt 16 05 2012 (17:25:47)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Witaj
Praca na konkurs. Powiem Ci od razu, że liczyłam na coś odrobinę chociaż lepszego. Cóż, zacznijmy od początku.

Strona techniczna. Na początku nie było źle, dopiero później pojawiły się błędy. Po pierwsze - rób spacje po myślnikach w dialogach. Po drugie, uważaj na przecinki. Czasami ich nie stawiasz, a niekiedy fragment tekstu jest bezbłędny. Po trzecie - mieszasz czasy. Musisz nad tym popracować, ponieważ widać to wyraźnie. Nie zmieniałam Ci tego, ponieważ wiem, że moja zmiana mogłaby się Tobie nie spodobać, dlatego zostawiam tak, jak jest. W razie czego, możesz się ze mną skontaktować.

Treść. Trochę namieszałaś, wiesz? Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to fakt, że opisujesz głęboką noc, a mężczyzna wchodzi do sklepu i mówi: "Dzień dobry". Tego również nie zmieniałam, a jeśli byś chciała to poprawić - napisz. Przedstawiasz niby postać alkoholika, ale nie do końca taki przedstawiłaś nam obraz. Przynajmniej ja czuję jakiś niedosyt. Poza tym fragment drugi jest dla mnie straszliwie dziwny. Jemu śniło się, że znalazł się w nieznanym mu pokoju? Chyba tak. Jednak zaraz potem piszesz, że nadal siedział na ławce. Wydaje mi się, że trochę przedobrzyłaś.

Podsumowując, styl masz całkiem dobry, ale musisz nadal zwracać uwagę na podstawowe rzeczy. Lecz co do nawiązania do słowa "krawędź" to wydaje mi się, że nie wykorzystałaś w pełni swojego potencjału. Oczywiście, temat dotyczący alkoholika, który żyje nieświadom do końca tego, co robi, jest dobry. Jednak myślę, że nie za bardzo się przyłożyłaś. Mogłaś popracować jeszcze, a efekt z pewnością byłby lepszy.

Trójka.
Pozdrawiam


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(21): 21 gości i 0 zarejestrowanych: