warto go przeczytać
2
– Halo?- Perliście jasny głos odezwał się w słuchawce i automatycznie roześmiał się. – Maryśka!
– Aniu– zaśmiała się– miło cię słyszeć.
To właśnie odkryła Marysia. Przez ostatnie kilka miesięcy okazało się, że może liczyć na ludzi, którzy są daleko. Na Dawida, na Anię, na Sonię. I wszystkich z działu opowiadań, jak na Zuzę na przykład. Na Zuzę, Agatę, Julkę. Było ich pięć w opowiadaniach, łącznie z Anią. I były ze sobą dość zżyte.
Gdy tylko pojawiła się okazja, Maryśka wpadła na pomysł ściągnięcia do siebie Ani i Sonii, bo po prostu mieszkały niedaleko. Było więc możliwe, że dziewczyny przyjadą do niej na wiosnę, na konkurs poetycko– prozatorski. Chciała, żeby to tak szybko zleciało, żeby mogła już urzeczywistnić swe marzenie o nie byciu samą. Nie zdawała sobie sprawy, że jej myśli spełnią się szybciej, niż by chciała.
Rozmowa wspomniana wcześniej odbyła się w styczniu, kiedy to Maryśka szła ulicą Paderewskiego, z dumnie podniesioną głową i to nie dlatego, że miała powód do dumy, wręcz przeciwnie. Dygotała na całym ciele, a to dlatego, że podążała dość nieprzyjemną dlań ulicą, i właśnie z tego powodu wybrała do Ani numer. Ot, żeby się pocieszyć. Udało się, bo choć rozmowa nie należała do tych najbardziej udanych, to jednak w ciągu kolejnych dni humor jej się poprawiał. I celowo mówię: poprawiał, bo ostatnio nie było najlepiej. Przeżywała bowiem dziwne zdarzenia krok po kroku, złudzenia wypełniały jej ciało, majaczyła. W swej samotności zaczęła zażywać antydepresanty. Jeśli chodzi o klasę, znalazła sobie jedną koleżankę– Gabryśkę. Z początku uznała, że musi mieć kogokolwiek w klasie zaprzyjaźnionego, żeby nic nikt nie podejrzewał, więc zaznajomiła się z nią, opowiadając jej różne historie z własnego życia; z czasem jednak polubiła ją i nawet umówiły się na ferie. Mimo to, Maryś uparcie dążyła do tego, żeby być bardziej docenianą tam, gdzie się spełniała. Dla redakcji zostawiła kilka dodatkowych zajęć i wcale tego nie żałowała.Tam, owszem, też były osoby, które jej nie lubiły, ale znosiła to lepiej niż fakt, że wyśmiewała ją własna klasa. I tak, na początku stycznia wszystko zaczęło się polepszać, dziewczyna częściej się uśmiechała. W nocy, w snach, coraz częściej nawiedzali ją Ania i Dawid a ona nie miała nawet pojęcia jak bardzo realne te sny były…
***
Gdy tylko Maryśce zabrały się chęci do życia, Ania dopięła wszystkiego, żeby tylko jej się owe nie odechciały. I wychodziło jej to całkiem nieźle, przyznajmy to szczerze, bo dziewczynie wracała ochota do nauki i poznawania świata– a to był największy wyczyn, jaki stworzyć mogła. Maryś chętnie zaczęła chodzić po sklepach, wychodzić z domu, sięgnęła po książki. W kolorowym życiu znalazło się miejsce na strach, niby tłumiony, a jednak obecny. Zapomniałam dodać, że bohaterka skończyła oficjalnie lat trzynaście i drążyła coraz bardziej otaczający ją świat, szukając na każdym kroku niesamowitych tajemnic, którymi był przesiąknięty. Wiedziała, że za niedługo odkryje coś niesamowitego. Nie wiedziała tylko, co to będzie.
3
Nadeszły ferie zimowe, tak się właśnie złożyło, że mieli je pierwsi w kolejności. Ferie oczekiwane, ale nudne, bo streścić je można będzie spokojnie w jednym rozdziale… no, góra dwóch. Tak przynajmniej sądzę po tym, jak się rozpoczęły.
Z początku spędziła je w bloku– poniedziałek, wtorek, wiadomo, kilka spraw trzeba pozałatwiać. Latała więc tam i z powrotem, z telefonem przy uchu, to do sklepu malarskiego, biblioteki, do rynku i kilku sklepów. Z telefonem przy uchu dlatego, że tak jej było weselej. Anka i Sonia w ferie były zazwyczaj razem, a fajnie było słuchać, jak obie rozmawiają i w gruncie rzeczy mogły rozmawiać we trzy. Niestety, po błogim szaleństwie trzeba było jechać na wieś do drugiego domu, a co gorsza, kiedyś zapłacić za rachunek telefonu.
Domek, jak zwała go dziewczyna, osadzony był na wzgórzu na pewnej wsi. Nie był aż tak wieśniacki, jak można by się spodziewać; a wokoło ani kur ani nawet psa. Był to domek elegancki, można powiedzieć. Na parterze mieścił się ganek, zaraz z ganku był przedpokój prowadzący schodami na górę, oraz prosto do kuchni. Kuchnia połączona z jadalnią, dość duża, sprawiała optycznie jeszcze większe wrażenie, bo obok był salon, nie przegrodzony żadnymi drzwiami– jedynie łukiem o dość szerokim wejściu. Łazienka, oczywiście, umieszczona była z wejścia do przedpokoju. U góry, cztery pokoje, dwa ogrzewane i dwa nieogrzewane. Z dwóch nieogrzewanych były również schody do dwóch przestrzeni na górze– jeden strych i jedna sama góra”, gdzie był telewizor, materac i stolik, słowem, przyjemne miejsce do pisania, szkoda tylko, że było tam wiecznie zimno. I tak, Marycha zwykła zajmować pokój ogrzewany, z komputerem którego nigdy nie używała, bo miała laptopa, sofą, telewizorem i stoliczkiem, z tym, że część była centralnie– sofa, stoliczek i telewizor, a w głębi, za drzwiami, mieściło się biurko i komputer właśnie. Tam w zwyczaju mieli przesiadywać dziadkowie, grając w pasjansa czy inną grę karcianą, a ona sama wieczorem kładła tam świece i pisała wiersze. Na ziemi leżał dywan, trochę staroświecki, jasny, w jakiś wzór który przypominał liście– dość symetryczny. Na ścinie dwa duże obrazy, niebieskie niebo, linie wyglądające jak te energetyczne no i chmury, które w rzeczywistości przypominały kobiety. Było też, oczywiście, okno dużego rozmiaru z kwiatami doniczkowymi na parapecie. Właściwie, cała filozofia. W gruncie rzeczy nie ona urządzała to wnętrze, nie miała przecież nic do gadania, jeśli chodzi o takie sprawy. Fakt, że mogła być w tym pokoju, zupełnie jej wystarczał. Z reguły była dobra. Jako dziecko strasznie uczynna. Ciekawiło ją teraz to, co ją tak kiedyś zmieniło, z niesamowitego dziecka w niesamowicie pyskatą gówniarę.
Wróćmy jednak do naszych ferii. Otóż, gdy tylko Maria przyjechała, nawet nie zaglądnęła do środka domu. Pobiegła do kuzynki. A właściwie kuzynek, bo są trzy, małe dziewczynki. Najstarsza ma lat sześć, średnia dwa, najmłodsza nie ma roku. I nasza Maryśka kocha je bardzo, w szczególności średnią Justynkę.
***
I tak właśnie minęły kolejne trzy dni z życia bohaterki, urozmaicane wypadami na sanki, pisaniem wierszy a wieczorami– smsami, o ile pozwalał jej na to abonament. W czwartek wybrała się na narty, gdzie po raz pierwszy zderzyła się ze światem o wymiarze całkiem… nieświadomym.
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 02.02.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(45): 39 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, PookyFan, Khelben