warto go przeczytać
Pseudonim: Agent
Ocknął się. Wziął głęboki oddech, otworzył na chwilę oczy i pierwszym, co zobaczył było jej nagie udo. Wędrując wzrokiem od jej stopy w górę odkrył, że nie ma na sobie majtek, dostrzegł je na fotelu. Leżała wtulona w niego, prawa pierś śmiesznie wyślizgiwała się spomiędzy ich ciał. Poczuł się twardy jak skała. Na stole leżały brudne kubki i kieliszki, miska po chipsach i dwie popielniczki. Postanowił poczekać ze wstawaniem dopóki nie opadnie z napięcia. Wiedział, że Karol poszedł już na kolokwium, więc konsekwencje odwleką się o dwie godziny. Leżał obok pięknej kobiety, która doprowadziła go w nocy dwa razy, lecz czuł jedynie wyrzuty sumienia, dobijające się do gardła wraz z garścią soków żołądkowych. To i stopniowo opadający wzwód. Zerknął na zegarek, czas miał całkiem niezły, akurat na prysznic i małe śniadanie. Wygramolił się spod niej dyskretnie, za wszelką cenę próbując uniknąć porannej, krępującej rozmowy następującej po pijanym seksie. Posuwistym krokiem ruszył w stronę łazienki, klęknął przy klozecie i wypuścił z siebie pawia. Niestety, nie zawierał on wyrzutów sumienia. Odkręcając wodę w kabinie miał nadzieję, że prysznic zmyje z niego wstyd, skrępowanie i uczucie ogólnego znienawidzenia własnego libido. Nic z tego. Zbyt wypielęgnował swoje człowieczeństwo, żeby miało się nie odzywać w chwilach takich, jak ta. Marzył o czymś w rodzaju rozgrzeszenia, momencie jasności, który odmieni jego posępny nastrój i zniweluje krzywdy wyrządzone jego kutasem. Nie było jednak czasu na kilkunastominutowe przemyślenia pod natryskiem, musiał pojawić się na zajęciach. W całym tym porannym rytuale zaistniała tylko jedna mała iskierka nadziei: zauważył na piersi znaki po ugryzieniach i pomyślał, że jeśli przyjdzie mu zapłacić za te parę godzin przyjemności, to przynajmniej było warto.
Skończywszy poranną toaletę rzucił okiem na ścienne wskazówki z rozczarowaniem odkrywając, że czasu na posiłek jednak zabraknie. Ubrał się pośpiesznie, zebrał z podłogi torbę i zlustrował szybkim spojrzeniem swoją nocną przygodę. Długie włosy opadały między pokaźne piersi, odsłaniając sterczące, ciemnobrązowe sutki. Znów poczuł ucisk w kroczu, lecz nie mógł sobie pozwolić na poranny numerek. Wyszedł odważnie na rozświetloną majowym słońcem ulicę, lecz natychmiast stanął jak wryty. To był jeden z tych dni, w których nawet chmury płynęły za głośno. Założył więc okulary przeciwsłoneczne, zapalił papierosa i udał się na uczelnię. Jazda tramwajem była drogą przez mękę, wypity wczoraj alkohol wciąż krążył w żyłach, a żołądek, pomimo chwilowego strajku, domagał się choćby śladu jedzenia. Zdawał sobie sprawę, że jego kac wyczuwalny jest na sporą odległość, otaczający go ludzie bardzo obrazowo dawali mu to do zrozumienia. Ich wzrok przypominał ławę przysięgłych decydującą o domniemanej winie oskarżonego, którego tak naprawdę nie znają. Skupisko przypadkowych ludzi, osobników różnych pokoleń, profesji, nawet ras. Na piątym przystanku wsiadła staruszka z siatką wypełnioną jabłkami, zapewne działkowiczka. Jako, że nie było wolnych miejsc stanęła obok siedzenia, które zajmował Rafał. Doskonale wiedział, co się teraz wydarzy. Zaraz zostanie wyklęty przez trzy czwarte pasażerów, ogłoszony antychrystem, niewychowanym bucem i „tą dzisiejszą młodzieżą”. Za wszelką cenę chciał opóźnić nieuniknione. Uporczywie wgapiał się w okno, nie odwracają głowy choćby o stopień. Zdawał sobie sprawę, że to tylko gra na zwłokę, lecz każda siedząca chwila warta była tyle, co Paryż mszy.
– Młodzieńcze, czy mógłbyś ustąpić mi miejsca? – zapytała w końcu starsza kobieta.
– Przykro mi, ale nie mogę tego uczynić – odparł Rafał najserdeczniejszym tonem, jaki był w stanie z siebie wykrzesać.
– Słucham? – zdziwienie kobiety mieszało się z zszokowaniem.
– Pani wybaczy, ale naprawdę nie mogę.
– A to niby dlaczego? – staruszka przeszła do ofensywy, podnosząc głos, alarmując w ten sposób część podróżujących.
– Ponieważ nogi odmawiają mi posłuszeństwa, głowa eksploduje, a w żołądku rozgrywa się Bitwa o Midway.
– Zobaczcie jaki wyszczekany! – zwróciła się kobieta w eter, co mocno poirytowało Rafała. Nie był jednak w stanie pójść w szranki z dziarską emerytką, nie miał też najmniejszej ochoty wstawać.
– Niech mi pani da spokój.
– Pani siądzie! – zawołał jakiś mężczyzna siedzący obok. – Ja mogę postać, niech się chłopak nie męczy – dodał z nieukrywaną ironią.
Ostatnich parę minut podróży Rafał spędził na modlitwie do nieznanego sobie boga, błaganiu o jak najszybszy koniec tego rozdziału. Marzenie się ziściło, na horyzoncie ukazał się uniwersytet. Schodząc po schodach do tunelu niemal się poślizgnął na oblodzonej nawierzchni, co zwieńczył soczystą kurwą. Wchodząc do budynku skinął na przywitanie jednemu z wykładowców, oddał płaszcz do szatni i udał się w kierunku bufetu. Złośliwość losu, niewyobrażalny pech, a może karma sprawiła, że pierwszą znajomą osobą, którą spotkał była Marta, dziewczyna, która trzy dni temu z nim zerwała. Tudzież on zerwał z nią. W tej konkretnej chwili fakty zachodziły na siebie, a uporządkowanie ich wydawało mu się nieistotne.
– Cześć Rafał! Coś słabo wyglądasz, popiłeś, czy co? – zagadnęła smętnie.
„Kurwa” – pomyślał. - „Z wszystkich osób na tej pieprzonej uczelni akurat ona musiała się napatoczyć.”
– No, całkiem popiłem – odpowiedział od niechcenia i zdał sobie sprawę, że jego mowa nie jest tak wyraźna jak myśli. Nie wdając się w bezsensowne grzeczności pożegnał się pod pretekstem umówionego spotkania i poszedł tam, gdzie zwykle przesiadują znajomi podczas przerw między zajęciami. Przekraczając próg zapiekankowego raju zlokalizował stolik, przy którym siedzieli jego przyjaciele. Dziarsko ruszył w ich stronę, lecz po chwili się zatrzymał, gdyż w jego stronę, lekko chwiejnym jeszcze krokiem ruszył Karol. Zdezorientowany Rafał przygotowywał się na najgorsze, awanturę, pobicie, rozróbę. Zaczął na poczekaniu wymyślać sobie linię obrony, że alkohol, że szukał pocieszenia, że to ona zaczęła, że kanapa taka duża. Zdziwił się, gdy przyjaciel, dopadłszy do niego runął mu w ramiona i z uśmiechem na twarzy wyznał:
– Stary! Zrzygałem się w środku kolokwium!
– Co? – spytał osłupiały Rafał.
– No, nie mogłem wysiedzieć i musiałem się ewakuować w środku koła.
– To tyle? Nic więcej nie masz mi do powiedzenia? Nie masz pretensji o Sylwię? – nie był w stanie ukryć zdziwienia w głosie.
– A, to. Jak was zobaczyłem rano byłem trochę zły, ale jesteście dorośli. Po za tym uznałem, że konsekwencje waszych działań będą wystarczającą karą. Po co mam was opieprzać, skoro jej zmyje głowę jej facet, a ciebie, znając życie, zjedzą wyrzuty sumienia.
– Jezu, człowieku. Bałem się, że mi wpierdolisz – odetchnął z ulgą. – Miło, że wspominasz o karze, zgadnij kogo spotkałem zaraz po wejściu na wydział?
– Hm… oczywiście, że Martę – odpowiedział po chwili Karol i roześmiał się donośnie. – Mówię ci, karma was zniszczy. Fakt, Sylwia jest moją najlepszą przyjaciółką, w pewnych sytuacjach siostrą. Fakt, ma faceta. Fakt, ty masz świeżo złamane serce. Macie przejebane.
– Dzięki na info. Nie przesadzaj z tym sercem. Żałuję, że ciebie nie posłuchałem, kiedy kładliśmy się spać… – ton Rafała przypominał kwilenie dziecka, które zbiło mamusi wazon. – To też twoja wina – dodał po chwili. – Wiesz jaki jestem po pijaku. Jak widzę okazję na zanurzenie się w ciepłej cipce to nie przebieram w środkach. Powinieneś być bardziej stanowczy.
– Ty się ode mnie odpierdol. Mówiłem z dziesięć razy, żebyście nie spali w jednym łóżku.
– Dobrze, dobrze, stało się, trudno. Ale muszę ci powiedzieć, że była niesamowita, robiła z moim kutasem takie rzeczy, że…
– Ej stop! Ani słowa więcej o waszych nocnych igraszkach. Nie chcę nic wiedzieć, jak zaczniesz się spowiadać, to się pogniewamy, ok?
– Ok. Chodź, napijemy się kawy, muszę coś zjeść, żeby jakoś przeżyć dzisiejszy dzień. To będzie pandemonium
– Nie przesadzaj, nie pierwszy raz idziemy na zajęcia zgarowani.
– Ale teraz mam moralniaka. Uwierz, to o wiele gorsze.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 30.09.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(44): 37 gości i 7 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, PookyFan, aubrey, Khelben