warto go przeczytać
Pseudonim: asiunia12345
Ja za Tobą nie tęsknię. Ja za Tobą umieram. Ale nie umrę. Zbyt mocno trzymasz mnie przy życiu.
Już osiemnasta. Siedzę i produkuję kolejne myśli w tematyce ,,Ty”. Chłodzę drobne ręce na szklance lodowatej wody z cytryną, koję rozgrzane od powstających w mojej głowie myśli, ciało. Gdybyś zniknął? Co ja bym zrobiła… Z tęsknotą, miłością, pragnieniem i pożądaniem. Ze sobą. Gdybyś tak po prostu, nagle, bez wyjaśnień zamilkł i odszedł, to nie mówiłabym ,,Wszystko straciło sens”. Ja bym milczała, bo i słowa nie miałyby sensu. Słońce świeciłoby dla wszystkich, tylko nie dla mnie, deszcz moczyłby resztę świata, ale nie mnie, tęcza niosłaby barwy życia każdemu człowiekowi, ale mi odebrano by je na zawsze. Kawa miałaby smak bardziej gorzki, łzy zamieniłyby się w czyste kryształki soli. Szum morza przypominałby mi tylko Twój oddech, a każda fala byłaby niczym jeden wspólny dzień, bez szans na jego powtórkę.
Jednak mimo niewysłowionego lęku i bólu wciąż chciałabym wierzyć, że zdążymy się odnaleźć, zanim zatrzaśniemy swoje książki, zanim zapiszemy wszystkie kartki, jakie nam przydzielono. Chciałabym wierzyć, że może za rok, może za dekadę, albo pół wieku ponownie będę mogła gładzić twoją głowę moją ręką, wypełnioną po brzegi czułością. Że nadejdzie czas repetowany dla nas przez Szczęście.
Jeśliby zaś nie nadszedł, to zamykając oczy ostatni raz, chciałabym mieć wciąż nadzieję, że spotkamy się w kolejnym życiu. Znów odnajdziemy się całkiem przypadkiem, by doświadczyć tego niezwykłego wrażenia, że oto tu miałam być i oto tu jestem. Spełniłby się nasz sen.
Jednak jesteś. I nie mogłoby być lepiej. Jest cudownie – mówię, tuląc się do Ciebie, przymykając oczy, wciągając twój zapach, jakby na zapas.
Gdybyś odszedł, to coś by prysło we mnie jak mydlana bańka. Mówię o szczęściu i przeświadczeniu słuszności czynów i decyzji. Ale jesteś. Wiatr targa twoimi włosami i tłumi nasze głosy, wołające się poprzez piękną, kwiecistą polanę. I tak doskonale wiem, co chcesz powiedzieć – kochasz mnie i nigdy nie opuścisz. Niech wiatr to niesie, niech każdy czuje na sobie powiew naszej miłości i wie, że jesteśmy w innym świecie zaczynającym się na mnie, kończącym się na tobie. Pomiędzy nami tylko ta polana. Coraz mniejsza, coraz mniejszy nasz świat. Jeszcze kilka metrów, teraz tylko dwa, pół, dwadzieścia centymetrów. Och, i jesteśmy najmniejszym układem ciał niebieskich we wszechświecie, tylko niecały centymetr wolnej przestrzeni. Pragniemy już tylko jakiejś strasznej, czarnej dziury, która pochłonęłaby nas na zawsze tak w siebie wtulonych, którą byłaby swoistą kłódką naszych objętości, bez względu na warunki otoczenia. Nie ma jej… Bo to nie wyczyn być razem, jeśli nie ma innych opcji. Sztuką jest razem być w świecie pełnym możliwości. Przypieczętujmy się więc zaufaniem. A zaufanie to nic innego jak pozwolenie na wolną wolę i wiara, że ta wolna wola nas nie skrzywdzi. Zaufanie to przyzwolenie na decydowanie o naszym poziomie smutku. Przy tobie – zerowym.
Spuszczam po nodze jedwabną chustkę, a ona spada, jakby niesiona tajemniczą siłą, pokonującą opory. Chyba rozumiesz, co chcę powiedzieć. Czasu nie ma na jego tracenie. Z tobą i tak wszystko mija szybko, bez ciebie dłuży się. Godzina z tobą trwa piętnaście minut, bez ciebie – dwie doby.
Nie chcę mieć długiego życia. Chcę je mieć z Tobą.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 22.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(44): 36 gości i 8 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Janek Freund, amymone, PookyFan, aubrey