warto go przeczytać
1
Czasem prosto jest zmienić coś w swoim życiu. Zmiana charakteru na przykład, niektórym przychodzi drogą całkiem oczywistą. Po prostu, z czasem to się zmienia. Gorzej, gdy sytuacja wymaga od nas zmiany i my, albo nie wiemy, jak się zmienić, albo nie dajemy rady, a najczęściej– po prostu nam się nie chce.
Tak właśnie było z Marią, dwunastolatką zamieszkałą na południu Polski. Ona wiedziała, że musi się zmienić, a co gorsza, chciała się zmienić. Tyle, że nikt nie chciał jej w tym pomóc. Tak więc przekonana, że da sobie radę, ruszyła pod kościół, gdzie po raz pierwszy miała zobaczyć nową klasę, całkiem dla niej obcą, miała stać się pierwszoklasistką. Niepewna swego ruszyła w kierunku starych znajomych z byłej szkoły, którzy i tak będą uczęszczali do 1 ‘b’ a nie ‘a’, jak ona. Z zamkniętymi ustami i nadzieją na lepsze, a jednocześnie, niestety, dyskomfortem ze strony rówieśników, przeczekała w kościele całą mszę i czym prędzej wyrwała się do nowej szkoły, gdy tylko msza oficjalnie się skończyła. A szkoła była po drugiej stronie ulicy.
I tak nasza Maryśka zaczęła nowy rok szkolny, w zakłopotaniu, pałętając się wśród starych znajomych do momentu, gdy nie wyniesiono w górę dwóch kolorowych tabliczek zatytułowanych: ‘1 a gimnazjum’ i ‘1 b gimnazjum’. Warto dodać, że klasy były tylko dwie, bo w rzeczywistości szkoła ta była gimnazjum połączonym z liceum, z tym, że gimnazjum miało wysoki poziom a liceum było, krótko mówiąc, do kitu. Więc przepychając się pośród tłumu, znalazła dziewczynę trzymającą tabliczkę.
- 1 a?- Spytała, niby na odchodne, blondynki w kucykach.
– Liceum, 1 a jest tam– odparła, wskazując chłopaka, który w korowodzie wymaszerował z liceum, trzymając taką tabliczkę– a za nim cała reszta, 1 b, 1c, aż do 1h.
– Ale ja jestem z gimnazjum– mruknęła, odsłaniając białe zęby.
– Nie wyglądasz– zaśmiała się i wskazała jej ręką grupkę ludzi. Jak można się było spodziewać, powtarzanie Maryśki w myślach nie szufladkuj ludzi” nic nie dało, bo pierwsze, co jej przyszło na myśl, to: bezpłciowi. I jacy niscy, no nie, nie ma żadnego wysokiego chłopaka?
Chłopcy oczywiście byli wysocy, lecz nie zauważyła tego, bo po prostu nie zdążyli jeszcze dojść. Zewsząd ogarnęły ją uśmiechy, doszła do grupki i po formalnym pytaniu 1 a?” już mogła przedstawić się dziewczynom. Podążyła za tłumem, słysząc imiona takie jak Kasia, Julka, Marta, Ula, Olga, Gabrysia, Ewelina i nawet nie starając się ich zapamiętać. O tak, zbyt szybko szufladkowała ludzi.
***
Stukając stopami o podłogę w rytm Within Temptation siedziała nasza dama i wydobywała z siebie raz po raz dźwięki przerywane stukaniem w klawiaturę komputera. Pierwszy dzień szkoły zawsze robi wrażenie, a przynajmniej powinien. Najlepiej było opowiedzieć to Dawidowi.
– Dzień dobry.- Napisała, uśmiechając się porywczo.- Maria. Z klasy 1a.
– Witaj Marysiu, jestem Dawid z 2 c.- Tyle wystarczyło, by zaniosła się śmiechem. Ta, dawno nie żartowała z Dawidem. Kiedyś, za pierwszych dni, czuła do niego straszny respekt i póki sama nie poczuła na własnej skórze, że to człowiek jak każdy inny, póty myślała, że jest wielkim filozofem o niezmąconym spokoju i potężnym poetą, przenoszącym wiarą góry. A Dawid nie lubił, jak się go wywyższało, oj, nie lubił. Wróćmy jednak do rozmowy, którą przeprowadzili tamtego dnia, rozmowy, która była mało ważna i w ich życiu nie zmieniła nic, ale mimo to była rozmową dość przyjemną i równie słoneczną, jak pogoda, która przywitała ich w szkole.
– Co u ciebie, Dawidku?
– Nic, obklejam właśnie zeszyty.
– Ah, skąd ja to znam, wczoraj spędziłam całe popołudnie na przygotowanie własnych.
– Ja tam lubię zeszyty. Jak nowa klasa?
– Jak zwykle.
– Dlaczemu jak zwykle? – Spytał, rozśmieszając dziewczynę swoim tradycyjnym dlaczemu”.
– No bo nic nowego. Wzięto mnie za trzy lata starszą.- Dawid uśmiechnął się i rozglądnął po pokoju. Gdzieś tu były kartki, mruczał pod nosem, poprawiając na nosie okulary. Zadzwonił telefon, więc odruchowo spojrzał na wyświetlacz. Dzwoniła jego przyjaciółka.
– Poczekaj, komórka dzwoni.
– To ja już uciekam, wyjdę trochę na pole, jest taka ładna pogoda. Buziak.
– Trzymaj się.
I tu najwygodniej byłoby powiedzieć, że na tym skończył się dzień naszej bohaterki. Ale wcale się nie skończył, bo pomaszerowała do biblioteki, a potem wróciła z pracy mama i poszły na lody. Chodzi przede wszystkim o to, że naszą dziewczynę wieczorem ogarnęła niezwykła chandra. Taka, przy której nie wiedzieć czemu chce się płakać i gdzie ginie sens całego życia, pytania etyczno– moralne zasypują głowę. Na taki dołek przydałby się przyjaciel, ale Marysia nie miała nawet do kogo się odezwać. I doskonale to wiedziała, że po prostu przez ostatnie półtora roku straciła całkowity kontakt ze światem, zdziecinniała, i niby dobre oceny miała, ale jednak, uczyć się jej nie chciało i kompletnie zadań nie robiła. Bo po co? Jej pogląd miał okazję ostatnio się zmienić, kiedyś robiła zadania przed lekcją i okazało się, że Dawid po prostu robi tak samo. Więc obrała sobie taką taktykę, i ta taktyka wypełniała jej te przerwy, w których nie siedziała i dyskutowała z którymś z nauczycieli. Miała nadzieję, że to się zmieni. Mimo tego, przez kolejne tygodnie, jak przewidywał Dawid, narobiła sobie w szkole więcej wrogów niż znajomych. Kolejne dni wyglądały tak samo, przebłysk przyjaźni kończył się rozległą nienawiścią czy jakimś zniechęceniem, bo Maryśka była osobą gadatliwą i uwielbiała opowiadać. Dlatego właśnie przejdźmy do innego okresu czasu, kiedy to dziewczyna odkryła…
Ocena: 3.667
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 31.01.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(45): 39 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, PookyFan, Khelben