warto go przeczytać
Ta cisza… Sponiewierana. Pozostawiona. Zgaszona.
Spoglądam na cztery ściany swojego pokoju i nie dostrzegam niczego. Przynajmniej niczego mi znanego. Czuję narastający ból, który wżera się we mnie wraz z ogłuszającą ciszą. Nie wiem już czy Ona robi to specjalnie czy przypadkowo… Prawdopodobnie to pierwsze.
Sięgam ręką po leżącą tuż obok paczkę papierosów i wyciągam jedną fajkę. Przyglądam się jej tak, jakbym chciał zgłębić wszystkie tajemnice świata. Chwilę potem to wszystko znika wraz z dymem papierosów.
Znika strach. Ból. Tęsknota. Ale dalej Ona nie znika.
Przeczesuje palcami swoją gęstą, rudą czuprynę. Tak naprawdę dopiero teraz wiem, jaki kolor mają moje włosy. A oczy? Są barwy błękitu czy jadeitu? A może są szare… jak ten dym.
Kładę się twarzą do podłogi, gasząc niedopałek. Wciągam zapach desek sosnowych i próbuję sobie cokolwiek przypomnieć. Ciepło podłogi otula mnie. Jest mi dobrze. Cisza nie wwierca mi się tak w uszy, a Ona pomału znika.
Ona była piękną istotą. Najpiękniejszą, jaką kiedykolwiek widziałem i spotkałem, a przynajmniej tak sądzę. Pokochałem Ją od razu. Najpierw były pierwsze nieśmiałe słowa i gesty. Potem spacer po ulicach jakiegoś miasta. Parę łez skapnęło na podłogę łącząc się z brudem, który poniewierał się po całym pokoju.
Nagle zrozumiałem. Nic nie jest doskonałe.
Po spacerze poszliśmy na kawę. Uwielbiała latte macchiato, które sączyła bardzo długo. Natura była bardzo dla Niej hojna. Miała długie blond włosy, które zawsze związywała w francuski warkocz. Duże niebieskie oczy i drobny nosek, świetnie ze sobą kontrastowały, a jej idealnie skrojone usta dopełniały całości. Po kawiarni poszliśmy do mnie. A może do niej? Zresztą to nieważne. Wypiliśmy jeszcze tanie wino zakupione w sklepie monopolowym, znajdującym się za rogiem. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak małe dzieci… A potem była pustka. Ogromna przestrzeń czasu, której nie pamiętam. A może krótka?
Nie pamiętam jak się tu znalazłem. Gdzie w ogóle jestem. Jak się nazywam. Kim ja jestem… Pamiętam tylko Ją.
Podniosłem się z podłogi i poszedłem po następnego papierosa.
Jak dla mnie mogę tak istnieć na zawsze. Nie potrzebuję przeszłości ani przyszłości. Wystarczy mi teraźniejszość.
Strzepnąłem popiół na podłogę, rozglądając się po pokoju i niczego nie rozpoznając. Tak… Chyba mi się to spodoba.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 27.01.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(44): 36 gości i 8 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Janek Freund, PookyFan, aubrey, Khelben