Pseudonim: DamaKier
Imię: Kasia
O sobie: Jestem powątpiewaniem w sens.
Napisanych prac:
- proza: 15
- publicystyka: 1

Średnia ocen: 3.6
Użytkownik uzyskał: 40 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Jeszcze tylko jedna" 21.11.2011
"Ugłaskać ciszę" 09.11.2012
"Zostać bohaterką romansu" 11.01.2011
"Małgorzata" 23.11.2010
"Scenarzystka" 28.12.2010

Inne prace tego autora:
"Jeszcze tylko jedna" 21.11.2011
"Calineczka" 31.07.2011
"Fontanna - I etap..." 19.05.2012
"Scenarzystka" 28.12.2010
"Stokrotka" 20.05.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Ugłaskać ciszę

Muszę przyznać, że moja pierwsza myśl brzmiała: „ona ma takie szerokie usta!”. Jakby to naprawdę w tej chwili było takie najważniejsze. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam myśleć o tym, że przecież to koniec i poczułam się wyrwana z własnego życia i własnych planów, ale przez jakieś cudowne ułamki sekund byłam skupiona na zbyt szerokich ustach jego nowej dziewczyny. Dopiero po chwili poczułam, że przeszywa mnie ból, że wokół robi się cicho i nagle otoczyła mnie piekąca pustka. - Jedzenie – powiedziałam w przestrzeń. - Trzeba wszystko pochować do lodówki. - Zajmę się tym. - Złóż tą wędlinę na jeden talerz. - W porządku. - Kto bierze odkurzacz, a kto choinkę? - Naprawdę teraz o tym myślisz? - Naprawdę nie jestem w stanie myśleć o czym innym. Powoli przełożyłam kilka kawałków ciasta z patery na talerz. Nagle zaczęłam być wściekła, że wczoraj cały dzień robiłam to cholerne ciasto, a on je teraz zje. Pobiegłam do kuchni po folię aluminiową i wszystko dokładnie zawinęłam. Drżącymi rękami wpakowałam do torby ugotowane jajka w pojemniku, wrzuciłam tam też kilka par majtek. Telefon, gdzie jest ten telefon? - Kaasiu? - Co się stało?! - Mogę dzisiaj u Ciebie spać? - Jasne, przyjeżdżaj. To chyba nazywa się prawdziwa przyjaźń. Założyłam buty, brązowy płaszcz. Dopiero wtedy zaczęłam płakać. Z trudem odnalazłam klucz, zarzuciłam na ramię wypchaną do granic możliwości torbę. On stał nieruchomo w drzwiach i patrzył na mnie, jak zbieram się w sobie i wychodzę. - Nie wierzę. Nie wierzę. Nie ona. Wzruszenie ramion. - A kto inny? On, jego twarz, jego ręce. Sweter, który mu kupiłam na Boże Narodzenie. Nasze mieszkanie, nasz dom, nasza rodzina. Szybkim ruchem ściągnęłam z palca pierścionek i położyłam na szafce przy drzwiach. Wychodziłam już, kiedy usłyszałam jego szept: - Przepraszam. Przepraszam, że nam nie wyszło. Boję się, że to będzie ciągle żywe we mnie. Pierścionek, razem ze zdjęciem, które stało w naszym salonie schowałam głęboko. Niedługo schowam tam też całe wspomnienie przeszłości, szczęścia, całą poetykę codzienności i wszystkie ukołysania. Niedługo sama się tam schowam i nie będę wychodzić, i nie będę żyć i będzie mi dobrze. Chcę jechać do domu. - Dzień dobry, można? - Tak, oczywiście, proszę. Może pomogę Pani z tą walizką? - O, bardzo proszę, ona jest taka ciężka. Dziękuję. Płaszcz, MP4, portfel, telefon. Mam. Naciśnij „Odblokuj” a potem *– Utwórz wiadomość – Do: Mama – Tekst: - „Mamuś, jadę już, mam miejsce siedzące.”. Ściągam buty, siadam na miejscu od drzwi, podwijam nogi pod siebie. Wkładam w uszy słuchawki, powoli ruszamy. „A ja jestem, proszę pana, na zakręcie”. Jedna dawka Jandy na teraz nie wystarczy, jeszcze raz – „a ja jestem, proszę pana…”. I jeszcze raz – „a ja jestem…”. I jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze i jeszcze. - Dzień dobry, bilety do kontroli proszę. Torebka, portfel, bilet, dokumenty. - Pani płacze? - Owszem. Szare oczy konduktora otwierają się szeroko. - Przyjemnej podróży. - Dziękuję. Pół roku później Stuk, stuk, stuk. Moje buty wydają dziwny dźwięk. Mam wrażenie, że słyszy mnie całe osiedle. Nie umiem chodzić tak, coby nie zniszczyć obcasów. Mam te buty od niedawna, a już prawie cały flek jest zjechany, naprawdę nie wiem jak ja to robię, zwłaszcza, że wcale tak dużo nie chodzę pieszo. Może akurat dziś, bo poszłam na ten randko-spacer, ale generalnie nie chodzę wcale za dużo, nie tak dużo jak kiedyś, kiedy szwendałam się między blokami, przysiadając na ławkach, żeby się wypłakać. Lubię swoje osiedle. Jego przesadzoną zieloność, bloki ułożone w kwadrat, wąskie alejki o popękanej, asfaltowej powierzchni, lawinę małych piesków wyprowadzających na spacer starsze panie o umalowanych różową szminką ustach. „Niech pani uważa na Kubusia” – powiedziała mi kiedyś jedna z nich, kiedy na rolkach przejeżdżałam obok niej i miniaturowego jorka wygodnie ułożonego na jej kolanach: „Kubuś tak nie lubi, kiedy ktoś się szybko porusza”. Odruchowo unoszę oczy i zerkam na swój blok, odliczając piętra od góry – moje okno jest ciemne. Przeszywa mnie nagle smutek, ale zagryzam wargę. Kiedy jeszcze mieszkaliśmy razem, zawsze, wracając przez osiedle, patrzyłam w nasze okna, widziałam, że światła w salonie są rzęsiście rozświetlone i ogarniała mnie fala ciepła na myśl, że już za chwilkę wejdę do nagrzanego mieszkania, dostanę buziaka na przywitanie, ogarną mnie ciepłe ramiona, wypiję zieloną herbatę. Miałam dom. A teraz sama zamieszkałam w salonie, a pokój, który kiedyś był sypialnią, wynajęłam bardzo oryginalnej dziewczynie, z którą niewiele mam wspólnego, może i na szczęście. W swoim pokoju przestawiłam kanapę pod okno – ciągle rozłożona i przykrywana kapą robi za całkiem wygodne łóżko. Po wyrzuceniu jego biurka miałam miejsce, żeby wstawić fotel i obrócić stół. Na parapecie poustawiałam doniczki, w których próbuję wyhodować żonkile. Teraz wygląda to naprawdę jak mój pokój, a nie jak salon. Co więcej, mam nieskazitelny porządek. Zawsze zaścielone łóżko, poskładane ubrania, odkurzony dywan. W szafie ręczniki i pościel są poukładane w porządną kostkę. Wcześniej też się starałam, żeby tak było, ale kiedy ma się w domu bałaganiarza ciężko jest zapanować nad wszystkim na raz. A teraz nie mam bałaganiarza. Ani domu. Otwieram sobie drzwi kluczem i wchodzę w tą nieskazitelną czystość i porządek. Kładę na stole w swoim pokoju torbę, idę do lodówki i prawie od razu zaczynam jeść. Wszystko, co nawija mi się pod rękę, bułkę, kawałek sera żółtego, winogrona, orzechy ziemne, kawałek jabłka, drugą bułkę, tym razem posmarowaną majonezem, czekoladę i na koniec dojadam M&Msami. Kulę się ze wstydu przed samą sobą. Rozbieram się z płaszcza i butów. Nie zwymiotuję, nie zwymiotuję, nie tym razem – powtarzam sobie w myślach. Płaczę dopiero klęcząc przy sedesie. Nie udało się - znów zwymiotowałam wszystko, co zjadłam. Na drżących nogach podchodzę do zlewu i płuczę usta. Matko, czy ta blada zjawa z lustra to ja? Straszna, ziemista cera, podkrążone oczy. Tylko usta wyróżniają się nienaturalnie czerwonym kolorem. Pomalowałam je dziś na bordowo, śmiałam się nimi (chociaż nie byłam szczęśliwa,) a potem jakiś nie do końca obcy mężczyzna swoimi starł z nich szminkę. Źle się ze sobą czuję. Z tej perspektywy (kiedy głowa jest ułożona na ramieniu mężczyzny) pokój wygląda inaczej. Meble są jakoś dalej. I w ogóle, przestrzeń jakaś inna. Kątem oka zerkam na podłogę i widzę na środku dywanu skrawek fioletowego materiału – moja sukienka. Niebawem przyjdzie mi się ubrać i to będzie dość krępujące. Albo nie, jeżeli on będzie już sobie szedł, owinę się szybko ręcznikiem, który wisi na krzesełku i powiem, że idę pod prysznic. A może naprawdę pójdę. Ten zapach obcego ciała mi zawadza. - O czym myślisz? – słyszę. Uśmiecham się cicho, kiedy jego dłoń zaczyna gładzić moje ramię. Jego usta całują mnie delikatnie w czubek głowy. No tak, właśnie tak. Mogłabym zamknąć oczy, przytulić się mocniej do tego miękkiego ciała obok mnie, przyzwyczaić się do zapachu i pomyśleć, że to mogłoby być prawdziwe. - Zastanawiam się nad prawdą i kłamstwem. - To znaczy? Wzruszam ramionami. - Tak ogólnie. - Aha. - Może jesteś głodny? - Nie, nie, chyba nie. Przez chwilkę milczę. Wykazałam troskę i gościnność, naprawdę już nie wiem, co mogłabym teraz powiedzieć. - Będę się już zbierał – słyszę. Siada na brzegu łóżka, widzę ruchy jego ramion, kiedy szuka dłońmi na podłodze swoich ubrań. Owinięta w kołdrę opieram się o ścianę. Mam ochotę płakać, niewygodna gula w gardle nie chce zniknąć. Mięśnie klatki piersiowej są tak napięte, że prawie drżą. Bladość jego pleców zostaje obleczona w koszulkę. - Gdzie są moje spodnie? – pyta, rozglądając się. Dłonią wskazuję lewą stronę łóżka. Nie jestem pewna, czy będę w stanie cokolwiek powiedzieć. - Nie wstajesz? Przesuwam się na skraj łóżka i ściągam z krzesła ręcznik, którym się owijam. - Idę pod prysznic chyba. Przechodzę za nim na korytarz i obserwuję jak zakłada buty i kurtkę. Staje przede mną, czas się pożegnać. Wtulam się mocno w to absurdalnie przecież obce ciało. - Zadzwonię – mówi. - Wiem – odpowiadam. Kiedy on wychodzi, sama siebie obejmuję ramionami. Jakbym chciała się przytulić i ugłaskać. Napuszczam wody do wanny, robię pianę, na pralce stawiam trzy zapalone świece, które wcześniej paliły się na stole w pokoju. Wchodzę do gorącej wody i staram się rozluźnić mięśnie całego ciała, które drżą i zaciskają się jakoś spazmatycznie, jakbym szlochała. A nie szlocham. - Myśl o swoich stopach – mówię do siebie półgłosem. – A teraz pomyśl o swoich łydkach. Napięcie z nóg powoli opada, myślę uporczywie o swoich ramionach i karku, który na szczęście rozluźnia się. Przymykam oczy. W łazience pachnie mocno proszkiem do prania, w którym wyprałam kolory suszące się nadal nad wanną. Lubię ten zapach, nawet. Tak bardzo mi cicho. A może tak przestałabyś szukać kogoś, kto pojawi się, żeby chociaż na jakiś czas odsunąć lęk?



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 09.11.2012r.

1     

Srebrna Użytkownik WPMT 15 11 2013 (21:19:33)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Piękna praca, tyle pomieściłaś w niej emocji. Myślę, że moje przedmówczynie powiedziały wszystko, co chciałam powiedzieć ja.

"Otwieram sobie drzwi kluczem i wchodzę w tą nieskazitelną czystość i porządek." Zamiast "tą" powinno być "tę". Nie, żebym jakoś bardzo skupiała się na błędach w tej pracy, bo praktycznie ich prawie nie ma, ale to mi tak właśnie utkwiło w pamięci.

Ode mnie 6.

Pozdrawiam,
Srebrna

Writershy Użytkownik wpmt 22 11 2012 (15:58:33)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Ojej, bardzo ale to bardzo mi się podoba! Lekkie, delikatne i przyjemne, przez tekst można przepłynąć i nawet uronić kilka łez. "A teraz nie mam bałaganiarza. Ani domu. ", po czymś takim człowiek bierze głęboki wdech.


Anima użytkownik 10 11 2012 (13:32:00)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Ja nie wiem, jak to się dzieje. Żyje człowiek i stara się nie poddać wzruszeniom. Tak walczy ze sobą, a potem wchodzi na taki WPMT i tu taka praca. I od razu potok łez.
Na początku nie byłam pewna, czego będzie dotyczyć praca.
W końcu otrzymałam odpowiedź. I poczułam się, jakby ktoś mnie uderzył czymś mocnym. Niby taki znany temat, a jednak wciąż... przez wielu nierozumiany. Cóż z tego, że słyszymy o tym w mediach, skoro potem sami skazujemy takich ludzi na samotność? Chociaż doświadczyłam czegoś trochę innego, to jednak myślę, że potrafię się z nią utożsamić. Coś się jej zniszczyło, zgasło. Ważna sprawa w życiu. I wciąż nie wie, co robić, jak żyć, jaka powinna być. To najgorsze pytania w całym świecie. I smutno tak...
W sumie to nawet nie wiem, jak powinnam skomentować Twoją pracę. Bo ona sama siebie komentuje. Każdy wyciąga z niej inną naukę, inaczej się z nią utożsamia. Niby sens ten sam, a jednak wszystko inne. Jest bardzo piękna.
Wszystko poprawne, styl, tylko co do interpunkcji - były trzy zgubione przecinki. I w sumie waham się, i waham, a;e nie, niżej niż sześć nie będzie. Nie ma mowy.
Teraz tylko czekam na chwilę, w której zobaczę Twoją książkę w księgarni na Starowiślnej i pomyślę sobie: "Nikt bardziej nie zasłużył".
Pozdrawiam.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: